Hej, mam takie pytanie bo ostatnio robiłam czytanie run dla koleżanki i ona z góry powiedziała że nie wierzy w to i że to bzdury. No ale zgodziła się żebym spróbowała. I teraz się zastanawiam czy w ogóle ma sens robić takie czytanie dla kogoś kto ma takie nastawienie? Czy runy "działają" niezależnie od tego czy się w nie wierzy, czy wiara jest jakimś warunkiem? Bo ja nie wiem jak to jest, dla mnie osobiście działa ale może to tylko dlatego że wierzę? Ciekawa jestem co wy o tym myślicie, bo znam różne opinie na ten temat i sama jestem trochę zagubiona.
Klasyczne pytanie 🙂 i nie ma na nie jednej odpowiedzi, bo zależy co rozumiemy przez "działanie". Jeśli pytasz czy runy same z siebie coś zrobią z osobą sceptyczną, to powiem wprost: odczyt to interpretacja, a interpretacja wymaga jakiegoś otwarcia z obu stron. Możesz rzucić runy dla kogoś kto drwi, ale co z tego wyjdzie? Osoba sceptyczna każde "trafienie" zbagatelizuje, a każdą pomyłkę zapamięta. To nie jest kwestia magii, to kwestia psychologii odbioru. Pytanie do ciebie: twoja koleżanka słuchała tego co mówiłaś, czy tylko czekała żeby powiedzieć że to nieprawda?
Runy nie pytają o pozwolenie. To jest pierwsza rzecz którą mówię osobom które zaczynają pracę z nimi. Przekaz istnieje niezależnie od tego czy ktoś chce go przyjąć. Ale tu jest pewna subtelność, bo jedno to informacja która płynie przez runy, a drugie to to czy człowiek jest w stanie z niej skorzystać. Zamknięte drzwi nie znikają dlatego że ktoś nie wierzy że istnieją. Ciekawe jest to czy twoja koleżanka miała jakieś reakcje podczas czytania, nawet jeśli je ukrywała albo zaprzeczała.
Ojej, ja się właśnie zastanawiałam nad tym samym! Chciałam zrobić czytanie dla mamy ale ona mówi że to zabobony. Mystica, czyli rozumiem że można robić czytanie nawet jak ktoś nie wierzy? Bo miałam wrażenie że to może jakoś "blokować" energię albo coś w tym stylu? Nie wiem, może źle to rozumiem.
Blokować energię... to interesujące słowo. Powiem tak z własnego doświadczenia: pracuję z runami od ponad dziesięciu lat i robiłam czytania dla bardzo różnych ludzi. Sceptycy, ateiści, osoby które przychodziły tylko żeby udowodnić że to nie działa. I wiesz co? Najciekawsze rzeczy działy się właśnie przy nich. Nie dlatego że runy ich "nawróciły", ale dlatego że brak blokady wynikającej z oczekiwań czasem pozwala na zupełnie inny odbiór. Osoba która bardzo wierzy, często projkektuje na runy to czego chce się dowiedzieć. Sceptyk tego nie robi. To ma swoje zalety.
Hmm, ale to co mówi Umbra02 trochę mi się kłóci z intuicją. Jeśli ktoś jest zamknięty to jak może dobrze odebrać przekaz? Tzn rozumiem logikę z tym projektowaniem, ale sceptyk też może odrzucić wszystko z automatu i tak. Nie rozumiem dlaczego brak wiary miałby być zaletą a nie przeszkodą.
No ja bym sie nie zgodziła z tym co Umbra02 pisze, przynajmniej nie do końca. Bo rozumiem ten argument o projektowaniu, ale moim zdaniem jak ktoś z góry nastawia sie negatywnie to stwarza jakis blok, może nie energetyczny dosłownie ale po prostu mentalny. Robiłam tarot dla osoby sceptycznej i ona na każde trafienie miała gotową wymówkę. "To ogólne", "to pasuje do wszystkich", takie tam. I w efekcie czytanie było kompletnie jałowe bo nie można sie bylo odnieść do niczego. Wiec nawet jak sama inerpretacja była dobra to nie miało żadnej wartości dla tej osoby.
A ja sobie zapisałam w notatniku dwie różne sytuacje które mi się przytrafiły i mam takie porównanie z autopsji. Raz robiłam czytanie dla koleżanki która bardzo wierzyła i chciała konkretnej odpowiedzi (wróci czy nie wróci były chłopak). Ona tak bardzo chciała żeby wyszło pozytywnie że dosłownie na każdą runę pytała "ale to znaczy że wróci, prawda?". No i nic dobrego z tego nie wyszło bo to nie było czytanie tylko szukanie potwierdzenia. A drugi raz robiłam dla znajomego który powiedział wprost że jest tu tylko dlatego że jego dziewczyna go przysłała. I on był spokojny, neutralny, i to czytanie wyszło naprawdę ciekawie bo on po prostu słuchał bez oczekiwań w żadną stronę.
O, to super przykład Dagmarka! Dokładnie o to mi chodziło. Bo moja koleżanka to właśnie była taka - siedziała, słuchała, trochę się uśmiechała, ale nie drwiła otwarcie. I po czytaniu mówi że "kilka rzeczy ją zaskoczyło". Nie przyznała że wierzy, ale też nie odrzuciła wszystkiego. Więc może to nie jest takie czarno-białe jak myślałam?
Wierzyć lub nie wierzyć to nie jest przełącznik. Ludzie mają całe spektrum postaw i większość jest gdzieś pośrodku. Koleżanka która mówi że nie wierzy ale potem mówi że kilka rzeczy ją zaskoczyło, to nie jest sceptyczka, to jest osoba która ma opór kulturowy przed przyznaniem się do zainteresowania. Znam to doskonale. I z takimi osobami czytanie ma największy sens, bo z jednej strony nie projektują oczekiwań, a z drugiej są gotowe na realny kontakt z tym co wychodzi. Natomiast głęboki sceptyk który przychodzi żeby wyśmiać, to inna historia i szczerze powiem, że ja po prostu odmawiam takiego czytania.
A można zapytać dlaczego odmawiasz? Chodzi o to że to strata czasu czy jest jakiś inny powód? Bo zastanawiam się czy to nie jest trochę tak że jak ktoś nie wierzy to automatycznie go wykluczamy, a może właśnie powinniśmy mu pokazać że to działa?
Hej, mam inne podejście do tego. Bo jak rozumiem temat to zasadniczo pytanie brzmi: czy runy działają obiektywnie, czy to jest sposób które wymaga wiary żeby działać? I jeśli wymaga wiary, to czy nie jest to trochę samospełniające się proroctwo? Tzn wierzę że zadziała, więc zwracam uwagę na trafne elementy, ignoruję nietrafne, i mam wrażenie że zadziałało. To jest znany efekt psychologiczny, nie? Nie mówię że runy to ściema, mówię że to jest ciekawe pytanie o mechanizm.
To co Ravenna84 napisała mnie trochę uspokoiło, bo ja też często się zastanawiałam czy nie "wymyślam sobie" połączeń podczas czytania. I chyba właśnie przez to nastawienie sama sobie utrudniałam pracę z runami. Tzn za każdym razem jak coś trafiało to zaraz myślałam "ale może to przypadek". Nie wiem, może to jest właśnie to zamknięcie o którym tu piszecie.
Seweryn61 zadał ważne pytanie i nie chcę go zbagatelizować. Ale rozróżniam dwie warstwy. Warstwa psychologiczna - tak, istnieje i jest realna. Runy mogą być lustrem, które pokazuje to co już w nas jest, i to ma wartość samo w sobie. Warstwa symboliczna sięga głębiej i tu wiara ma inne znaczenie, nie jako warunek techniczny, ale jako otwarcie kanału. Nie twierdzę że bez wiary nic się nie wydarzy. Twierdzę że z otwartością wydarzy się więcej. To jest różnica.
Dobra, ja jestem raczej sceptyczny co do całej tej magii ale to co tu piszecie jest w sumie dość rozsądne i nie jakieś oderwane od rzeczywistości. To co Mystica napisała o lustrze brzmi sensownie nawet z racjonalnego punktu widzenia. Ale mam pytanie praktyczne: jeśli robiłaby ktoś czytanie dla sceptyka, to czy powinien mu z góry powiedzieć o co chodzi z runami i jak to interpretować, żeby w ogóle był jakiś kontekst? Bo bez kontekstu to sceptyk nawet jak usłyszy coś trafnego to nie będzie wiedział że to w ogóle miało jakieś znaczenie.
Czytam to wszystko i mam wrażenie że trochę uciekłyśmy od głównego pytania. Bo dobra, rozumiemy że przekaz istnieje niezależnie od wiary. Ale co z osobą która aktywnie nie chce? Tzn mama mi nie powiedziała że nie wierzy, ona mi powiedziała że to są 'bzdury i zabobony'. To jest chyba inna sytuacja niż sceptyk który po prostu ma wątpliwości?
To co Incantia napisała jest bardzo ludzkie i rozumiem to. Ale powiem wprost, robienie czytania żeby 'pomóc' komuś kto wyraźnie nie chce, to już wchodzi w pewną strefę która mnie osobiście nieswojo. Nie dlatego że to źle zadziała na runy, tylko dlatego że to jest kwestia granicy drugiej osoby. Mama powiedziała że to zabobony. Może po prostu przy niej usiąść i zapytać jak się czuje zamiast tego?
Dobra to żebym dobrze zrozumiał, bo Dagmarka wcześniej napisała że mówi kilka słów na wstępie. Ja mam kumpla który jest totalnym sceptykiem i mówi że by przyszedł 'dla zabawy'. Mam powiedzieć mu że to nie horoskop z gazety. A jak on zacznie się śmiać w trakcie to co, przerywam?
Mnie ciekawi trochę inny aspekt tego wszystkiego. Mystica napisała wcześniej że jest warstwa psychologiczna i warstwa symboliczna. Ale skąd wiadomo kiedy coś należy do której warstwy? Bo jak runa trafnie opisuje sytuację, to nie wiem czy to projekcja, intuicja wróżbity, czy faktycznie coś głębszego. Czy ktoś to w ogóle odróżnia podczas czytania?
To jest pytanie na które uczciwa odpowiedź brzmi: nie wiem i nikt nie wie na pewno. Każdy kto twierdzi że zawsze odróżnia projekcję od 'prawdziwego przekazu' albo bardzo dobrze siebie zna albo trochę przekombinowuje. Ważniejsze pytanie: czy to rozróżnienie w ogóle ma znaczenie dla osoby która przyszła po czytanie?
Slucham tej dyskusji i mam mieszane uczucia. Bo z jednej strony rozumiem to co Mystica mówi o interpretacji, ale z drugiej strony jakos mi sie wydaje że jednak te runy to nie sa tylko lustro dla naszych myśli. Bo jak losujemy, to jest jakiś element losowości który wychodzi poza nas, nie? I to akurat ten element który sie nie zalezy od wiary ani sceptycyzmu czytanego.
Czytam ten wątek od samego początku i jakoś się nie odzywałam, ale to co Dagmarka napisała o tej koleżance która chciała żeby wrócił były chłopak, to mnie bardzo trafiło. Bo ja sama tak robiłam, szłam po czytanie z gotową odpowiedzią w głowie i potem byłam albo szczęśliwa albo zła zależnie od tego czy runy to potwierdziły. dopiero niedawno mi się przestawiło podejście i zaczęłam słuchać zamiast szukać potwierdzenia. i chyba wtedy czytania mi więcej dały.
To co Gosposia napisała bardzo mi bliskie. Bo jak teraz myślę o tej koleżance dla której robiłam czytanie, to ona miała dokładnie takie podejście, siedziała i czekała aż coś trafi w to co chce usłyszeć. I rzeczy które ją zaskoczyły to były właśnie te które nie pasowały do jej oczekiwań. może właśnie to że nie wierzyła sprawiło że nie miała gotowej odpowiedzi i więcej do niej dotarło?
Ojej, ale to by oznaczało że sceptyk jest czasem lepszym odbiorcą czytania niż ktoś kto bardzo wierzy? bo nie ma tych oczekiwań? to by było trochę odwrócenie tego co myślałam na początku
Nie powiedziałabym że lepszym, raczej inaczej słuchającym. Wierzący który jest otwarty i nie oczekuje konkretnej odpowiedzi, to według mnie idealne warunki. Sceptyk ma tę zaletę że nie ma z góry założonej odpowiedzi, ale może z góry odrzucać. Więc ani jedno ani drugie nie jest automatycznie lepsze.
Ale czy ktoś miał doswiadczenie z czytaniem dla kogoś kto w trakcie zmienił nastawienie? Tzn przyszedł sceptyczny a w trakcie widać było że coś do niego trafia? Mnie to bardzo ciekawi bo wydaje mi sie że to jest jakiś wskaznik tego czy czytanie 'działa' niezaleznie od wyjściowego nastawienia.
Dagmarka, to jest niesamowite! właśnie o to mi chodziło, ta zmiana postawy ciała to chyba najlepszy dowód że coś trafiło, bo ciało nie kłamie tak jak słowa. i właśnie dlatego pytałam, bo mi się wydaje że to jest jakiś miernik niezależny od tego czy ktoś wierzy czy nie. czyli może zamiast pytać 'czy sceptyk może przyjąć czytanie' powinniśmy pytać 'po czym poznać że dotarło'?
