Zaczne od razu z grubej rury bo temat mnie nurtuje od jakiegos czasu. Mam znajomego, gluchoniemego od urodzenia, ktory interesuje sie runami i zadal mi pytanie na ktore nie umialem odpowiedziec: jak ma wykonywac galdry? Galdr to przeciez spiew, wibrator dzwiekowa runy, a co jesli ktos fizycznie nie moze wydawac dzwiekow? Czy wtedy caly aspekt galdrowy odpada i zostaje tylko stadhagaldr (gest/postawa) albo ristir (rytowanie)? Mnie sie wydaje ze drgania mozna wyrazic takze cielem, gestem, intensywnoscia ruchu - ale nie jestem pewny czy to ma podstawy historyczne czy to tylko moje gdybanie. Co o tym myslicie?
Powiem szczerze, ze samo pytanie jest uczciwe ale trzeba tez uczciwie przyznac ze nie mamy pojecia jak 'oryginalne' galdry wygladaly. Mamy strzepki z sag, mamy Haavamal, ale konkretnych instrukcji wykonania - brak. Wiec cala ta dyskusja o 'historycznych podstawach' jest troche bez sensu bo i tak wszystko co robimy wspolczesnie to interpretacja. Jesli ktos niemy pracuje z gestem i mu to dziala, to jest rownie historycznie uzasadnione co to co robi przecietny poczatkujacy kupujacy zestaw run na allegro.
No ale Martynka chyba nie mozna tak ucinac tematu. Znaczy rozumiem twoj argument ze wszystko to interpretacja, ale czy to nie oznaczaloby ze jakikolwiek gest jest tak samo dobry jak kazdy inny? Jakos trudno mi w to uwierzyc. Musi byc jakis rdzen znaczeniowy runy ktory wyznacza jakie gesty sa 'wlasciwe' a jakie losowe, nie?
Jest cos glebokiego w tym pytaniu jesli sie chwile zatrzymac. Runy sa przede wszystkim wzorcem, geometria sil. Dzwiek to jedna warstwa manifestacji tego wzorca, ale czy jedyna? W tradycji wedyjskiej mantra ma swoj dzwiek ale tez swoj yantra (ksztalt wizualny) i swoj tantra (rytual cielesny). Moze galdry sa tylko jednym z narzedzi dostepu do tej samej runicznej rzeczywistosci? Nie zastepujacym, ale rownorzednym.
Slucham slucham i mam wrazenie ze wszyscy tutaj omijaja najciekawszy watek. Pytanie w opisie tematu mowi o 'sytuacji bez wyjscia' i o tym ze runy moga pokazac mozliwosci ktorych nie widzimy. Zauwazcie ze sam problem znajomego Dadzboga - niemota a galdry - to jest wlasnie taka sytuacja. Pozornie slepa uliczka, a runy juz samym swoim istnieniem (stadhagaldr jako metoda) podpowiadaja ze jest inne wyjscie. Nieprzypadkowo to wyszlo w tym watku chyba 🙂
ojej, nigdy nie myslalam o tym w ten sposob! Bogus05 ale to naprawde ciekawe spojrzenie. Tzn ze sama tradycja runiczna zawiera juz w sobie rozne 'kanaly' dostepu i to jest wlasnie ta alternatywna droga? Mam pytanie moze glupawe - czy ktos z was pracowal ze stadhagaldrem regularnie i czuje ze to jest 'inne' doswiadczenie niz sam dzwiek, czy podobne energetycznie?
Notuje to co Bogus napisal bo to naprawde dobra obserwacja. Ja od lat prowadze notatki z sesji i moge powiedziec tyle - kiedy probowalam stadhagaldr dla Isa (bezruch, lod, zastoj) to samo wejscie w te postawe, zatrzymanie ciala, bylo bardziej 'wymowne' niz wydawanie dzwieku. Moze niektore runy naturalnie preferuja kanal cielesny? Ciekawe czy to jest jednostkowe czy ktos jeszcze tak odczuwa.
Stoje pionowo, rece wzdluz ciala, skupiam sie na oddechu ale go nie rytmizuje - po prostu zatrzymuje sie. To trwa od paru minut do pol godziny, zanim cos poczuje. Ale uwaga - to nie jest medytacja w sensie wyciszenia umyslu, to jest aktywne 'bycie runa'. Roznica subtelna ale czujemy ja. Twojemu znajomemu powiedzby ze ten brak dzwieku nie jest przeszkoda, moze byc wlasnie atutem w pewnych runach.
Mam pytanie do calej dyskusji - zakladamy ze dzwiek jest tylko jednym kanalem, ok. Ale czy galdr bez dzwieku to nadal galdr, czy juz cos innego? Jezyk ma znaczenie w magii. Jesli zmieniamy metode to moze powinno sie to inaczej nazywac i inaczej traktowac, zamiast robic z tego podkategorie galdrow?
Nekromantka ma tutaj racje, choc pewnie nie bedzie popularna. Ezoteryka ma problem z tym ze kazda metoda jest 'rownie dobra' i wszystko mozna zrobic intencja. Jak wszystko jest galdr to nic nie jest galdr. Tylko to chce powiedziec.
Hmm ale zaczekajcie, mam inne podejscie. Pracuje z przedmiotami i runami fizycznie wyrytymi i zastanawia mnie cos innego - czy dla osoby niemej moze wlasnie rytowanie, wycinanie, fizyczny kontakt z runa byc mocniejszym kanalem niz dla kogos pelnosprawniego? Tzn ze ograniczenie w jednym miejscu moze otwierac cos innego? Nie wiecie?
Czytam od poczatku i mam takie proste pytanie bo jestem poczatkujaca w runach - czy w ogole istnieja jakies zapiski, ksiazki, zrodla gdzie ktos opisuje prace z gestem runicz jako osobna metode? Nie pytam o historie, pytam o wspolczesnych autorach. Bo moze to juz gdzies zostalo opracowane i nie trzeba wymyslac od nowa?
Klarysa, Edred Thorsson pisal o stadhagaldr dosc szczegolowo w 'Futhark' i pozniejszych ksiazkach. Freya Aswynn tez cos wspomina. Ale ze specyficznym odniesieniem do osob niemych - nie spotkalam nigdzie, i mysle ze to jest wlasnie biale pole. Thorsson traktuje galdr i stadhagaldr jako oddzielne ale uzupelniajace sie techniki, wiec fundament jest.
przepraszam ze wchodze z boku ale mam pytanie chyba troche inne - czy runy moga w ogole 'pokazac wyjscie' w sytuacji blednego kola? bo ja rozumiem ze pytanie w opisie tematu o to tez troche chodzi. np jak rzucisz runy i wypadnie Nauthiz (potrzeba, przymus, wzorzec) to to jest wskazowka ze jestes w petli, czy ze masz z niej wyjsc i jak?
No to wracajac do glownego tematu - jesli Nekromantka i Martynka maja racje ze nie wszystko mozna rozciagnac do nieskonczonosci, to jak wyznaczycie te granice? Co sprawia ze gest JEST runiczny a nie przypadkowy? Czy jest jakis test, jakis kryterium? Bo samo 'czuje ze to dziala' to za malo jako argument.
No to wracajac do glownego tematu - jesli Nekromantka i Martynka maja racje ze nie wszystko mozna rozciagnac do nieskonczonosci, to jak wyznaczycie te granice? Co sprawia ze gest JEST runiczny a nie przypadkowy? Czy jest jakis test, jakis kryterium? Bo samo 'czuje ze tak' to za malo, przepraszam.
Mysle ze kryterium jest powielalnosc i swiadome nawiazanie do formy runy. Jak robie stadhagaldr dla Isa, to moje cialo JEST ta runa, pionowa linia. Jesli ktos niemy wykona ten sam gest z ta sama swiadomoscia ksztaltu - to jest to runiczne. Jesli macha reka bez zadnego odniesienia do geometrii - to juz nie. Przynajmniej tak to rozumiem.
Petronelka, ale Isa to akurat prosty przypadek bo to dosłownie pionowa kreska. Co z Hagalaz, Mannaz, Othalan? Tam geometria jest bardziej zlożona. Osoba niema ktora 'gestykuluje Othalan' - jak ma wyglądac ten gest? Mnie to nie jest oczywiste.
To jest wlasnie to czego szukam w tej rozmowie - czy ktos faktycznie probował przełozyc konkretne runy na konkretne gesty i jak to wyglądalo w praktyce? Nie w teorii, w praktyce. Bo moj znajomy to nie jest kwestia akademicka, to kwestia jak mu w ogóle cokolwiek zaproponowac.
Dadzbog, mam pytanie troche z boku - czy twoj znajomy w ogole chce pracowac z runami? Piszesz 'moglbym cos zaproponowac' ale czy on tego szuka? Bo jesli tak, to to zmienia cala rozmowe - mozna by go spytac bezposrednio jak sam odczuwa ruch, gest, dotyk. On moze miec intuicje ktorej my tu wszyscy nie mamy.
A wracajac do mojego pytania o rytowanie ktore troche zginelo - czy ktos w ogole probował rune fizycznie ryc lub malowac jako alternatywe dla galdr? Dla mnie kontakt z materialem, drewnem, woskiem, jest bardzo mocny. Mozliwe ze dla kogoś niemego jeszcze mocniejszy?
mozna sie spierać o nazwy ale praktycznie wygląda to tak - jo kiedy rytowalem Tiwaz na kolku dębowym to bylo cos jakby szmer w glowie, takie echo formy. Wiec moge sobie wyobrazic ze dla kogoś niemego to rytowanie wlasnie moze byc tym 'kanalem dzwiekowym', tylko w innym zmysle. Nie wiem czy to galdr czy nie ale dzialalo.
Augur, 'szmer w glowie' to troche slabe kryterium skutecznosci, nie? Mowie to bez zlośliwości. Mozna miec szmer w glowie od kawy albo od niewyspania. Jak odroznic rezonans runiczny od szumu tla?
Wracam do tego co Glifomistrz pytal o kryterium - myśle ze w runach (tak jak w tarocie) ważniejsze od 'poprawnosci' jest KONSEKWENCJA. Jesli dla danej osoby Hagalaz zawsze wyraża sie przez okreslony ruch reki - i ta osoba trzyma sie tego konsekwentnie - to buduje wewnetrzny jezyk. Czy to galdr w sensie historycznym? Pewnie nie. Ale czy dziala? To juz inne pytanie.
przepraszam ze sie wtrącam, ale mam pytanie do Martynki - a jak TY byś wyznaczyła te granice? Mówisz ze to chaos, ale co Twoim zdaniem byłoby ok a co juz nie? Szczerze pytam, nie polemizuje.
Czytam to od jakiegos czasu i mam jedno pytanie do całej dyskusji - czy ktos tu w ogole rozmawiał z osoba głuchoniema o tym jak ona sama odczuwa symbole? Bo moze zamiast zgadywac 'co dla niemego' warto po prostu zapytac.
Pelagiusza_L ma racje i to jest chyba najkrótszy i najtrafniejszy post w tym wątku. Dadzbog juz napisal ze znajomy sam chce i pyta - wiec moze odpowiedz jest u niego, nie u nas.
