Zastanawiam się ostatnio nad czymś, o czym rzadko się mówi wprost - kiedy właściwie zacząć wtajemniczać dziecko w runy? Moja córka ma osiem lat i od jakiegoś czasu podgląda mnie przy pracy z nimi, zadaje pytania, chce dotykać kamieni. Nie chcę jej odpychać, ale też nie wiem, czy to już odpowiedni moment, żeby zacząć tłumaczyć coś więcej niż tylko to, że "to są specjalne znaczki". Czy ktoś z was miał podobną sytuację z własnym dzieckiem albo przekazywał wiedzę runicznych młodszym osobom z rodziny?
To zależy bardziej od dziecka niż od wieku - przynajmniej tak ja to widzę. Moja siostrzenica zaczęła interesować się runami może w wieku dziewięciu lat i była na to gotowa, bo sama pytała, drążyła. Ale znam dzieci dwunastoletnie, które kompletnie by tego nie przyjęły. A co konkretnie cię niepokoi w tym, że ona chce dotykać twoich kamieni? Boisz się, że to za wcześnie mentalnie, czy martwisz się o coś innego?
Eee no właśnie nie do końca, bo runy to nie jest zwykłe pismo i nie można tak rozdzielać tego na "alfabet" i "praktykę", bo one są z natury magiczne. Nawet jak piszesz runami słowo bez intencji to i tak niesie energię. Czytałem o tym i to jest ważne żeby rozumieć. Dziecko w ośmiu latah moim zdaniem jest za małe w ogóle na kontakt z runami bo nie ogarnia konsekwencji. Ja bym poczekał do może dwunastu trzynastu lat.
Ja w ogóle nie myślałam o tym, żeby uczyć swoje dzieci raczej na razie takich rzeczy, ale to pytanie mnie złapało, bo mój syn (dziesięć lat) ostatnio znalazł moją książkę o runach i sam zaczął je rysować. Nawet nie wiedział, że to "magia" - po prostu mu się podobały jako wzory. I teraz zastanawiam się, czy powiedzieć mu więcej, czy dać spokój. Gituska, a twoja córka pyta konkretnie o znaczenia tych znaków, czy raczej chce się bawić kamieniami jako przedmiotami?
Słuchajcie, a czy ktoś z was w ogóle był uczony run przez rodzica albo kogoś bliskiego? Zastanawiam się, jak to w ogóle wygląda "od środka", kiedy wiedza jest przekazywana w rodzinie, a nie z książek albo kursów. Bo to chyba zupełnie inne doświadczenie.
Mam trochę inne zdanie niż większość tutaj. Uczę tarotem od lat i obserwuję podobny dylemat u rodziców, którzy chcą wprowadzać dzieci w karty. I zauważyłam jedną rzecz - dzieci, które trafiają na te praktyki zbyt wcześnie, bez struktury i wyjaśnień, często albo się od nich odwracają w dorosłości, albo traktują je zbyt dosłownie i magicznie. Czy ktoś brał pod uwagę, że zbyt wczesne wprowadzenie bez kontekstu może dziecku bardziej zaszkodzić niż pomóc?
To pytanie córki - "czy one coś znaczą teraz" - to jest bardzo dobre pytanie i bardzo uczciwe. I myślę, że odpowiedź może być prosta: "dla mnie tak, dla innych nie, a ty sama z czasem zdecydujesz". Nie musisz jej dawać gotowego systemu. Możesz jej powiedzieć, że to jest coś, w co ty wierzysz i z czym pracujesz, i że ona może to obserwować, ale nie musi w to wchodzić. Czy masz wrażenie, że ona chce to "mieć" czy chce to "rozumieć"?
Czytam tę rozmowę i mam pytanie, bo sama jestem w podobnej sytuacji. Moja córka ma jedenaście lat i zaczęła mnie pytać o runy, bo zobaczyła je w jakimś serialu. I teraz zastanawiam się, czy to w ogóle dobry punkt wyjścia - zainteresowanie przez popkulturę. Czy to wam nie przeszkadza, że dzieci trafiają na te symbole przez Netflixa i myślą, że wiedzą o co chodzi?
Ja bym chciała się dowiedzieć - czy jest jakiś wiek, który wy, którzy macie doświadczenie, uważacie za absolutne minimum? Nie chodzi mi o idealny moment, bo rozumiem że to indywidualne, ale o jakieś dno. Czy naprawdę sześciolatek mógłby cokolwiek wynieść z kontaktu z runami?
Wracając do pytania, które zadałam wcześniej o popkulturę - bo nikt mi nie odpowiedział wprost. Moja córka widziała runy w serialu, gdzie jeden bohater rzucał nimi zaklęcia. I teraz jak mówię jej, że to nie działa tak jak w telewizji, to ona pyta "a jak działa?". I tu właśnie nie wiem, co powiedzieć, bo z jednej strony nie chcę mówić, że nie działa wcale, z drugiej nie chcę potwierdzać serialowego obrazu. Ktoś miał podobny problem?
U mnie to właśnie córka pierwsza zapytała i nie żałuję, że sama nie zaczęłam wcześniej. Ale myślę, że mogło być inaczej - gdyby trafiła na runy w internecie bez żadnego kontekstu ode mnie, to miałabym trudniejsze zadanie. Więc rozumiem twój tok myślenia. Chyba zależy od tego, czy runy są w twoim domu widoczne, czy nie.
A powiem wam, że mi się wydaje że jak dziecko samo chce, to jest znak, że jest gotowe. Moja siostrzenica w wieku dziewięciu lat sama zaczęła zbierać kamienie i mówić, że je czuje. Teraz ma czternaście i interesuje się kryształami i runami. To chyba jest naturalne, że niektóre dzieci po prostu są na to otwarte i nie trzeba ich uczyć, same znajdą drogę.
Słuchajcie, ja nie jestem specjalistką, ale mam takie proste pytanie z innej strony - czy wy w ogóle rozmawiacie z dziećmi o tym, że to jest wasza prywatna praktyka i że nie wszyscy to rozumieją? Bo mój bratanek raz powiedział w szkole, że mama "wróży z kart" i miał przez to problem z innymi dziećmi. Jak to ogarniacie?
U mojej córki to poczucie tajemnicy raczej ją zbliżyło do tematu, nie oddaliło. Traktuje to jak coś wyjątkowego między nami, nie jak sekret, którego się wstydzi. Ale chyba dużo zależy od tego, jak sama do tego podchodzisz - jeśli ty czujesz skrępowanie, dziecko to wyczuje.
A jak wy w ogóle zaczęłyście tłumaczyć, czym runy są? Bo to jest mój problem - nie wiem od czego zacząć z ośmiolatką. Czy zaczęłyście od historii, od znaczeń, od samego rysowania znaków?
A mogę zapytać coś może naiwnego - czy wy w ogóle używacie jakichś konkretnych zestawów run dla dzieci, czy normalnych? Bo widziałam gdzieś takie zestawy z rysunkami i uproszczonymi znaczeniami i zastanawiałam się, czy to nie jest zbyt duże uproszczenie.
Wiesz, dzieci są bardziej poważne wobec rzeczy, które sami zrobią. Może warto żeby dziecko samo narysowało runę na kamieniu? Moja siostrzenica tak robiła z kryształami, ozdabiała je i potem je szanowała, bo w nie włożyła pracę.
Ale wracając do mojego pytania o ośmiolatki - bo chyba trochę mi to odpłynęło. Czy ktoś z was ma doświadczenie konkretnie z tym wiekiem, nie z dziesięciolatkami, nie z nastolatkami? Bo odnoszę wrażenie, że większość przykładów tutaj to dzieci starsze.
Dobra, to może inaczej zapytam - czy ktokolwiek zaczynał z ośmiolatkiem od zera, bez żadnego przygotowania dziecka, i jak to wyglądało w pierwszym tygodniu, pierwszym miesiącu? Nie mówię o filozofii, tylko o tym co dosłownie robiłyście.
A może w ogóle nie mówić, że to "runy"? Jak byłam mała, babcia robiła ze mną różne rzeczy i nie nazywała ich żadną specjalną nazwą. Po prostu razem malowałyśmy znaki, robiłyśmy amulety. Dowiedziałam się co to jest dopiero jak byłam starsza.
Ale jak wytłumaczyć ośmiolatkowi, że "trudny czas czegoś uczy"? Moje dziecko by mi odpowiedziało "ale mamo, dlaczego w ogóle musi być trudny czas". I szczerze nie wiem co wtedy powiedzieć.
Wracając do tego co mówiłyście o fizycznych runach - czy ktoś robiła je razem z dzieckiem od podstaw, sama rzeźbiła albo malowała? Zastanawiam się czy to nie jest za trudne fizycznie dla młodszych dzieci.
O, malowanie na kamieniach to świetny pomysł. I ten wątek szukania kamienia - to mnie uderza, bo córka pewnie nie wiedziała, że to już jest część procesu, prawda? Że nie zaczyna się od narysowania runy, tylko wcześniej. Tylko jak ty wtedy tłumaczyłaś co szukać? Czy ona sama wybierała kamień?
