Mam ostatnio taki problem w pracy, że chce żeby wszystko było idealne i przez to w ogóle nie zaczynam zadań, bo boje się że coś wyjdzie nie tak. Ktoś mi powiedział, żebym spróbowała z runami, bo podobno mogą pomóc w przełamaniu tego schematu. Czy to ma w ogóle sens? Zastanawiam się głównie nad Berkano i Ingwaz, które kojarzę z jakimś cyklem, procesem, dojrzewaniem. Ale szczerze nie wiem czy dobrze to interpretuję. Macie jakieś doświadczenia z runami a perfekcjonizmem? Chodzi mi konkretnie o pracę, o to że ciągle poprawiam i poprawiam i nic nie oddaje na czas.
Berkano to raczej nie jest pierwsza runa jaką bym tu sięgnął. Ona jest bardziej o ochronie, opiece, początku nowego etapu, nie o akceptacji niedoskonałości jako takiej. Jakbyś szukała runicy do tego tematu, to bliżej będzie Kenaz albo nawet Laguz. Kenaz to ogien poznania, ale też twórcza energia która może płonąć albo zgasnąć, a w kontekscie perfekcjonizmu to jest ciekawa runa, bo mówi o tym że swiatło ma swój koszt. A Laguz to woda, płynność, intuicja, zdolność do puszczenia. Ale powiedz mi najpierw: jak długo z tym pracujesz? Bo to ważne czy to świeży problem czy głęboko zakorzeniony schemat.
Ojej, ja mam dokładnie ten sam problem w pracy! Siedzę godzinami nad jednym mailem i nie wysyłam bo mi się wydaje ze jest niedopracowany. A to jest tylko mail 🙂 Też zaczełam interesować sie runami niedawno i nie wiedziałam ze można je tak stosować, tzn. że mogą pomóc w takich codziennych, psychologicznych sprawach. Myślałam że runy to bardziej przepowiednie, wróżenie z przyszłości. Ale jak się nad tym zastanowię to chyba każda mądrość tradycyjna może pomagać w codzienności, nie?
Chcę tu od razu powiedzieć, bo to ważne: runy to nie terapia. Jeśli perfekcjonizm naprawdę blokuje pracę i codzienne funkcjonowanie, to warto iść do specjalisty, psycholog czy terapeuta. Runy mogą być uzupełnieniem, mogą dawać perspektywę, pewien symboliczny punkt oparcia, ale nie zastąpią prawdziwej pracy z tym schematem. Powiedziawszy to: tak, są runy które dają do myślenia w tym kontekście. Simargl słusznie wskazał Laguz. Ja bym dodała jeszcze Jeru czyli Jera, bo to jest runa cyklu, cierpliwości, zbiorów, ona przypomina że nie ma przeskoczenia procesu i że niedoskonały plon jest lepszy niż brak plonu w ogóle.
Właśnie, ta Jera to jest coś o czym czytałam! Że ona mówi właśnie o tym że trzeba dać rzeczom czas i nie poganiać, i że każdy cykl ma swój rytm. Ale mam pytanie: czy przy perfekcjonizmie w PRACY to ma sens codziennie ciągnąć runę jako swego rodzaju przypomnienie? Znaczy - rano wylosowac jedną runę i potraktować ją jak temat dnia do przemyślenia? Bo sama próbowałam czegoś podobnego z kartami tarota i trochę pomagało mi to ustawiac intencję na dany dzien. Tylko z runami nie wiem czy to jest właściwe podejście.
Hmm, ja mam trochę inne zdanie. Próbowałam kiedyś ciągać karte tarota każdego ranka jako motywacje i po jakichś dwóch tygodniach zaczełam interpretować wszystko pod tezę którą już miałam w głowie. Rano byłam zmęczona, ciągnęłam kartę, i tak długo szukałam znaczenia które mi pasowało, aż znalazłam. To trochę podważa sens takiego ćwiczenia. Czy z runami nie jest tak samo? Bo mam wrażenie że przy perfekcjonizmie akurat ta pułapka jest wyjątkowo ostra, tzn. perfekcjonista i tak znajdzie w runie potwierdzenie że jeszcze nie jest gotowy.
Zatrzymajmy się chwilę. Pytanie w tytule brzmi: czy runy mogą nauczyć akceptacji niedoskonałości. I to jest dobre pytanie, tylko żeby na nie odpowiedziec trzeba wiedziec co rozumiemy przez naukę. Runa sama niczego nie uczy. Uczymy się sami, runa daje pretekst do refleksji. To brzmi może jak zbicie tematu, ale nie jest: jeśli ktoś ma głęboki schemat perfekcjonizmu, to codzienna runa dnia bez żadnego głębszego kontekstu może po prostu stac się kolejnym elementem który perfekcjonista będzie starał się robić idealnie. I wtedy nagle ciąganie runy staje się nowym źródłem stresu. Znam takie przypadki.
To co mówi Bolesław brzmi prawdziwie i trochę mnie to zatrzymało, bo sama przez chwilę robiłam rytuały w taki sposób że bardziej pilnowałam czy robię je dobrze niż co przynoszą. Ale jednak myślę że są runy które w swojej symbolice mają coś co naprawdę przemawia do perfekcjonisty. Chodzi mi o Ehwaz, partnerstwo, zaufanie, synchronizacja. W pracy bardzo często perfekcjonizm bierze się z tego że nie ufamy że inni odbiorą naszą pracę dobrze, czyli że boimy się oceny. Ehwaz mówi o zaufaniu w relacji. Może o to chodzi?
Jest jeszcze jedna runa o której nikt tu nie wspomniał a moim zdaniem jest kluczowa w tym temacie: Isa. Lód, stagnacja, zatrzymanie. Perfekcjonizm w swojej istocie jest jak Isa, zamrożenie w miejscu, niemożność ruszenia naprzód bo boimy sie że ruch nie będzie dość doskonały. Ale Isa nie jest runową złą runą, ona mówi że każdy lód w końcu topnieje i że stagnacja jest czasem konieczna, żeby coś skrystalizować. Pracować z Isa to jakby przyznać: tak, jestem zamrożony, widzę to, i czekam na odwilż zamiast bić głową w lód.
Anastazy, ale Isa to jest chyba jedna z tych run które sygnalizują żeby nic nie robić, czekać, nie działac. Jeśli ktoś ma problem z perfekcjonizmem i nie może oddac pracy, to medytowanie nad Isa wydaje mi się ostatnią rzeczą której potrzebuje, bo da mu kolejny powód żeby nie działać. Przynajmniej tak to czuję. Ehwaz albo Teiwaz - ta od odwagi, działania, poświęcenia - to byłoby chyba lepiej dopasowane do kogoś kto chce przełamać blokadę.
Wybaczcie ze sie wcinam bo znam sie na runach slabo, ale chciałem zapytać: czy praca z runami w kontekscie takim psychologicznym to jest coś co można robić samemu bez żadnej wiedzy na poczatku? Bo czytam tu że trzeba wiedziec co runa znaczy, jak ją medytować, jak sformułowac pytanie... to brzmi dość skomplikowanie dla kogoś kto dopiero zaczyna.
To pytanie jest jak najbardziej na miejscu i dobrze że ktoś je zadał. Odpowiedź jest taka: można zacząć samemu, ale warto zacząć powoli. Nie trzeba od razu znac wszystkich dwudziestu czterech run naraz. Wystarczy wziąć kilka, przeczytać o nich z różnych źródeł, nie tylko jednego, i przez jakis czas po prostu nosić je w głowie, obserwować co się w tym czasie dzieje. Nie naciskać na efekty. I tu wracamy do tematu: praca z runami przy perfekcjonizmie może byc ćwiczeniem akceptacji niedoskonałości już na poziomie uczenia się ich samych, bo nikt nie jest mistrzem od razu i nie trzeba.
A czy w ogóle do takiej pracy z perfekcjonizmem konieczny jest konkretny zestaw run, znaczy fizyczne kamyki albo drewniane? Bo czytałem ze niektórzy tylko wizualizują symbol w głowie albo rysują na kartce. Czy to ma sens czy trzeba miec fizyczne runy żeby to działało? Pytam bo sam myślę o tym żeby spróbować, ale nie mam zestawu i nie wiem czy warto kupowac.
Mam inne pytanie niż reszta. Tytuł wątku mówi o walce z perfekcjonizmem, ale czy runy w ogóle mają coś do powiedzenia o akceptacji? Bo w mojej głowie runy to bardziej magia działania, dążenia, sił. Czy jest jakakolwiek runa która mówi wprost coś w stylu: odpuść, wystarczy?
Słuchajcie, pojawiło się tu dużo run i dużo teorii, i rozumiem entuzjazm, ale zanim ktoś zacznie budowac cały system runiczny do terapii perfekcjonizmu, warto zapytać siebie po co tak naprawdę po to sięgam. Runy jako pretekst do refleksji - owszem. Runy jako substytut rozwiązania realnego problemu z funkcjonowaniem w pracy - nie. Bolesław już to sygnalizował, ja podpisuję się pod tym obiema rękami. I jeszcze jedno: te wszystkie wymienione tu runy mają swoje tradycyjne znaczenia, ale też setki interpretacji w różnych systemach i każdy tu mówi trochę co innego o tej samej runie. Skąd ta pewność że akurat Laguz czy Gebo 'pomogą' na perfekcjonizm?
Opalinka mówi to co i ja bym powiedział tylko pewnie mniej dyplomatycznie. Mam wrażenie że w tym wątku zaczęliśmy robić coś typowego dla ezoteryków, czyli szukać duchowego wyjaśnienia dla czegoś co ma bardzo konkretną przyczynę i bardzo konkretne rozwiązanie. Perfekcjonizm w pracy często wiąże się ze strachem przed oceną albo z jakimś wzorcem wyniesionym z domu albo szkoły. Runa tego nie przepracuje. Mogę się mylić, ale ile osób tu faktycznie używało run w pracy i miało realną zmianę? Nie ozdobne doświadczenie duchowe, tylko realną zmianę w funkcjonowaniu?
Okej, Zaklinacz i Opalinka mają rację że nie można tego traktować jako zastępstwa. Ale ja w ogóle nie pytałam o zastępstwo. Pytałam czy runy mogą dac jakiś dodatkowy impuls, symbol, coś na co można spojrzeć i co uruchamia inne myślenie o problemie. Jak kartka na biurku z cytatem który człowieka zatrzymuje. Nie twierdzę ze Gebo mnie wyleczy z perfekcjonizmu, tylko że może mi przypomnieć że wystarczy. I wracając do tego co pisałam na początku: problem mam konkretnie z momentem oddania pracy, z tym wzrokiem na gotowy produkt i myślą że to jeszcze nie czas. Może właśnie o tym wzroku warto tu porozmawiać, bo to jest ta chwila w której perfekcjonizm najbardziej uderza.
Rozmarynka ma rację co do kartki na lodówce i to jest chyba najlepsze podsumowanie tego co runy mogą dawać w takiej sytuacji. Nie magia, nie terapia, tylko konkretny punkt skupienia który nie pozwala żeby perfekcjonizm działał w ciemno. Bo on właśnie lubi ciemność, działanie za plecami. Jak masz przed oczami Sowulo albo Kennaz każdego ranka, to chociaż przez chwilę widzisz temat.
Ale właśnie to 'widzisz temat' jest ciekawe bo ja na przykład mam problem z tym że jak pracuje to wgl nie patrzę na to co zrobiłam tylko na to czego mi brakuje. I zastanawiam sie czy nie chodzi tu o jakiś dosłowny aspekt wzroku, nie wiem jak to powiedzieć, znaczy że nie umiem patrzeć na swoją prace przychylnie. Czy jest jakaś runa która by sie do tego odnosiła?
No ale Dagaz to jest runa końca i początku, przesilenia, więc nie wiem czy to akurat do codziennego używania. Ja bym tu raczej pomyslała o Pertho, bo ona jest o odkrywaniu ukrytego, a może chodzi właśnie o to żeby odkryć wartość w tym co już sie zrobiło a nie szukać dziur. Aczkolwiek Pertho jest też dość tajemnicza i nie każdemu dobrze pracuje na co dzień.
Wchodze w ten wątek bo mnie ciekawi jedna rzecz. Mówicie o patrzeniu, o zmianie perspektywy, o wzroku i to wszystko super, ale jak to przekłada sie na realną pracę? Tzn czy ktoś tu z was faktycznie siedział nad projektem albo zadaniem i użył runy w jakiś konkretny sposób żeby przestać go poprawiać w kółko? Co to wyglądało?
Ja miałam coś takiego z Eihwaz. Rysuję i miałam taki rysunek który poprawiałam chyba z dziesięć razy i za każdym razem coś mi nie grało. Połozylam na nim kartkę z narysowaną Eihwaz i zaczęłam medytować nad tym co ta runa znaczy - cierpliwość, wytrwałość, ale też zaakceptowanie że coś ma swój czas i swój koniec. I jakoś po kilku minutach po prostu... odłożyłam. Nie dlatego że nagle było idealne, ale dlatego że byłam gotowa.
No i to jest właśnie to o czym pisałem wcześniej, że fizyczność przedmiotu albo symbolu chyba ma znaczenie bo angażuje wzrok. Nie wiem czy to magia czy psychologia ale jak masz cos przed oczami to faktycznie myślisz o tym inaczej niz jak tylko o tym myslisz w glowie. Mi sie wydaje ze perfekcjonista żyje bardzo w glowie wlasnie i moze to wyprowadzenie na zewnatrz przez rysunek runy czy kamień coś zmienia.
Florek trafił w coś realnego. Jest taki efekt, chyba z psychologii poznawczej, że eksternalizacja, czyli wyrzucenie czegoś z głowy na zewnątrz, zmienia stosunek do tego. Dlatego terapeuci każą pisać dzienniki, rysować mapy myśli. Runa na kartce działa podobnie, wyrzucasz intencję na zewnątrz i możesz na nią spojrzeć z boku. To nie jest magia w sensie nadprzyrodzonym, ale mechanizm jest realny.
Wchodzę w środek ale mam pytanie które trochę mnie nurtuje przez cały wątek. Mówicie o runach jako pomocy przy perfekcjonizmie w pracy, ale co jeśli sam proces uczenia się run stanie się polem dla perfekcjonizmu? Znaczy - znam osoby które latami nie zaczęły żadnej praktyki bo 'nie były gotowe', bo chciały najpierw wszystko wiedzieć. Czy to nie jest taki sam pułapek?
o matko to mnie trochę uderzyło bo ja wlasnie od kilku miesiecy czytam i czytam i jeszcze nie dotknelam żadnej runy fizycznie. myslalam ze to dlatego ze chce byc dobrze przygotowana ale może to jest właśnie to o czym piszecie
Telimena, widzę to co napisałaś i rozumiem. Ale dodam jedno: przygotowanie nie jest złe samo w sobie. Pytanie brzmi, co jest twoim celem. Jeśli chcesz pracować z runami praktycznie, to w pewnym momencie trzeba odłożyć książkę. Jeśli chcesz je studiować historycznie, to czytaj dalej. Różnica między nauką a unikaniem jest ważna.
