Mam zamęt w głowie, którego nie umiem rozwikłać. Wszędzie czytam „runa odwrócona" i „merkstave" jakby to było jedno i to samo, a w innym miejscu ktoś pisze, że to dwie różne rzeczy. Jedni mówią, że merkstave to runa do góry nogami w czytaniu jak z tarota, drudzy że to runa, która wypadła znakiem do dołu przy rzucaniu, a jeszcze inni że to po prostu „mroczne" znaczenie, bez względu na pozycję. Sam już nie wiem, co jest czym. Czy ktoś umie to porządnie rozdzielić, bo czuję, że mieszam trzy różne pojęcia w jedno.
Dobrze, że to ruszasz, bo bałagan jest tu ogromny i w dużej części wzięty z poradników, które same to mylą. Rozdzielmy to po kolei. Po pierwsze, „merkstave" znaczy dosłownie „mroczny stav", ciemna laska, ciemny patyk. To samo słowo opisuje raczej charakter znaczenia - jego ciemniejszą stronę - niż konkretną pozycję fizyczną. Stąd część zamętu, bo ludzie biorą słowo o charakterze i przyklejają je do pozycji.
Czyli masz trzy rzeczy, które się zlewają w jedno przez niechlujstwo nazewnictwa. Pierwsza: runa obrócona do góry nogami przy wykładaniu (jak odwrócona karta tarota). Druga: runa, która padła znakiem w dół przy rzucaniu. Trzecia: „mroczne" znaczenie runy jako jej ciemniejszy aspekt, niezależnie od pozycji. Trzy osobne pojęcia, którym potocznie przykleja się jedno słowo „merkstave" albo „odwrócona". Stąd cały galimatias.
Wchodzę z pytaniem, bo śledzę i sama się gubię. Skoro są te runy symetryczne, których nie da się odwrócić - Isa, Gebo i reszta - to jak w praktyce odróżnić, czy runa wypadła „odwrócona", czy nie, przy rzucaniu na płótno? Bo przy wykładaniu widzę, że jest do góry nogami. Ale przy rzucaniu, gdzie runy lądują byle jak, skąd wiem, która jest „odwrócona"?
Też sobie sprawdzę zestaw po tej uwadze, bo robiłam go sama i mogłam coś wyryć lustrzanie, nie zauważając. To by tłumaczyło parę moich dziwnych odczytów. Dobrze, że ktoś o tym wspomniał, bo cała teoria merkstave kontra odwrócona jest na nic, jeśli problem leży w krzywo wyrytej runie. Najpierw sprawdzić materię, potem zastanawiać się nad pojęciami. Praktyczne i porządkujące.
Wchodzę, bo mnie ten wątek dotyczy. Ja akurat rzucam, nie wykładam, i przez długi czas próbowałem doczytać o odwróceniach tarotowych, kompletnie nie rozumiejąc, czemu to nie pasuje do mojej praktyki. Teraz wiem czemu - bo to pojęcie z wykładania, nie z rzucania. Marnowałem czas na coś, co mojej metody w ogóle nie dotyczy. Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że odwrócenie tarotowe to sprawa wykładaczy, a nie rzucających, oszczędziłbym sobie miesięcy zamętu.
A ja mam jeszcze pytanie do samego merkstave jako mrocznego aspektu, bo to mnie ciekawi najbardziej. Skoro merkstave to ciemniejsza strona znaczenia, niezależna od pozycji, to jak w praktyce poznaję, że runa jest „w aspekcie merkstave"? Bo przy odwróceniu pozycyjnym widzę, że jest do góry nogami. Ale aspekt mroczny, który nie zależy od pozycji, skąd biorę? Z czucia? Z otoczenia? Z czego?
To, co mówicie o aspekcie z kontekstu, zmienia mi spojrzenie na cały spór. Bo dotąd myślałem, że pytanie brzmi „czytać odwrócenia czy nie". A okazuje się, że jest trzecia droga - nie czytać pozycji w ogóle, tylko czytać aspekt z kontekstu. To rozwiązuje spór, bo ani nie odrzucasz ciemnej strony run, ani nie czytasz jej mechanicznie z pozycji. Czytasz ją z całości. To wydaje się najmądrzejsze z trzech podejść, choć najtrudniejsze.
To powtarza się w każdym wątku, który tu śledzę - że wybór techniki zależy od znajomości własnej słabości, nie od obiektywnej wyższości. Przy pytaniach to było, teraz przy merkstave też. Czyli nauka run to w dużej części nauka o sobie - o swoich skłonnościach, słabościach, o tym, czy naginam, czy umiem przyjąć. Technika dopasowuje się do mnie, nie ja do jednej słusznej techniki. To dla mnie odkrycie ważniejsze niż samo rozróżnienie merkstave od odwróconej.
Wracając do konkretu po tej głębszej dygresji - mam pytanie o te runy symetryczne, których nie da się odwrócić. Skoro Isa, Gebo, Dagaz i reszta nie mają pozycji odwróconej, to czy w szkole Blumowskiej, gdzie merkstave to pozycja, te runy są zawsze „pozytywne", bo nie mogą wypaść mrocznie? To by było dziwne, że siedem run jest z definicji odpornych na ciemną stronę.
To dla mnie ważna lekcja, że można uznać przewagę cudzego stanowiska w jednym punkcie, nie porzucając swojego w całości. Myślałam, że jak ktoś przyzna rację oponentowi, to znaczy, że całkiem przegrał. A wy pokazujecie, że można powiedzieć „w tym punkcie masz rację, ale w innym ja", i to jest dojrzałość, nie porażka. To zdejmuje ze mnie strach przed przyznawaniem racji, bo widzę, że to nie kapitulacja, tylko uczciwe ważenie argument po argumencie.
Z tego wszystkiego klaruje mi się obraz, którego na początku nie miałem. Merkstave i odwrócona to nie to samo, choć potocznie się je miesza. Odwrócona to pozycja fizyczna, zależna od metody - inna przy wykładaniu, inna przy rzucaniu, a części run w ogóle nie dotyczy. Merkstave to ciemny aspekt znaczenia, który w szkole aspektowej czyta się z kontekstu, niezależnie od pozycji. Szkoła pozycyjna zlewa oba w jedno, ale łamie się na runach symetrycznych. To dużo bogatszy obraz niż „czy to to samo".
Ja na pewno wyniosłam porządek, choć jako mniej wprawna pewnie nie wszystko jeszcze ogarniam do końca. Ale mam już szkielet - pozycja kontra aspekt, dwie szkoły, wpływ metody, runy symetryczne jako kluczowy argument. Na tym szkielecie będę dowieszać szczegóły, w miarę jak będę praktykować. Sprawdzę też zestaw, czy nie mam krzywo wyrytej runy, bo to praktyczna rzecz, którą mogę zrobić od razu. Reszta dojrzeje. Dziękuję, że szły tu i głębokie spory, i praktyczne wskazówki naraz.
Mam jeszcze jedno pytanie, które mi się nasunęło, zanim domkniemy. Skoro odwrócenia tarotowe to Blum z osiemdziesiątego drugiego, a w rzucaniu czyta się odkryte kontra zakryte, to czy to drugie, odkryte kontra zakryte, jest tradycyjne? Czy też jakaś nowsza konstrukcja? Bo chciałbym wiedzieć, co z tego, czego używam albo będę używał, ma oparcie w przekazach, a co jest dorobkiem nowym.
Robi mi się z tego porządna mapa nie tylko merkstave kontra odwrócona, ale i całego pola odwróceń, pozycji, metod i ich pochodzenia. Wiem teraz, że jako rzucający pracuję na starym korzeniu z nowszą nadbudową, że odwrócenia tarotowe mnie nie dotyczą, że mroczny aspekt czytam z kontekstu, i że mam sprawdzić, czy nie mam krzywo wyrytej runy. To z mglistego „czy to to samo" zrobiła się konkretna wiedza praktyczna i historyczna naraz. Dużo, jak na jeden wątek.
To prawda, że tu rozumiem nie tylko „co", ale i „czemu" oraz „skąd". W poradniku przeczytałabym „merkstave to odwrócone znaczenie" i tyle, i dalej bym się gubiła przy runach symetrycznych. A tu rozumiem, czemu ta definicja jest niepełna, skąd się wzięła, jakie ma dziury i jakie są alternatywy. To zupełnie inny rodzaj wiedzy - nie wykuta formułka, tylko zrozumiany teren. Z wykutej formułki bym się gubiła. Ze zrozumianego terenu poradzę sobie z każdym przypadkiem, nawet nieprzewidzianym.
Wychodzę z tego wątku z czymś znacznie większym, niż wnosiłem. Wnosiłem zamęt i jedno pytanie. Wynoszę uporządkowany teren, dwie świadome szkoły do wyboru, plan, żeby spróbować rzucania, listę rzeczy do sprawdzenia w zestawie i głęboką lekcję, żeby dążyć do zrozumienia terenu, nie kolekcji definicji. Dziękuję każdemu, kto się tu wypowiedział, za cierpliwość do mojego zagubienia i za to, że spór prowadziliście tak, że uczyło mnie nawet wasze zmienianie zdania. To była jedna z lepszych rzeczy, jakie tu czytałem.
Dochodzę na sam koniec, bo wątek śledziłam, nie zabierając głosu, i niewiele zostało do dodania, tak dokładnie go rozłożyliście. Dorzucę tylko jedno, czego nikt wprost nie powiedział, a co spina całość. Cały ten zamęt merkstave kontra odwrócona bierze się z tego, że runy próbowano czytać jak tarota, a one nie są tarotem. Tarot ma karty z górą i dołem, więc odwrócenie jest w jego naturze. Runy to znaki alfabetu plus znaczenie, i odwrócenie zostało im doklejone z zewnątrz. Kto to rozumie, ten rozumie źródło całego bałaganu. Runy to nie tarot, i większość zamętu bierze się z prób traktowania ich jak tarot.
Patrząc na całość, ten wątek był wzorcowym przykładem, jak pozornie wąskie, techniczne pytanie otwiera szeroką perspektywę, jeśli się je porządnie rozłoży. Od „czy merkstave to to samo co odwrócona", przez dwie szkoły, metody, historię, runy symetryczne, aż po „runy to nie tarot" jako korzeń całego zamętu. I do tego praktyczne wskazówki - sprawdź zestaw, wybierz metodę. Teoria, praktyka, historia i postawa naraz. Niech zostanie otwarty dla każdego, kto trafi tu z tym samym zamętem, bo znajdzie nie definicję, ale zrozumiany teren i kompas.
Dla mnie ten wątek dopełnił to, czego nie ogarniałem jako rzucający od dawna. Teraz wiem, czemu odwrócenia tarotowe mi nie pasowały - bo to nie moja metoda i w gruncie rzeczy obca runom siatka. Wiem, że mój język pozycyjny rzucania ma stary korzeń u Tacyta i nowszą nadbudowę. I mam morał, żeby czytać runy jak runy. Dziękuję, szczególnie tym, co rozdzielili metody i szkoły, bo to było sednem mojego wieloletniego zamętu, którego sam bym nie nazwał.
Wychodzę z tego wątku z największym chyba zyskiem ze wszystkich, bo wchodziłam z najmniejszą wiedzą. Mam szkielet rozróżnienia, dwie szkoły, świadomość metod, klucz „runy to nie tarot", i kilka praktycznych rzeczy do zrobienia - sprawdzić zestaw, wybrać metodę, dążyć do zrozumienia terenu zamiast kolekcji definicji. To dużo, ale uporządkowane, więc nie przytłacza. Dziękuję, że eksperci spierali się przy mnie tak, że nawet ich niezgoda mnie uczyła, i że nie zbywaliście moich podstawowych pytań.
Idę sprawdzić zestaw, czy nie mam krzywo wyrytej runy, bo to pierwsza praktyczna rzecz. Potem zdecyduję świadomie, w której jestem szkole co do merkstave, znając już dziury każdej. I spróbuję rzucania obok wykładania, żeby poczuć oba języki pozycyjne. A nad wszystkim zawieszę morał, żeby czytać runy jak runy, nie jak tarot. Dziękuję wszystkim ogromnie, bo to był wątek, który nie tylko odpowiedział na moje pytanie, ale zmienił sposób, w jaki będę podchodził do run w ogóle. Wrócę z relacją, jak mi się to wszystko poukłada w praktyce.
To pocieszające, że nawet po stu kilkunastu wpisach zostaje jeszcze cała gałąź magiczna nietknięta. Bo to znaczy, że jest dokąd rosnąć, że nie wyczerpaliśmy tematu i że run można uczyć się latami, ciągle odkrywając nowe warstwy. Jako początkująca bałam się, że jak przeczytam wszystko, to się znudzę. A widzę, że „wszystko" jest praktycznie nieskończone, bo każde rozróżnienie otwiera kolejne. To mnie cieszy, nie przytłacza. Mam przed sobą drogę, nie zamkniętą książkę.
Zostawiam ten wątek z wdzięcznością i z poczuciem, że dostałem nie tylko odpowiedź, ale całą mapę i kompas do dalszej drogi. Idę sprawdzić zestaw, wybrać świadomie metodę i szkołę, spróbować rzucania i czytać runy jak runy. A gdy dojdę do gałęzi magicznej, do języka pozycyjnego rzucania, do tych wszystkich rzeczy, które zostawiliśmy otwarte, wrócę z konkretnymi pytaniami. Niech ten wątek zostanie dla wszystkich, którzy mylą merkstave z odwróconą, bo jak się okazało, to mylenie ma głębokie korzenie i każdy przez nie przechodzi. Nie jesteście sami w tym zamęcie, a wyjście z niego jest prostsze, niż się wydaje, gdy ktoś rozdzieli pojęcia.
