A czy wy w ogóle mówicie komuś bliskim o tym, której runy się boicie? Bo ja nie powiedziałabym takiej rzeczy nikomu poza forum, bo albo by mnie nie zrozumieli, albo by się śmiali. I zastanawiam się czy to przez to jest trudniej z tym pracować.
A czy jest tak, że runa, której się boimy, to zawsze ta, która dotyka czegoś realnego w życiu? Bo czytam ten wątek i mam wrażenie, że Stokrotunia boi się Hagalaz nieprzypadkowo, tak samo Melanijka z Naudhiz. Czy ktoś bał się runy, która kompletnie nie miała pokrycia w tym co przeżywał?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie z perspektywy tarota, bo nie wiem jak to jest z runami. Czy jak pracujesz z runą, której się boisz, to dajesz jej jakieś specjalne miejsce? Znaczy, odkładasz ją osobno, trzymasz dłużej w ręce, coś w tym stylu? Bo przy Wieży zaczęłam ją kłaść zawsze na środku stołu i to coś zmieniło.
Tak, widziałam różnicę. Jak trzymałam Wieżę przez kilka dni na osobnym miejscu bez żadnego rzutu, to w pewnym momencie przestała być tak ładowana. Ale nie wiem czy to dobrze czy źle. Czy ona straciła swoje działanie, czy ja po prostu się do niej przyzwyczaiłam? Przy runach pewnie jest podobnie, ale pytam, bo nie wiem czy to nie jest właśnie ta kontrola na odległość, o której mówiłeś.
Słucham tej rozmowy i mam taką myśl, nie wiem czy trafną. Czy nie jest tak, że jak się boimy runy, to tak naprawdę boimy się siebie w tej runie? Bo runa sama w sobie nic o nas nie wie. Albo wie? Nie jestem pewna jak to rozumieć, stąd pytam.
No dobra ale ile można rozmawiać o tym czy bać się czy nie bać. Czy ktoś ma jakiś konkretny sposób na to żeby po prostu przestać się bać danej runy? Bo to filozofowanie nie przybliża do żadnej odpowiedzi.
Czytam ten temat od dłuższego czasu i dopiero teraz coś do mnie dotarło. Jak zaczynam pracę z runami i jeszcze nie mam żadnej, której się boję, to czy to znaczy, że jeszcze na to za wcześnie? Że nie mam wystarczająco głębokiej relacji z zestawem? Albo że po prostu nie trafiłem jeszcze na tę 'swoją'?
Wchodzę w ten temat z boku, bo coś mi się skojarzyło. W rytuałach które robię, też jest moment kiedy natrafiasz na element, przy którym czujesz opór. I zawsze się zastanawiam to samo co tutaj, czy ominąć czy wejść. I nigdy nie znalazłam reguły, która by działała za każdym razem. Może przy runach jest tak samo i tej reguły po prostu nie ma?
Ja mam takie proste pytanie do wszystkich, bo trochę mi się tu rzeczy mieszają. Czy wy uważacie, że runa którą wyciągniemy to jest przepowiednia, czy raczej obraz sytuacji w danym momencie? Bo jeśli to drugie, to strach przed nią trochę inaczej wygląda.
Ja nigdy nie traktowałem run jako przepowiedni w sensie że coś musi się stać. Bardziej jak odczyt napięć, energii, tendencji. Hagalaz może oznaczać że nadchodzi zakłócenie, ale to zakłócenie może mieć różną skalę. Nie każde to katastrofa.
To co Jadzieńka zaproponowała brzmi bardzo prosto, ale zarazem mądrze. Ja mam inne pytanie, trochę do Zaklinacza albo do tych co pracują z runami dłużej. Czy jest sens robić cokolwiek z runą której się boisz, jeśli jeszcze nie masz dobrego kontaktu z całym zestawem?
Czytam tę rozmowę i myślę sobie, że w tarocie jest podobnie z Wieżą albo z Śmiercią. Każdy się ich boi na początku. I chyba mechanizm jest ten sam, że runa lub karta niesie ciężar swojej nazwy i wizerunku, a dopiero potem, jak popracujesz, zaczyna być bardziej złożona. Czy tak samo jest z runami? Bo jeśli tak, to może strach jest po prostu etapem, a nie problemem.
To co powiedziałam o Wieży i Śmierci, to właśnie o to mi chodziło, że nazwa i wygląd niosą ciężar zanim jeszcze cokolwiek odczytasz. I mam pytanie do tych co pracują z runami dłużej, czy Hagalaz wizualnie też jakoś na was działa? Bo w tarocie ten obrazek robi robotę zanim zaczniesz myśleć o znaczeniu.
Dokładnie to samo miałam i mam radę, może nie idealną, ale mi działała. Skup się na fizycznym odczuciu runy, temperatura, ciężar, faktura, czy jest gładka czy szorstka. To kieruje uwage na ciało zamiast na głowe. Przynajmniej na chwile.
Wchodzę tu z boku, ale to pytanie Galaktyki mnie uderzyło. Bo jeśli Stokrotunia czuje fizyczną różnicę przy różnych runach, to może to nie jest strach przed informacją tylko jakiś rodzaj prawdziwego odczytu? Czy tak to rozumiecie, że ciało reaguje na runy inaczej niż głowa?
Jadzieńka, szczerze, to przy innych runach interpretacja też przychodzi szybko, ale nie ma tego ładunku emocjonalnego. Wyciągam Fehu i myślę sobie, okej, dostatek, zasoby, i nie czuję nic szczególnego. Przy Hagalaz nawet zanim ją wyciągnę, już coś mnie ściska. Może Idzik ma rację, że za mało tu mówiliśmy o tym co konkretnie zrobić po. Ale nie wiem czy ja jestem gotowa na tę rozmowę.
Stokrotunia napisała że nie wie czy jest gotowa na rozmowę co po, i to jest dla mnie ważniejsze niż jakikolwiek konkret. Bo może właśnie ta gotowość jest warunkiem. W tarocie mówi się czasem, żeby nie pytać o coś jeśli nie jesteś gotowy na odpowiedź. Czy z runami jest podobnie? Zaklinacz, co o tym myślisz?
To pytanie Zaklinacza jest bardzo konkretne i mam wrażenie, że mocne. Bo odwraca perspektywę, zamiast co się boisz usłyszeć, co chciałabyś usłyszeć. I to może powiedzieć więcej o całej sytuacji. Ciekawa jestem co Stokrotunia na to odpowie.
To co Iwetka napisała i to co Stokrotunia odpowiedziała, to jest chyba najważniejszy moment tej rozmowy. Ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Czy chodzi o to, że boimy się rury nie dlatego że powie coś złego, tylko dlatego że może w ogóle nie powiedzieć tego co potrzebujemy usłyszeć? Bo to jest zupełnie inny rodzaj strachu.
Ja to robiłem przez zapisywanie. Siadałem z kartką zanim w ogóle wziąłem runy i pisałem co chcę wiedzieć, potem dlaczego chcę to wiedzieć, potem co zrobię z odpowiedzią. I przy trzecim pytaniu często wychodziło coś innego niż myślałem na początku. Ale nie wiem czy to działa dla każdego.
Słucham tej rozmowy bo sami używam tarocie i mam podobne pytanie od strony kart. Niektórzy mówią żeby nie wyciągać Śmierci czy Wieży kiedy jesteś w złym miejscu emocjonalnie. Czy z runami jest tak samo, to znaczy czy jest zalecenie żeby pewnych nie wyciągać w pewnych stanach?
To jest chyba odpowiedź na pytanie z tytułu wątku, nie? Jeśli przy jednej runie robisz inaczej niż przy wszystkich pozostałych, to ta różnica już coś mówi. Bez żadnego ciągnięcia.
Zastanawiam się czy w ogóle zmuszanie się do ciągnięcia konkretnej runy ma sens. Znaczy, jeśli wyciągasz ją pod presją, to czy odczyt nie będzie zaburzony właśnie tym napięciem? Czy ktoś miał podobnie, że wyciągnął 'na siłę' i co z tego wyszło?
Kolowa, tak. To co Iwetka powiedziała, że może boję się nie tego co powie, tylko tego że nie będę mogła tego kontrolować. To zostało ze mną. I chyba po raz pierwszy pomyślałam o Hagalaz nie jako o wyroku, tylko jako o czymś co po prostu jest. Czy to ma sens?
