No właśnie, saturacja to zupełnie inny scenariusz. Mata która absorbe promieniowanie może w pewnym momencie osiągnąć punkt nasycenia i przestać działać — albo co gorsza, zacząć oddawać zebrane promieniowanie. Czy ktokolwiek widział protokół wymiany mat z jakimś uzasadnieniem częstotliwości?
OK, ale dla mnie jako osoby która dopiero zaczyna — jak mam w ogóle zacząć? Czy przed kupnem maty powinnam najpierw nauczyć się mierzyć bez maty, żeby mieć punkt odniesienia? I ile czasu potrzeba żeby mieć w miarę wiarygodne pomiary?
Miesiąc codziennych pomiarów to trochę długo jak na kogoś niecierpliwego, ale właściwie rozumiem dlaczego. Pytanie do Anahaty — czy w tym miesiącu zdarzały ci się dni kiedy twoje własne pomiary były zupełnie inne bez żadnej zmiany w miejscu? I co wtedy robiłaś z tymi wynikami?
Ale czy istnieje jakaś technika żeby odróżnić 'błąd' od prawdziwej zmiany w miejscu? Bo jeśli sama decydujesz że coś jest błędem, to masz nieograniczoną możliwość dopasowywania wyników do oczekiwań. Nie mówię że ktoś to robi świadomie, ale nieświadomie — to chyba się zdarza?
To wracamy do pomysłu z eksperymentem grupowym. Karinka.x, czy myślisz że warto by otworzyć osobny wątek z propozycją takiego pomiaru? Z konkretnym miejscem, datą, protokołem minimum? Bo ta rozmowa jest świetna ale jest też bardzo teoretyczna i mam wrażenie że mogłaby się zamienić w coś praktycznego.
Salomejka.pl, myślę że tak, osobny wątek z protokołem miałby sens. Ale zanim to zrobimy, chciałabym żebyśmy tu ustaliły choćby jedną rzecz — czy w ogóle zgadzamy się że porównywalność jest możliwa, czy jesteśmy zdania że każdy radiesteta zawsze będzie miał wyniki tylko dla siebie? Bo jeśli to drugie, to eksperyment grupowy nie ma sensu od samego założenia.
To jest właśnie to pytanie które trzeba postawić wprost. Moja intuicja — i mówię to jako ktoś kto pracuje z biolokacją od dawna — jest taka, że porównywalność jest możliwa, ale tylko w wąskim zakresie. Nie oczekujmy identycznych wartości, ale zbieżnego kierunku zmian. Jeśli ja mierzę strefę jako silnie obciążoną a ktoś drugi jako korzystną, to mamy problem. Jeśli oboje mówimy 'obciążona' a różnimy się o 500-800 jednostek Bovisa, to jest robocza zgodność.
To co mówi Halny77 jest ważne i chyba niedoceniane. W litoterapii mamy podobny problem ze skalą Bovisa kamieni — różne źródła podają różne wartości dla tego samego minerału, czasem z różnicą kilku tysięcy jednostek. I nikt tego nie zestandaryzował. Może radiestezja jest po prostu w tym samym miejscu co litoterapia przed laty — jeszcze bez ustalonych punktów odniesienia?
To jest chyba sedno całej tej dyskusji. Czy skala Bovisa jest obiektywna i czeka na standaryzację, czy jest subiektywna z założenia i standaryzacja jest niemożliwa? Bo te dwie odpowiedzi prowadzą w zupełnie różne miejsca.
Przepraszam, że wtrącę głupie pytanie — bo dopiero zaczynam rozumieć temat — ale skąd w ogóle wiadomo że Bovis miał rację wyznaczając te liczby? Tzn. co jeśli cała skala od początku opiera się na jego subiektywnym odczycie i po prostu to powielamy? Czy ktoś kiedyś to zweryfikował niezależnie od niego?
Ja trafiłam kiedyś na opracowanie Simoneton który podobno kontynuował pracę Bovisa i jego wyniki były zgodne z oryginalnymi, ale nie wiem na ile to jest niezależna weryfikacja a na ile po prostu uczniowskie powtórzenie tej samej metody. Może ktoś wie więcej o tym Simoneton?
OK, ale wracając do mat, bo mnie to najbardziej interesuje praktycznie — jeśli mam matę i nie wiem czy moje pomiary są wiarygodne, to jak w ogóle ocenić czy mata działa? Czy jest jakiś inny sposób niż skalą Bovisa?
Astaria_59, właśnie, miara przez samopoczucie ma tę zaletę że jest subiektywna ale spójna — ja jestem tym samym 'instrumentem' przed i po. Natomiast nie mówi nic o tym co się dzieje energetycznie. Może mata neutralizuje promieniowanie ale moje samopoczucie się nie zmienia, albo odwrotnie. Czy to nadal jest dowód działania?
Tu wchodzimy w kwestię tego co tak naprawdę chcemy mierzyć. Efekt dla człowieka czy zmianę energetyczną miejsca? Bo to mogą być dwie różne rzeczy i mata może wpływać na jedno bez wpływu na drugie. Ktoś miał sytuację gdzie pomiary wskazywały na poprawę ale samopoczucie się nie zmieniło, albo na odwrót?
To jest problem który chyba nigdy do końca nie zniknie przy obserwacjach bez grupy kontrolnej. Nie mówię tego złośliwie, po prostu — jak wyodrębnić efekt maty od wszystkiego innego co się dzieje w życiu? Może eksperyment grupowy o którym mówiła Salomejka.pl mógłby przynajmniej kilka osób porównać w tym samym czasie?
No właśnie — i wracamy do sedna tematu. Porównywalność między radiestetami jest warunkiem koniecznym żeby jakikolwiek eksperyment grupowy cokolwiek pokazał. Nie da się obejść tego pytania skupiając się wyłącznie na matach.
Dobry kierunek, ale mam pytanie — jak unifikować 'stan wewnętrzny' radiestety przed pomiarem? Bo to jest chyba największa zmienna. Jedna osoba jest wypoczęta, inna po trudnym dniu, i wahadło reaguje inaczej nie dlatego że energia miejsca się zmieniła, tylko dlatego że my jesteśmy innym instrumentem.
Przepraszam że przerywam tę część, ale jak w ogóle mam wiedzieć czy moja mata jest dobrze ułożona? Czytałam że powinna zakrywać całą strefę geopatyczną, ale skąd wiedzieć gdzie ta strefa kończy się dokładnie? Nigdzie nie ma normalnego opisu krok po kroku.
A skąd w ogóle wiadomo który typ strefy geopatycznej mamy? Da się to odróżnić wahadłem? Pytam bo wcześniej ktoś wspomniał że sieć Hartmanna i żyły wodne to różne energie i różnie się je neutralizuje.
Halny77, ale to znowu zakłada że wahadło daje wiarygodną odpowiedź na pytanie zamknięte — a to jest dokładnie to o czym dyskutujemy od dłuższego czasu. Jeśli kalibracja jest niepewna, to i odpowiedzi tak/nie mogą być niepewne. Jak wychodzisz z tego kółka?
Właściwie to mnie uderza że mówimy o weryfikacji krzyżowej jako o rozwiązaniu — ale to wymaga że co najmniej jeden ze wskaźników jest niezależny od wahadła. Mrowienie w stopach może być odczuciem ciała, ale czy to jest niezależne od stanu psychicznego? Nie jestem pewna.
Ja mam takie wrażenie, że w całej tej rozmowie cały czas pytamy jak zwiększyć pewność pomiaru, ale może to nie jest właściwe pytanie. Może w radiestezji chodzi o coś w rodzaju konsultacji z energią a nie o pomiar w sensie technicznym? I wtedy porównywalność między ludźmi po prostu nie ma takiego znaczenia.
Wracając do pytania Lucii87 o ułożenie maty — w mojej praktyce zawsze zaczynam od zmapowania strefy przed zakupem maty, żeby wiedzieć co dokładnie neutralizuję. Mata powinna wychodzić minimum 20-30 cm poza granicę strefy z każdej strony. Jeśli strefa jest szersza niż mata, lepiej dwie maty z lekkim zachodzeniem niż jedna niedociągająca.
Przy okazji tej rozmowy o matach mam konkretne pytanie do tych którzy je stosują — czy są rodzaje mat które działają lepiej na jeden typ promieniowania niż na inny? Bo słyszałam o matach z orgonitu, z karbonizowanego korka, z pewnych stopów metalowych. Mają różne mechanizmy czy to marketing?
Mam wrażenie że wchodzimy tu w problem metodologiczny który był zasygnalizowany już na początku wątku, a mianowicie — czy skala Bovisa mierzy pole czy mierzy relację między polem a radiestetą. Jeśli to drugie, to pytanie o porównywalność mat jest w ogóle inaczej postawione. Mata nie zmienia wartości absolutnej, zmienia relację miejsca do człowieka który w nim jest.
Właśnie, bo ja już mam zakupioną matę z orgonitu i ona leży przy łóżku od tygodnia i szczerze nie wiem czy coś robi. Niby śpię trochę lepiej ale nie wiem czy to mata czy po prostu byłam zmęczona. Jak mam to sprawdzić bez umiejętności pomiaru Bovisa?
Właściwie to co mówi Anahata o zapisywaniu jakości snu to jest dokładnie ten rodzaj weryfikacji krzyżowej o której mówiłam na początku — tylko że tu odbiorcą jest samo ciało a nie wahadło. I zastanawiam się czy to nie jest w ogóle lepsza baza do porównywalności niż Bovis. Czyli zamiast pytać 'czy radiesteta A i radiesteta B dają ten sam odczyt', pytamy 'czy mata daje powtarzalne efekty u tej samej osoby'. To jest inne pytanie o porównywalność, ale może bardziej uczciwe?
