Dwie różne i obie mają sens, ale do różnych celów. Strona na runę to słownik, który budujesz. Dziennik sesji to historia twoich odczytów. Jedno bez drugiego jest niepełne, szczególnie na początku.
To jest dobre pytanie i myślę, że odpowiedź zależy od tego, jak ktoś się uczy. Część ludzi wchodzi w ruch i uczy się przez praktykę, więc dziennik naturalnie wychodzi pierwszy. Inni wolą mieć jakiś fundament zanim zaczną - i wtedy zaczną od słownika. Nie ma jednej kolejności.
Ja zacząłem od słownika, bo tak mi poradziła jedna książka. Ale skończyło się na tym, że przepisywałem cudze słowa i przy odczycie i tak nie wiedziałem co z nimi zrobić. Dopiero jak zacząłem dopisywać swoje skojarzenia obok, to coś zaczęło klikać.
To co mówisz brzmi jak klasyczny problem z uczeniem się przez definicje zamiast przez kontekst. Słowo 'przekształcenie' przy Hagalaz nic ci nie mówi, dopóki nie masz sytuacji, w której Hagalaz pojawiła się i coś faktycznie się przekształciło. Wtedy to słowo nabiera ciężaru.
Ale czy ta technika z tygodniem na runę nie zakłada, że masz dużo wolnego czasu? Przy codziennych obowiązkach ciężko przez tydzień 'skupiać się' na jednym symbolu, chyba że to tylko leżenie w szufladzie.
Moim zdaniem o to chodzi właśnie - że ona leży w szufladzie albo nosisz ją przy sobie i po prostu wraca do głowy przy różnych momentach dnia. Nie musisz siadać i medytować przez godzinę. Wystarczy że masz ją z tyłu głowy.
Wrócę do pytania Poli, bo chyba jeszcze nie padła sensowna odpowiedź. Mój notatnik runiczny to dwie warstwy - przy każdej runie mam jedno słowo, które jest dla mnie kotwicą, i osobno kilka zdań z konkretnego odczytu, gdzie ta runa się pojawiła. Słowo ogólne plus przykład z życia. To połączenie daje mi szybki dostęp i jednocześnie historię.
A co z runami odwróconymi? Bo słyszałam, że niektórzy w ogóle nie używają merkstave, a inni mają drugie słowo kotwicę właśnie dla odwróconego znaczenia. Jak to wygląda w praktyce u tych, którzy dłużej z tym pracują?
Czyli słowo kluczowe nie jest po to, żeby wiedzieć co runa 'znaczy', tylko żeby szybko się z nią połączyć podczas odczytu. Jak skrót do skojarzenia, nie encyklopedia. Tak to rozumiem po tej rozmowie.
Nie powiedziałabym, że trudniejsza - inna. Przy tarota masz 78 obrazów do ogarnięcia i każdy jest złożony. Przy runach masz 24 proste znaki, ale właśnie ta prostota wymaga od ciebie więcej pracy wewnętrznej. Nie ma obrazu, który coś sugeruje. Musisz to wnieść sam.
Ale czy to nie znaczy, że słowo kluczowe to trochę jak ściągawka? Że jeśli masz zapisane 'ruch' przy Fehu to po czasie przestajesz myśleć, a zaczynasz tylko odtwarzać?
Mam pytanie do tych, którzy dłużej z tym pracują - czy zdarzało wam się, że jedno słowo kluczowe z czasem przestało pasować i musieliście je zmienić? Czy raz wybrane zostaje na stałe?
U mnie kilka razy. Najbardziej pamiętam Isa - zaczęłam od 'zatrzymanie', bo tak miałam we wszystkich materiałach. Po jakimś czasie zmieniłam na 'klarowność', bo tak mi ta runa zaczęła chodzić po głowie podczas odczytów. I teraz 'zatrzymanie' wydaje mi się za wąskie, choć wcześniej wystarczało.
