Mam takie pytanie do tych co mają większe pojęcie. Pracuję nad sobą od kilku lat - afirmacje, skrypting, medytacja, pudełko - i co prawda kilka rzeczy się ułożyło, ale są obszary życia gdzie mam wrażenie ściany. Cokolwiek robię, wszystko sprowadza się do tego samego punktu. Znajomi mówią że to karma. Zastanawiam się czy jest sposób żeby z tym pracować, czy trzeba po prostu czekać aż się "wypali"?
Zanim odpowiem na samo pytanie, ważne rozróżnienie - "karma" w popularnym znaczeniu to coś innego niż karma w tradycji wedyjskiej i buddyjskiej. New age używa tego słowa jako synonim "kary" albo "losu". W oryginalnym sensie karma to po prostu działanie i jego konsekwencje, neutralna mechanika przyczyny i skutku. Nie kara, nie nagroda. Stąd cała dyskusja o "spalaniu karmy" jest językowo zniekształcona. Spalisz mechanikę wszechświata? Wątpliwe. Możesz pracować nad swoim wzorcem reakcji - to inna sprawa.
