jedno zdanie do dyskusji o zgodzie ktora byla wczensiej - nie myle tego co Aleksy96 napisal. Jest jeszcze jedna warstwa: jeśli galdr i intencja przy gotowaniu MAja dzialac, to jednoczesnie musisz przyjac ze ktos inny moze robic to samo na twoja szkode. Wielu poczatkujacych nie myśli o tej stronie medalu kiedy entuzjastycznie wchodzi w praktyki. nie mowie ze ktos to robi, mowie ze logika jest spojna.
ojej,ten watek pojawil sie i zrobil mi sie troche niepokojacy przez to co Makary88 napisal. Ale mysle ze jak sie robi cos z dobra intencja dla kogoś bliskiego to to jest inne niz... no wiecie co mam na mysli. Wracajac do praktycznej strony - probowalyscie w ogole kombinowac jakas konkretna kolejnosc, tzn najpierw galdr potem gotowanie czy na odwrót? Bo sama juz chyba zacznę od tej runy na naczyniu jak Uwarowit i zobaczymy co bedzie 🙂
wlasciwie chciałam spytac bo to co Makary88 napisal mnie troche niepokoi - czyli jak ktos gotuje z zla intencja to moze nam zaszkodzic przez jedzenie? to znaczy ze nie powinnam jesc u pewnych osob? przepraszam ze pytam tak wprost ale nie moge tego zignorowac
ojej, ten watek idzie w dziwna strone haha. Wracajac do pytania Cesarzownej - bo mi sie wydaje ze nikt jeszcze nie odpowiedzial wprost - czy galdr PODCZAS samego gotowania ma sens, czy lepiej zrobic go przed albo po? Bo czytam te posty i dalej niewiem co w praktyce robic 😛
to może ja spróbuję zebrac co tu padlo bo rzeczywiscie sie rozjechalismy. Mam w notatkach takie rozroznienie: galdr przed gotowaniem - ustawiasz intencje i przestrzen. Galdr podczas - mozliwe ale tylko w spokojnych momentach (duszenie, czekanie). Galdr po - rzadko spotykane ale niektore tradycje stosuja jako "zamkniecie". Ktore z tych opcji ktos faktycznie testowal?
ja robilam galdr przed gotowaniem herbat ziolowych i to ma dla mnie sens. Ale przy normanlym obiedzie to juz cos innego - duzo wiecej chaotycznych momentow, przerywan. Moze to kwestia co sie gotuje? Prosta zupa na spokojnie to nie to samo co boznarodzeniowa kolacja dla calej rodziny gdzie wszystko sie wali.
wlasnie, owsianka albo kasza to jest spoko, czekasz az sie ugotuje i mozesz costam mruczec nad garnkiem. Przy smazeniu kotletow juz nie bo to wymaga uwagi co chwile. Chociaz niewiem czy to musi byc akurat spiewanie - ja raczej mowie rune po cichu jak mantre i to mi wystarcza, nie wymaga takiej koncentracji jak pelny galdr
przepraszam ze jeszcze raz pytam o podstawy ale co to jest dokladnie "pelny galdr"? bo rozumiem ze to spiewanie runy ale czy jest jakis sposob w jaki trzeba to robic? jak glosno, jakim tonem? guglowalam ale znalazlam tylko po angielsku i troche sie zgubilam
dodam ze historycznie mamy dosc malo dokldnych opisow jak to wygladalo w praktyce. Wiekszosc wspolczesnych podejsc to rekonstrukcja albo interpretacja. Wiec kazdy kto mowi ze MA JEDEN prawidlowy sposob - no coz, troche naciaga. Rozne szkoly, rozne podejscia
hmm, polsike opracowania stricte runiczne to bieda. Jedyne co moge powiedziec to ze Jensen i Flowers sa przetlumaczeni tylko fragmentarycznie w roznych artykulach, nie jako calosciowe ksiazki. Akademicko - poszukaj w Studiach Skandynawistycznych jezeli masz dostep do biblioteki akademickiej. Dla praktykow to troche overload i tak.
wracajac do glownego tematu bo troche odpłynelismy - czy ktoś probował galdr z konkretna runa pod konkretne danie? tzn. nie ogolnie "wkladam energie" ale np. Uruz pod mięso bo sila i zdrowie albo Berkana pod cos słodkiego? ciekawi mnie czy ktoś to tak rozpsiuje czy to juz za duzo kombinowania
czytam ten watek od poczaktu i jest bardzo duzo do przemyslenia. Mam jedno pytanie ktore mnie nurtuje - czy galdr nad jedzeniem moze byc tez dla siebie, nie dla kogos innego? Tzn czy ma sens ze sam/a sobie gotuje i sam/a siebie tym wzmacniasz?
a ja mam głupie pytanie moze - czy to wogole ma sens jak sie jest przeziebionym albo chorym? bo ostatnio miałam goraczke i mysle ze gotowanie z intencja to ostatnia rzecz na ktora mam sile, ale zastanawiam sie czy w takim stanie to w ogole wychodzi czy ktos ma zdanie na ten temat?
właśnie o to chodzi - że wielu ludzi traktuje praktykę jak coś co "trzeba robić" nawet jak nie ma warunków, i to jest błąd. Galdr nad potrawą ma sens kiedy jesteś obecna, skupiona, masz intencję. Jak jesteś chora i ledwo stoisz przy garnku to nie masz żadnego z tych trzech. Wtedy zrób sobie herbatę, połóż się i tyle. To też jest dbanie o siebie. Nie każdy dzień musi być dniem praktyki. 🙂
ok to trochę mnie uspokajasz 🙂 bałam sie ze jak odpuszczam to jakos cofam praktykę albo tracę ciągłość. ale macie rację, przy gorączce głos mi i tak nie działa normalnie. może zamiast tego po prostu narysowałam rune na karteczce i miałam przy łóżku - to chyba nie zaszkodzi?
a mi to przypomina pytanie ktore miałam od dłuższego czasu - czy runa na kartce to to samo co runa wyryta albo wypalona? bo karteczka to chwilowa, a coś trwałego to jakby inna sprawa? Nie wiem czy to ma znaczenie przy takim jednorazowym "jestem chora" użyciu ale przy gotowaniu mi sie wydaje ze to inna skala zamierzenia
