Chciałam poruszyć temat, który od jakiegoś czasu mnie nurtuje przy pracy z teleradiestezją, bo widzę że różne osoby mają różne podejścia i nigdy nie doszłyśmy do żadnego wspólnego wniosku. Chodzi o świadka biologicznego kontra niebiologicznego przy pomiarach na odległość. Biologiczny to oczywiście włos, ślina, wycinek paznokcia - coś żywego od osoby lub miejsca, które badamy. Niebiologiczny to zdjęcie, podpis, a przy miejscach mapa lub adres zapisany na kartce. Moje doświadczenia są mieszane i serio nie potrafię powiedzieć jednoznacznie, co działa lepiej. Przy pracy nad ludźmi mam wrażenie, że włos daje mocniejsze, czytelniejsze wychylenia, ale przy badaniu działek i domów zdjęcie satelitarne sprawdza się u mnie równie dobrze jak cokolwiek innego. A wy jak macie? I drugie pytanie, bo jest tu powiązane z tytułem - czy ktoś próbował przez świadka diagnozy geopatii dla siebie samego, żeby sprawdzić, czy dane miejsce wpływa na wasze samopoczucie?
Właśnie to mnie ciekawi, bo w tym co piszesz kryje się moim zdaniem klucz do całej dyskusji. Mówisz, że przy ludziach włos daje mocniejsze wychylenia - ale jak to mierzysz? Porównujesz seria po serii z tą samą intencją, czy to bardziej intuicyjna ocena podczas pracy? Bo ja sama mam podobne odczucie, ale nigdy systematycznie tego nie testowałam i zastanawiam się, czy to nie jest jakiś nasz wewnętrzny bias.
Czytam i mam pytanie, może trochę z boku, ale chyba pasuje do tematu - czy przy badaniu strefy geopatycznej nad mapą też potrzebny jest jakiś świadek miejsca? Bo rozumiem świadka dla osoby, to ma logikę energetyczną, ale co stanowi świadek dla konkretnego fragmentu terenu? Adres na kartce to chyba jednak co innego niż kawałek ziemi z działki.
Karrot dobry trop poruszył, bo to naprawdę ważne rozróżnienie. Przy teleradiestezji terenu świadkiem może być garść ziemi z miejsca, fragment rośliny, a nawet kamień zebrany na działce. To jest właśnie biologiczny świadek miejsca, nie osoby. Zdjęcie satelitarne czy szkic na kartce to wariant niebiologiczny. Praktyka pokazuje, że przy szukaniu żył wodnych lub sieci Hartmanna nad mapą wyniki są całkiem zbieżne z późniejszym pomiarem na gruncie - przynajmniej jeśli chodzi o przebieg, nie zawsze głębokość.
Wróćę do początku bo mnie to bardziej interesuje - ta kwestia geopatii i samopoczucia. Jak własciwie poznac ze to wlasnie promieniowanie geopatyczne, a nie coś innego? Bo ja ostatnio fatalnie śpie, budzę sie w nocy, rano jestem zmęczona bardziej niż wieczór. Mogę być nad jakąś żyłą czy skrzyżowaniem Hartmanna i o tym nie wiedzieć?
Ja miałam podobnie jak Wegka i powiem, że u mnie potwierdziło się przez wahadło - byłam dokładnie na skrzyżowaniu dwóch linii Curry'ego. Ale mam pytanie do znających się - co lepiej wykrywa te sieci, pręty L czy wahadło? Bo słyszałam że pręty są lepsze do chodzenia po pokoju i szukania fizycznego przebiegu, a wahadło do potwierdzania nad mapą.
A wracając do świadka - bo czuję że wątek trochę uciekł - czy używanie zdjęcia jako świadka nie jest przypadkiem słabsze właśnie dlatego, że zdjęcie nie przechowuje żadnej energii osoby czy miejsca, tylko obraz? Świadek biologiczny ma chyba bezpośredni ślad energetyczny, a zdjęcie to tylko reprodukcja. Czy nie o to chodzi w tej różnicy?
Ale właśnie - skoro zdjęcie zawiera jakiś ślad pola, to czy starsze zdjęcie daje słabszy sygnał niż nowsze? Bo to by miało sens jeśli ten ślad z czasem blaknie, prawda? Czy wiek zdjęcia nie ma znaczenia?
Trochę mi ta dyskusja chodzi w kółko, bo rozmawiamy o tym co lepiej działa ale nikt nie podał żadnych konkretnych przykładów z własnej praktyki gdzie jedna metoda wyraźnie zawiodła a druga zadziałała. Czy ktoś ma taki konkretny przypadek do opisania? Bo na razie mam wrażenie że mówimy o teorii.
Właśnie chciałam zapytac - jak zabrać się za zrobienie mapki mieszkania do takiej analizy? Czy to musi być precyzyjny rzut, czy wystarczy odręczny szkic z zaznaczonym łózkiem i głownymi ścianami?
Czytam ten wątek od początku i powiem tylko tyle, że sama zrobiłam taki szkic miesiąc temu i przeesunęłam biurko po tym jak wahadło wskazało mi skrzyżowanie linii Hartmanna dokładnie gdzie siedziałam po kilka godzin dziennie. Po tygodniu naprawdę poczułam różnicę w koncentracji. Nie wiem czy to sugestia, ale mi pomogło.
Do pytania Karinki - weryfikacja po przesunięciu mebla jest jak najbardziej wskazana i sporo powiedzieć może właśnie ponowny pomiar skalą Bovisa w tym samym punkcie. Jeśli przed przesunięciem biurka Bovisa wskazywał poniżej progu neutralnego - gdzieś do 6500 jednostek - a po korekcie poszedł wyżej, to masz konkretną daną, nie tylko wrażenie. Samopoczucie jest oczywiście ważne, ale liczbowy wynik daje coś co można porównać. Warto też zapytać wahadłem wprost: czy linia Hartmanna wciąż przebiega przez punkt X, wskazując konkretne miejsce na szkicu.
A skąd wiadomo, że skala Bovisa mierzy akurat geopatię, a nie jakąś inną energię? Bo rozumiem że to ogólny pomiar energii miejsca, ale czy można jej użyć specyficznie do oceny promieniowania geopatycznego, czy to jednak dwa różne badania?
No dobra, ale wracajmy do sedna tematu, bo pytanie w tytule wątku jest konkretne - świadek biologiczny czy niebiologiczny. Karinka i Wegka mówią o badaniu swojego miejsca snu na żywo, to nie jest teleradiestezja. Pytanie dla tych, którzy robili to zdalnie - czy ktoś pracował ze świadkiem biologicznym osoby i miał wyraźnie lepszy wynik niż ze zdjęciem, w kontekście właśnie badania geopatii jej miejsca zamieszkania?
Właśnie to 'intuicja praktyczna' mnie zatrzymuje. Gwiazdarka, nie kwestionuję twojego doświadczenia, ale jak odróżnić mocniejszy sygnał od efektu znajomości wyniku z pierwszego badania? To nie jest zarzut, tylko pytanie metodologiczne - bo jeśli chcemy w ogóle cokolwiek powiedzieć o wyższości świadka biologicznego, musimy jakoś wyeliminować ten czynnik.
Słuchajcie, jest tu pewna pułapka którą wszyscy omijamy. Przy teleradiestezji miejsca - mieszkania, działki - świadek biologiczny osoby może wzmacniać sygnał dotyczący samej osoby, ale niekoniecznie miejsca jako takiego. Pytacie wahadłem 'jak to promieniowanie wpływa na tę osobę' czy 'gdzie leżą linie w tym mieszkaniu'? Bo to są dwa różne pytania i być może wymagają dwóch różnych świadków.
A czy jak nie mam żadnej próbki z mieskzania - bo pytam o swoje własne, to nie mam jak wziąć próbki bo tam mieszkam - to mogę użyć siebie jako świadka? Tzn. wziąć swój włos i badać na mapce swojego mieszkania jednocześnie?
Ja mam głupie pytanie może - co jak ktoś nie ma włosów do oddania, albo nie chce dawać? Bo nie każdy zgadza się na to. Czy można pracować na ślinie, paznokciu? Słyszałam że podobno cokolwiek biologicznego wystarczy, ale nie wiem czy to prawda.
Ale dlaczego zgoda miałaby cokolwiek zmieniać w praktycznym sensie? Albo wahadło reaguje na świadka albo nie, zgoda osoby chyba nic nie zmienia fizycznie w próbce.
Dobra, wróćmy jeszcze raz do tematu bo mnie to naprawdę interesuje. Mamy tu dwa osobne przypadki Wegki i Tosieczkiej, które opisują objawy mogące wskazywać na geopatię. Żadna z nich jak rozumiem nie robiła jeszcze badania z wahadłem ani nie ma wyznaczonego miejsca jako strefę. Kiedy w takim razie można uznać że objawy faktycznie wskazują na geopatię, a nie na coś zupełnie innego? Jest jakiś zestaw kryteriów?
Roch60 pyta o kryteria i to jest dobre pytanie, bo faktycznie w praktyce można je sformułować. Pierwsza wskazówka to lokalizacja objawów - jeśli złe samopoczucie, zmęczenie, bóle głowy czy bezsenność nasilają się w konkretnych miejscach domu, a wyraźnie ustępują poza domem albo nawet w innym pokoju, to jest ważna poszlaka. Drugi sygnał to rytm - budzenie się mniej więcej o tej samej porze w nocy, klasycznie między drugą a czwartą, często wiążę z oddziaływaniem stref geopatycznych. Trzecia sprawa to historia miejsca - czy poprzedni mieszkańcy też mieli problemy zdrowotne. I dopiero po zebraniu tych sygnałów sięga się po wahadło jako weryfikację, nie odwrotnie.
Gwiazdarka97 mówi o lokalizacji objawów - że nasilają się w konkretnym miejscu. Ale jak to odróżnić od zwykłego zmęczenia, które jest wszędzie? Bo ja np. fatalnie sypiam w domu, ale nie wiem czy to przez miejsce, czy po prostu przez stres. Skąd mam wiedzieć że to akurat geopatia, a nie coś innego?
To właśnie jest clou drugiego kryterium, które chciałam opisać. Zmęczenie ze stresu jest rozlane - nie ma wyraźnego adresu w przestrzeni. Geopatia działa inaczej: budzisz się ciężej niż zasnęłaś, a po nocy poza domem - u kogoś, w hotelu, nawet na kanapie w salonie - wstajesz wyraźnie inaczej. Nie odświeżony, ale jednak lżej. Jeśli ten wzorzec powtarza się konsekwentnie, to już jest wskazówka, którą warto wziąć pod uwagę przy badaniu miejsca snu.
O właśnie to jest mój przypadek. U mnie w domu sypiam źle, a jak byłam ostatnio parę dni u mamy to wstałam rano i aż sie zdziwiłam bo miałam energię. Ale myślałam że to po prostu zmiana miejsca psychologicznie działa. Czy sama ta obserwacja wystarczy żeby podejrzewać geopatię czy trzeba jeszcze więcej 'dowodów'?
Czyli Brygida sugeruje że zanim w ogóle sięgniemy po świadek i wahadło, można najpierw sprawdzić orientację łóżka? Rozumiem to jako wstępny test bez narzędzi - jeśli obrót łóżka nic nie zmienia, to dopiero wtedy idziemy w kierunku pełnego badania z mapką i świadkiem?
Ja mam pytanie może trochę z boku, ale skoro Gwiazdarka pyta klientów czy przestawiali łóżko - to co w sytuacji kiedy ktoś nie może fizycznie przestawić? Bo np. u mnie łóżko jest wmontowane, dosłownie zabudowane, nie ma opcji. Co wtedy?
Wróćmy na chwilę do pytania z tytułu, bo trochę nam to odpływa. Mamy tu dwie sytuacje: Wegka, która chce badać swoje własne mieszkanie i jest jednocześnie świadkiem i badaną, i potencjalnie Tosieczkaa, która potrzebowałaby badania przez kogoś zdalnie. To są dwa zupełnie różne scenariusze i chyba inaczej rozstrzyga się kwestia świadka biologicznego kontra niebiologicznego w każdym z nich, nie?
