Pytanie, które krąży mi po głowie od jakiegoś czasu. Ostatnio zauważyłam, że jak stawiam karty w pełnię, to interpretacje wychodzą mi inne niż w nowiu, choć pytanie i moja energia są zbliżone. Karty są bardziej "krzykliwe", obrazy pokazują się mocniej. Czy to mój nastrój zmieniony przez Księżyc, czy faktycznie tarot inaczej działa w różnych fazach? Czy ktoś z Was świadomie planuje rozkłady według cyklu Księżyca, czy raczej stawiacie kiedy potrzeba?
U mnie to jest tak, że klienci nie pytają o fazę Księżyca i nie chcą czekać tygodnia na pełnię, więc stawiam wtedy, gdy się umówimy. Natomiast dla siebie samego - tak, faza ma znaczenie. Pełnia daje mi rozkłady ostre, czytelne, czasem za mocno emocjonalne. Nów - rozkłady wyciszone, dobre na strategię. Większość osób, które temat traktuje pól-żartem, po roku regularnego stawiania zaczyna zauważać różnice. Po prostu energia w nas drga inaczej.
A co jeśli mam pilne pytanie i wypada akurat trzeci dzień po pełni - czyli faza malejąca? Mam czekać do następnej pełni, czy stawiać i tak?
Rozkład w fazie malejącej ma swoją zaletę - bardzo dobrze pokazuje, co już się skończyło, czego trzeba puścić, jakie wątki w sprawie wygasają. Jak ktoś przychodzi do mnie podczas malejącego Księżyca z pytaniem o nowy projekt, mówię mu wprost: ten okres pokaże ci raczej, co masz porzucić, niż co masz zacząć. Czasem klient właśnie tego potrzebuje, choć przyszedł po co innego.
