Forum

Asystent AI
Pieczętowanie zesta...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Pieczętowanie zestawu run – olej, wosk, dym czy galdr?

Strona 1 / 2

Wpisy: 1843
Rozpoczynający temat
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Mam świeżo skończony zestaw z jabłoni, barwiony ochrą z kroplą krwi, wyschnięty. Stoję teraz przed domknięciem i głupio przyznać, ale nie wiem, którą drogą iść. Olej lniany, wosk, dym, czy zostać na samym galdrze bez fizycznego zabezpieczenia. Ciekawi mnie, co Wam się sprawdziło. I jeszcze jedno – czy pieczętowanie ma chronić drewno, czy zamknąć pracę? Bo to chyba dwie różne rzeczy, a wszędzie pisane jak jedno.


Odpowiedz
98 odpowiedzi
Wpisy: 2487
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Dobrze, że to rozdzielasz, bo większość tego nie robi. Pieczętowanie fizyczne – olej, wosk – chroni drewno i utrwala barwnik. Pieczętowanie energetyczne – galdr – zamyka pracę. Robi się to jednocześnie, ale to dwa różne akty. U mnie idą razem: olej w dłoni, galdr w gardle, jeden ruch na każdą runę.


Odpowiedz
Wpisy: 1022
(@kadula)
Połączone: 2 lata temu

U mnie olej lniany wcierany dłonią, nigdy pędzlem. Pędzel kładzie warstwę na wierzchu, dłoń wgniata olej w drewno. Przy okazji dotykasz każdej runy z osobna i to jest moment, w którym galdr przychodzi sam. Ciało wykonuje, głos domyka.


Odpowiedz
Wpisy: 2242
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Jedna uwaga techniczna do oleju lnianego – musi być gotowany, nie surowy. Surowy schnie tygodniami i zostawia lepką powierzchnię, która łapie kurz. Gotowany utwardza się porządnie. Tyle że gotowany handlowy często ma dodatki schnące, więc czytaj skład, jak ci zależy na czystości.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1424

@Sauwak To prawda z tym surowym. Sama się przejechałam na surowym lnianym przy pierwszym zestawie. Runy były klejące jeszcze długo po tym, jak myślałam, że już domknięte. Wyszło fatalnie, musiałam czyścić i kłaść jeszcze raz.


Odpowiedz
Wpisy: 1380
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Ja wolę wosk pszczeli od oleju. Topię na kąpieli wodnej, lekko nakładam, potem wycieram do połysku miękką szmatką. Wosk daje cieplejsze wykończenie, drewno zostaje matowe, nie błyszczące. Olej dla mnie za bardzo zmienia kolor jabłoni, robi się ciemniejsza.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1843

@Wiciol A wosk nie wyciera barwnika z rowków przy wcieraniu?


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1380

@Faddi Nie, jeśli barwnik dobrze wysechł. Wosk kładziesz na wierzch, nie wgniatasz w rowki tak jak olej. Raczej tworzy powłokę. U mnie ochra w rowkach zostaje nietknięta od lat.


Odpowiedz
Wpisy: 1991
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Mieszam jedno z drugim. Stara receptura na politurę – olej lniany plus wosk pszczeli, roztopione razem, czasem z odrobiną olejku z bylicy. Wcierasz ciepłe w drewno, ono wchłania olej, a wosk zostaje na powierzchni. Najlepsze z obu, jak dla mnie. Drewno oddycha, a barwa trzyma.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1508

@Krysztal Receptura z bylicą mi się podoba. Sama dodaję czasem kroplę olejku jałowcowego. Jałowiec jest mocno związany z północną praktyką, więc to dla mnie ma sens. Ale to już bardziej zapach niż funkcja, nie oszukujmy się.


Odpowiedz
Wpisy: 2421
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Zanim wejdziemy za głęboko w przepisy na politurę – pieczętowanie energetyczne nie wymaga w ogóle żadnej substancji. Galdr nad gotowym zestawem zamyka pracę i tyle. Olej i wosk to konserwacja drewna, nie magia. Jak ktoś ma kamienne runy, to się ich nie oleju, a pieczętuje tak samo skutecznie samym głosem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1886

@Hellan Słusznie z tymi kamieniami. Mam zestaw z hematytu i tam nie ma czego olejować. Pieczętuję go galdrem i dymem, koniec. Działa nie gorzej niż drewniany. Substancja to kwestia materiału, nie warunek pieczęci.


Odpowiedz
Wpisy: 777
(@lalik)
Połączone: 1 rok temu

A jak to wygląda z dymem? Bo o oleju i wosku wiem mniej więcej, ale dym jako pieczętowanie to dla mnie nowość. Myślałam, że dym to oczyszczanie przed, a nie domknięcie po.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Lalik Dym robi oba, zależnie od momentu, w którym go używasz. Przed pracą oczyszcza. Po pracy, gdy przeciągasz gotowy, skonsekrowany zestaw przez dym konkretnego zioła, domykasz. To kwestia intencji i kolejności, nie samego dymu.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Lalik U mnie dym jałowca albo bylicy na samym końcu. Każdą runę przeciągam przez dym raz, mówiąc jej imię. To jest moja pieczęć dymna. Olej kładę wcześniej, dym jest ostatni. Dym jakby „podpisuje” całość.


Odpowiedz
(@lalik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 777

@Kunia To znaczy, że robisz wszystkie trzy? Olej, galdr i dym?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Lalik Tak. Olej utrwala drewno, galdr zamyka energię każdej runy z osobna, dym domyka zestaw jako całość. Trzy warstwy, każda robi co innego. Ale nie każdy musi tak. Wielu starczy sam galdr.


Odpowiedz
Wpisy: 1620
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Ja jestem minimalistą. Galdr i nic więcej. Drewno smaruję raz, niezależnie od rytuału, bo i tak trzeba je zabezpieczyć. Ale tego nie liczę jako pieczętowanie, tylko jako stolarkę. Pieczęć to dla mnie wyłącznie głos.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1047

@Czulu Tu się różnimy. Dla mnie sam akt wcierania oleju jest częścią pieczęci, bo wkładam w niego intencję. Jak wcieram olej bezmyślnie, to faktycznie tylko stolarka. Jak wcieram świadomie, z galdrem, to staje się rytuałem. Ta sama czynność, inna obecność.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2242

@Vladi To kluczowe rozróżnienie. Nie chodzi o to, co robisz, tylko jak jesteś w tym obecny. Można wlać olej z obojętnością i można z pełnym skupieniem. Substancja jest ta sama, akt zupełnie inny.


Odpowiedz
Wpisy: 1843
Rozpoczynający temat
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Czyli rozumiem, że nie ma jednej drogi. Mogę zrobić sam galdr, albo galdr plus olej, albo wszystko razem. Pytanie, czy coś tu jest błędem, czego mam unikać?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Faddi Błąd to olejowanie przed wyschnięciem barwnika. Drugi błąd – pieczętowanie galdrem zestawu, który nie został skonsekrowany. Pieczętujesz coś, co najpierw musi być otwarte i ożywione. Bez tego nie ma czego domykać.


Odpowiedz
(@kadula)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1022

@Faddi I jeszcze jeden – nie pieczętuj w pośpiechu, między jednym a drugim. Pieczętowanie to ostatni etap, ma swój ciężar. Jak to zrobisz „na szybko, bo trzeba skończyć”, to cała wcześniejsza praca traci domknięcie.


Odpowiedz
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1424

@Faddi Plus – jak używasz formuły przy pieczęci, to się jej trzymaj do końca. Nie zmieniaj w połowie. Jak zacząłeś od ALU przy pierwszej runie, to ALU przy wszystkich. Spójność formuły to część mocy pieczęci.


Odpowiedz
Wpisy: 777
(@lalik)
Połączone: 1 rok temu

Co to jest ALU? Spotykam to słowo co chwilę, ale nigdy nie rozumiałam dokładnie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Lalik ALU to formuła z trzech run – Ansuz, Laguz, Uruz. Pojawia się na brakteatach i amuletach z epoki, jedna z najczęstszych inskrypcji magicznych jakie znamy. Znaczenie sporne, ale wiąże się z ochroną, mocą, zamknięciem. Wielu używa jej właśnie do pieczętowania, bo intonowanie ALU domyka pracę.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1886

@Lalik Dodam, że to nie jest wymysł współczesny, w przeciwieństwie do wielu rzeczy w runicznej praktyce. ALU faktycznie znajdowano na zabytkach. Dlatego ma wagę – to jedna z niewielu formuł, którą da się obronić źródłowo.


Odpowiedz
(@lalik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 777

@Indaphoros @Pajeczyna Dziękuję obojgu. Zawsze myślałam, że to coś nowoczesnego, w stylu „abrakadabra” dla nordyckiej estetyki. Dobrze wiedzieć, że ma korzenie.


Odpowiedz
Wpisy: 1109
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

A wracając do wosku – mam mieszane uczucia. Wosk pszczeli z czasem matowieje i trzeba odnawiać co jakiś czas. Olej lniany utwardza się raz i już. Wosk to ładniejsze wykończenie, ale więcej zachodu w dłuższej perspektywie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1380

@Kobalt Odnawiam wosk raz w roku, przy zimowym oczyszczeniu zestawu. To dla mnie nie wada, tylko okazja, żeby co roku przejść przez wszystkie runy dłonią. Olej raz i zapominasz, wosk trzyma cię w cyklu z zestawem. Dla jednego wada, dla drugiego zaleta.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Wiciol Z tej strony nie patrzyłem. Coroczne wracanie do zestawu dłonią rzeczywiście ma sens. Może faktycznie wosk nie jest tak kłopotliwy, jak myślałem.


Odpowiedz
Wpisy: 1951
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

A czy jak się kupiło gotowy zestaw, fabryczny, to też trzeba go pieczętować? Czy on jest już jakoś domknięty przez producenta?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Leonora Fabryczny zestaw nie jest niczym domknięty poza lakierem. Producent kładzie powłokę dla wyglądu, nie dla magii. Taki zestaw najpierw oczyszczasz, potem konsekrujesz po swojemu, potem pieczętujesz. Fabryczne wykończenie to tylko ochrona w transporcie.


Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1508

@Leonora Z fabrycznymi jest dodatkowy problem – często mają już lakier, więc olej ani wosk nie wejdą w drewno, bo powłoka odpycha. Jak chcesz olejować taki zestaw, musisz najpierw zmyć lub zetrzeć fabryczny lakier. Inaczej olej spłynie po wierzchu.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1951

@Lady To skomplikowane. Mam taki lakierowany. Czyli przy nim zostaje mi tylko galdr i dym, bo oleju nie wcisnę przez lakier?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Leonora Dokładnie. Lakierowany pieczętuj galdrem i dymem. Substancji nie wcierasz, bo nie ma jak. To w niczym nie osłabia pieczęci. Głos i dym wystarczą.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1991

@Leonora Albo – jak masz cierpliwość – zedrzyj lakier drobnym papierem, dotrzyj do gołego drewna, zabarw sam i pieczętuj olejem. Wtedy zestaw staje się bardziej twój. Ale to robota i nie każdy chce się w to bawić.


Odpowiedz
Wpisy: 1843
Rozpoczynający temat
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Ciekawe. Sam strugałem od zera, więc tego problemu nie mam. Ale dobrze wiedzieć na przyszłość, jakby ktoś z bliskich dostał taki kupny i pytał.


Odpowiedz
Wpisy: 1877
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wrócę do dymu, bo to mnie ciekawi najbardziej. Jakie zioła stosujecie? Bo czytam tu jałowiec i bylicę, ale są tacy, co dają szałwię białą, co już zupełnie nie pasuje do północnej praktyki. Ciekawi mnie, kto czego używa i czemu.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Bylica Jałowiec, bylica, czasem cedr. Szałwia biała to import z praktyk rdzennych Amerykanów, do run nie ma żadnego związku. Jak ktoś chce trzymać się północy, to jałowiec jest najbliższy. Rósł tam, palono go, jest poświadczony w obrzędach oczyszczania.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1886

@Bylica U mnie bylica zawsze. To roślina ze starej północnej tradycji, jedna z dziewięciu ziół z anglosaskiego zaklęcia. Pasuje do run jak nic innego. Szałwia biała ładnie pachnie, ale to nie ten krąg kulturowy.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1877

@Pajeczyna Cieszę się, że ktoś jeszcze trzyma bylicę. Mam wrażenie, że szałwia zalała wszystko, bo łatwiej ją kupić. A bylica rośnie u nas na każdym nieużytku, można zebrać samemu.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2242

@Bylica Dokładnie, samodzielnie zebrana bylica z miejsca, które znasz, jest mocniejsza niż kupiona szałwia z drugiego końca świata. Bliskość rośliny do twojego życia ma znaczenie. Zerwane własnoręcznie zioło niesie coś, czego kupna kostka nie ma.


Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1508

@Bylica Tylko uwaga przy zbieraniu bylicy – susz ją dobrze, bo wilgotna dymi nieprzyjemnie i gaśnie. Zbierasz latem, suszysz w cieniu, wiązki głową w dół. Dopiero potem nadaje się do dymu.


Odpowiedz
Wpisy: 777
(@lalik)
Połączone: 1 rok temu

Notuję sobie z tej rozmowy całkiem sporo. Bylica zamiast szałwii, olej gotowany nie surowy, lakier zmyć albo galdr. Coraz bardziej widzę, że robiłam to dotąd trochę po omacku.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kadula)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1022

@Lalik Każdy tak zaczyna. Dobre, że pytasz, zanim zepsujesz zestaw. Lepiej dopytać dziesięć razy niż domknąć źle coś, co ma ci służyć latami.


Odpowiedz
Wpisy: 2120
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie o kolejność przy galdrze. Pieczętujecie każdą runę osobno jej własnym imieniem, czy całość jedną formułą na koniec? Bo widziałem oba podejścia i nie wiem, które ma sens.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1047

@Whisper Robię oba. Najpierw przechodzę po wszystkich, każdą jej własnym imieniem, trzy razy. Potem na sam koniec jedną formułą nad całym zestawem – u mnie ALU. Czyli najpierw runa po runie, potem domknięcie całości. To jak podpisanie każdej strony i potem podpis na końcu dokumentu.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Whisper Klasyczna metoda właśnie taka jak opisuje Vladi. Galdr każdej runy z osobna, potem formuła zamykająca nad zestawem. ALU albo Ansuz-Laguz-Uruz wyśpiewane jako „Ahlu” – znaczy mniej więcej „zostało zamknięte”. To domyka pracę jako całość.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1991

@Whisper U mnie troszkę inaczej – każdą runę osobno, ale formuła zamykająca to powtórzona dziewięć razy nazwa rytmiczna, nie ALU. Dziewięć to liczba dopełnienia w północnej tradycji. Dziewięć powtórzeń zamyka. Ale to moja wariacja, ALU jest bardziej rozpowszechnione.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2120

@Vladi @Hellan @Krysztal Dzięki, teraz to ma ręce i nogi. Robiłem dotąd tylko całość jedną formułą, bez przechodzenia runa po runie. Pewnie dlatego miałem wrażenie, że coś jest niedomknięte.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2242

@Whisper To prawdopodobnie dokładnie to. Sama formuła na całość bez indywidualnego galdru każdej runy zostawia zestaw „ogólnie domknięty”, ale każda runa z osobna nie dostała swojego głosu. Stąd to uczucie niedosytu.


Odpowiedz
Wpisy: 1620
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wtrącę coś z innej beczki. Nie wszyscy w ogóle pieczętują od razu. Ja mam zwyczaj zostawiać świeżo skonsekrowany zestaw na kilka dni bez pieczęci, żeby „dojrzał”. Dopiero potem domykam. Pieczętowanie od razu, w tej samej godzinie co konsekracja, wydaje mi się zbyt pospieszne.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1424

@Kapturek U mnie odwrotnie – pieczętuję w tej samej sesji, bo otwarty, niedomknięty zestaw to dla mnie coś, co nie powinno leżeć. Jak zacznę, to kończę. Ale rozumiem twoje podejście, to kwestia tego, czy traktujesz dojrzewanie jako część procesu.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1620

@Bryza To prawda, że niedomknięty leżący zestaw budzi pewien niepokój. Może dlatego trzymam go wtedy osobno, przykryty płótnem, nie w obiegu. Ale ten czas między konsekracją a pieczęcią coś u mnie robi. Trudno mi to ująć w słowa.


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Kapturek Rozumiem to. To trochę jak zostawienie ciasta, żeby wyrosło. Niektóre rzeczy potrzebują czasu między aktami. Sam nie robię dojrzewania, ale nie powiedziałbym, że to błąd. To inna szkoła.


Odpowiedz
Wpisy: 1150
(@lubon)
Połączone: 2 miesiące temu

Wchodzę z pytaniem, bo robię swój pierwszy poważny zestaw i czytam Was uważnie. Czy pieczęć trzeba kiedyś odnawiać? Czy raz domknięty zestaw jest domknięty na zawsze, czy pieczęć z czasem „słabnie”?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Lubon Pieczęć energetyczna nie słabnie sama z siebie. Słabnie, jak zestaw przejdzie coś, co go naruszy – obca osoba pracująca nim, upadek, kontakt z czymś, czego nie chcesz. Wtedy oczyszczasz i pieczętujesz na nowo. Ale samo używanie zgodnie z przeznaczeniem pieczęci nie zużywa.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1380

@Lubon Fizyczna pieczęć to inna sprawa – wosk matowieje, olej z latami może gdzieniegdzie zejść. To odnawiasz, jak widać zużycie drewna. Ale to konserwacja, nie magia. Energetyczną ruszasz tylko, jak coś się wydarzyło.


Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1150

@Hellan @Wiciol Czyli jak nikt obcy mi nie dotyka run i nic im się nie stało, to raz domknięte i spokój. To uspokaja, bałem się, że trzeba co rok od nowa całą ceremonię.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Lubon Co rok robisz najwyżej lekkie oczyszczenie i ewentualnie odświeżenie wosku. Pełnej rekonsekracji i pieczętowania od zera nie. To tylko po naruszeniu.


Odpowiedz
Wpisy: 1620
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie do tych, co używają oleju – jak długo czekacie po barwieniu krwią, zanim położycie olej? Bo krew z ochrą schnie inaczej niż sama ochra, i ciekaw jestem, czy macie jakąś sztywną zasadę.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@kadula)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1022

@Czulu U mnie doba minimum, dwie dla pewności. Krew z ochrą musi być sucha na wskroś, nie tylko na wierzchu. Jak położysz olej za wcześnie, zamkniesz wilgoć w środku i barwnik z czasem się zepsuje pod powłoką. Lepiej przeczekać dłużej.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2242

@Czulu Sprawdzam paznokciem w niewidocznym miejscu – jak nic się nie odkłada na paznokieć, jest sucho. Dopiero wtedy olej. Doba to bezpieczny margines, ale przy grubszej warstwie barwnika daję i dwie.


Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1620

@Kadula @Sauwak Dzięki, robiłem to chyba za szybko. Mam jeden zestaw, gdzie barwa pod woskiem zrobiła się dziwnie ciemna z czasem. Może właśnie zamknąłem wilgoć. Teraz wiem, czemu.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1877

@Czulu To prawdopodobnie to. Wilgoć pod powłoką zmienia kolor i czasem powoduje, że barwnik „pływa” w drewnie. Klasyczny błąd z pośpiechu. Następnym razem dłuższe schnięcie i problem zniknie.


Odpowiedz
Wpisy: 2072
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wejdę z czymś, czego nikt jeszcze nie ruszył. Pieczętowanie ma też wymiar tego, kto przy tym jest. Ja pieczętuję zawsze sama, drzwi zamknięte, nikt w domu. Obca obecność przy pieczętowaniu zostaje w zestawie. To moment, kiedy zestaw się „zatrzaskuje” z tym, co wokół.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1508

@Paradoxa Bardzo to celne. Sama nie wpuszczam nikogo, nawet bliskich, przy domykaniu. Pieczętujesz nie tylko runy, ale i całą sytuację wokół. Pies, który wszedł, telefon, który zadzwonił – to wszystko może zostać przypięte do zestawu.


Odpowiedz
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1047

@Paradoxa Zgadzam się co do samotności. Tylko dodam – cisza też. Nie pieczętuję z muzyką w tle, nawet spokojną. Galdr ma być jedynym dźwiękiem w pomieszczeniu. Tło dźwiękowe miesza się z głosem i zaburza pieczęć.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Paradoxa @Vladi Oboje macie rację. Dorzucę – wyłączony telefon, nie wyciszony. Wyciszony nadal wibruje i nadal cię wyrywa. Pieczętowanie wymaga, żeby świat zewnętrzny na ten czas przestał istnieć.


Odpowiedz
Wpisy: 1150
(@lubon)
Połączone: 2 miesiące temu

To brzmi poważniej, niż myślałem. Sądziłem, że pieczętowanie to takie techniczne wykończenie, a tu okazuje się, że to chyba najważniejszy moment z całej roboty.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Lubon To częste nieporozumienie. Ludzie wkładają całe serce w struganie i barwienie, a pieczętowanie odfajkowują na koniec, zmęczeni. A to właśnie domknięcie decyduje, czy cała wcześniejsza robota się utrwali, czy rozejdzie.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1620

@Lubon Dlatego ja właśnie rozdzielam to na inny dzień. Po struganiu, barwieniu i konsekracji człowiek jest wyczerpany. Pieczętowanie zostawione na świeżą głowę dostaje tyle uwagi, ile mu się należy.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1991

@Lubon I to jest argument za podejściem Kapturka. Pieczętowanie zmęczonym umysłem to jak podpisywanie ważnego dokumentu, gdy się zasypia. Lepiej przespać i podejść świeżym.


Odpowiedz
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1424

@Krysztal Z tym akurat się zgodzę, mimo że sama robię wszystko w jednej sesji. Bo ja swoją sesję rozkładam na kilka godzin z przerwami, więc do pieczęci dochodzę odpoczęta. Kto robi wszystko na raz w godzinę, ten faktycznie powinien przełożyć domknięcie.


Odpowiedz
Wpisy: 1843
Rozpoczynający temat
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Czytając Was, chyba zrobię tak: przeczekam jeszcze dobę dla pewności wyschnięcia, potem na świeżą głowę galdr każdej runy osobno, potem olej lniany gotowany wcierany dłonią z intencją, na koniec ALU nad całością i dym jałowca. Sam, w ciszy, telefon wyłączony. Brzmi to spójnie?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Faddi Bardzo spójnie. Jedyne, co bym przemyślał – kolejność oleju i galdru każdej runy. Czy galdrujesz przed olejem, czy w trakcie wcierania. U mnie galdr idzie w trakcie wcierania, bo dotyk i głos razem wkładają intencję. Ale można i galdr najpierw, olej potem. Sprawdź, co ci leży.


Odpowiedz
(@kadula)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1022

@Faddi Świetny plan. Dodam tylko – olej najpierw, dym na samym końcu. Jakbyś dał dym przed olejem, olej przykryje to, co dym naniósł. Dym musi być ostatnią warstwą, tą wierzchnią. Reszta wygląda idealnie.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2242

@Faddi Plan dobry. Pamiętaj tylko o szmacie od oleju – nasączona lnianym olejem szmata potrafi się samozapalić, jak ją zostawisz zwiniętą. To nie magia, to chemia. Rozłóż ją na płasko na zewnątrz do wyschnięcia albo spal od razu w kontrolowany sposób. Poważna sprawa, nie żart.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1843

@Sauwak O tym nie wiedziałem w ogóle. Dobrze, że mówisz. Spalę szmatę od razu, i tak palę resztki z barwienia. Dwie pieczenie na jednym ogniu.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1380

@Faddi @Sauwak Potwierdzam, samozapłon lnianego oleju to realna sprawa, znam przypadek pożaru warsztatu z tego powodu. Szmaty olejowe traktować poważnie. To jedyna rzecz w całym pieczętowaniu, która naprawdę może zrobić krzywdę.


Odpowiedz
Wpisy: 1951
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Czy dym musi być z konkretnego zioła, czy może być z drewna, które się wcześniej strugało? Bo mam sporo wiórów z jabłoni i pomyślałam, czy nie domknąć dymem z tego samego drzewa, z którego są runy.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Leonora To akurat ładna myśl i ma sens. Dym z tego samego drewna domyka koło – runy wracają do swojego źródła w postaci dymu. Niektórzy tak robią świadomie. Możesz połączyć z jałowcem, ale sam dym z wiórów jabłoni też jest dobrym wyborem.


Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1508

@Leonora Bardzo dobry pomysł. Spalenie wiórów z tego samego drzewa i przeciągnięcie zestawu przez ten dym to spójne domknięcie. Drzewo zamyka samo siebie. Ja bym tak zrobiła na twoim miejscu.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1951

@Kunia @Lady Cieszę się, że to nie głupota. Czasem człowiek wpadnie na coś i nie wie, czy to ma sens, czy wymysł. Spalę wióry jabłoni i tym domknę.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1877

@Leonora To nie wymysł, to ładna intuicja. Najlepsze pomysły w tej robocie często przychodzą właśnie z takiego prostego myślenia – co do czego pasuje naturalnie. Dym z drewna run to domknięcie kręgu.


Odpowiedz
Wpisy: 1109
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

A wrócę do kwestii substancji – czy ktoś tu olejuje jeszcze czymś innym niż lnianym? Bo jest tung, jest orzechowy. Lniany jest klasykiem, ale tung schnie twardziej i nie żółknie tak z latami.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1991

@Kobalt Próbowałem tunga. Schnie faktycznie twardziej i nie żółknie. Ale jest droższy i trudniej dostępny u nas. Lniany ma za to długą tradycję w obróbce drewna na naszych ziemiach, więc jest bliższy kulturowo. Tung to import z Azji. Dla mnie lniany wygrywa nie funkcją, a zakorzenieniem.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Kobalt Tung jest technicznie lepszy, nie ma co ukrywać. Ale przy runach liczy się dla mnie ciągłość z miejscem. Len rósł tu od wieków, olej lniany był używany do drewna od zawsze. Tung to materiał obcy tej tradycji. Sprawność nie jest jedynym kryterium.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Krysztal @Hellan Argument o zakorzenieniu mnie przekonuje. Sam się wahałem, ale faktycznie len pasuje do północnej praktyki bardziej niż azjatycki tung, choćby ten drugi schnął lepiej. Zostanę przy lnianym.


Odpowiedz
Wpisy: 2072
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Ciekawe, jak wszyscy wracamy do tej samej zasady – nie zawsze to, co technicznie najlepsze, jest najwłaściwsze w pracy z runami. Bliskość, zakorzenienie, naturalność biją sprawność. To się przewija w oleju, w ziołach, we wszystkim.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1047

@Paradoxa Bo runy to nie inżynieria. Można zrobić zestaw z idealnie wysuszonego, fabrycznego drewna, zalakierowany tungiem, technicznie bez zarzutu. I on będzie martwy. A koślawy zestaw z gałęzi zebranej własnoręcznie, domknięty lnianym olejem i dymem z tej samej gałęzi, będzie żył. Sprawność nie ożywia.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2242

@Vladi To dobrze ujęte i myślę, że to sedno. Pieczętowanie nie polega na najlepszej powłoce, tylko na obecności człowieka w akcie domknięcia. Reszta to detale, które każdy układa po swojemu.


Odpowiedz
Wpisy: 1150
(@lubon)
Połączone: 2 miesiące temu

Wynoszę z tego dla siebie więcej, niż się spodziewałem. Myślałem, że pytam o techniczne wykończenie, a dostałem coś o obecności i zakorzenieniu. Dzięki Wam zacznę swój zestaw inaczej, niż planowałem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kadula)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1022

@Lubon To najlepsze, co może z takiej rozmowy wyniknąć. Pytasz o technikę, a wracasz z czymś więcej. Tak to działa z runami – wszystko się ze sobą wiąże, nie da się oddzielić techniki od reszty.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: