Zaczęłam ostatnio bardziej systematycznie mierzyć energię różnych miejsc wahadłem i biometrem i cały czas natykam się na pojęcie 'poziomu neutralnego' w skali Bovisa. Różne źródła podają różne liczby i trochę mi się to miesza. Jedni piszą, że neutralny to 6500, inni że 7000, a spotkałam się nawet z 8000 jako dolną granicą tego co korzystne. Jak wy to rozumiecie? I co to w ogóle znaczy 'neutralny' — że ani dobry ani zły, czy że po prostu nijaki dla człowieka?
To zależy trochę od szkoły, bo Bovis sam w życiu pracował z nieco innymi wartościami niż te, które później spopularyzował Simoneton. Umownie przyjmuje się, że poziom neutralny dla człowieka to okolice 6500 jednostek. Poniżej tego miejsca i materiał, i otoczenie zaczynają działać osłabiająco. Ale to nie znaczy, że 6500 to optimum — to bardziej dolna granica, od której zaczyna się to, co neutralne, czyli nie szkodzi, ale jeszcze niekoniecznie wspiera.
Dodam do tego, co Gienia napisała — to rozróżnienie między neutralnym a korzystnym jest kluczowe i często pomijane. Neutralny to nie to samo co dobry. Żywy człowiek w zdrowiu powinien oscylować gdzieś w okolicach 6500 do 7000 sam z siebie, więc otoczenie na poziomie neutralnym po prostu mu nie pomaga. Korzystne wartości dla przestrzeni mieszkalnej zaczynają się według większości radiestezyjnych opracowań dopiero od 7000 wzwyż, a miejsca naprawdę sprzyjające — powyżej 8000 czy nawet 9000.
Przepraszam, że wejdę, bo mnie skala Bovisa trochę mija w numerologii, ale chciałam zapytać — czy te liczby mają jakiś związek z liczbami wibracyjnymi w ogóle? Pytam, bo 6500 to nie jest jakiś okrągły numerologicznie wynik, a 7000 już bardziej. Zawsze mnie ciekawiło, czy to przypadek czy nie.
Mnie uczyli trochę inaczej — że poziom neutralny to ten, przy którym organizm ludzki jest w rownowadze, czyli ani nie pobiera energii z otoczenia, ani jej nie oddaje. Około 6500 czyli tak jak Gienia mówi. Tylko że to jest wartość dla zdrowego dorosłego człowieka w normalnym stanie — nie dla dziecka, nie dla chorego, nie dla kogoś zmęczonego. Dla nich ta granica może być przesunięta wyżej. Miałam klientkę po poważnej chorobie i jej wahadło na sobie samej pokazywało jakieś 5800, a to już sygnał że środowisko musi ją wspierać, nie tylko nie szkodzić.
To ciekawe co piszesz Zywilka o tej granicy zależnej od stanu zdrowia. Ale jak to się mierzy w praktyce? Czy jest jedna liczba dla miejsca jako takiego, czy ona się zmienia w zależności od tego kto w nim przebywa?
A co, jeśli różne miejsca w tym samym mieszkaniu mają bardzo różne wartości? Bo gdzieś czytałam, że sieć Hartmanna tworzy kratę i w węzłach jest inaczej niż między nimi. Czy mierzy się wtedy jakąś średnią czy każde miejsce osobno?
No właśnie, wracając do mojego pierwotnego pytania — zmierzyłam ostatnio swoje mieszkanie i wyszło mi, że salon ma około 7200, sypialnia 6400, a kuchnia jakieś 8100. Sypialnia jest poniżej neutralnego, a kuchnia najwyżej. To jakoś dziwne rozłożenie, nie? Czy kuchnia w ogóle powinna mieć tak wysoką wartość?
kuchnia wysoko to nie jest dziwne — ogień, gotowanie, aktywność. Niektóre szkoły mówią nawet, że to naturalne centrum energetyczne domu. Niepokojący jest wynik sypialni — 6400 to już poniżej neutralnego, więc jeśli tam śpisz, warto sprawdzić dokładnie gdzie leży łóżko względem sieci i czy nie ma pod spodem żyły wodnej. Czy robiłaś dokładniejszy pomiar tylko w strefie łóżka?
Ja robiłam takie mapowanie u siebie i używałam do tego zwykłej siatki narysowanej na papierze, co pół metra krok po kroku. Trwało z dwie godziny, ale miałam potem dokładny obraz całego mieszkania. W sypialni wyszło mi że właśnie przy łóżku jest najniższa wartość z całego pokoju, jakieś 6100. Przestawiłam łóżko i po kilku tygodniach naprawdę lepiej śpię. Nie wiem czy to tylko placebo, ale jednak.
Czytam cały wątek i mam jedno pytanie, bo trochę mi nie pasuje — skoro kuchnia ma naturalnie wysoką energię przez ogień i gotowanie, to czy ta wysoka wartość w skali Bovisa jest trwała, czy opada kiedy nie gotujemy i jest zimno? Bo to by znaczyło, że pomiar zależy od pory dnia i tego co robimy w danym momencie.
Nigdy wcześniej nie słyszałam o skali Bovisa, ale wątek mnie wciągnął. Mam pytanie może podstawowe — jak w ogóle mierzy się tę wartość wahadłem? Czy to jest jakiś konkretny protokół, czy każdy radiesteta robi to po swojemu?
To jest mega ciekawe, serio. Ale ja mam takie laickie pytanie — czy te 6500 jednostek neutralnych to jest jakaś wartość dla całej Ziemi taka sama, czy może w różnych krajach, klimatach ta granica neutralności jest inna? Bo nie wiem, może w Tybecie na przykład tło jest inne niż u nas.
To jest właściwie otwarte pytanie i różni radiesteci odpowiadają na nie różnie. Większość pracuje na tej samej skali wszędzie, przyjmując że 6500 to granica neutralności dla człowieka niezależnie od miejsca. Ale rzeczywiście miejsca mocy — Tybet, góry, stare sanktuaria — mierzą się często dużo wyżej, bywa że ponad 10000, co sugeruje że tło może być różne geograficznie. Natomiast sama granica neutralności dla człowieka jest traktowana jako stała biologiczna, nie geograficzna.
Ale skoro poziom człowieka może się tymczasowo zmieniać pod wpływem miejsca, to czy pomiar wahadłem danej osoby ma w ogóle sens bez sprawdzenia tła miejsca? Bo jeśli mierzę siebie w salonie o wartości 8100, a potem w sypialni o 6400, to wyjdą mi dwie różne wartości i nie będę wiedzieć czy to ja jestem różna, czy to miejsce robi swoje.
Mam może naiwne pytanie, ale skoro jest tyle zmiennych — pora dnia, aktywność w kuchni, stan zdrowia osoby, miejsce w pokoju — to jak w ogóle porównywać wyniki między różnymi ludźmi albo różnymi mieszkaniami? Każdy mierzy w innych warunkach i wychodzi chaos nie?
Właśnie tak to rozumiałam kiedy robiłam mapowanie u siebie. Szukałam miejsc poniżej 6500 — bo te były potencjalnie problemowe — a nie starałam się osiągnąć jakiejś konkretnej wartości w każdym pokoju. Chodzi o to żeby wiedzieć gdzie nie kłaść łóżka, nie gdzie jest najpiękniej energetycznie.
To mi trochę porządkuje myślenie. Ale wróćmy do mojej sypialni — mam 6400, czyli tuż pod neutralnym. Tymianka, ty pisałaś że u ciebie też przy łóżku wyszło najniżej. Co z tym zrobiłaś potem? Przesunęłaś łóżko czy próbowałaś jakoś podnosić energię miejsca?
najpierw sprawdziłam czy tam nie ma przecięcia sieci Hartmanna albo Curry'ego — bo przy takim węźle wartości zawsze lecą w dół. Okazało się że pas sieci Hartmanna szedł dokładnie przez środek mojego łóżka. Przesunęłam łóżko o jakieś pół metra i przy kolejnym pomiarze miałam już 6700 w tym miejscu. Nie robiłam żadnych neutralizatorów ani nic dodatkowego, samo przestawienie wystarczyło.
Hartmann najłatwiej wychodzi na prętach L moim zdaniem, wahadło też działa ale jest wolniejsze. Siatka Hartmanna to mniej więcej co 2 metry z zachodu na wschód i co 2,5 metra z północy na południe, więc w typowym pokoju przechodzą przez niego 2-3 pasy. Warto to sobie zaznaczyć sznurkiem na podłodze żeby zobaczyć obraz całości.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale mam pytanie praktyczne — czy jest jakiś sposób żeby wykryć te sieci bez różdżki ani wahadła? Pytam bo jeszcze nie mam żadnego sprzętu i zastanawiam się czy jest jakiś sposób na start. Nie wiem, może na podstawie rozmieszczenia mebli albo czegoś co się dzieje w pokoju?
O koty to ciekawe! Mój zawsze leży w jednym kącie sypialni i nigdy nie wybrał miejsca przy łóżku. Teraz zastanawiam się czy to coś znaczy. Ale jak to interpretować — że tam gdzie kot leży jest węzeł, i dlatego dobrze że łóżko jest gdzie indziej, tak?
No to teraz się zastanawiam — jeśli mój kot śpi w kącie sypialni, a łóżko jest po drugiej stronie pokoju, to czy mam w ogóle mierzyć cały pokój czy tylko miejsce przy łóżku? Bo może węzeł jest tam gdzie kot, ale przecież nie śpię tam gdzie on.
To brzmi dość pracochłonnie. Tymianka, ile czasu zajęło ci zmapowanie jednej sypialni? Bo jak czytam że co pół metra, to w pokoju 3 na 4 metry wychodzi jakieś 40-50 punktów do sprawdzenia.
szczerze? Ze dwie godziny przy pierwszym podejściu, bo byłam wolna i kilka razy powtarzałam te same punkty. Potem jak już czułam się pewniej z prętami, to podobny obszar robiłam w 40 minut. Ale nie śpiesz się przy pierwszym mapowaniu, to nie ma sensu.
Ja robiłam inaczej — najpierw ogólne przejście całego pokoju od ściany do ściany, żeby w ogóle wyczuć czy pas gdzieś jest. Jak pręty reagowały, zaznaczałam taśmą na podłodze i potem dopiero robiłam gęstszy pomiar w tym miejscu. Nie trzeba od razu mierzyć całego pokoju punkt po punkcie.
Mam pytanie do tych prętów L — skąd wiadomo że reagują akurat na sieć Hartmanna, a nie na coś innego, na przykład żyłę wodną albo instalację elektryczną? Bo czytałam że pręty reagują na różne rzeczy i nie jestem pewna jak to odróżnić.
