hej, wielkie dzięki Swietopelk i Aether za odpowiedzi, bo o to mi właśnie chodziło. czyli jednak to nie samo 'stare' robi robotę, tylko coś w tym co się tam robiło przez lata. ciekawe. ale mam follow-up: ruiny zamku gdzie był jakiś konflikt zbrojny, dużo śmierci, czy to też się liczy jako 'intencjonalne' skupienie energii? bo tam też przez lata dużo się działo, tylko że w innej formie
no właśnie i tu mam pewien problem z tym co mówi Profeta, bo skąd wiadomo że 'interferuje' a nie 'wzmacnia'? jeśli miejsce ma silne tło, to może to tło po prostu daje mocniejszy sygnał, niekoniecznie zły? pytam szczerze bo nie wiem, ale wydaje mi się że zakładamy że trauma to automatycznie coś co przeszkadza w odczycie
i tu wreszcie ktoś powiedział coś konkretnego. właśnie o to chodzi. 'czystość sygnału' to jest dobry sposób myślenia o tym, bez metafizyki. w sumie to samo dotyczy miejsca sakralnego, tyle że zakładamy że tam tło jest pozytywne, a na gruzach zamku zakładamy że złe. ale obie sytuacje to nakładanie się czegoś zewnętrznego na odczyt
Damianek ma rację, i dlatego właśnie zawsze uczę żeby przed odczytem w nieznanym miejscu zrobić chwilę skupienia i zapytać siebie 'co czuję teraz, zanim zacznę'. to jest twój baseline. jeśli coś mocno zmienia się w trakcie rzutu, to możesz przynajmniej porównać. bez tego baseline wchodzisz na oślep
Zenobka to swietna praktyczna wskazówka, ale mam pytanie, czy ten 'baseline' robisz w samym miejscu czy jeszcze przed wejściem? bo jeśli samo wejście do miejsca juz cie zmienia, to baseline wewnatrz moze byc juz zabarwiony, nie?
właśnie, u mnie nie było żadnego progu w sensie fizycznym, bo to było otwarte pole z zarysem fundamentów. więc 'wejście' było bardzo stopniowe, nie pamiętam nawet kiedy dokładnie poczułam że jestem w innym miejscu. może to jest właśnie ciekawe, że ta zmiana była płynna a nie skokowa
to co opisuje Poladnica jest ciekawe z jeszcze jednej strony. otwarte ruiny bez wyraźnych granic przestrzennych to zupełnie inna sytuacja niż zamknięta budowla sakralna. wnętrze kościoła czy świątyni działa na percepcję przez geometrię, akustykę, ograniczenie pola widzenia. na otwartym polu tego nie ma. więc jeśli mimo to był wyraźny efekt, to może rzeczywiście nie chodzi tylko o architekturę
albo chodzi o to że Poladnica wiedziała gdzie jest i to wystarczyło. kontekst poznawczy potrafi zrobić dużo bez żadnej architektury. wiedziałaś że stoisz na miejscu gdzie przez setki lat modlili się ludzie, to wystarczy żeby coś w głowie zacząć inaczej przetwarzać. nie mówię że jesteś sugestywna, mówię że wszyscy jesteśmy
Olek.2 piszesz to jakby sugestywność była wadą albo błędem, a nie po prostu cechą. jeśli miejsce z historią zmienia mój stan i przez to odczyt jest głębszy, to co za różnica czy to 'prawdziwa energia' czy 'sugestia'? wynik jest podobny chyba?
Olek bedziesz sie mial ze mna kłocic, ale czy 'praca z własna wyobraznia' to jest wgl jakis argument przeciwko? bo jesli wyobraznia pozwala mi lepiej odczytac rzut run, to jest to złe? nie rozumiem czemu to mialoby unieważniać odczyt
Bogumil, chyba Olek nie mówi że to złe, tylko że to ważne rozróżnienie jeśli chcemy wiedzieć co tak naprawdę robimy. mnie to też interesuje, bo jeśli efekt jest wyłącznie przez wiedzę o miejscu, to można go wywołać bez wychodzenia z domu, przez odpowiedni kontekst mentalny. co jest swoją drogą ciekawym eksperymentem do zrobienia
Dziewiecsil to jest świetny pomysł na eksperyment. wyobraz sobie szczegolowo ze siedzisz w srodku romańskiej świątyni, z całym detalem, i rób rzut. porownaj z rzutem w zwyklym miejscu. nie wiem czy to da rade, bo pewnie większość powie ze 'prawdziwa energia nie zastąpi wyobraźni' ale hej, ciekawe jakby wyszło
Wiktor a to nie jest po prostu medytacja wizualizacyjna przed odczytem? bo to się robi, znam osoby które wchodzą w konkretny wyobrażony stan przestrzenny przed tarotem. nie wiem czy to 'to samo' co bycie fizycznie w miejscu, ale może działać jako pewien rodzaj przygotowania
o matko, tyle ciekawych rzeczy w tym wątku, bardzo wam dziękuję za te dyskusje bo naprawdę dużo mi to daje jako komuś kto zaczyna. mam jedno pytanie do Poladnicy jeśli mogę, czy jak robiłaś ten rzut na ruinach to miałaś jakieś specjalne przygotowanie przed, czy po prostu usiadłaś i zaczęłaś?
to spontaniczne podejście Poladnicy jest akurat czymś co znam z własnego doświadczenia. niektóre z moich najlepszych odczytów nie były planowane. coś w tym nieplanowaniu, brak presji na wynik, brak rytuału który może stać się mechaniczny, sprawia że kontakt jest inny. może czystszy właśnie
to co pisze Pentagrama o spontaniczności bardzo mi odpowiada, bo sama zauważyłam że jak za bardzo planuję i przygotowuję się do odczytu, to gdzieś w tym wszystkim gubi się ta naturalna wrażliwość. ale wracając do meritum - Poladnica, czy te runy które wypadły miały jakiś konkretny kierunek do miejsca? tzn czy obracałaś je w stronę fundamentów, słońca, cokolwiek, czy to był czysty rzut bez takiego myślenia?
słuchajcie, wchodzę tu trochę z boku bo śledziłem ten wątek od jakiegoś czasu i mam takie skojarzenie. byłem kiedyś na jakiś półzapomnianych ruinach kaplicy gdzieś na mazurach, kompletnie przez przypadek, i to miejsce miało takie dziwne... jak to powiedzieć... jakby powietrze stało. nie robiłem żadnego odczytu bo w ogole nie wiem jak, ale to uczucie pamiętam do dziś. i zastanawiam sie teraz, czy to co Poladnica czuła to mogło byc po prostu to samo, niezaleznie od run. miejsca mają coś, nie?
Gniewkoo ale co to wnosi do dyskusji? że miejsca działają na nastrój, to wiadomo, każdy kto był w górach albo starym lesie to czuł. pytanie jest o to czy to wpływa na jakość odczytu konkretnej metody wróżebnej i w jaki sposób. 'powietrze stało' to opis nastroju, nie energii
to co opisuje Poladnica z tą tkaniną rozłożoną między nią a fundamentami jest dla mnie interesujące z innego powodu. przestrzeń między pytającym a miejscem to nie jest pusta przestrzeń. w tradycji nordyckiej samo ułożenie ciała podczas rzutu miało znaczenie - frontem do słońca, do wody, do kamienia. nie mówię że to reguła którą trzeba stosować, ale intuicja Poladnicy żeby 'zwrócić się' ku miejscu mogła być czymś naturalnym i nieprzypadkowym
ojej, to ciekawe że Tacyt w ogóle o tym pisze, nie wiedziałam. ale mam pytanie do Strzyboga albo Zenobki, bo obie sie chyba na tym znacie, czy orientacja rzutu to jest coś co sie praktykuje współcześnie? bo ja tego nigdy nie robiłam świadomie i teraz mam lekki kompleks 😉
przeglądam tę rozmowę i mam takie wrażenie że krążymy wokół czegoś ważnego, mianowicie czy miejsce jest aktywnym elementem odczytu czy tylko tłem. bo jeśli runa wyciągnięta twarzą do fundamentów coś innego 'mówi' niż ta sama runa tyłem do nich, to miejsce jest uczestnikiem, nie scenografią. to dość poważna implikacja dla całej metody
Ludwiczek, to jest ładnie powiedziane ale logicznie to jest problem. jeśli kierunek do miejsca zmienia znaczenie runy, to ta sama runa w tym samym rzucie mogłaby dawać różne odpowiedzi w zależności od tego jak siedzę. wtedy cały system run jako alfabet znaczeń się sypie, bo runa Fehu na północ to co innego niż Fehu na południe? gdzie wtedy jest interpretacja?
Olek.2 ale czy system nie może byc kontekstowy? znaczy, Fehu ma swoje rdzenne znaczenie ale kontekst miejsca dodaje warstwę. tak działa np. interpretacja kart w układzie, jedna karta w pozycji 'przeszłości' a inna w 'przyszłości' to nie ta sama karta, prawda? moze miejsce to tez rodzaj pozycji w ukladzie
Bogumil to jest całkiem ciekawy pomysł, jakby miejsce jako dodatkowa 'pozycja' w układzie. ale wtedy trzeba by wiedzieć co to miejsce 'reprezentuje' żeby poprawnie interpretować. a skąd mamy tę wiedzę o konkretnym miejscu? z historii, z odczucia, z czegoś innego?
o rety, weszłam tu poczytać o czytaniu run w świętych miejscach i mam teraz głowę pełną pytań których wcześniej nie miałam 😀 serio, ta dyskusja jest niesamowita. jedno mnie nurtuje, Poladnica napisała że runy miała przy sobie bo zawsze je ma. czy to ma znaczenie że to były 'jej' runy, długo używane, a nie jakiś nowy zestaw? intuicja mówi mi że tak, ale nie wiem czy to ma podstawy
Agaa32 to dobre pytanie i myślę że tak, dla mnie przynajmniej. to moje pierwsze runy, mam je dobrych kilka lat, przez tyle rzutów zrobiłam że mam wrażenie że są jakoś 'nastrojone' przeze mnie. czy to fizycznie możliwe, nie wiem, ale subiektywnie czuję różnicę jak zdarzyło mi się robić rzut na obcym zestawie. może to tylko przyzwyczajenie, ale nawet jeśli, to ma znaczenie dla skupienia
to co mówi Poladnica o 'nastrojeniu' zestawu pokrywa się z tym co słyszałam o narzędziach w tarocie, że karty się 'nabierają' energii użytkownika przez czas. nie wiem na ile to ezoteryczna metafora a na ile coś co da się opisać inaczej, ale praktycznie chyba to prawda że znajomy zestaw działa inaczej w rękach. ciekawe czy to by zmieniało efekt gdyby Poladnica miała świeże runy w tamtym miejscu
