Myślę że problem leży głębiej — skala Bovisa nie ma zewnętrznego wzorca. Nie ma czegoś takiego jak 'oficjalne 6500 jednostek Bovisa' zmierzone przyrządem niezależnym od operatora. Wszystko jest zakotwiczone w wahadle konkretnej osoby, w konkretnym dniu, przy konkretnym stanie jej pola. To jest fundamentalny problem porównywalności.
Ale chwila — czy to nie jest tak samo z każdym pomiarem subiektywnym? Na przykład w wielu tradycjach pomiaru energetycznego jest osoba, która stanowi punkt odniesienia, czyli ktoś 'wykalibrowany', i do niej się porównuje. Czy w radiestezji nie ma czegoś analogicznego?
Czekajcie, to wróćmy do mat — bo zgubiłam wątek. Halny77 mierzył przed i po i wyszła mu zmiana lokalna. Salomejka.pl jeszcze nie miała badania. Moje pytanie jest inne: czy jest jakaś zasada jak często przekładać matę albo czy ona się 'wyczerpuje'?
To brzmi jakby mata działała jak dywanik na dziurę — zakrywa środek ale dziury na bokach widać. Czy jest jakaś zasada ile mat potrzeba żeby pokryć całą strefę? Bo jeśli każdy mierzy inaczej i każda mata ma inny zasięg, to jak w ogóle policzyć ile ich potrzeba?
I tu wracamy dokładnie do meritum — bo żeby wiedzieć ile mat potrzeba, trzeba znać dokładny przebieg strefy. A żeby zmierzyć czy mata zadziałała, potrzebujesz porównywalnych odczytów Bovisa. I koło się zamyka. Bez wspólnego protokołu pomiaru każdy radiesteta powie ci co innego o tej samej przestrzeni.
Ale poczekajcie — czy różdżka albo wahadło nie powinna dać odpowiedzi binarnej co do przebiegu strefy, niezależnie od Bovisa? Mam na myśli że lokalizacja żyły to jedno, a jej 'natężenie' w jednostkach Bovisa to drugie. Czy te dwa pomiary mogą być rozdzielne?
Ale w praktyce większośc ludzi właśnie tak robi — mierzy Bovisa w miejscu gdzie śpią i jeśli jest nisko, kładą matę. Bez różdżki, bez mapy. Czy to jest zupełnie bez sensu czy jakoś tam działa mimo uproszczeń?
Właśnie, i tu jest pies pogrzebany jeśli chodzi o cały temat wątku. Bovis bez zewnętrznego wzorca to jak temperatura mierzona termometrem bez podziałki, gdzie każdy radiesteta rysuje własne kreski. Możesz zauważyć zmianę u siebie, w swoich pomiarach, ale nie możesz powiedzieć że twoje 8000 to to samo co moje 8000.
Hej, a ja mam może naiwne pytanie — czy jest jakaś wartość Bovisa poniżej której mata jest absolutnie konieczna? Tzn. czy jest jakiś próg zagrożenia? Bo czytam ten wątek i chciałabym wiedzieć jak ocenić swoje mieszkanie.
Lucia87, to jest dobre pytanie ale właśnie o tym rozmawiamy — że takie progi, jeśli istnieją, są różnie określane przez różnych radiestetów. Najczęściej podaje się że poniżej 6500 Bovisa to obszar potencjalnie niekorzystny, ale to jest konwencja, nie prawo fizyki. I mierzona przez kogo?
A czy ktoś wie czy istnieje jakaś polska czy europejska organizacja radiestezji, która próbowała standaryzować pomiary Bovisa? Bo wydaje mi się, że to pytanie, które Karinka.x postawiła na początku, musi gdzieś już być poruszone w środowisku. Nie może być tak że nikt o tym nie rozmawiał oficjalnie.
To trochę smutne, że po tylu dekadach praktyki radiestezyjnej nie ma czegoś takiego jak wspólna skala referencyjna. Może problem jest strukturalny — każdy radiesteta pracuje indywidualnie, buduje swój warsztat, i nie ma żadnego powodu żeby go ujednolicać z sąsiadem. A to skutkuje tym, że maty nie da się obiektywnie 'potwierdzić'.
Salomejka.pl ma rację co do struktury problemu, ale wydaje mi się że to nie jest przypadkowe. Radiestezja historycznie rozwijała się jako rzemiosło przekazywane mistrz-uczeń, nie jako dziedzina z laboratorium i protokołami. Każdy mistrz uczył swojej kalibracji, swojej skali, swoich symboli. Standaryzacja wymagałaby zerwania z tym modelem. I tu pytanie — czy środowisko w ogóle by to chciało?
Anastazja62, to wcale nie jest cyniczne, to jest realistyczne. I dotyka czegoś ważnego — czy standaryzacja jest możliwa bez instytucji, która ją egzekwuje? Bo sama konwencja na papierze bez żadnego mechanizmu weryfikacji to tylko papier. Mnie bardziej interesuje pytanie praktyczne: czy dwie osoby które nie ustalały wcześniej nic, mogą uzyskać zbliżone wyniki Bovisa w tym samym miejscu?
Karinka.x poruszyła kluczowe pytanie i chciałabym odpowiedzieć z własnego doświadczenia. Robiłam takie próby z dwiema znajomymi radiestethymi — mierzyłyśmy to samo pomieszczenie niezależnie, potem porównywałyśmy. Wyniki były zbliżone, ale nie identyczne. Różnica rzędu kilkuset jednostek. Czy to jest dostatecznie zgodne, czy to już jest rozbieżność? To zależy od tego co uznasz za tolerancję błędu.
Czekajcie, to jest bardzo konkretny przykład. Czyli dwie radiestethki, to samo miejsce, jedna mówi 'tu jest problem geopatyczny', druga mówi 'jest w porządku'? I obie mierzą uczciwie bez wcześniejszego uzgadniania? To brzmi jak coś co powinno chyba trochę niepokoić.
No właśnie. I tu mam pytanie do Anahaty — czy te trzy pomiary które opisujesz, robiłyście w tym samym czasie, w tej samej chwili dnia? Bo promieniowanie geopatyczne może się zmieniać w zależności od pory dnia, aktywności słonecznej, a nawet fazy księżyca. Może część rozbieżności brała się stąd?
Przepraszam że znowu wchodzę z praktycznym pytaniem, ale z tej rozmowy wynika że cokolwiek zmierzę samodzielnie w domu, to i tak nie wiem czy dobrze zmierzyłam, czy mata zadziałała, i czy w ogóle porównuję to z właściwą skalą. Czy jest jakaś jedna rzecz którą powinnam zrobić żeby mieć choć minimalną pewność?
Lucia87, rozumiem frustrację, ale to jest właśnie sedno tego wątku — że takiej jednej pewnej rzeczy nie ma i to jest problem który próbujemy tu nazwać. Natomiast to co możesz zrobić sensownie samodzielnie to mierzyć to samo miejsce wielokrotnie i obserwować zmiany u siebie, nie u innych. Twoja własna kalibracja może być wewnętrznie spójna nawet jeśli nie da się jej porównać z cudzą.
A skoro mowa o matach — bo chyba wątek od tego się zaczął — to mam pytanie które jakoś mnie gryzie. Jeśli meta działa tylko lokalnie, jak mówił Halny77, to czy ktoś próbował zamiast mat używać odpromienników w formie spirali albo płytek i sprawdzał czy zasięg działania jest większy? Bo może problem jest w rodzaju neutralizatora, nie w braku standaryzacji.
Różne szkoły, różne teorie. Jedni mówią o przekształcaniu, inni o ekranowaniu, jeszcze inni o neutralizacji. I każda szkoła ma swoją terminologię i swoje uzasadnienie. Ale żadna chyba nie ma protokołu pomiarowego który pozwoliłby obiektywnie ocenić który mechanizm faktycznie zachodzi. Mamy pomiar Bovisa przed, pomiar po, i jeśli liczba poszła w górę — 'działa'. Co dokładnie zrobiło — nie wiadomo.
To byłoby ciekawe. I chyba możliwe do zorganizowania w sposób nieformalny — nie przez stowarzyszenie, ale przez forum. Wybrać jedno miejsce, powiedzmy dom albo działkę z udokumentowaną strefą, zaprosić kilka osób z wahadłem i z każdą z osobna zebrać wyniki. Nie potrzeba do tego instytucji. Czy ktoś na tym forum miał coś podobnego?
Salomejka.pl, to jest pomysł który mnie kusi. Ale jest jeden problem — żeby taki eksperyment cokolwiek pokazał, trzeba by ustalić chociaż minimalne warunki: ten sam punkt pomiaru w przestrzeni, podobna pora dnia, niezależność między mierzącymi, i jakiś wspólny sposób zapisu. Bo jeśli każda osoba mierzy z innego punktu w pokoju i o innej porze, to wyniki i tak będą nieporównywalne. I żeby to ustalić, wracamy do pytania z tytułu wątku — czy powinniśmy dążyć do wspólnego protokołu?
Ale jak miałoby wyglądać takie 'certyfikowane' miejsce? Ktoś je mierzy i ogłasza wartość. Kto ten ktoś? I dlaczego jego wahadło miałoby być bardziej wzorcowe niż innych? Wracamy do punktu wyjścia.
A co z przedmiotami zamiast miejsc? Kamień albo kryształ o stabilnej strukturze powinien mieć względnie stałą energię. Kiedyś słyszałam że niektórzy używają kwarcu górskiego jako punktu kalibracyjnego właśnie dlatego, że jest 'czysty' i nie kumuluje obcych wpływów. Czy ktoś to próbował?
Zaraz, to znaczy że oczyszczanie kamienia realnie zmienia jego wartość Bovisa? Jeśli tak, to każda mata czy odpromiennik też mogą zmieniać wartość z biegiem czasu — i te wyjściowe pomiary które robiłaś przed i po układaniu maty, mogą być nieporównywalne z tym co byś zmierzyła rok później?
Trochę mi głowa pęka od tego wszystkiego. Czyli mata geopatyczna może działać ale nie możemy tego zmierzyć bo samo jej włożenie zmienia warunki pomiarowe? To jest trochę jak Schrödingera mata 🙂
