Ostatnio dostałam kilka wiadomości prywatnych z pytaniem, czy runy mogą działać na kogoś, kto jest daleko - w innym mieście, innym kraju. Pomyślałam, że założę temat, bo to naprawdę szeroka kwestia i warto ją poruszyć publicznie. Moja odpowiedź jest tak, ale z zastrzeżeniami. Runy pracują z energią i intencją, a energia nie zna odległości fizycznej. Pytanie tylko jak to zrobić porządnie, żeby nie narobić zamieszania. Wy co sądzicie? Ktoś pracował runicznie z odbiorcą na dystans?
O, właśnie o to chciałam się kiedyś zapytać! Sama próbowałam wysłać energię Fehu do siostry, która ma teraz trudny czas finansowo, ona mieszka jakieś 400 km ode mnie. Zrobiłam układ, skoncentrowałam się na niej i szczerze powiedziawszy poczułam że coś poszło, ale nie wiem czy to nie było moje życzeniowe myślenie. Jak to właściwie weryfikować?
I w tym miejscu jest właśnie pies pogrzebany. Dużo ludzi myli własne wrażenia z realnym efektem. To że poczułaś że 'coś poszło' to jeszcze nic nie znaczy. Praca na dystans wymaga o wiele mocniejszego skupienia i - co ważne - zgody odbiorcy. Tego ostatniego większość pomija i to jest błąd.
Zgoda odbiorcy? Serio? A jak ktoś nie wie w ogóle o runach i nie da żadnej zgody, to co, runy nie dotrą? Bo znam paru znajomych którym wysyłałem pozytywne intencje różnymi metodami i oni o niczym nie wiedzieli, a i tak podobno czuli coś dziwnego. No ale może to zbieg okoliczności, kto to wie hehe
Przepraszam, ale sformułowanie 'energia nie zna odległości' trochę mnie irytuje, bo jest powtarzane jak mantra bez żadnego wyjaśnienia. Co to właściwie znaczy w kontekście run? Fehu wysłana do siostry 400 km dalej różni się mechanizmem od Fehu wyciągniętej dla siebie? Jeśli tak, to jak? Jeśli nie, to dlaczego w ogóle mówimy o dystansie jako problemie?
No przynajmniej tyle. Nadal mam wątpliwości, ale to już jakiś konkret. Pytanie kolejne - skoro to 'wzorzec energetyczny', to co sprawia że trafia do konkretnej osoby a nie do losowych? Zdjęcie? Imię? Jakiś przedmiot? Bo bez jakiegoś 'klucza' to brzmi jak strzelanie w ciemno.
No i tutaj właśnie jest cały sekret pracy na dystans, nie tylko z runami. Klucz to właśnie powiązanie - może to być imię i nazwisko, zdjęcie, coś należącego do osoby, albo nawet bardzo wyraźna i stabilna wizualizacja tej osoby. Im silniejsze powiązanie tym lepiej. Pracowałam kiedyś z runami dla kogoś kto był za granicą, miałam tylko jego imię i datę urodzenia, i i tak coś zadziałało - on mi potem opisał co czuł tamtego dnia i to było zbieżne. Przypadek? Może. Ale mnie to przekonało.
Ale zaraz, skoro mówicie o zbieżnościach - to jak odróżnić że runy zadziałały od tego, że ta osoba po prostu miała taki dzień niezależnie? Bo u mnie z duchami jest podobny problem, nigdy nie wiem czy to co 'czuję' to prawdziwy kontakt czy autosuggestia. Nie chce być pesymistką ale mam z tym realny problem metodologiczny haha
Madzialena, to jest pytanie które zadaje sobie chyba każdy! Ja sobie poradziłam z tym tak, że proszę odbiorcę żeby przez kilka dni po pracy ze mną zapisywał co czuje, co mu się przydarza, bez żebym mu mówiła co robiłam. Potem porównuję. Nie zawsze jest trafienie, ale jak jest, to jest naprawdę nieprzypadkowe. Oczywiście można tylko z kimś bliskim tak to robić, kto w ogóle jest otwarty.
Hej, przeprszam że się wtrącam ale nie do końca rozumiem - jak runa 'trafia' do osoby to ona co, fizycznie coś czuje? Mrowienie, ciepło? Czy bardziej że coś sie zmienia w jej zyciu i po fakcie wiemy ze runa zadzialala? Bo to duza roznica chyba
O matko, jakaż ciekawa dyskusja! Czytam i czytam. Mam pytanie trochę z boku - a co z muzyką? Słyszałam gdzieś że dźwięk i runy mogą się jakoś łączyć, że np. śpiewanie galdr to takie transmitowanie runiczne. Czy to działa na dystans tak samo czy inaczej? Bo wyobraźcie sobie że ktoś śpiewa galdr intencjonalnie a odbiorca jest gdzieś daleko...
Ojej, Ilonka trafiłaś w coś naprawdę ważnego! Galdr to tradycyjne śpiewanie run, dosłownie zaklęcia wypowiadane/śpiewane głosem. W tradycji nordyckiej dźwięk miał ogromne znaczenie - runa nie tylko pisana ale i wymawiana czy śpiewana miała swoją moc. I tak, galdr może być świetnym sposobem pracy na dystans, bo dźwięk wibruje, a intencja niesiona głosem jest bardzo wyrazista.
Galdr! Sama kiedyś próbowałam i mam zapisane w zeszycie jak to szło. Jest coś absolutnie innego w śpiewaniu runy niż w samym patrzeniu na nią czy trzymaniu w dłoni. To jakby runa wchodziła w ciało przez usta i pierś jednocześnie. Ale żeby to działało na kogoś daleko - to już nie próbowałam. Gosiunia, czy sama tak robiłaś?
No dobra a wracając do zgody odbiorcy - bo to mi się kręci po głowie od początku - to jest kwestia etyki, nie tylko skuteczności. Nawet jeśli masz najlepsze intencje i chcesz komuś pomóc, praca energetyczna bez zgody jest ingerencją. Nieważne czy to runy, bioenergoterapia czy cokolwiek innego. To nie jest tylko moje zdanie, to jest podstawa odpowiedzialnej praktyki.
To jakis bardzo rygorystyczny poglad. W zyciu codziennym tez przeciez myslisz o kimś i wysylasz mu dobre mysli i nikt nie pyta o zgode. Gdzie jest granica miedzy zwyklym zyczeniem komus dobrze a 'pracą energetyczną bez zgody'? Bo jesli to sama intencja robi roznice to chyba kazda modlitwa za kogos bylaby naruszniem wolnej woli?
no dobra ale Wala.x mam pytanie bo mnie to naprawde gryzcie - jak ty w praktyce odroznisz 'dobre zyczenie' od 'pracy energetycznej'? bo powiedziałas ze modlitwa to prosba do sily wyzszej a nie bezposrednie oddzialywanie, ale jak ktos siedzi i wizualizuje Fehu nad glowa jakiejs osoby to co to jest, modlitwa czy interwencja? gdzie jest ta cienka linia serio pytam
Hmm no okej, troche to rozumiem ale dalej mi sie wydaje ze to jest rozroznienie ktore jest troche na papierze. W praktyce jak masz dobra intencje to masz dobra intencje. Zreszta czy runy 'sluchaja' twoich etycznych rozterek? Mam watpliwosci.
Nie zgodzę się z Fabiankiem. Intencja to nie wytrych do wszystkiego. 'Miałam dobre intencje' słyszę jako argument za wszystkim i to mnie zawsze trochę irytuje w tych dyskusjach. Można mieć dobre intencje i jednocześnie nie mieć prawa decydować o czyimś polu energetycznym. To są dwie osobne rzeczy.
Zostawię na chwilę ten spór o etykę, bo chce wrócić do galdr i muzyki - Ilonka zapytała o to wcześniej i wyszło kilka ciekawych rzeczy, ale mi się kręci po głowie jedno pytanie. Jeśli ktoś nagrywa muzykę z galdr i potem ta muzyka jest odtwarzana - czy to ciągle ta sama praca runowa? Znaczy, czy nagranie zachowuje intencję z chwili nagrywania, czy to już martwy dźwięk?
To jest piękne pytanie, Mniszek, i nie mam na nie pewnej odpowiedzi. Intuicyjnie czuję że intencja zaszyta w nagraniu jest trochę jak sigil - wzorzec jest zapieczętowany w momencie tworzenia. Ale czy odtwarzany dźwięk ją reaktywuje za każdym razem? Nie wiem. Myślę że kluczowa jest świadoma recepcja po stronie słuchacza, ale to spekulacja z mojej strony.
Ojej to jest coś nad czym nigdy się nie zastanawiałam! Nagranie z galdr jako nośnik intencji, to brzmi jak połączenie runicznej pracy z... nie wiem, z ideą talizmanów? Bo talizman też jest 'zapieczętowanym' wzorcem. Gosiunia, czy to znaczy że muzyk który śpiewa galdr i wydaje płytę technicznie wysyła to do wszystkich słuchaczy bez ich zgody? Bo to by było ciekawe etycznie 🙂
Aaaa to właśnie chciałam rozwinąć! Bo znam kilka osób które robią muzykę i interesują się runami i zawsze mnie zastanawiało czy to co robią to 'po prostu' inspiracja runami w sensie estetycznym, czy naprawdę próbują wpleść tę pracę energetyczną w brzmienie. I jak słucham pewnych nagrań to czuję coś dziwnego ale nie wiem czy to przez runy czy przez samo brzmienie. Jak w ogóle można to rozróżnić?
I tu mamy ten sam problem co z duchami - jak odróżnić że coś 'zadziałało runicznie' od tego że po prostu muzyka jest dobra i wzruszająca? Słyszę odpowiedź 'to kwestia wrażliwości' i rozumiem, ale to nie jest żadna weryfikacja. To mogłoby być cokolwiek.
No właśnie NIE jest to samo. To ważne pytanie metodologiczne. Jeśli nie możemy odróżnić efektu runicznego od efektu estetycznego, to na jakiej podstawie twierdzimy że runy 'działają na dystans' przez muzykę? To nie jest atak, naprawdę chcę to zrozumieć.
Ja tu widzę dwie różne dyskusje które się mieszają - jedna o tym czy runy przez muzykę w ogóle działają, a druga o tym jak to weryfikować. Może warto je rozdzielić? Bo można wierzyć że działają i jednocześnie przyznać że weryfikacja jest trudna. Tanzanit, twój sceptycyzm jest ok, ale chyba mieszasz te dwie warstwy.
przepraszam ze znow wchodze ale mam pytanie do calego watku z ta muzyka - czy galdr to tylko spiewanie czy mozna tez grac runy na jakims instrumencie? bo czytalam cos ze beben i runy to tez sie laczy, ale nie wiem czy to prawda czy cos wymyslonego
Sabcia, bęben to zupełnie inna tradycja, szamańska, i nie miesza się jej z galdr tak po prostu. Galdr to dosłownie głos, śpiew, wypowiadane dźwięki. Oczywiście można połączyć bębnienie z runiczną pracą, ale to już własna, autorska praktyka a nie tradycja nordycka. I tu właśnie leży problem w całej tej dyskusji o muzyce - granica między tradycją a własną interpretacją.
