Zaczynam ten temat bo mam konkretny dylemat. Różdżkuję od kilku lat, głównie w terenie, i zawsze miałam wrażenie że przy deszczowej pogodzie wyniki są jakieś inne. Trudniej mi utrzymać skupienie, różdżki reagują gwałtowniej albo w ogóle, a raz miałam sytuację że wskazania były zupełnie odwrotne niż przy słonecznej pogodzie w tym samym miejscu. Czy ktoś ma podobne obserwacje? Zastanawiam się czy to kwestia samej wody w powietrzu, wilgotności, czy może moje skupienie po prostu siada gdy jest zimno i mokro.
Też to czuję i myślę że to nie jest tylko kwestia skupienia. Woda wzmacnia przewodnictwo energetyczne, więc przy wysokiej wilgotności powietrze samo w sobie inaczej 'prowadzi' sygnał. Ja przy deszczu mam różdżki zdecydowanie bardziej czułe, ale przez to też mniej precyzyjne. Jakby szum był głośniejszy. Ciekawe czy inni to rozróżniają - bardziej czuły a bardziej precyzyjny to dwie różne rzeczy.
To co opisujesz z tą odwróconą reakcją mnie niepokoi. Czy sprawdzałaś czy miejsce wcześniej nie zostało jakoś zmienione energetycznie między jednym a drugim pomiarem? Bo deszcz deszczem, ale odwrócona odpowiedź to już sygnał że coś poszło nie tak na poziomie kalibracji albo sieć się przesunęła.
Ciśnienie atmosferyczne to według mnie jeden z głównych czynników zakłócających, a rzadko się o tym mówi. Zrobiłam kiedyś serię pomiarów tego samego miejsca przez kilka tygodni i zanotowałam ciśnienie każdego razu. Przy niskim ciśnieniu moje wskazania były mniej stabilne, przy wysokim - wyraźniejsze i powtarzalne. Deszcz zwykle idzie w parze z niskim, więc trudno powiedzieć co konkretnie robi różnicę.
Przepraszam że się wtrącam bo jestem tu zupełnie nowa jeśli chodzi o różdżkarstwo, ale mam pytanie do wszystkich. Czy w ogóle powinno się różdżkować przy deszczu czy lepiej odpuścić i poczekać na pogodę? Bo jak czytam że wyniki mogą być odwrócone albo niestabilne, to zastanawiam się czy nie ma sensu po prostu nie robić tego w złych warunkach.
Mam wrażenie że pomijamy jeden aspekt - sam radiesteta jest mokry, zimny, może zdenerwowany deszczem. Ciało też jest medium i jeśli jest spięte, to ręce trzymają różdżkę inaczej, nacisk jest inny. Może część tych 'zakłóceń' to po prostu my, nie atmosfera? Jak ktoś regularnie różdżkuje na zewnątrz w różnych warunkach, to jak z tym sobie radzi?
Spięte mięśnie ramion to podstawowa pułapka przy różdżkach L. Jeśli zbyt mocno zaciskasz uchwyt albo masz łokcie przy ciele ze stresu, różdżka nie może swobodnie obracać się i albo w ogóle nie reaguje, albo reaguje na każdy twój mikroruch. Przy zimnej pogodzie to jeszcze gorsze bo instynktownie kulimy ramiona. Dlatego zawsze przed pomiarem robię chwilę rozluźnienia, niezależnie od pogody.
Nie wiedziałam że to aż tak ma znaczenie jak trzymamy różdżkę. Ja dopiero zaczynam i próbowałam z wahadełkiem w domu, ale może powiecie - czy wahadełko też jest podatne na warunki atmosferyczne tak jak różdżka, czy tam bardziej chodzi o spokój umysłu?
Czytam ten wątek z ciekawością bo nigdy nie różdżkowałam, ale mam pytanie które może głupie. Skoro deszcz i wilgotność wzmacniają sygnały jak mówiła Mistralka, to czy do wykrywania żył wodnych deszcz by nie pomagał? Bo żyła wodna a mokre powietrze to może razem silniejszy sygnał?
Czytam od początku i mam wrażenie że nikt jeszcze nie wspomniał o wyładowaniach atmosferycznych. Przy burzowej pogodzie jest duże pole elektromagnetyczne, a to chyba musi jakoś wpływać na pomiary? Sama nigdy nie próbowałam różdżkować przy burzy i szczerze nie wiem czy to w ogóle bezpieczne, chodzi mi o energię miejsca a nie o piorun.
Wróćmy może do tego co napisała Sylweria na początku, bo mnie intryguje kwestia techniczna. Jak często powtarzacie pomiar w tym samym miejscu żeby mieć pewność że to nie był jednorazowy błąd? Bo jedna odwrócona odpowiedź w deszczu może być przypadkiem, ale jeśli się powtarza to już jest informacja.
Czyli masz trzy pomiary, z czego dwa słoneczne są spójne, a trzeci deszczowy odbiega. To już nie jest przypadek, ale czy jeden odmienny wynik to za mało żeby wyciągać wnioski? Gdybyś miała powiedzmy pięć pomiarów deszczowych i cztery z nich byłyby odwrócone, to byłoby coś. Ale na razie zastanawiam się czy nie warto powtórzyć w deszczu jeszcze raz, najlepiej przy podobnym ciśnieniu i temperaturze.
Właśnie to jest clou całej sprawy. Jeden pomiar to za mało na jakikolwiek wniosek, bo może być tyle zmiennych naraz, że trudno powiedzieć co zadziałało. Ja zanim zaczęłam prowadzić notatki z ciśnieniem, też myślałam że mam jakieś prawidłowości, a potem się okazało że to była seria przypadkowych zbiegów okoliczności.
Wracam do pierwotnego pytania, bo trochę z niego odpłynęłyśmy. Deszcz jako taki, nie burza, nie ciśnienie, ale sam fakt mokrego powietrza i mokrego gruntu - czy ktoś ma wrażenie że to zmienia jakość sygnału w sposób który da się opisać, nie tylko jako zakłócenie?
Moje odczucie jest takie że sygnał przy deszczu jest jakby głośniejszy, ale mniej czytelny. Trudno mi to inaczej ująć. Jakbyś włączyła radio i skręciła głośność, ale stacja jest słabiej złapana, więc masz więcej szumów razem z tym czego szukasz.
Mam pytanie do bardziej doświadczonych, bo nie różdżkuję ale pracuję z wahadłem. Czy przy wahadle w terenie przy deszczu macie podobny problem z tym chaosem? Zastanawiam się czy wahadło i różdżka zachowują się inaczej w tych samych warunkach, czy zasadniczo tak samo.
Wróćmy może do tego deszczu, bo mam wrażenie że weszłyśmy w wahadło. Chciałam zapytać Sylwerii wprost - ten jeden pomiar deszczowy który był odwrócony, to był lekki deszcz czy mocniejszy? Bo intuicyjnie myślę że duże opady to co innego niż mżawka.
Dobra obserwacja, mżawka, nie ulewa. Raczej taka wilgotność powietrza niż prawdziwy deszcz. Co ciekawe mgła też mi kiedyś dała dziwne wyniki, więc może to sam poziom wilgoci a nie woda spadająca? Ale to też było jedno zdarzenie więc nie wiem.
Mgła i mżawka to faktycznie inne zjawisko niż deszcz jeśli chodzi o wodę w powietrzu, przy mgle ta wilgoć jest zawieszona wszędzie a nie spada. Ciekawe że obie dały podobny efekt. Czy pamiętasz przy tych mglach jakie było ciśnienie albo pora roku?
Słucham i chcę się upewnić że dobrze rozumiem - czyli jeśli ktoś chce np. zbadać działkę pod studnię, to powinien unikać mglistych i deszczowych dni? Albo może powtórzyć pomiar kilka razy w różnych warunkach dla pewności?
A co ze świadkiem przy teleradiestezji, bo w temacie to było wspomniane a jakoś nie podzieliśmy. Jak ktoś robi pomiar na mapie to co może pełnić rolę świadka? Pytam bo nigdy nie próbowałam ale słyszałam że to może być np. zdjęcie albo kawałek ziemi z działki.
Do świadka chciałam dodać jedną rzecz z własnego doświadczenia. Próbowałam raz z samym zdjęciem ze smartfona, wydrukowanym, i wyniki były niepewne. Kiedy ta sama znajoma, której działkę badałam, dała mi garść trawy zerwanej tam na miejscu, sygnał był zupełnie inny, wyraźniejszy. Nie wiem czy to coś dowodzi ale różnica była odczuwalna.
to z tą trawą jest bardzo ciekawe. Mam pytanie - ta trawa była świeża w momencie pomiaru, czy już trochę przeschnięta? Bo zastanawiam się czy żywotność świadka ma znaczenie, tzn. czy roślina która już uschła nadal dobrze przekazuje energię miejsca.
Świeża, zerwana tego samego dnia. Nie myślałam wcześniej o tym czy uschnięcie coś zmienia, ale to naprawdę dobre pytanie. Intuicyjnie myślę że coś żywego ma inny ładunek niż to samo po tygodniu, ale nie mam porównania.
Wracam do deszczu, bo mi się kręci w głowie jedno - mówiłyśmy o tym że mokry grunt może wzmacniać sygnał żył wodnych. Ale czy to nie oznacza że idealny dzień do szukania studni to właśnie po deszczu, nie mimo deszczu? Tzn. grunt nasiąkły, woda wyżej, sygnał silniejszy?
Właśnie to mnie zastanawia, ile czasu po deszczu grunt jest jeszcze energetycznie nasycony. Czy to kwestia godzin, dni? Nigdy nie robiłam celowych pomiarów dzień po opadach versus tydzień po. Może ktoś z was to obserwował?
Przepraszam że wchodzę z pytaniem może naiwnym, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Mówicie że woda w gruncie wzmacnia sygnał, a jednocześnie że to utrudnia pracę. Czy nie powinno być tak że im silniejszy sygnał tym lepiej dla radiestety? Skąd ten paradoks?
