Chodzi mi po głowie kwestia, którą trudno mi rozstrzygnąć w oparciu o własne doświadczenia. Wielokrotnie badałem sieć Hartmanna w pomieszczeniach zamkniętych i wyniki były dość powtarzalne — linie co około 2,5 metra w kierunku północ-południe i nieco szerzej w osi wschód-zachód. Ale kiedy wychodzę z budynkiem i próbuję mapować siatkę na otwartym polu, coś się wyraźnie zmienia. Przestrzenie między liniami wydają mi się inne, miejscami jakby rozciągnięte. Czy ktoś z was badał Hartmanna na łące, polu uprawnym albo lesie i miał podobne obserwacje? Czy linie w terenie otwartym zachowują swój rytm, czy jednak zabudowania i infrastruktura jakoś je zagęszczają albo rozciągają?
To bardzo ciekawe pytanie, bo sama wielokrotnie to sprawdzałam. Na otwartym terenie, z dala od budynków i instalacji, linie Hartmanna faktycznie zachowują się nieco inaczej — siatka jest bardziej równomierna, ale nie koniecznie szersza. U mnie pomiary na polu pokazywały rozstaw bliski podręcznikowemu, czyli te 2,5 m na osi N-S. Natomiast zauważyłam coś innego: na terenach intensywnie nawadnianych albo tam, gdzie w pobliżu biegną cieki, linie jakby się 'falują' albo nie trzymają regularnego rytmu. Czy badałeś pod kątem obecności wody podziemnej w tych miejscach, gdzie widziałeś to rozciągnięcie?
Moim zdaniem to raczej nakładanie się sygnałów, nie deformacja samej siatki. Linie Hartmanna to globalny wzorzec geofizyczny, żyła wodna jest czymś lokalnym i znacznie silniejszym. Wahadło na żyle może po prostu nie reagować subtelnie na Hartmanna, bo jest 'przykryte' mocniejszym sygnałem. Mnie uczono, żeby najpierw zawsze badać obecność wody i ją zaznaczyć, a dopiero potem szukać siatki. Inaczej wyniki są niespójne.
Dołączam się, bo sam miałem podobny problem. Badałem działkę pod budowę i nie mogłem dostać regularnej siatki — wahadło szalało. Okazało się potem, że po środku działki biegnie stara, zapomniana droga polna z dużym ubitem gruntem, co pewnie też wpływa. Ale wróćmy do pytania Jacentego — czy deformacje sieci są trwałe, czy sezonowe? Bo jestem ciekaw, czy jesienią, kiedy wody gruntowe są wyżej, linie zachowują się inaczej niż latem w suszy.
Badałem jedno miejsce na łące przez kilka pór roku i co do sezonowości — tak, jest różnica. Latem przy suszy linie były jakby wyciszone, słaba reakcja różdżki. Po jesiennych deszczach to samo miejsce dawało wyraźne, pewne reakcje. Ale co do regularności — w otwartym terenie z daleka od zabudowań siatka była bardzo równa. Dopiero przy granicy lasu coś się zmieniało, jakby drzewa albo skarpa terenu robiły coś z układem.
Różdżkami L, zawsze w terenie różdżkami — wahadło na wietrze to koszmar. Skarpa rzeczywiście dawała ciekawe wyniki, ale nie jestem pewien, czy to sam teren, czy jakaś żyła biegnąca wzdłuż niej. Nie mapowałem tego dokładnie, więc nie chcę twierdzić czegoś, co nie jest potwierdzone porządnymi pomiarami.
Czytam i mam pytanie, bo nigdy nie badałam Hartmanna w terenie otwartym, tylko zawsze w budynkach. Czy macie jakiś ustalony protokół pomiaru w plenerze? Bo mi się wydaje, że na otwartym polu brakuje punktów odniesienia i łatwo się zgubić przy mapowaniu. Jak zaznaczacie miejsca na bieżąco, żeby nie stracić przebiegu linii?
Słucham tej rozmowy z uwagą. Mam pytanie, bo temat mnie wciąga, chociaż do tej pory bardziej zajmowałam się runamiżć niż radiestezją. Czy sieć Curry'ego w terenie otwartym zachowuje się tak samo jak Hartmanna, czy jest między nimi jakaś wyraźna różnica w regularności? Skrzyżowania Curry'ego uważane są za szczególnie obciążające — czy na polach też można je znaleźć w 'czystej' formie, bez wpływu zabudowań?
Chcę tu dopowiedzieć coś o skali Bovisa w kontekście terenu otwartego, bo myślę, że to wątek powiązany. Mierzyłem energię biometrem na kilku łąkach i poziom był znacznie wyższy niż w pomieszczeniach mieszkalnych — nierzadko powyżej 7000 Bovisów, a w miejscach przy starych drzewach czy źródełkach nawet wyżej. Czy wy też sprawdzacie skalę Bovisa przy mapowaniu Hartmanna w plenerze, żeby zobaczyć korelację między liniami a poziomem energii miejsca?
Wahadłem z kartą Bovisa wydrukowaną na kartonie, laminowaną, żeby nie niszczyła się w plenerze. Biometr fizyczny to rzadkość, znam dwie osoby w Polsce, które go mają, reszta pracuje wahadłem nad skalą. Karta musi być zrobiona dobrze, bo złe wydrukowanie skali może dawać przekłamania w odczycie.
Przepraszam, że wchodzę z boku, bo nie jestem mocna w radiestezji, ale czytam ten wątek z zainteresowaniem. Mam pytanie może naiwne — czy te linie Hartmanna na polu można w ogóle jakoś odczuć bez wahadła ani różdżki? Bo znam osoby, które mówią, że czują miejsca energetyczne stopami albo przez dreszcz na plecach. Czy to w ogóle ten sam typ odbioru?
Dziękuję za tę dyskusję, bo właśnie zaczynam ćwiczyć z wahadłem i nie wiedziałem, że siatka Hartmanna może wyglądać inaczej na zewnątrz. Mam pytanie do bardziej doświadczonych — czy na początku w ogóle warto próbować mapowania w plenerze, czy najpierw lepiej opanować pracę w pomieszczeniach, gdzie przynajmniej nie ma wiatru i można się skupić?
Bardzo, bardzo dziękuję wszystkim za tę rozmowę, bo ja też zaczynałam od pytań zupełnie podstawowych i teraz widzę, że temat mapowania Hartmanna na polach to prawdziwa głębia. Mam małą prośbę — czy ktoś mógłby polecić jakiś opis techniki chodzenia po polu z różdżkami L, żebym miała punkt wyjścia? Bo nie chcę wchodzić w teren bez żadnego planu działania.
Wracając do pytania Pelagiuszy — ja chodzę rzędami, z odstępem mniej więcej metra między przejściami. Ustawiam się na linii prostej, wyznaczonej przez dwie tyczki na końcach pola, i idę powoli, równym krokiem. Przy każdej reakcji różdżek wbijam patyczek. Potem kolejny rząd, równolegle. Na końcu widać wzorzec — albo go nie widać, co też jest informacją.
Mam tu wątpliwość. Jeśli Hartmann biegnie w dwóch kierunkach i mamy regularną siatkę, to wchodząc na teren w dowolnym kierunku i tak trafiamy na oba zestawy linii, prawda? Chyba że te linie są tak cienkie, że można je ominąć przy zbyt szerokim kroku. Jak szeroka jest pojedyncza linia w terenie otwartym, bo w pomieszczeniach mówi się o około 20-30 cm?
właśnie — w plenerze miałem wrażenie, że linie są szersze albo reakcja jest bardziej rozciągnięta. Trudno to zmierzyć dokładnie, bo różdżka L nie daje takiego precyzyjnego wskazania jak wahadło nad punktem. Mierzysz to jakoś wahadłem na polach?
Przy szerokości linii w plenerze — słyszałem od doświadczonej radiestetki, że na otwartych terenach bez zabudowań i instalacji elektrycznych linie bywają wyraźniejsze i jakby głębsze, ale niekoniecznie szersze. Natomiast przy wilgotnym gruncie reakcja rozmywa się na boki. To by wyjaśniało, dlaczego po deszczu tak łatwo je znaleźć, ale trudno sprecyzować.
Wracam do czegoś, co Gituska mówiła wcześniej o sieci Curry'ego. Jeśli na polu mamy jednocześnie Hartmanna, Curry'ego i ewentualnie żyły wodne, to jak w ogóle rozróżnić, co na co reaguje? Czy można ustawić wahadło albo różdżkę tak, żeby odpowiadała tylko na jeden typ?
Mam może głupie pytanie, ale czy ta intencja działa na różdżkę L tak samo jak na wahadło? Bo o różdżce to nigdy nie słyszałam w takim kontekście — myślałam, że ona reaguje mechanicznie na coś, co jest, a nie na to, czego szukasz.
To właściwie odpowiada na moje pytanie pośrednio — jeśli różdżka jest bardziej ogólna, to na polu z wieloma nakładającymi się strukturami można dostać taki chaos reakcji, że mapowanie jest mocno utrudnione. Może dlatego Feliks62 miał problemy przy tej skarpie?
Skoro jesteśmy przy terenie z wieloma nakładającymi się sygnałami — czy ktoś próbował mapować w pobliżu linii wysokiego napięcia albo stacji transformatorowej? Bo mam taką działkę w rodzinie i ciekawy jestem, czy Hartmann jest tam w ogóle do wyłuskania, czy to jeden wielki szum.
badałam raz teren przy słupach wysokiego napięcia. Wahadło szalało, nie dało się ustalić żadnej regularności. Nie wiem, czy to samo promieniowanie elektryczne, czy prawdziwe zaburzenie siatki. Powiedziałabym, że dla celów mapowania energetycznego taki teren jest praktycznie nieosiągalny bez doświadczenia i odpowiedniego podejścia. A na pewno nie na początku.
Przy wysokim napięciu słyszałem, że niektórzy doświadczeni radiestyci zakładają, że Hartmann tam w ogóle nie ma sensu badać, bo pole elektromagnetyczne dominuje nad subtelnymi sieciami i nie ma możliwości rozróżnienia. Dopiero w odległości kilkuset metrów od linii można znowu ufać odczytom. Ale to co innego niż stacja — tam może być jeszcze gorzej.
Wracając do pytania o pola i regularność siatki — pracowałam na dużej łące bez żadnej infrastruktury i Hartmann był tam wyraźny, ale nie powiedziałabym, że regularniejszy niż w budynku. Odstępy były zbliżone do standardowych, może trochę większe. Natomiast linie były czyste, bez nakładania się sygnałów. To było inne odczucie niż w pomieszczeniach.
raczej to drugie. Reakcja była jednorazowa, bez rozmycia. W budynkach często czuję jakby drganie przed linią i po niej — tu tego nie było. Ostre przejście i koniec.
To by się zgadzało z tym, co obserwowałem przy skarpie — problem zaczął się dopiero tam, gdzie teren był niejednolity. Na płaskiej części pola reakcje były spokojniejsze i bardziej przewidywalne. Może ukształtowanie terenu ma większe znaczenie niż się wydaje?
A jak w ogóle rozróżnić żyłę wodną od linii Hartmanna przy pracy w terenie? Zakładam, że intencja przed pomiarem, jak mówiła Gituska, ale czy są jakieś inne sygnały w samej reakcji ciała albo narzędzia?
