jest na to jedno ćwiczenie które stosuję od lat i widziałem że działa. zamiast pytać o konkretne hobby, kładziesz przed sobą całą Futharc i patrzysz przez kilka minut, nic nie pytasz. potem bez zastanowienia wskazujesz jeden znak. to co czujesz w momencie wskazania, nie to co myślisz potem, to jest odpowiedź. ale to wymaga żebyś był cicho przez te kilka minut, a wielu ludzi nie potrafi
o kurcze, to ćwiczenie które Symeon opisał chcę wypróbować! ale trochę się boję że zrobię coś nie tak, bo jestem bardzo na początku. czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić czy dobrze to czytam? tzn jakaś weryfikacja? 🙂
do pytania Przytulia_C i do ćwiczenia Symeona, żeby nie było że to tabu. Symeon opisał coś co ma korzenie w różnych tradycjach intuicyjnej pracy ze znakami i to jest spoko metoda dla osoby która się blokuje przy formułowaniu pytań. ale 'weryfikacja' o którą pytasz, to jest właśnie kwestia którą Laurencja podnosiła wcześniej. nie ma zewnętrznej weryfikacji. masz tylko to czy wynik coś ci daje do pracy
czytam ten wątek od dłuższego czasu i chciałam zapytać bo może to głupie pytanie, ale czy runy są dla każdego? tzn czy nie trzeba jakiejś specjalnej wrażliwości żeby to działało? pytam bo mam wrażenie że niektórzy po prostu to czują a inni nie
hej, nie znam się na runach prawie wcale ale weszłem tu przez przypadek i zatrzymałem się na tym wątku bo ta rozmowa o niskiej samoocenie i sabotowaniu odczytów bardzo mnie dotyczy, tyle że nie w kontekście ezoteryki tylko po prostu życia. i zastanawiam się czy to sposób, sorki, czy to metoda z runami działa w sytuacji gdy ktoś nie wierzy w żaden mistyczny wymiar tego? tzn tylko jako psychologiczna technika?
to jest naprawdę dobre pytanie Rocha i myślę że większość osób tu by się zgodziła że tak, działa. bo mechanizm jest podobny do tego co się dzieje przy kartach projekcyjnych w psychologii, masz symbol, projektujesz na niego swoje skojarzenia, i te skojarzenia są twoje niezależnie od tego czy symbol ma moc czy nie. wartość jest w tym co z siebie wyciągasz, nie w samym kamieniu czy kawałku drewna
no to wracam do tego co Cecylka napisała o kartach projekcyjnych, bo to akurat jest dobry punkt wyjścia do rozmowy o hobby. runy działają podobnie, ale jest jeden szczegół który moim zdaniem robi różnicę - kamień. serio, jak ktoś pracuje z runami wyciętymi albo wyrzeźbionymi w kamieniu, to dotyk fizyczny dodaje coś czego papier nie daje. i to nie jest mistyka tylko sensoryka. kiedy mam w ręku runę z jaspisu albo z obsydianu, moje skojarzenia idą inaczej niż kiedy patrzę na rysunek na ekranie. mówię to bo Roch pytał o mechanizm i myślę że to jest część odpowiedzi której Cecylka nie uwzględniła
hej, wchodzę bo mnie ciekawi to co Roch pisze. bo ja z kartami tarotowymi mam dokładnie tak, że muszę je potasować, potrzymać, inaczej nie czuję żadnego połączenia. czy z runami jest podobnie? tzn czy to jest kwestia rytuału dotykowego czy chodzi o coś innego
ja tu wchodzę z boku bo czytam od początku i mam proste pytanie. wszyscy mówią o tym jak runy pomagają poznać siebie, ale nikt nie mówi czy to kiedyś boli. tzn czy wyciągnięcie jakiejś runy przy niskiej samoocenie może pogorszyć stan, bo ktoś zobaczy potwierdzenie najgorszych myśli o sobie?
wchodzę bo Ewelinka przytoczyła moje słowa. Majeranka ma rację, ja opisywałam coś innego. u mnie 'wyraźność' nie znaczyła potwierdzenie lęków, tylko mniejszy filtr racjonalizacji. pisałam że wtedy mniej analizowałam a więcej czułam pierwsze skojarzenie. ale to jest możliwe tylko jeśli ktoś ma już jakąś praktykę i wie że runa to nie wyrok. bez tego to jest niebezpieczna przestrzeń
dobra, bo tu rozmowa zeszła w stronę którą trochę kwestionuję. Mocarnaa i Majeranka mówią sensowne rzeczy ale obie zakładają że użytkownik ma wystarczającą samoświadomość żeby odróżnić echo lęku od realnego sygnału. a co jeśli ktoś tej samoświadomości nie ma? to nie jest zarzut, pytam serio bo myślę że to jest clue problemu z runamai i niską samooceną
jest jeszcze coś o czym nikt tu nie powiedział wprost. runy jako wskazówka na hobby działają inaczej dla kogoś kto się boi własnych pragnień niż dla kogoś kto po prostu nie wie co lubi. to są dwa różne problemy. pierwszy ma zablokowane pragnienia, drugi ich nie odkrył. i runy mogą pomóc przy obu, ale inaczej
czytam to wszystko i mam wrazenie ze caly czas rozmawiamy o ludziach z jakims problemem. a co z tymi co po prostu sa ciekawi run i chca sie rozwijac ale nie maja jakiejs traumy ani niskiej samooceny? czy to forum sugeruje ze runy sa tylko dla tych co maja klopoty? 🙂
Dagmarka zadała dobre pytanie bo ten wątek faktycznie poszedł bardzo w stronę trudnych stanów. wróćmy na chwilę do tytułu. hobby. ja zaczęłam od tego że chciałam nowego hobby i runy mi pomogły je znaleźć, nie dlatego że byłam w kryzysie, ale dlatego że pokazały mi co POMIJAM kiedy planuję swoje życie. to może być zwykłe ćwiczenie uważności, bez dramatu
tak tak tak, dziękuję Fasolka_W że to wróciło! bo ja właśnie jestem w tej sytuacji, nie mam kryzysu, mam po prostu pustkę jeśli chodzi o zainteresowania i szukam czegoś swojego. i jak patrzę na tę rozmowę to już niemal czuję że chcę spróbować tego ćwiczenia Symeona z całą Futharką. tylko jeszcze nie mam fizycznego zestawu run, czy można zacząć od wydruku?
