to co Hellan napisał o medytacyjnym aspekcie mnie trochę zaskoczyło bo zawsze myślałem że runy to głównie wróżenie i pytania o przyszłość. A tu się okazuje że można po prostu siedzieć i patrzeć i to też jest jakiś rodzaj pracy z runą? Chcę dobrze rozumiem?
jest coś bardzo ważnego w tym co powiedział Hellan i co napisała Promyczka. To poczucie spokoju nie przyszło dlatego że runa 'odpowiedziała' na pytanie. Przyszło dlatego że w ogóle się zatrzymała. Sowilo akurat jest taką runą która do tego zaprasza, jest w niej jakiś ruch ale i jasność, nie chaos. Ciekawe że właśnie ta wypadła.
no i tu jest właśnie sedno tej dyskusji którą kręcimy w kółko od kilku stron. Czy to działa bo runa 'pasuje' do sytuacji, czy pasuje bo człowiek tak to odczytuje. I za każdym razem dochodzimy do tego samego miejsca. Może to po prostu nie ma jednoznacznej odpowiedzi i tyle.
dobra to mam inne pytanie bo moze glupio ale, czy ta Sowilo to zawsze jest taka pozytywna? bo czytam tutaj że Promyczka sie poczuła lepiej i Umbra mówi o jasności, a ja gdzies czytalem ze runy nie sa jednoznaczne i mogą byc odwrocone albo cos. jak to jest?
merkstave - to jest po prostu odwrócona runa czy ma jakas inne znaczenie? bo nie za bardzo kumam
Almandynka jak zawsze rzuca zimną wodą na romantyczne wyobrażenia i słusznie. Merkstave to termin który znalazłem w jakiejś książce z lat 80. i przez lata myślałem że jest pradawny. Okazało się że niespecjalnie. Tyle że to nie zmienia faktu że system działa dla tych co go używają, co jest oddzielną kwestią.
hej a wracajac do Promyczki, bo czytam to wszystko i sie zastanawiam - napisałaś że bałaś się że to będzie 'performatywne'. Ja mam dokładnie to samo kiedy próbuję cokolwiek robić z kartami czy runami, czuję się jak aktorka która gra że wierzy. Jak to przeszło?
nie wiem do końca jak to opisać. Chyba po prostu nie myslalam za dużo o tym czy wierzę czy nie. Wzięłam runę do ręki, patrzyłam na nią jakiś czas i nagle miałam taka mysl - ok, jest coś co przetrwało, jest coś co ludzie uznali za ważne przez setki lat, i ja też mogę to uznać za ważne teraz. I jakoś to wystarczyło? nie trzeba było wierzyć w coś nadprzyrodzonego żeby poczuć coś realnego
Promyczka to co napisałaś jest PRZEPIĘKNE!! to 'jest coś co przetrwało' - to jest tak mądre. Nie musisz wierzyć w magię żeby wierzyć w to że ludzkie doświadczenie z czymś jest realne i ma wagę. Ojej, naprawdę to zdanie powinno być gdzieś zapisane 🙂
chcę dodać do tego co Promyczka napisała - ta myśl o trwaniu jest bardzo dojrzała jak na kogoś kto dopiero zaczyna. Połączenie z czymś co jest starsze niż twoje problemy daje pewien rodzaj perspektywy. Twoja rodzina nie pyta jak się miewasz, ale runy przetrwały tysiąc lat różnych ludzkich historii. To jest coś.
czytam to od jakiegoś czasu i mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem co Promyczka poczuła i w żaden sposób nie chcę tego umniejszać. Ale z drugiej strony mam pytanie, chyba naiwne - czy nie ma ryzyka że jak się człowiek nauczy szukać pociechy w runach zamiast w ludziach, to się trochę odizoluje? Mówię to serio, nie złośliwie.
to co pisze Willowa jest uczciwe. Różnica jest między używaniem czegoś jako pomostu a używaniem jako ucieczki. Trudno to rozróżnić z zewnątrz i czasem trudno też od środka.
rozumiem co mówicie i to trochę mnie zastanawia. Ale chyba w moim przypadku jest odwrotnie, tzn. od kiedy mam ten jeden wieczór z Sowilo jakoś... łatwiej mi rozmawiać z mamą? nie wiem dlaczego, może dlatego że przestałam czekać że ona mi da coś czego nie daje. Jakbym wzięła odpowiedzialność za swój spokój sama, i wtedy rozmowy z nią są mniej naładowane. Nie wiem czy to ma sens
to co Promyczka napisała na końcu jest chyba najważniejsze w tym całym wątku. że od tamtej chwili z Sowilo łatwiej jej rozmawiać z mamą. bo to obala trochę ten argument Willowej o ucieczce, nie? tzn. jeśli coś sprawia że jesteś bardziej gotowa na kontakt a nie mniej, to chyba jest ok
no ale chwila, to jest jedna osoba i jeden przypadek. nie możemy na tej podstawie powiedzieć że runy generalnie otwierają na kontakt z ludźmi. u Promyczki tak wyszło, ale to nie reguła. Willowa mówiła o czymś innym, o wzorcu który widzi u różnych osób przez dłuższy czas, nie o jednym wieczorze
a ja mam pytanie które może trochę z boku, ale jednak, czy to że Promyczka poczuła spokój i potem łatwiej jej rozmawiać z mamą, to nie jest po prostu efekt uziemienia? bo jak się człowiek zatrzyma, oddeche, to i tak działa lepiej. nie musi to być runa konkretnie, mogłaby być świeca, kamień, cokolwiek. pytam serio, nie złośliwie
jest w tym co Hellan mówi coś ważnego. nośnik ma znaczenie dla konkretnego człowieka. mnie osobiście kamień nie zatrzymuje, runa tak. nie wiem dlaczego tak jest, ale jest. i nie zamierzam tego tłumaczyć bardziej niż trzeba
czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie do Umbry albo Almandynki, bo wy chyba najdłużej z runami. czy jest jakaś runa która konkretnie mówi o relacjach rodzinnych? bo Sowilo to słońce, energia i tak dalej, ale czy jest coś bardziej bezpośrednio o więzi, o rodzinie?
to co Almandynka mówi o Othali jest ważne ale mam wrażenie że dryfujemy w stronę encyklopedii run a Promyczka miała konkretny problem. żeby nie zgubić wątku, bo tytuł tego tematu brzmi 'runy a brak wsparcia rodziny'. czy ktoś jeszcze miał podobną sytuację, tzn. sięgnął po runy właśnie wtedy kiedy rodzina nie dała rady?
tak, miałam. kilka lat temu kiedy tata był bardzo chory i nikt z rodzeństwa nie chciał o tym rozmawiać, wszyscy udawali że wszystko gra. ciągnęłam Tiwaz i długo nie wiedziałam co z tym zrobić, bo kojarzył mi się z walką, z siłą, a ja nie miałam wtedy żadnej siły. dopiero po czasie zrozumiałam to jako 'robisz co trzeba nawet kiedy cię to kosztuje'. ale to przyszło samo, z czasem
Opaline dotknęła czegoś istotnego. runy jako pociecha niekoniecznie działają przez 'miłe' znaczenie. czasem pocieszenie przychodzi przez potwierdzenie trudnej rzeczy. 'tak, to jest walka, tak, to jest ciężkie' - i to właśnie daje siłę, nie fałszywy spokój
ale jak mozna znalezc pociechę w czymś co mowi ze jest ciezko? to troche bez sensu
Florka to ładnie brzmi ale mam pytanie praktyczne: czy to nie jest projekcja? tzn. ciągniesz runę, widzisz walkę, i interpretujesz jako 'ktoś widzi mój trud', ale to ty sama to sobie serwujesz. runa nie widzi ciebie. ty widzisz siebie przez runę. to jest różnica
