okej ale to jest trochę sprowadzanie do banału, przepraszam że tak powiem. Sabcia opisuje kilkutygodniowy period trudności życiowych i trzy nieprzyjemne runy, a dyskusja idzie w stronę czy dobrze miesza kamyczki. nie twierdzę że Olimpia nie ma racji co do higieny praktyki, ale wydaje mi się że to nie jest teraz najważniejsze.
Florka, no ale to zależy co Sabcia chce z tego wyciągnąć. jeśli chodzi o potwierdzenie że trudny czas, to runy już to dały. jeśli chodzi o co zrobić dalej, to może ważniejsze jest pytanie co poza runami wskazuje na te zablokowanie, bo runy są odczytem a nie przyczyną.
przepraszam że znowu wchodzę z głupim pytaniem ale: czy ta 'nadmierna aktywność' runy o której jest w tytule to znaczy że ona ma za dużo energii sama w sobie, czy że sytuacja którą pokazuje jest jakoś wzmocniona? bo czytam i nie jestem pewna czy dobrze rozumiem o co chodzi.
właśnie, i wracając do oryginalnego pytania Sabci o język, mi się teraz wydaje że to rozróżnienie które Jarzmianka opisała może być kluczowe. bo jeśli runa jest lustrem, to język opisu nie zmienia co ona pokazuje. ale jeśli runa ma własną energię jako symbol, to może język aktywacji, galdrów, intencji przy rozkładzie ma znaczenie. i to są naprawdę dwa różne systemy.
Oksanka dobrze to ujęła i to jest jedna z tych dychotomii które dzielą praktykujących mniej więcej od zawsze. historycznie runy były używane aktywnie, wycinane, wyrywane, śpiewane, to nie były bierne narzędzia odczytu. więc argument że 'runa ma energię' ma zaplecze historyczne, nawet jeśli współczesne new age trochę to przejęło i zrobiło z tego coś innego.
śledzę tę dyskusję od dłuższego czasu i jako ktoś kto raczej siedzi w taroCie niż w runach mam takie spostrzeżenie: dokładnie ten sam spór trwa w społeczności tarotowej, czy karta coś robi czy tylko pokazuje. i po latach czytania i rozmów mogę powiedzieć że praktycznie nikt nie zmienił obozu pod wpływem argumentów. każdy robi tak jak czuje i tak jak mu działa.
Erazm trafnie, i chyba to jest też odpowiedź dla Sabci choć może nie satysfakcjonująca. nie ma jednej odpowiedzi czy język zmienia znaczenie, bo to zależy od tego jak rozumiesz co runy w ogóle robią. co nie znaczy że pytanie jest bez sensu, wprost przeciwnie, dobrze że je zadałaś bo zmusza do zastanowienia się nad własną metafizyką praktyki.
wtrącam się bo dopiero doczytałam ten wątek, ale to pytanie Klementynki mnie zatrzymało. bo ja też nie do końca rozumiem czym jest ta 'aktywność' runy w praktyce. czy to coś co się odczuwa fizycznie? czy to raczej takie wrażenie że temat który pokazuje nie daje spokoju?
Stanislawa, oba właściwie. przynajmniej z mojego doświadczenia. są sytuacje kiedy runa 'żyje' w rozkładzie tzn. nie możesz od niej odejść wzrokiem, wracasz do niej, budzi skojarzenia których się nie spodziewałaś. a są takie które leżą i nic nie mówią. Isa jak jest nadaktywna to często właśnie robi to pierwsze, ale w nieprzyjemny sposób, jakbyś patrzyła na ścianę i nie mogła jej obejść.
ale to jest trochę kwestia skupienia uwagi nie? bo jak ktoś się martwi sytuacją to i tak będzie wracał do run które mu tę sytuację pokazały. to nie musi być 'aktywność runy' tylko zwykłe ludzkie zamartwianie się
a wracając do Sabci i jej pytania o język, bo chyba trochę odpłynęliśmy: macie jakieś praktyczne doświadczenia z tym jak zmienia się interpretacja kiedy czytasz opis runy po angielsku kontra po polsku? bo to był właściwy temat i wydaje mi się że jeszcze nikt nie powiedział wprost 'tak, u mnie coś się zmieniło' albo 'nie, bez różnicy'
no właśnie Florka, ja się zastanawiałam nad tym samym. bo jak szukam po angielsku to zawsze wychodzi jakiś wewnętrzny spokój albo odbiór defensywny Isy, a po polsku czytam że to zamrożenie, stagnacja, blokada. i te słowa inaczej siedzą w środku kiedy już masz przed oczami tę sytuację. 'zamrożenie' jest chłodne i trochę przytłaczające, 'stillness' z angielskiego jakoś mniej boli. ciekawę czy to dlatego że polski jest bardziej bezpośredni jako język czy to naprawdę inne tradycje
Sabcia to bardzo trafna obserwacja. język polski jest rzeczywiście bardziej dosłowny emocjonalnie, słowa takie jak 'stagnacja' czy 'blokada' mają w sobie już ocenę, a angielskie 'stillness' czy 'pause' są neutralne. i to ma znaczenie przy odczycie bo wchodzisz w interpretację już z ładunkiem emocjonalnym zanim zaczniesz myśleć co ta runa znaczy dla twojej sytuacji konkretnie.
okej ale to czy to jest zaleta czy wada? bo z jednej strony neutralne słowo nie kieruje myślenia, z drugiej może być za mgliste żeby w ogóle coś poczuć. jak interpretuję tarot to wolę kiedy opis jest konkretny, nawet jeśli ciężki, bo wiem z czym pracuję.
to jest trochę tak jak z horoskopem nie? jak napisane jest 'trudny okres' to człowiek już szuka trudnych rzeczy dookoła, a jak napisane 'czas refleksji' to może przejdzie spokojniej przez ten sam okres. słowa naprawdę coś robią z głową
to co Klementynka opisuje ma nawet swoją nazwę w psychologii, efekt framingu. i owszem, to działa. ale warto rozróżnić dwa poziomy, bo ten wątek je miesza: czy język zmienia energię runy jako symbolu, albo czy zmienia to jak praktykujący ją interpretuje. to są dwa zupełnie różne pytania i odpowiedź na jedno nie jest odpowiedzią na drugie.
Olimpia ma rację i to jest ta meta-kwestia której w tym wątku nikt wprost nie powiedział. bo jeśli runy to narzędzia projekcji czyli pomagają wydobyć to co już wiesz, to framing ma ogromne znaczenie bo zmienia co wydobywasz. ale jeśli runy pokazują coś obiektywnego, to framing to tylko zakłócenie sygnału. i cała dyskusja o języku ma inny sens w każdym z tych modeli.
no i znów wyszło to samo pytanie co w taroCie. pamiętam rozmowę kiedyś ze znajomą która robiła odczyty i powiedziała że po pewnym czasie przestała w ogóle patrzeć na słowa z opisu, bo te słowa zaczęły przeszkadzać. rozumiała kartę zanim przeczytała co o niej napisano. nie wiem czy to jest argument za jednym czy za drugim, ale ciekawe że doświadczenie praktyczne idzie w tym kierunku.
Erazm, to jest bardzo ciekawe co piszesz! bo ja tez mam takie momenty z kamieniami, ze patrzę na kamień i 'wiem' cos zanim przeczytam co o nim napisano. choc potem opis czasem mnie koryguje bo myliłam sie co do właściwości 😉 ale to uczucie 'przed słowami' jest bardzo prawdziwe. może przy runach jest tak samo?
ale to 'wiedzenie przed słowami' to jest po prostu skojarzenie wizualne i intuicja zbudowana na wcześniejszym doświadczeniu, nie? im więcej razy widziałaś dany kamień albo daną runę w danym kontekście, tym szybciej mózg robi skrót. to nie jest argument za ani przeciw energetycznym właściwościam symbolu, to jest argument za tym że praktyka zmienia percepcję.
hmm, a ja mam wrażenie że ta rozmowa kręci się wokół czegoś co każdy praktykujący w końcu musi sobie sam rozstrzygnąć, bo nikt za ciebie nie odpowie czy runy mają własną energię czy nie. ale jedno jest praktycznie pewne niezależnie od modelu: jeśli przez kilka tygodni ciągnie cię ta sama kombinacja run przy każdym nowym rozkładzie, to coś w tej sytuacji jest nierozstrzygnięte. Sabcia, czy ta sprawa której dotyczy odczyt jest nadal otwarta?
