Przepraszam, że wchodzę z boku, ale jestem ciekawa czegoś zupełnie podstawowego - czy Hartmann w ogóle zmienia układ w zależności od pory roku albo pory dnia? Słyszałam kiedyś coś takiego, ale nie pamiętam skąd.
Jeśli siatka pulsuje, to wszystkie pomiary terenowe powinny być robione o tej samej porze, żeby były porównywalne. Ktoś trzyma się takich zasad przy mapowaniu pól? Bo sam nigdy nie zwracałem na to uwagi i teraz mam wątpliwości, czy moje poprzednie wyniki cokolwiek znaczą.
Chyba najlepiej robić to rano, przed południem. Gdzieś czytałam, że energetycznie teren jest wtedy najstabilniejszy, bo ziemia nie jest jeszcze obciążona aktywnością dnia. Ale nie jestem pewna, czy to specyficznie dla Hartmanna, czy generalnie dla pracy z wahadłem.
To znaczy, że nie ma standardu i każdy wypracowuje swój rytm przez praktykę? Zastanawiam się, czy da się w ogóle porównywać wyniki między różnymi radiestetami, skoro tyle zmiennych jest tak indywidualnych.
Mam pytanie trochę techniczne - przy mapowaniu dużego pola, na przykład hektarowego, jak planujecie siatkę przejść? Chodzi mi o to, żeby nie pominąć linii, ale też nie chodzić w kółko bez sensu. Jest jakaś metoda?
to jest bardzo praktyczna wskazówka, dziękuję! Nigdy bym nie pomyślała, żeby iść dwoma kierunkami osobno. Ale jak zapamiętać przebieg linii na tak dużym terenie bez pomocy? Rozumiem, że w pokoju można mieć ławkę albo narożnik, ale na polu?
Właśnie to jest mój problem przy dużych powierzchniach - zapamiętywanie. Zwykle wbijam patyki albo chorągiewki ogrodnicze w miejscach, gdzie różdżka reagowała, i fotografuję z góry telefonem, żeby mieć jakiś zapis przestrzenny. Ale to działa do jakichś powiedzmy trzydziestu metrów - przy całym hektarze zaczyna się chaos.
Papier milimetrowy naprawdę działa lepiej niż mogłoby się wydawać. Ja rysuję pole w skali, wyznaczam punkty orientacyjne - na przykład narożnik płotu, drzewo, charakterystyczny kamień - i zaznaczam każdą reakcję różdżki jako kreskę lub punkt. Potem łączę w domu. Błąd jest, owszem, ale linie wychodzą czytelnie, jeśli pomiarów jest wystarczająco dużo.
Wracając trochę do tego, co mówił Feliks o skarpie - mnie nadal ciekawi, czy ukształtowanie terenu naprawdę modyfikuje siatkę, czy tylko dodaje drugi sygnał na wierzch. Bo jeśli żyła biegnie wzdłuż zbocza, a Hartmann biegnie swoim rytmem przez to samo miejsce, to przy pomiarze dostajesz oba jednocześnie i nie wiesz, co czujesz.
Przepraszam, że znowu z boku, ale to mnie zastanawia - jeśli robisz dwa osobne przejścia z różnymi intencjami i wychodzą ci różne mapy, to jak wiesz, że to nie ty sam generujesz tę różnicę, skoro wiesz, czego szukasz? Nie mówię, że tak jest, po prostu nie rozumiem, jak to działa od środka.
Mnie przy tym wątku z intencją zawsze zastanawia jedno - czy to nie powoduje, że każdy doświadczony radiesteta de facto mapuje swój własny sposób odczytywania terenu, a nie obiektywny układ linii? Gituska mówi, że powtarzalność jest argumentem, ale powtarzalność u tej samej osoby to nie to samo co zgodność między różnymi osobami.
Myślę, że ten wspólny język już istnieje - skala Bovisa, sieci Hartmanna i Curry'ego, standardowe terminy jak węzeł czy linia główna. Problem nie jest w braku języka, tylko w tym, że nie wszyscy go stosują konsekwentnie.
To jest ciekawe zestawienie i tak, można je robić - wahadłem nad mapą albo w terenie, chwilę po wyznaczeniu linii. Węzły Hartmanna, zwłaszcza te tak zwane czarne, mają zazwyczaj niższą wartość Bovisa niż przestrzeń między nimi. Ale to zależy też od tego, co jest pod spodem. Pole uprawne z nawożeniem może dawać inne odczyty niż ugór.
Węzły Hartmanna dzieli się na korzystne i niekorzystne - te drugie to właśnie te często zwane czarnymi. Chodzi o skrzyżowanie linii, które wzmacnia niekorzystne promieniowanie. Jeśli łóżko stoi w takim miejscu, można odczuwać gorszy sen, napięcia. Ale to w kontekście budynków. Na otwartym polu to mniej istotne dla człowieka, chyba że tam długo przebywasz - przy pracach polowych na przykład.
To skłania mnie do pytania, które mam od początku tej rozmowy - czy ktoś mapował to samo pole kilkakrotnie w odstępach kilku miesięcy i sprawdzał, czy węzły są w tych samych miejscach? Bo jeśli siatka pulsuje i przesuwa się, to węzeł raz jest tam, raz gdzie indziej. I cały problem praktyczny z ochroną znika albo rośnie.
Robiłam coś takiego w dwóch przypadkach, ale na mniejszej powierzchni - ogród, nie pole. Węzły były w zasadniczo tych samych miejscach, z odchyleniem do pół metra. Ale to był teren płaski, bez dużych zmian w otoczeniu między pomiarami. Nie wiem, jak zachowuje się siatka przy intensywnej uprawie - oranie, nawożenie, nawadnianie. Ciekawi mnie, czy to w ogóle wpływa na układ.
Właśnie dlatego chcę przy kolejnym wyjściu wbić w ziemię patyczki dokładnie tam, gdzie różdżka reaguje - nie zaznaczać z pamięci, tylko fizyczny ślad w terenie. Potem na koniec przejścia mierzę taśmą odległości między nimi. Nie wiem, czy to rozwiąże problem szerokości, ale przynajmniej eliminuje błąd pamięciowy.
o, tego nie brałem pod uwagę. Myślałem, że reakcja to coś wyraźnego - raz nie ma, raz jest. A to jest raczej jak gradient? Feliks, ty masz więcej doświadczenia w terenie - jak to u ciebie wygląda fizycznie?
