Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy runy mogą w jakiś sposób pomóc, kiedy człowiek tkwi w naprawdę ciemnym miejscu psychicznie. Nie mówię o zwykłym chandlerze, ale o takim stanie, kiedy wstajesz rano i nie wiesz po co. Sama przez to przechodziłam i szukałam różnych sposobów, żeby jakoś to przepracować. Trafiłam na runy trochę przypadkiem i coś mnie w nich zatrzymało. Ciekawi mnie, czy ktoś tu miał podobne doświadczenia albo w ogóle uważa, że praca z runami ma sens w kontekście zdrowia psychicznego. Nie szukam cudownego lekarstwa, tylko rozmowy.
To jest temat, który pojawia się tu rzadziej niż powinien, bo dużo osób boi się, że zostanie oceniona. Runy w kontekście depresji to nie jest tak, że rzucasz i nagle czujesz się lepiej. Dla mnie wartość jest zupełnie gdzie indziej, w tym co się dzieje, kiedy siadasz, skupiasz się, bierzesz runę w dłonie i próbujesz się z nią zatrzymać. Ten moment skupienia jest już sam w sobie czymś, co przerywa spiralę myślenia. Ale chciałabym wiedzieć, jak to u Ciebie wyglądało. Co Cię w nich zatrzymało?
Też przez to przechodziłam i mam podobne odczucia. Ale zastanawiam się, czy to rzeczywiście runy działają, czy po prostu każdy rytuał, który zmusza nas do chwili zatrzymania, daje taki efekt. Jakbyśmy zamiast run codziennie otwierały losową stronę w książce, to może byłoby tak samo? Nie mówię, że runy nic nie znaczą, tylko pytam, bo sama nie wiem co o tym myślę.
Chciałbym tu dorzucić coś, o czym rzadko się mówi. Runy nie są wyrocznie. Nie mówią ci co będzie ani co masz robić. Są raczej lustrem, które pokazuje ci to, co już w sobie masz, ale czego nie widzisz przez ten cały szum. Przy depresji ten szum jest wyjątkowo głośny. Więc może zamiast pytać czy runy pomagają, warto zapytać: czego konkretnie szukasz w tej pracy? Bo to zmienia podejście.
To co mówisz o Isie jest dla mnie bardzo ważne. Ta runa często pojawia się właśnie przy zastoju, przy poczuciu że nic się nie rusza. Ale jej przekaz nie jest "jesteś skończona", tylko bardziej "jest czas na zatrzymanie się, nie na działanie". To zupełnie inne spojrzenie na depresję niż to, które większość z nas ma, że trzeba z niej wyjść, natychmiast, najlepiej ostatnio. Może Isa mówi coś innego?
Przepraszam, że się wtrącam, bo dopiero zaczynam z runami i dużo tu nie rozumiem. Ale ta Isa to jak ona wygląda i czy ją się wyciąga celowo czy losowo? Pytam bo nie wiedziałam, że runy można ciągnąć codziennie tak po prostu.
A mi się wydaje, że jak ktoś jest w prawdziwej depresji, to może mu być ciężko w ogóle wstać i zaparzyć herbatę, co dopiero robić jakiś rytuał. Czy tutaj ktoś próbował run właśnie w takim, naprawdę złym momencie, nie tylko przy zwykłej chandrze? Bo trochę się boję, że to działa tylko dla tych, co już trochę wstają.
Czytam ten wątek i chciałam się dorzucić, bo sama nie znam się na runach za bardzo, ale rozumiem to poszukiwanie. Mam znajomą, która przy bardzo złym czasie zaczęła rysować runy w dzienniku, nie po to żeby wróżyć, tylko żeby je czuć. Mówiła, że samo pisanie tych znaków ją jakoś uspokajało. Nie wiem czy to coś znaczy runologicznie, ale może warto?
Wracając do pytania o depresję, bo trochę odpłynęliśmy. Mnie zastanawia jedna rzecz: czy praca z runami może coś pogorszyć? Mam na myśli, że jak ktoś wyciągnie runę, która wygląda złowrogo, jak Hagalaz albo Thurisaz, to czy to nie zaszkodzi komuś, kto i tak jest w słabym miejscu?
ale jak to rozpoznałaś, że zaczynasz widzieć coś poza tym? Pytam, bo to brzmi trochę abstrakcyjnie. Czy po prostu pewnego dnia runa ci coś powiedziała, co nie było związane z twoim bólem?
Czytam od początku i mam pytanie, które może jest naiwne, ale mnie nurtuje. Mówicie o runach jako o lustrze, o zatrzymaniu, o towarzyszeniu. Ale czy ktoś z was naprawdę wierzy, że runa wyciągnięta w danym momencie jest nieprzypadkowa? Że jest jakaś siła, która sprawia, że trafia ta, a nie inna?
Czytam ten wątek z dużym zainteresowaniem i chcę tylko rzucić jedną kwestię, bo wydaje mi się, że trochę uciekła. Mówimy tu o runach jako pomocy przy depresji, ale nikt nie zapytał wprost, z jakiej tradycji te runy bierzemy. Elder Futhark, Younger Futhark, Armanen? Bo znaczenia się różnią, a przy pracy z trudnym stanem to może mieć znaczenie, jakiego "systemu" używasz.
A czy ten inny język nie może być czymkolwiek innym? Malarstwo, muzyka, pisanie. Pytam na serio, nie złośliwie. Co jest specyficzne w runach, czego te inne rzeczy nie dają?
Ale czy to nie jest kwestia indywidualna? Bo ja na przykład w trudniejszych momentach wolę mieć więcej, a nie mniej. Jeden symbol mi nie wystarczy, bo zaczyna mi się kręcić w głowie bez kontekstu. Kilka kart daje mi historię, a historię mogę obserwować z zewnątrz.
Przepraszam, może to naiwne, ale jak się pyta runę? Bo ja to słyszę i nie do końca wiem, jak to wygląda w praktyce. Czy to jest dosłowne pytanie wypowiedziane na głos, czy raczej coś wewnętrznego?
A co jeśli nie wiem, co chcę zapytać? Jak wchodzę w taki stan, że nawet nie potrafię sformułować pytania, to co wtedy? Czy można ciągnąć runę bez pytania?
Zastanawiam się nad czymś, bo przez całą tę rozmowę mówimy o runach jako o czymś, co się robi samemu. A czy ktoś miał doświadczenie z tym, że ktoś inny ciągnął runę w jego imieniu, albo że robiliście to razem z kimś bliskim? Przy depresji samotność jest często częścią problemu, więc ciekawe, czy runy mogą być też czymś wspólnym.
to, że trzeba było powiedzieć na głos, brzmi jak klucz. Bo przy depresji wiele rzeczy zostaje zamkniętych w środku i nawet nie wiadomo, że tam są, dopóki ich nie wymówisz. Ale mam pytanie, czy czułaś się z tym bezpiecznie? Czy nie było tak, że w momencie mówienia coś się w tobie zamknęło i zaczęłaś filtrować?
Słucham tej rozmowy i myślę o czymś praktycznym. Jeśli ktoś jest w bardzo ciężkim stanie, to czy jest moment, w którym siedzenie z runą jest po prostu za trudne? Mam na myśli to, że przy głębokiej depresji skupienie uwagi na czymkolwiek bywa nieosiągalne. Czy ktoś miał takie doświadczenie, że chciał sięgnąć po runy, ale zwyczajnie nie mógł?
