Parę tygodni temu zrobiłem pomiary wahadłem po całym mieszkaniu i okazało się, że żyła wodna przechodzi dokładnie przez środek sypialni, mniej więcej wzdłuż łóżka. Śpię tam od czterech lat i teraz zaczynam się zastanawiać, czy to ma związek z tym, że budzę się zmęczony i od dłuższego czasu mam kłopoty ze snem. Pierwsze pytanie: czy ktoś z was potwierdził kiedyś taki wynik innymi metodami, zanim wyciągnął wnioski? I drugie — czy w ogóle muszę się przeprowadzać, czy jest jakieś wyjście?
Nie, zdecydowanie nie musisz od razu myśleć o przeprowadzce. Żyła wodna pod łóżkiem to poważna sprawa, ale w większości przypadków daje się to rozwiązać przestawieniem łóżka. Zanim jednak cokolwiek zrobisz — jak przeprowadzałeś ten pomiar? Pytam, bo od techniki naprawdę dużo zależy, zwłaszcza przy pierwszym samodzielnym badaniu.
Dokładnie, technika to podstawa. Ja kiedyś myślałem że mam żyłe pod całym salonem a potem okazało się że to była sieć Hartmana którą pomyliłem. Różnica jest spora bo żyłe wyczuwa się inaczej niż linie siatki, bardziej intensywnie i wężej. Miałeś L-ki czy wahadło?
To bardzo ważna uwaga. Jeśli nie mapowałeś sieci osobno, to nie możesz być pewien, czy to żyła, czy węzeł Hartmanna, czy może nałożenie się kilku rzeczy naraz. Szczególnie węzły, gdzie przecinają się linie Hartmanna z Curry'ego, potrafią dawać silne odczyty. Spróbuj kolejnym razem najpierw zmapować siatkę — linie Hartmanna biegną mniej więcej co dwa metry z północy na południe i co dwa i pół metra ze wschodu na zachód. Jeśli twoja anomalia nie pokrywa się z siatką, to już bardziej pewny trop.
Żyła wodna pod sypialnią to jeden z najgorszych układów energetycznych w domu, serio. Prąd podziemny generuje pole elektromagnetyczne, które rozbija aurę podczas snu, kiedy jesteś najbardziej otwarty. Cztery lata w takim miejscu mogły narobić sporo zamieszania w czakrach, zwłaszcza w podstawowej i sakralnej. Ja bym działał szybko.
Basieńka ma rację, że to nie jest takie proste. W radiestezji rozróżnia się żyły o korzystnym i niekorzystnym oddziaływaniu, a poza tym liczy się, czy łóżko leży na samej żyle, czy tylko w jej pobliżu. Sama głębokość wpływa na intensywność. Żyła na kilkanaście metrów to co innego niż płytka na dwa metry. Olaf, masz jakieś wyczucie głębokości, próbowałeś mierzyć?
Głębokość można szacować metodą kroków — odchodzisz od żyły pod kątem prostym i liczysz kroki do momentu, gdy wahadło przestaje reagować, potem mnożysz przez pewien współczynnik. To uproszczenie, ale daje orientację. Co do kierunku oddziaływania — to już wymaga więcej doświadczenia, bo ustalasz pytaniem do wahadła czy energia żyły jest dla ciebie korzystna czy nie. Możesz też skonsultować się z kimś bardziej doświadczonym, kto przyjedzie i sprawdzi na miejscu.
Ja bym powiedział że sam kierunek przepływu wody też ma znaczenie. Woda płynąca pod łóżkiem w kierunku głów to gorzej niż w poprzek. Czytałem o tym u Blanche Merz. Ale przede wszystkim Olaf, jak długo masz te problemy ze snem, bo jeśli od samego początku jak tam śpisz to to jest już odpowiedź.
A ja mam pytanie trochę z boku — czy to możliwe, że ktoś śpi na żyle przez lata i w ogóle nic nie czuje? Bo mam wrażenie, że moja mama śpi od zawsze w tym samym miejscu i jest zdrowa jak ryba. Może niektórzy ludzie są po prostu odporni na te energie?
A co z tymi odpromiennikamy? Słyszałam, że są sprirale miedziane, ktore sie kłdzie pod łóżkiem i one neutralizują promieniowanie. Czy to w ogóle działa na żyły wodne, czy tylko na siatki Hartmanna?
Spirale neutralizujące działają, ale z zastrzeżeniami. Miedź faktycznie jest stosowana jako materiał odpromiennikowy, ale sama spirala bez właściwego ustawienia względem kierunku żyły może dać bardzo różne efekty. Zanim sięgniesz po odpromiennik, upewnij się, że dokładnie wiesz, co neutralizujesz — to wróci do pytania o rzetelny pomiar.
A czy przestawienie łóżka o metr albo dwa zawsze wystarczy? Pytam, bo czytałam gdzieś że żyły wodne mogą mieć szerokość nawet kilku metrów i wtedy przeprowadzka mebla z jednej ściany pod drugą nic nie da.
Powiem jeszcze jedno — czasem problem leży nie w żyle jako takiej, ale w tym, że żyła krzyżuje się z linią Curry'ego właśnie w miejscu łóżka. To potrójne obciążenie i wtedy ani przestawienie o metr, ani odpromiennik nie wystarczy. Trzeba po prostu zmienić pokój sypialny.
No to mam sporo do zmierzenia. Dobrze, że zapytałem, bo myślałem że to jest prosta sprawa. Zacznę od zmapowania Hartmanna i Curry'ego osobno, potem sprawdzę szerokość tej anomalii i spróbuję oszacować głębokość metodą kroków. Czy jest jakiś konkretny czas, który polecacie na takie pomiary? Słyszałem, że rano i wieczorem daje różne wyniki.
Tak, to prawda. Wiele osób mówi, że najlepsze wyniki daje wczesny ranek przed wschodem słońca albo późny wieczór — podobno wtedy interferencje są mniejsze i wahadło reaguje wyraźniej. Unikaj godzin południowych, bo promieniowanie słoneczne ponoć zakłóca odczyty. Ja osobiście robię pomiary zawsze o tej samej porze, żeby mieć porównywalne dane w notatkach.
Strzaska57 ma racje z tym porankiem. Ja zawsze robie pomiary przed 7 rano i wyniki sa wyraźniejsze. Ale Olaf, jedno pytanie — jak mierzysz szerokość tej anomalii, to chodzisz dokładnie prostopadle do osi żyły? Bo jeśli nie masz pewności w którą stronę żyła biegnie, to możesz chodzić pod kątem i mierzyć krzywo.
Szczerze, to jest dobry punkt. Zakładałem że żyła biegnie mniej więcej równolegle do ściany, bo reakcja wahadła była w poprzek pokoju. Ale nie mam pewności czy to faktycznie jest oś. Jak to zweryfikować zanim zacznę mierzyć szerokość?
Mam pytanie do Magicystki — a co jeśli wahadło reaguje na całej długości pokoju? Olafowi mogłoby to sugerować, że żyła biegnie przez cały pokój, ale skąd wtedy wiadomo, czy to nie linia Hartmanna na tym odcinku po prostu się nakłada i daje ciągłą reakcję?
A ja wróce do pytania o mamę, bo nikt mi tak naprawdę nie odpowiedział do końca. Mówiłaś Strzaska57, że mama mogła trafić na słabą żyłę, ale co jeśli ona śpi na bardzo aktywnej żyle i po prostu jest na nią odporna konstytucjonalnie? Czy to w ogóle jest możliwe, że ktoś nie reaguje na silne promieniowanie geopatyczne?
Tamarka89, nie panikuj, to nie jest tak zero-jedynkowo. Naprawdę silne skutki to lata spędzone dokładnie na węźle, gdzie krzyżują się żyła, Hartmann i Curry razem. Pojedyncza słaba żyła gdzieś z boku łóżka to zupełnie inny poziom. Właśnie dlatego tak ważne jest to mapowanie o którym mówi Magicystka, bo najpierw trzeba wiedzieć co się ma zanim zacznie się martwić.
Wróce do tych spiral miedzianych bo nie dosytałam odpowiedzi na część pytania. Celeste50 mówiłaś o właściwym ustawieniu względem kierunku żyły — czyli spirala musi być skierowana jakoś konkretnie? Jak to wygląda w praktyce, bo mam taką jedną spirale i leży po prostu płasko pod łóżkiem.
Hazel52, to wyciągnij i sprawdź, bo bez tego tak jak mówi Celeste to strzał w ciemno. Poza tym ja bym zapytał czy w ogóle przed położeniem spirali robiłaś pomiar wahadłem żeby wiedzieć że masz pod łóżkiem żyłę, bo spirala ustawiona w miejscu gdzie nie ma żadnej anomalii to nie ma sensu.
To ciekawe że Hazel52 położyła spiralę profilaktycznie. Ja też o tym myślałam, ale zastanawiałam się czy profilaktyczna neutralizacja miejsca bez pomiaru w ogóle ma sens. Czy spirala leżąca na miejscu bez anomalii może coś namieszać, czy po prostu nic nie robi?
Mam tu chyba kłopot organizacyjny. Wychodzi na to, że powinienem: zrobić mapę Hartmanna i Curry'ego, ustalić oś żyły, zmierzyć szerokość strefy, oszacować głębokość metodą kroków, i dopiero wtedy decydować o przesunięciu łóżka lub odpromienniku. Czy jest jakiś sensowny kolejność tych kroków, bo trochę mi to wszystko naraz wisi?
Olaf, ja bym zaczęła od siatek bo to daje kontekst dla całej reszty. Kiedy już masz naniesione linie Hartmanna i Curry'ego, to żyła wyraźnie odznacza się na tym tle, bo jej przebiegu nie da się wytłumaczyć regularną siatką. Dopiero kiedy wiesz co jest czym, ma sens mierzenie szerokości i głębokości. Czy masz jakiś papier milimetrowy albo chociaż kartkę w kratkę do mapowania?
Mnie pierwsze rzetelne mapowanie pokoju zajęło dobre dwie godziny z przerwami. Spieszyłam się i pomyliłam dwie linie, potem musiałam powtarzać. Polecam robić to spokojnie, odcinek po odcinku, i zaznaczać reakcje ołówkiem od razu, nie z pamięci po fakcie. Co do pory — pamiętasz co mówiłam wcześniej o poranku? Ja bym nie robiła tego na raz całego, rozbiłabym na dwa poranki.
No dobra, biorę się do mapowania metodycznie. Mam już kartkę w kratkę z naniesionymi wymiarami sypialni. Zanim zacznę od siatek — czy powinienem robić to z wahadłem w tej samej ręce co zawsze, czy może mam jakiś "ulubiony" czas doby do takiej pracy? Strzaska57 wspominałaś, że pierwsze rzetelne mapowanie zajęło ci dwie godziny. Czy robiłaś to rano, wieczorem, w ciągu dnia?
