Ja miałam raz coś takiego, że pręty L delikatnie drżały na całym obszarze, ale widełkowa skoczyła tylko w jednym konkretnym punkcie. Nie wiem czy to była żyła czy skrzyżowanie hartmanna, ale różnica była wyraźna. Chociaż wtedy miałam też inne warunki bo była mgła.
Właśnie dlatego prowadzę notatki z datą, godziną, ciśnieniem jeśli mam dostęp do barometru i stanem pogody. Kiedy zestawisz kilka sesji, zaczynasz widzieć wzorce. Moje najpowtarzalniejsze wyniki były przy ciśnieniu lekko powyżej normy i wilgotności po nocnym deszczu - rano, nie od razu, tylko z lekkim opóźnieniem.
Tu mnie Leokadia zainspirowała, bo sam mam problem z tym co pisałem wcześniej - raz pręty reagują, raz nie. Może powinienem zacząć notować warunki zamiast szukać błędu wyłącznie w sobie albo w narzędziu. Edmund, czy ty też prowadzisz jakieś zapiski przy pracy z różdżką?
Szczerze? Kiedyś tak, teraz już nie muszę, bo po latach pracy po prostu czuję kiedy warunki sprzyjają. Ale na początku notatki to był podstawowy sposób na zbudowanie własnego odniesienia. Bez tego kalibracja rozciąga się w nieskończoność.
Lata pracy - no tak, łatwo powiedzieć. A czy jest jakiś skrót dla kogoś kto nie chce czekać lat? Pytam poważnie, bo rozumiem że doświadczenie to doświadczenie, ale czy jest jakiś sposób żeby przyspieszyć tę kalibrację na początku?
Tylko że nie każdy ma łatwy dostęp do miejsca gdzie zna przebieg rury albo żyły. Czy można to jakoś zastąpić? Czytałam gdzieś o ćwiczeniu z kubkami wody - chowasz szklankę z wodą pod jednym z kilku pustych kubków i próbujesz wahadłem albo prętami zlokalizować wodę. Czy ktoś to próbował z prętami L?
Słyszałem o tej metodzie z kubkami, ale nie próbowałem osobiście z prętami. Myślę że to może działać na kalibrację odczucia energii wody w ogóle, ale żyła gruntowa to trochę inny kaliber niż szklanka. Może ktoś, kto to faktycznie testował, może powiedzieć czy ma sens?
Próbowałam i szczerze powiem - z wahadłem działało nieźle, z prętami L miałam trudność, bo odległości były zbyt małe i pręty nie zdążyły zareagować zanim przekroczyłam punkt. Metoda ma sens jako pierwsze ćwiczenie żeby sprawdzić czy w ogóle masz kontakt z sygnałem, ale do pracy z prętami L potrzebujesz więcej przestrzeni. Chyba że ktoś ma bardzo wolne pręty i chodzi bardzo powoli.
Dobra, to wracając do głównego pytania Zdzichu o różdżkę widełkową vs L - bo trochę odpłynęliśmy w stronę notatek i kalibracji. Czy ktoś kiedyś próbował obu na tej samej działce tego samego dnia, żeby naprawdę porównać? Bo czytam tę dyskusję i ciągle mam wrażenie, że każdy opisuje swoje osobne doświadczenie, ale bezpośredniego porównania nikt nie robił.
Robiłem kilka razy. I wynik jest zawsze taki sam - zależy od operatora, nie od narzędzia. To znaczy: ktoś kto ma naturalną predyspozycję do widełkowej, na prętach L będzie słabszy i odwrotnie. Pytanie co chcesz mierzyć. Żyła wodna? Widełkowa daje mocniejszy impuls przy przekraczaniu. Szerokość strefy? Pręty L są dokładniejsze, bo możesz je prowadzić powoli i obserwować kąt.
Właśnie, mam dostęp na razie tylko do tego co sam zrobię. Pręty L z drutu miedzianego to żaden problem - instrukcji jest pełno i materiał do zdobycia. Widełkową musiałbym szukać odpowiedniej gałęzi, a jak Leokadia pisała, ze świeżością jest kłopot. Więc pytanie praktyczne: czy na samym początku pręty L dają wystarczająco czytelny sygnał na żyle, żeby się czegoś nauczyć?
Tak, dają. Szczególnie że na żyle miedź reaguje wyraźnie - krzyżowanie prętów jest na tyle oczywiste, że nawet przy pierwszym przejściu trudno to przeoczyć, o ile prowadzisz je spokojnie i nie spinasz rąk. To chyba największy błąd na początku - za mocny uchwyt blokuje ruch. Pręty muszą siedzieć luźno w dłoniach, prawie same.
Czekaj, jak to 'prawie same'? Bo ja w ogóle nie mam pojęcia jak to fizycznie wygląda. Trzymasz te pręty poziomo przed sobą i chodzisz? I one się same kręcą w dłoniach czy to ty nimi poruszasz?
To co mówi Edmund o nastawieniu jest ważne i często pomijane w opisach technicznych. Ja przed wyjściem w teren przez chwilę trzymam kubek z wodą w dłoniach i myślę o tym co szukam. Brzmi może dziwnie, ale zauważyłam że sesje po takim przygotowaniu są wyraźniej niższe w poziomie szumów, tak to sobie nazywam. Mniej fałszywych sygnałów.
Właśnie to mnie zawsze ciekawiło - jak rozróżnić żyłę wodną od skrzyżowania Hartmanna przy pracy prętami L? Bo podobno obie dają skrzyżowanie prętów, tylko charakter jest inny. Edmund, masz jakiś praktyczny sposób na to?
Tu wchodzi kolejne pytanie, które mam od dawna - czy sensowne jest używanie obu narzędzi razem, tzn. prętów do lokalizacji, a wahadła do weryfikacji? Czy to nie jest po prostu podwójne komplikowanie sprawy? Bo dla kogoś kto zaczyna, to brzmi jak nauka dwóch rzeczy jednocześnie.
Czyli od czego w takim razie zaczyna Zdzichu? Bo przez całą tę rozmowę wychodzi mi że i pręty L i widełkowa mają swoje za i przeciw, każde wymaga nauki, każde daje inne sygnały. Tytuł wątku to widełkowa vs L, a my kończymy na tym że 'zależy'. Czy jest jakaś jednoznaczna odpowiedź dla kogoś bez doświadczenia przy żyłach?
Chyba Hyzop ma rację i przestanę szukać jednej odpowiedzi, której tu nie ma. Zacznę od prętów miedzianych, bo je zrobię jutro, i znajdę tę rurę przy sąsiedzie o której Edmund wspomniał. Jak coś z tego wyjdzie albo nie wyjdzie, wrócę z konkretami. Dzięki wszystkim za tę rozmowę - nauczyłem się że pytanie z tytułu wątku jest mniej ważne niż kwestia kalibracji i warunków, o których tu tyle było.
Trzymam kciuki za pierwsze testy! Ale mam pytanie które mi nie daje spokoju od jakiegoś czasu - czy pręty L zrobione z drutu miedzianego działają tak samo jak te kupione? Czy sam materiał wpływa na jakość sygnału, czy tylko wykonanie i wyważenie?
Dodam że sama przez pierwsze kilka sesji używałam drutu bez żadnych rurek i też działało. Rurki bardziej pomagają jeśli masz napięte dłonie i pręt ma tendencję do samodzielnego opadania zamiast leżeć poziomo. Jeśli trzymasz spokojnie, to nawet bez rurek jest ok.
To co Hyzop mówi o stanie operatora zgadza się z tym co obserwuję u siebie od lat. Zapisuję przy każdej sesji krótką notatkę o nastroju i samopoczuciu i po czasie widać wyraźne korelacje. Dni z silnym wiatrem też dawały mi gorsze wyniki przy prętach L - widełkowa była wtedy bardziej stabilna, bo ją trzymasz obiema dłońmi i jest mniej podatna na ruchy powietrza.
Dokładnie tak to wygląda w praktyce. Pręty L są bardziej czułe na ruch powietrza, szczególnie te dłuższe. Widełkowa trzymana obiema dłońmi jest bardziej stabilna mechanicznie. Nie mówię że lepsza - ale w konkretnych warunkach terenowych to ma znaczenie.
Czyli trzeba by mieć oba? Bo rozumiem że sytuacje są różne - raz wiatr, raz nie, raz masz czas wyciąć gałąź, raz nie. Większość ludzi tu chyba używa i jednego i drugiego, nie wybrała tylko jednego na całe życie?
Przepraszam że wchodzę bo czytam od jakiegoś czasu i nie pisałam - mam pytanie do Leokadii. Napisałaś że prowadzisz notatki o sesjach. Czy zapisujesz też gdzie dokładnie byłaś i co znalazłaś, żeby potem móc sprawdzić np. czy żyła była tam gdzie pokazały pręty? Bo mnie się właśnie zastanawia jak weryfikować własne wyniki na początku.
Właśnie taki plan mam z tą rurą u sąsiada - znam jej przebieg mniej więcej, więc będę miał punkt odniesienia. To chyba najsensowniejszy pierwszy test jaki można sobie zorganizować, zamiast iść na nieznany teren i nie wiedzieć co znalazłeś.
To naprawdę dobry pomysł na start. Tylko jedno - czy wiesz dokładnie gdzie ta rura leży, czy tylko mniej więcej? Bo jeśli masz margines błędu kilku metrów, to jak potem ocenisz czy trafił w żyłę czy obok?
