Robię ostatnio zestaw run dla mojej siostry, która dopiero wchodzi w temat. I tu zaczynam się gubić. Jak strugam dla siebie, wszystko jest oczywiste – moja krew, mój galdr, moja obecność. A tu robię dla kogoś, kto będzie tym pracował, nie ja. Czyją krwią barwić? Kto ma to pieczętować? Czy w ogóle wolno robić skończony, domknięty zestaw za kogoś, czy to mu odbiera tę więź, którą sam by zbudował? Zastanawiam się nad tym od dwóch tygodni i nie umiem ruszyć dalej.
Klasyczna zasada jest prosta – krew tego, kto będzie pracował zestawem. Ty strugasz, barwisz, ale życiowym płynem domykającym jest jej krew, nie twoja. Inaczej robisz jej zestaw związany z tobą, nie z nią. Będzie ciągle „twój” w jej rękach.
@Bryza Z tym, że to zależy, na jakim etapie ona jest. Jak dopiero wchodzi i nie ma pojęcia, jak się konsekruje, to można zostawić zestaw nieskonsekrowany. Ty robisz drewnianą robotę i barwienie neutralne – ochra bez krwi. Konsekrację i pieczęć ona robi sama, kiedy będzie gotowa. Wtedy zestaw staje się jej w pełni.
@Bryza Tu są dwie szkoły i obie mają sens. Pierwsza – robisz wszystko poza krwią i ostatecznym domknięciem, zostawiasz to obdarowanej. Druga – robisz kompletny zestaw, ale konsekrujesz go intencją „dla niej”, jej imieniem, jej sprawą. Druga jest trudniejsza i ryzykowniejsza, bo łatwo zostawić w zestawie siebie.
Najczystsze rozwiązanie – nie domykaj. Zrób piękny, porządny zestaw fizycznie, zabarw ochrą bez własnej krwi, zabezpiecz olejem, i przekaż jako „surowy” do konsekracji. Dołącz opis, jak ma go ożywić i zapieczętować. Wtedy nie ma dylematu, czyja obecność jest w środku. Obecność wkłada ona, na końcu, sama.
Wejdę z głosem przeciwnym do większości. Uważam, że da się zrobić kompletny, w pełni domknięty zestaw dla kogoś, jeśli się umie odsunąć siebie. To kwestia opanowania. Robiłem zestawy na zamówienie latami i nie zostawiałem w nich siebie. Konsekruję imieniem zamawiającego, jego krwią, którą mi przekazuje, i jego intencją. Moja rola to ręce, nie obecność.
Mam pytanie do tych, co robią zestawy dla obcych, nie bliskich. Bo Bryza pyta o siostrę, gdzie więź jest naturalna. A co z zestawem dla kogoś, kogo w ogóle nie znacie? Zamówienie od obcej osoby. Jak tam z obecnością i pieczęcią?
Wchodzę z boku, bo temat mnie dotyczy. Dostałem kiedyś runy w prezencie od znajomego, który je sam zrobił i, jak teraz rozumiem, w pełni skonsekrował swoją krwią. Pracowałem nimi rok i ciągle czułem, że coś jest nie tak, że one jakby nie były moje. Teraz wiem czemu. Co robić z takim zestawem?
Pytanie techniczne – jak przekazać komuś bezpiecznie krew do konsekracji, jeśli robi się zestaw zdalnie? Bo krew to materiał, który się psuje i niesie ryzyko. Czy to się w ogóle robi, czy to zła droga?
Mam inne pytanie do całej dyskusji. Czy zestaw robiony dla kogoś powinno się w ogóle barwić krwią obdarowanego, skoro on dopiero zaczyna i może się okazać, że runy nie są dla niego? Czy nie lepiej dać surowy, żeby nie marnować jego krwi na coś, czego może nigdy nie użyje?
A co z samym przekazaniem? Bo to też część rzeczy. Czy zestaw dla kogoś owijacie jakoś, w co, czy po prostu wręczacie w woreczku? Pytam, bo sam moment przekazania ma chyba znaczenie przy zestawie robionym dla drugiej osoby.
Wtrącę coś, czego nikt jeszcze nie ruszył. Robienie zestawu dla kogoś zmienia też ciebie jako robiącego. Jak strugasz dla siebie, jesteś w tym całą sobą. Jak strugasz dla kogoś, musisz się odsunąć, a to wymaga innego rodzaju skupienia. Trudniej jest robić runy dla kogoś niż dla siebie, mimo że technicznie to samo.
A jak z doborem drewna przy zestawie dla kogoś? Bierzecie pod uwagę tę osobę przy wyborze gatunku, czy używacie tego, co macie?
Robi mi się z tego całkiem konkretny obraz tego, jak powinien wyglądać dobrze zrobiony zestaw dla kogoś. Drewno pod osobę, barwienie neutralne lub jej krwią na żywo, pieczęć jej lub wspólna, przekazanie w ciszy i osobno. Daleko temu do „wystrugam i dam”.
A jak z zestawami dla dzieci? Bo ktoś kiedyś pytał mnie o runy dla nastolatka. Tam dochodzi jeszcze kwestia, czy dziecko w ogóle powinno dostawać skonsekrowany zestaw, czy poczekać, aż dorośnie.
Ciekawe, jak wszystko sprowadza się do tej samej zasady – im mniej pewności co do obdarowanego, tym surowszy zestaw. Pewna bliska osoba, dorosła, świadoma – można domknąć wspólnie. Dziecko, obcy, niepewny – surowy zestaw i koniec. Logiczna gradacja.
Mam jeszcze pytanie o galdr przy zestawie dla kogoś. Jak galdruję dla siebie, używam swojego głosu naturalnie. A dla kogoś – galdruję swoim głosem, czy to powinien być głos obdarowanego, jak jest przy mnie?
Wracam z czymś, co mnie nurtuje. Czy jak robimy zestaw dla kogoś bliskiego, to nie wkładamy w niego mimowolnie swojego życzenia wobec tej osoby? Bo robiąc siostrze runy, Bryza chce dla niej dobrze. I to życzenie też trochę wchodzi w zestaw. Czy to przeszkadza, czy pomaga?
A czy ktoś kiedyś odmówił zrobienia zestawu komuś? Bo czuł, że nie powinien? Mnie się zdarzyło raz i do dziś nie wiem, czy dobrze zrobiłem.
Dużo się tu uczę o stronie, o której w ogóle nie myślałem – że robiący ponosi odpowiedzialność za zestaw nawet po przekazaniu. Myślałem, że jak dasz, to już sprawa obdarowanego. A wychodzi, że część ciężaru zostaje przy robiącym.
Czytam to wszystko i mam już pełną jasność co do siostry. Surowy zestaw fizycznie skończony, neutralna ochra, olej. Wspólne domknięcie jej krwią i jej głosem, jak poczuje gotowość. Szerokie błogosławieństwo zamiast konkretnych życzeń. Drewno dobrane pod jej łagodną naturę, pewnie brzoza. Dziękuję wszystkim, bo wszedłam tu zagubiona, a wychodzę z konkretnym planem.
Wątek mi sporo poukładał, mimo że sam nie planuję teraz robić nikomu. Ale dobrze to mieć w głowie na przyszłość. Zwłaszcza ta gradacja – im bliżej i pewniej, tym pełniej można domknąć.
Wątek dobrze pokazał, że robienie run dla kogoś to osobna sztuka, nie przedłużenie robienia dla siebie. Inne zasady, inna odpowiedzialność, inne ryzyko. Cieszę się, że Bryza zapytała, bo to temat, którego mało kto dotyka, a dotyczy każdego, kto kiedyś zechce komuś podarować runy.
Zostawię tu jeszcze jeden wątek, którego nie zdążyliśmy ruszyć, a chodzi mi po głowie. Co z dziedziczeniem zestawu – nie robionym dla kogoś, ale przekazanym po kimś, kto odszedł. Bo to trochę odwrotna sytuacja niż nasza. Tam zestaw był domknięty cudzą krwią, ale ta osoba już nie żyje. Czy taki zestaw się przejmuje, czy odkłada? Sam nie wiem i ciekaw jestem, jak to widzicie.
Wracając jeszcze na chwilę do głównego pytania, bo coś mi się przypomniało. Czy przy zestawie robionym dla kogoś robicie cokolwiek innego z tylną stroną run? Bo ktoś wyżej wspominał o osobistym znaku z tyłu każdej runy. Robicie tak dla obdarowanego, czy zostawiacie gładkie?
Przechowywanie – woreczek do zestawu dla kogoś. Szyjecie sami, kupujecie, czy to obojętne? Bo skoro tyle uwagi w resztę, to woreczek chyba też nie jest przypadkowy.
Ciekawe, że nawet woreczek ma swoje zasady. Im dłużej tu czytam, tym bardziej widzę, że w tej robocie nie ma elementu obojętnego. Drewno, barwnik, pieczęć, głos, woreczek, przekazanie – wszystko coś znaczy.
