Hej, mam takie pytanie bo trochę szukałem i nie znalazłem konkretnej odpowiedzi. Moja partnerka od jakiegoś czasu zmaga sie z chorobą autoimmunologiczną, lekarze robią swoje ale ona sama chciałaby spróbować też czegoś od strony energetycznej. I wpadłem na pomysł żeby spróbować run - czytałem że niektóre mogą wspierać ciało i więź między ludźmi. Czy to ma sens żeby np. rysować runy na jej ciele podczas jakiegoś rytuału? I czy to w ogóle może pomóc przy takiej chorobie? Nie wiem czy dobrze rozumiem jak to działa, dlatego pytam
No to jest akurat ciekawy temat bo łączysz tu dwie rzeczy - kwestię zdrowotną i więź partnerską. Sama robiłam rytuały z runami na sobie i mogę powiedziec że to nie jest tak hop-siup, trzeba wiedziec co sie robi. Ale żeby odpowiedziec na twoje pytanie konkretnie - przy chorobach autoimmunologicznych zwykłam polecac Sigel (Sowulo) bo jest mocno powiązana z witalnością i siłą słoneczną. Tylko że rysunek runy na ciele to jedno, a intencja to drugie. Co konkretnie masz na myśli pisząc 'rysować runy na jej ciele'? Tuszem, olejem, palcem?
Zatrzymajmy sie chwile. Zanim ktokolwiek zacznie rysowac cokolwiek na kimś, to najpierw pytanie do autora tematu - czy partnerka wie o tym pomysle i czy sama chce tego spróbować? Bo widzę tu dwa różne wątki i nie chcę żebyśmy odpowiadali na złe pytanie. Rytuał z runami NA kimś to nie to samo co rytuał DLA kogoś.
OK to powiem szczerze bo inaczej nie umiem - rysowanie run na ciele to jedna z tych praktyk które brzmią mistycznie ale przy bliższym spojrzeniu pytanie o mechanizm pozostaje bez odpowiedzi. Co ma sie tu wydarzyć? Skóra absorbuje 'energię' runy? Przez pigment czy przez samą formę? Nie mówię że to na pewno nie działa, mówię że warto wiedzieć po co się to robi, a nie robić bo ładnie wygląda na forum.
Akurat z tym się nie zgodzę, Pyromanta. Mam w notatkach kilka opisów praktyk z różnych tradycji i fizyczny kontakt przy rysowaniu runy na ciele jest tam traktowany jako element medytacyjny i intencjonalny, nie jako czysto magiczne zaklęcie. Rytuał wspólny dla dwojga ludzi ma swój własny wymiar - intymny, skupiony, wspierający. To może wpływać na relację niezależnie od tego czy wierzysz w 'przepływ energii'. Przy czym to co piszesz o mechanizmie to akurat słuszne pytanie, bo różne tradycje odpowiadają na nie różnie.
No właśnie, bo ja to widzę tak - babcia mojej koleżanki robiła coś podobnego przy bólach, rysowała na skórze znaki ziołowym olejem i mówiła słowa. Nie wiem czy to były dokładnie runy ale zasada podobna. I wiesz, tej koleżance pomagało, ale czy to był olej, dotyk, słowa czy sama wiara to już nie wiadomo. Przy chorobach takich jak autoimmunologiczne efekt placebo i spokój psychiczny też mają znaczenie, nie?
a można w ogole kupic gdzies takie specjalne tusze do run czy to sie robi normalnym pisakiem, bo szukam i nie moge znalezc żadnych konkretnych informacji
przepraszam że wchodze w środek ale mam pytanie bo nie rozumiem - czy te runy rysuje sie konkretnie nad chorym miejscem na ciele czy gdzieś indzej? I czy to ma byc jedna runa czy kilka? bo czytałam ze robisię zestawy run tzw bindrunes i nie wiem czy o to chodzi
Czytam to wszystko po kolei i widzę że jest sporo dobrej woli ale też sporo nieścisłości. Runy rysowane na ciele to tradycja sięgająca staronordyckich praktyk leczniczych. W Eddach znajdziemy wzmianki o runach Líknastafir - runach uzdrawiających - które były wycinane, rysowane lub wymawiane nad chorym. To nie jest wymysł współczesnego ezoteryzmu. Pytanie nie brzmi 'czy to ma sens' tylko 'czy wiemy co robimy'. Bo przy pracy z czymś tak żywym jak choroba autoimmunologiczna trzeba rozumieć że runy nie zastąpią medycyny i nie twierdzę że twierdzę że zastąpią. Mogą być wsparciem, jeśli praca jest świadoma.
Mam takie naiwne może pytanie - a co jeśli partnerka jest niewierząca, tzn. wierzy w to że spróbuje ale nie ma głębokiej wiary w runy? Czy to jest problem? Czy rytuał wymaga pełnego przekonania obojga?
To jest jedno z lepszych pytań w tym wątku, naprawdę. Krótko - nie, nie wymaga 'pełnej wiary' w sensie religijnym. Wymaga otwartości i zgody, czyli tego co autor wątku już potwierdził że jest. Intencja prowadzącego rytuał jest ważna, ale partnerka nie musi recytować runicznych formuł żeby rytuał miał sens. Natomiast jeśli ona siedzi i myśli 'co za bzdura' to to już wpływa na jakość wspólnego skupienia. Inaczej niż wiara, a inaczej niż aktywny opór.
Wchodzę tu od innej strony bo mnie interesuje aspekt który jeszcze nie padł - jaką rolę odgrywa czas i układ planet przy takim rytuale? Przy pracy z ciałem i leczeniem patrzę zwykle na Księżyc, jego faza ma znaczenie. Przy chorobach autoimmunologicznych, gdzie chodzi o przywrócenie równowagi, intuicyjnie skierowałbym sie w stronę pełni albo przybywającego Księżyca w znakach ziemskich. Ktoś kombinował runy z astrologią w tym kontekście?
Czytam Was i szczerze nie jestem przekonana do całego 'rysowania na ciele' ale mam inne pytanie - a co z runami na papierze albo na kamieniu trzymanym przez chorą osobę? To nie jest jakiś kompromis między 'chce spróbować' a 'nie wiem czy chcę żeby mi ktoś rysował po plecach'? Czy to działa słabiej?
właśnie to mnie trochę zastanawia, bo ona sama chciała na skórze, a nie na kamieniu czy papierze. mówi że chce żeby to było bardziej 'jej'. czy to ma znaczenie z punktu widzenia praktyki? tzn. czy intencja 'chcę to na ciele' cokolwiek zmienia?
no właśnie, to jest dobre pytanie. intencja osoby która przyjmuje znak zawsze współtworzy rytuał, to nie jest jednostronne działanie. jeśli ona chce żeby to było fizycznie przy niej, na niej, to ta chęć jest częścią rytuału. kamień który leży gdzieś w torebce a ona myśli 'wolałabym na skórze' - to nie będzie to samo. więc tak, to ma znaczenie.
ok rozumiem, ale czy ktoś tu ma w ogóle jakiś konkretny przykład? nie teorię, tylko żeby ktoś powiedział 'zrobiłam to z kimś bliskim i oto co się wydarzyło'. bo ta dyskusja trochę się kręci w kółko i nie wiem czego się trzymać
no ja mogę powiedzieć coś z praktyki chociaż nie wiem czy to dokładnie to samo czego szukasz. robiłam z mężem takie wspólne rysowanie - on mi rysował Berkano nad brzuchem olejem z nagietka, bardzo powoli, z pełną uwagą. i to nie był żaden mistyczny piorun z nieba, ale to był jeden z bardziej intymnych momentów jakie mieliśmy od dawna. poczułam że on jest przy mnie naprawdę, rozumiesz? nie wiem czy to 'zadziałało magicznie' ale coś się zmieniło między nami.
tak, Heliosa dobrze to ujęła. dla mnie ważniejsze jest to pierwsze, tzn. żebyśmy razem coś przeżyli i żebym ja był przy niej w sposób który ona odczuje. ona ma chorobę od kilku lat i to bywa ciężkie, i ja szukam jakiegoś... nie wiem, gestu który coś znaczy. może to naiwne.
to nie jest naiwne, to jest bardzo ludzkie. i akurat to jest chyba najmocniejszy argument za tym żeby spróbować, bo masz czystą, prostą intencję. nie 'chcę wyciągnąć z niej zło' ani 'chcę żeby wyzdrowiała przez runę', tylko 'chcę być przy niej'. to coś.
okej, rozumiem ten aspekt emocjonalny i nie zamierzam go podważać. wspólny rytuał jako gest - tak, to może mieć wartość. tylko żebysmy nie mieszali tego z terapią. jeśli ona ma chorobę autoimmunologiczną to ma lekarza, ma leczenie, i żaden rysunek na skórze tego nie zastąpi ani nie powinien być traktowany jako element leczenia. to mówię twardo i na serio.
Pyromanta, nikt tu nie mówił że runa zastępuje leczenie. ale twój odruch żeby to zaznaczyć za każdym razem kiedy ktoś wspomni o chorobie zaczyna trochę nużyć. wiemy. wszyscy wiemy. pytanie jest o co innego.
słuchajcie, mam wrażenie że ta dyskusja rozbiła się na dwa obozy i gadacie trochę obok siebie. jedni mówią o rytuale jako o geście miłości i bliskości, drudzy pilnują żeby nikt nie wyleczył się runą zamiast lekami. obydwa te stanowiska mogą być jednocześnie prawdziwe i nie muszą ze sobą walczyć, nie?
właśnie mnie to nurtuje od początku - co robić jeśli chce sie spróbować ale sie boi ze zrobi cos zle? tzn. narysuje złą rune albo w złym miejscu. czy to moze zaszkodzic? bo nikt tu tego jasno nie powiedzial
a te dwie runy co napisałaś - Berkano i Sowilo - to są te dobre na zdrowie? bo szukam konkretnie pod katem choroby i nie moge sie połapac
Berkano to runa regeneracji, odrodzenia, opieki - jest mocno powiązana z kobiecą energią uzdrawiającą i cyklem natury. Sowilo to słońce, witalność, wola życia. przy chorobach przewlekłych obie mają sens. jest też Uruz - pierwotna siła, odporność ciała. ale to nie jest lista zakupów, to jest punkt wyjścia do własnego rozeznania.
wracając do tego co mówiłem wcześniej o Księżycu - wchodzący Księżyc przy pracy z Berkano to naprawdę inna jakość niż schodzący. jeśli intencją jest wzmacnianie i wzrost sił to nie warto tego lekceważyć. Augur88, czy wiesz w jaką fazę planujecie to zrobić?
hmm, a co jeśli nie zna sie w ogóle faz Księżyca i nie wie kiedy jest która? czy trzeba to ogarniać żeby rytuał miał sens, czy można to pominąć na początku? bo to brzmi jakby trzeba bylo sie uczyc astronomii zeby narysować rune 🙂
