Siedzę ostatnio wieczorami z moim zestawem run i zastanawiam się nad czymś, co chyba trudno wytłumaczyć osobie z zewnątrz. Czy runy mogą być czymś więcej niż tylko sposobem na uzyskanie odpowiedzi na pytanie? Mam wrażenie, że kiedy je rozkładam, nawet bez konkretnego pytania, czuję się... mniej sama. Jakby był ze mną jakiś kontakt, obecność. Ale nie wiem, czy to tylko moja projekcja, czy faktycznie coś w tym jest. Czy ktoś z was miał podobne odczucia? I czy w ogóle jest sens traktować runy w ten sposób, czy to już mijanie się z ich przeznaczeniem?
To ciekawe, co opisujesz, bo ja przez długi czas myślałam podobnie i trochę się z tym kryłam, żeby nie wyjść na kogoś, kto się zagadał z kawałkami drewna. Ale potem dotarło do mnie, że w tradycji nordyckiej runy nie były tylko alfabetem ani wyrocznią. Były czymś żywym. Samo słowo 'runa' w staroislandzkim wiąże się z tajemnicą, szeptem, czymś ukrytym. Więc pytanie, czy to tylko sposób, trochę mija się z tym, czym runy w ogóle miały być. Chociaż... rozumiem też, że można to wszystko tłumaczyć psychologicznie i wtedy ta 'obecność' to po prostu głębsza praca z podświadomością. Nie wiem, które wyjaśnienie wolę.
A mnie interesuje właśnie ten aspekt 'towarzyszenia', bo sama pracuję z kamieniami przy różnych sesjach i zawsze mam wrażenie, że pewne przedmioty mogą pełnić rolę czegoś w rodzaju świadka. Tak to sobie wewnętrznie nazywam, świadek. Coś, co jest obecne, skupia energię miejsca albo zamiaru. Runy w tym sensie mogłyby chyba działać podobnie. Czy ktoś z was używa jakichś konkretnych przedmiotów obok run? Kamień, coś osobistego?
Staram się zapisywać odczyty, zanim zacznę je interpretować. Po kilku dniach wracam i czytam, co wypadło. Często wtedy widzę, że interpretacja, którą dałam na gorąco, była zupełnie inna niż to, co wyczytuję na chłodno. Ale przy runach, które lubisz jako towarzystwo, nie wiem, czy to ma w ogóle sens. Bo jeśli traktujesz je jak obecność, a nie wyrocznię, to co miałoby być 'poprawną' interpretacją?
Czytam i mam pytanie może trochę z boku, ale dla mnie ważne. Czy żeby runy były takim 'towarzyszem', jak wy to opisujecie, muszę wcześniej mieć z nimi jakieś głębsze doświadczenie? Ja dopiero się uczę, rozkładam losowo po kilka run i sprawdzam znaczenia w książce. Nie mam żadnych takich odczuć obecności. Czy to przychodzi samo z czasem?
Zlata, właśnie chciałam się tutaj wtrącić, bo dość regularnie pracuję z runami i kwestia oczyszczania jest dla mnie ważna, ale nie zawsze z tych samych powodów, co w standardowych poradnikach. Ja oczyszczam zestaw nie dlatego, żeby 'usunąć cudzą energię', ale żeby samej wyzerować nastawienie przed sesją. To taki rytuał dla mnie, nie dla run. Karolcia, myślę, że ważniejsze niż oczyszczanie jest to, żeby zacząć świadomie pracować z intencją przed każdym rozłożeniem, a nie mechanicznie.
Słucham tej rozmowy od początku i mam jedno pytanie, które mi chodzi po głowie. Skoro runy mogą być świadkiem albo towarzyszem, to czy nie ma tu ryzyka, że zamiast uczyć się samodzielności, uzależniamy się od tych sesji? Pytam szczerze, bo sam mam podobne pytanie o numerologię, do której siadam za każdym razem, kiedy nie wiem, co zrobić.
Ten test, który Dorotka opisała, to jest właściwie świetny sposób sprawdzenia, czy mamy relację z runami, czy zależność. Ale mam pytanie do Swaroga i Sagei: co wy rozumiecie przez uzależnienie w tym kontekście? Bo jeśli ktoś codziennie robi jogę i bez niej czuje się gorzej, to nie mówimy, że jest uzależniony od jogi.
A powiedz mi, po takiej sesji, kiedy coś cię dławi, czy czujesz, że problem jest rozwiązany, czy że masz więcej miejsca w głowie, żeby do niego wrócić? Bo to dla mnie jest właśnie różnica między zdrową praktyką a ucieczką.
To, co opisuje Sagea, brzmi dokładnie jak taki rodzaj medytacji ukierunkowanej. Zadajesz pytanie przez rękę, a odpowiedź buduje się w trakcie interpretacji. Mam podobnie z kartami. Ale wracając do wątku Onyksy o świadku, bo mi to zostało w głowie: jeśli sama runa jest świadkiem twojego procesu myślowego, to czy w ogóle potrzebujesz dodatkowego świadka przy sesji?
A czy runy mogą same być świadkiem? Mam na myśli, czy mogę położyć jedną runę jako świadka przy pendlu albo przy innej runowej sesji? Czy to nie jest dziwne mieszanie technik?
Znam taki rozkład, o którym mówi Joasia. Przy nim ta pierwsza runa, ta tematyczna, robi dokładnie to, co Onyksa opisywała jako świadek. Utrzymuje kontekst. Bez niej rozkład się rozjeżdża na różne strony i trudniej zobaczyć spójność. Może właśnie dlatego sama idea świadka jest tak intuicyjna, bo robimy to naturalnie i nie zawsze wiemy, że to ma nazwę.
Słuchajcie, to jest dla mnie nowe i od razu mam pytanie praktyczne. Skoro świadek przy mapowaniu to coś, co łączy pytanie z osobą, to przy runach co miałoby być tym łącznikiem? Sama intencja, czy potrzebujesz fizycznego przedmiotu?
Dobra, ale jak to wszystko przełożyć na praktykę? Czytam i czytam, i ciągle jest o tym, jak się czujecie, a mnie interesuje, czy jest jakaś konkretna metoda. Jak zacząć używać run jako tego towarzysza, a nie tylko wyciągać je i sprawdzać w książce, co znaczą?
Dobra, to ma sens. Ale co, jeśli nic nie czuję? Patrzę na runę i jest to dla mnie po prostu kształt. Czy to znaczy, że mam jakiś blok, czy po prostu nie mam do tego predyspozycji?
No dobra, rozumiem, że nie można wymuszać. Ale to trochę brzmi jak tłumaczenie, które pasuje do wszystkiego. Nie czujesz nic, bo za bardzo się starasz. Czujesz za dużo, bo projektujesz. Jak w ogóle odróżnić, że coś naprawdę działa?
A to poczucie, że coś się ułożyło, ono przychodzi od razu po sesji, czy dopiero później? Pytam, bo przy horoskopach mam tak, że pierwsza reakcja jest często błędna, a po kilku godzinach widzę coś zupełnie innego.
Czytam tę rozmowę od dawna i wciąż mnie zastanawia jedno. Mówicie o runach jako towarzystwie, ale towarzysz to ktoś, kto też coś wnosi, kto reaguje inaczej niż się spodziewasz. Czy runy kiedykolwiek was zaskoczyły w taki sposób, że naprawdę nie spodziewałyście się takiej odpowiedzi?
Ale właśnie, to co mówisz, to przecież mogłoby być losowość, prawda? Wyciągasz coś nieoczekiwanego i interpretujesz tak, żeby to pasowało. Jak odróżnić, że runa rzeczywiście coś wskazuje, a nie że po prostu jesteś dobra w znajdowaniu sensu w przypadkowych kształtach?
Słuchajcie, ja mam trochę inną sytuację i nie wiem, czy to do tego wątku pasuje. Mam jedną runę, którą wyciągam od dłuższego czasu przy każdym rozkładzie, dosłownie co drugą sesję wypada mi Thurisaz. Zaczęłam się z nią oswajać, ale nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, czy po prostu tak wychodzi losowo.
Czytam ten wątek ze świadkiem i trochę mi się miesza. Jeśli runa jest jak świadek, który tylko zakotwicza, to jak ma być towarzyszem? Towarzysz to chyba coś więcej niż przedmiot trzymający energię?
Chcę dopytać o jedno. Kilka postów wyżej padło, że runa może być towarzyszem tylko wtedy, gdy jesteś gotowa ją usłyszeć. Ale skąd wiesz, że jesteś gotowa? Czy to jest decyzja, którą podejmujesz przed sesją, czy wychodzi to dopiero po?
Mam wrażenie, że ta rozmowa zaczyna dotykać czegoś ważnego w pytaniu z tytułu wątku. Runy jako towarzystwo działają chyba wtedy, gdy nie traktujesz ich jak odpowiedzi na test, który chcesz zdać. To bardziej jak siedzenie z kimś, kto nie powie ci tego, co chcesz usłyszeć, ale też nie odejdzie, nawet gdy pytasz wciąż o to samo.
Czytam tę rozmowę i mam pytanie do Sagei, bo zaczęłaś ten wątek. Czy dla ciebie to poczucie towarzystwa z runami jest stałe, czy pojawia się tylko w pewnych momentach? Pytam, bo trochę boję się, że zbuduję sobie zależność od ciągłego pytania.
Ale jak odróżnić strach od ciekawości? Serio pytam, bo sama nie wiem, czy pytam z ciekawości, czy żeby coś kontrolować.
Właśnie o to chodzi w tym, co jest w tytule wątku. Jeśli runa ma być tylko odpowiedzią na pytanie, to jest sposóbm w bardzo wąskim sensie. Ale jeśli możesz z nią po prostu siedzieć i nic nie wymagać, to zaczyna być trochę czymś innym. Nie wiem, czy towarzyszem, ale na pewno czymś bliższym niż wyrocznią.
Piszecie o relacji z runami tak, jakby to był kontakt z kimś żywym. Rozumiem metaforę, ale zastanawiam się, czy jest za tym coś więcej. Czy ktoś traktuje to dosłownie, że runy mają jakąś własną obecność, czy to tylko sposób mówienia?
