Cyrkonia, 'kto wie' to nie jest argument w dyskusji o etyce pracy z polem. Dobra intencja nie neutralizuje skutków wejścia bez zaproszenia. To że chirurg dobrze ci życzy nie znaczy że może operować bez twojej zgody. Wiem że analogia jest ostra, ale to zasada jest ta sama. Chodzi o suwerenność pola, nie o intencję wchodzącego.
to rozróżnienie, obserwacja kontra ingerencja, jest pozornie proste ale nie do końca. Czytanie to nie jest bierny odbiór. Kiedy kierujesz uwagę i intencję na czyjeś pole to już w nim jesteś. Fizyka kwantowa mówi że obserwacja zmienia stan układu. Czy to ma przełożenie na pola energetyczne, nie wiem, ale intuicyjnie coś w tym jest. Dlatego asymetria jest problemem nawet przy samym czytaniu, bez żadnej aktywnej projekcji.
to co Zenith pisze o obserwacji zmieniającej stan, mam wrażenie że to ważna rzecz, ale czy to nie zakłada że pole bezdomnego jest w ogóle dostępne dla kogoś z zewnątrz? Znaczy, czy nie jest tak że jak ktoś jest bardzo zamknięty emocjonalnie, albo wyczerpany jak ten pan, to jego pole jest po prostu niedostępne i czytający dostaje tylko własne echo? To by wyjaśniało może dlaczego Weronka poczuła że Nauthiz jest o niej
chcę wrócić do pytania z tytułu bo trochę odpłynęliśmy. Czy runy mogą zmienić los? W źródłach staronordyckich runy były używane do wróżenia, do rozumienia biegu wyrd, a nie do jego przepisywania. Były też rytowane jako zaklęcia ochronne, ale to jest zupełnie inna praktyka niż wróżenie. Pytanie w tytule miesza te dwie rzeczy. Czytanie dla bezdomnego to wróżenie, nie magia. I wróżenie z definicji czyta co jest, a nie zmienia co będzie.
a czy te zaklęcia runiczne o których Olesia pisze, te rytowane, to jest coś co w ogóle można robić współcześnie? Znaczy czy ktoś to praktykuje i wierzy że to działa tak samo jak dawniej? Pytam bo to wydaje się jednak bardziej konkretne niż samo czytanie, jakby to miało więcej mocy sprawczej
Estragonka, dobrze że to wyłapałaś. Tak, to dwie zupełnie różne funkcje run. Wróżba to odczyt tego co jest, ryta to próba wpłynięcia na to co będzie. I właśnie to drugie jest odpowiedzią na pytanie z tytułu, jeśli w ogóle runy 'zmieniają los' to przez ryty, nie przez samo czytanie. Ale żeby to robić trzeba rozumieć nie tylko znaczenie znaku ale też sposób jego aktywacji, a to jest osobna dziedzina.
Marceli, rytowanie to nie jest kwestia tego co wyrzeźbisz. Ryta bez intencji i bez właściwego stanu wewnętrznego jest po prostu ornamentem. Rzeźbienie to ostatni krok, nie pierwszy. Najpierw jest praca z samą runą, zrozumienie jej energii, potem dopiero decyzja czy i jak ją aktywować. Dla kogoś bezdomnego, wracając do tematu wątku, ryty ochronne mogły być stosowane historycznie właśnie w takich sytuacjach skrajnych. Ale to nie jest coś co robisz dla kogoś bez jego wiedzy.
Glifia powiedziała coś ważnego i chcę do tego wrócić bo to dotyczy mojej historii z początku wątku. Ja robiłam samo czytanie, nie ryty, i już miałam wątpliwości etyczne. Ale teraz sobie myślę, że to czytanie które opisałam, gdzie Nauthiz uderzyło we mnie, to może właśnie był jakiś sygnał że nawet obserwacja bez jego wiedzy była przekroczeniem czegoś. Nie wiem, może za dużo kombinuję, ale nie mogę się tego wyzbyć.
Weronka, rozumiem że to cię gryzie, ale trochę obawiam się że wchodzimy tu w myślenie magiczne w złym sensie. Tzn. jeśli każde niekomfortowe odczucie po czytaniu interpretujemy jako 'sygnał że przekroczyłam granicę' to znowu mamy ten problem o którym mówiłam wcześniej, czyli że wszystko pasuje do każdej interpretacji. Co by było gdybyś poczuła po czytaniu spokój? Że to znak że było ok? To jest moje pytanie, nie atak.
Syriana ma punkt. I to jest serce tego co próbowałem powiedzieć o tej informacji zwrotnej. Własne odczucia po czytaniu to najsłabszy wskaźnik tego czy coś było trafne czy nie. Jesteśmy zbyt uwikłani we własne emocje żeby być obiektywnym sędzią własnego czytania. To nie jest wada, to jest po prostu rzeczywistość. Dlatego zewnętrzna weryfikacja jest konieczna, nie opcjonalna.
