Henryka, ale tu jest ważne pytanie: co by było gdybyś wylosowała inną runę? czy tamte dni i tak skończyłyby się tym wnioskiem o bezruchu, bo po prostu tego potrzebowałaś? czy runa naprawdę 'skierowała' cię w tę stronę? bo jeśli drugie, to jest to interesujące. jeśli pierwsze, to runa była tylko estetycznym dodatkiem do procesu który i tak by się wydarzył
to jest naprawdę dobra obserwacja Henryka. konkretyzacja lęku zmniejsza jego moc, to jest dobrze udokumentowane. lęk jest najgorszy kiedy jest rozmyty i bezkształtny. runa nadaje mu kontur. i to działa niezależnie od tego czy runa jest 'prawdziwa' czy nie
hej, czytałem tę dyskusję od początku i chcę zapytać coś może naiwnego ale mnie to nurtuje. czy do pracy z lękiem przed starzeniem powinno się używać tylko jednej runy na raz czy jakiś ich zestaw? czytałem gdzieś o układaniu kilku, ale nie wiem jak to działa w praktyce
i wracając do sedna tego wątku, bo czuję że trochę odpływamy. lęk przed starzeniem to bardzo specyficzna rzecz. to nie jest lęk przed konkretnym zdarzeniem, tylko przed procesem. i runy są ciekawe właśnie dlatego że same w sobie są procesem, nie wyrokiem. każda ma kilka warstw znaczenia. może to jest właśnie ich wartość tutaj, uczą że nic nie jest tylko jednym
jest tu coś o czym warto powiedzieć głośno. starość w tradycjach nordyckich, z których wywodzą się runy, nie była tym samym co dziś. starzec był skarbem wiedzy, a czas spędzony na ziemi był waloryzowany inaczej. kiedy siadasz z runą i pytasz o starzenie, dotykasz też tej warstwy symbolicznej, nawet jeśli o tym nie wiesz. to nie jest tylko twoja psychologia, to jest też echo innej kultury która miała inne relacje z czasem i przemijaniem
Errata, to naprawdę ważne zastrzeżenie które często gubi się w rozmowach o runach. i jednocześnie nie obala ich wartości w pracy z czymś tak ludzkim jak lęk przed starzeniem. tyle że zmienia narrację z 'pradawna wiedza mówi ci' na 'użyteczny system symboliczny który możesz zastosować'. i ta druga narracja jest moim zdaniem uczciwsza i wcale nie słabsza
no przynajmniej się zgadzamy w czymś podstawowym 🙂 tak, uczciwszy system bez pretensji do starożytności działa równie dobrze psychologicznie. a może nawet lepiej bo nie wymaga od ciebie wiary w coś historycznie wątpliwego
mam pytanie do Wajdeloty. napisałeś że coś się zmieniło w tym jak myślisz o starzeniu. ale czy lęk zmalał? bo to chyba było oryginalne pytanie, czy runy pomogą to zaakceptować, nie tylko inaczej o tym myśleć
uczciwa odpowiedź: lęk jest. ale zmienił się jego kształt. jest teraz bardziej konkretny, wiem przed czym dokładnie się boję. wcześniej to był taki generalny ciężar. a teraz to jest kilka konkretnych rzeczy i z konkretnymi rzeczami mogę coś zrobić. więc czy zaakceptowałem? nie do końca. ale chyba jestem bliżej
i to jest dobra odpowiedź, serio. akceptacja to nie jest stan który się osiąga raz i ma się spokój. to jest coś do czego się wraca, wielokrotnie, i za każdym razem jest trochę inaczej. że jesteś bliżej to znaczy że coś się ruszyło. i to chyba jest odpowiedź na pytanie z tytułu tego wątku
ok ale słuchajcie, ja tu czytam całą tę rozmowę i mam takie poczucie że bardzo filozoficznie to wszystko brzmi a mnie interesuje konkretnie: które runy w ogóle są najlepsze do pracy z akceptacją? Wajdelota, spróbowałeś kilku czy jednej?
dodam do tego co Wajdelota napisał. Hagalaz to runa przemiany przez kryzys, dosłownie rdzeń 'gradowy', to co niszczy ale też oczyszcza. jeśli wychodziła wielokrotnie przy pytaniu o starzenie, to ciekawy sygnał. starzenie jako coś co niszczy dawny obraz siebie i robi miejsce na nowy. Sowilo to słońce, siła, kierunek, wola. razem mają pewną logikę: jest burza, ale jest też słońce po niej. to nie jest odpowiedź gotowa, to jest ramy
Wioletka, a jak byś porównała Hagalaz do Nauthiz w tym kontekście? bo Nauthiz to też trudność i konieczność, ale chyba bardziej wewnętrzna? zastanawiam się czy nie byłaby bliższa temu konkretnemu lękowi
przepraszam że tak po amatorsku ale właśnie zdałam sobie sprawę że przez całą tę dyskusję nawet nie pomyślałam o tym że starzenie może się kojarzyć też z... sukcesem? że się dożyło? to może brzmieć banalnie ale czytam Was wszystkich i myślę: a co jeśli lęk przed starzeniem to tak naprawdę lęk przed tym że nie zdąży się czegoś zrobić? i czy któraś runa właśnie o tym mówi
o matko ale ta rozmowa jest niesamowita, naprawdę. tyle się tu nauczyłam o runach w jeden wieczór, dziękuję wam wszystkim! Wajdelota, trzymaj się, to naprawdę brzmi jakbyś był na dobrej drodze 🙂
jedna rzecz którą chcę jeszcze rzucić do dyskusji. rozmawiamy o runach i lęku przed starzeniem, ale nikt nie powiedział wprost: jeśli ten lęk jest bardzo silny i przeszkadza w codziennym funkcjonowaniu, to runy i praca symboliczna to nie jest zastępstwo dla rozmowy z psychologiem. mogą iść razem, ale nie zamiast. mówię to bez oceniania, bo widzę że Wajdelota podchodzi do tego refleksyjnie, ale warto żeby to tu padło
czytam tę rozmowę od początku i jedno mnie uderza. wszyscy mówimy o runach jako o narzędziu do pracy z lękiem, ale nikt nie zapytał o coś konkretnego: czy ktoś z was miał sytuację, gdzie runa wylosowana w danym momencie była tak absurdalnie trafna, że naprawdę trudno to wytłumaczyć samym projekcją psychologiczną? bo to jest właśnie ta ciekawostka o losowości i polu energetycznym której brakuje w tej rozmowie
to pytanie o losowość i pole energetyczne jest głębsze niż się wydaje. w tradycji runowej nie istniało pojęcie 'przypadku' w dzisiejszym sensie. wylosowana runa była tym co miało zostać wylosowane, bo czas i stan pytającego tworzyły warunki właśnie dla tego znaku. czy to jest pole energetyczne w sensie fizycznym, nie wiem. ale to nie jest też czysty przypadek statystyczny jeśli pytający i moment pytania są częścią układu
tu jest chyba clou całej tej podkwestii. mamy dwa poziomy: poziom 'jak to działa' i poziom 'czy to jest użyteczne'. Errata ma rację że nie można obronić tezy o polu energetycznym bez falsyfikowalnej hipotezy. Wioletka ma rację że doświadczenie synchroniczności jest realne nawet jeśli nie wiem jak je wyjaśnić. te dwa poziomy mogą istnieć obok siebie bez kolizji
właśnie to mnie tu najbardziej zastanawia, szczerze. bo ja jestem raczej sceptyczna i też nie kupuję 'pola energetycznego' jako wyjaśnienia. ale jednocześnie kiedy sama losowałam runy w momencie kiedy byłam naprawdę zagubiona, wychodziły mi znaki które... nie wiem jak to ująć... były zbyt konkretne żeby je zignorować. Perthro dwa razy pod rząd w odstępie tygodnia to jeszcze może być przypadek. ale Perthro a potem Hagalaz a potem Sowilo w trzech sesjach z pytaniem o tę samą sytuację to zaczęło opowiadać historię
no ale właśnie o tym mówi Malachitka: historia pojawia się dlatego że umysł szuka historii. gdyby wylosowała Fehu, Uruz i Thurisaz to też byś znalazła opowieść. to jest piękna właściwość ludzkiego mózgu, nie właściwość run
właśnie to mnie zaprowadziło do tej rozmowy w ogóle. bo kiedy losowałem Hagalaz przy pytaniu o starzenie, nie byłem zrelaksowany, byłem naładowany tym lękiem. i może to właśnie 'skupienie na pytaniu' sprawia że coś się uruchamia w tym wyborze. nie mówię że to magia w sensie literalnym. ale coś w tym jak pytasz wpływa na to co wylosujesz, chyba?
Wajdelota, tu dotykasz czegoś istotnego. stan pytającego wpływa na to jak sięga, jak trzyma, które kamienie czy patyczki 'przyciągają' rękę. to jest bardziej biofeedback niż mistyka, ale efekt bywa podobny. to nie jest pole energetyczne w kosmicznym sensie, to jest twoje własne ciało które wie więcej niż świadomy umysł. i dlatego w momentach silnego skupienia wyniki są 'trafniejsze', bo sięgasz inaczej
