Właśnie w takiej sytuacji ja bym zaczęła od narożnika z wilgocią, ale nie żeby go badać — tylko żeby go wykluczyć. Stoję przy nim z wahadłem, ustalamy sobie, jak ono reaguje na 'tu jest wilgoć statyczna', i to jest mój punkt odniesienia na resztę badania. Potem idę do pionu i robię to samo. Dopiero na końcu szukam czegoś, co nie pasuje do żadnego z tych dwóch wzorców.
Chcę tu doprecyzować jedną rzecz, bo pojawia się kilka razy to samo nieporozumienie. Kalibracja przed sesją nie jest po to, żeby 'nauczyć' wahadło. Jest po to, żeby sprawdzić swój własny stan. Jeśli wahadło nie odpowiada czysto na pytania kalibracyjne w neutralnym miejscu, nie zaczynaj pomiaru w zawilgoconym pomieszczeniu — nie dlatego, że coś jest nie tak z wahadłem, tylko dlatego, że Ty nie jesteś gotowa do pracy.
Przepraszam, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Ten cały temat o wilgoci i żyłach — czy to znaczy, że radiesteta może wejść do zawilgoconej łazienki i powiedzieć nie tylko 'tu jest wilgoć' ale też 'ta wilgoć pochodzi z żyły pod podłogą, a nie z nieszczelności rury'? Bo to by było naprawdę coś, bo ja bym nie wiedział jak to inaczej sprawdzić.
Dodam tylko, że odróżnienie źródła wilgoci to jedno, ale warto też zapytać o Skali Bovisa całe to miejsce. Pomieszczenie z aktywną żyłą pod podłogą i jednocześnie stałą wilgocią będzie miało mocno obniżony poziom energetyczny, często poniżej wartości neutralnej. To dodatkowe potwierdzenie, że mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko wadą budowlaną.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, które mi siedzi w głowie. Wszyscy mówicie o łazience jako przykładzie. A co z kuchnią nad piwnicą albo pokojem przy mokrej piwnicy? Tam też mamy wilgoć od dołu, ale nie ma tylu rur co w łazience. Czy w takim miejscu jest łatwiej pracować?
Słuchajcie, ogromnie dziękuję za całą tę rozmowę, bo zaczęłam od podstawowego pytania o różdżki, a skończyłam z całkiem konkretnym planem działania. Ale mam jeszcze jedno pytanie na koniec tej części — czy mogę zacząć sama w tej łazience, czy na pierwszą sesję w tak trudnym miejscu powinnam poprosić kogoś doświadczonego o towarzystwo? Nie wiem, czy samodzielnie dam radę nie pogubić się we własnych interpretacjach.
Ja bym dodała do tego, co Ametystka mówi — jest jeszcze kwestia samej łazienki. Małe, zawilgocone pomieszczenie może przytłaczać, szczególnie jak się jest samej i jeszcze próbuje się interpretować jednocześnie. Pamiętam swoje pierwsze badanie w podobnym miejscu, wyszłam po dziesięciu minutach z głową jak dzwon. Czy masz kogoś bliskiego, kto mógłby po prostu stać w drzwiach, nie badać, tylko być?
Tu zdania są naprawdę podzielone. Część radiestetów uważa, że obecność drugiej osoby, zwłaszcza sceptycznej albo emocjonalnie pobudzonej, może wpływać na pole i zacierać sygnały. Inni mówią, że bierne siedzenie i obserwowanie to za mało, żeby cokolwiek zakłócić. Masz jakieś wyczucie, czy twoja sąsiadka byłaby naprawdę spokojna, czy raczej komentowałaby na bieżąco?
Szczerze? Komentowałaby. 🙂 Może jednak najpierw sama.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie do Irgi albo Ametystki — czy istnieje jakaś zasada, ile czasu powinno się spędzić w zawilgoconym pomieszczeniu na jedną sesję? Bo ja robiłam badanie w małej łazience i po jakichś kwadransie przestawałam ufać własnym odczytom. Nie wiedziałam, czy to zmęczenie, czy przestrzeń na mnie działa, czy po prostu za długo.
Wracając do wątku Gruszanki — ona wspomniała trzy potencjalne źródła w tej łazience: wilgoć w narożniku, pion kanalizacyjny i coś jeszcze niezbadanego. Czy powinno się badać każde z osobna w osobnych sesjach, czy można przejść przez wszystkie za jednym razem, jeśli czas w pomieszczeniu jest krótki? Bo nie wiem, jak to zwykle robicie w praktyce.
Dodam do tego, co Tosieczka mówi — przy tej metodzie rozpoznania wstępnego warto też zauważyć, czy sygnały są skupione punktowo, czy rozlane na całą ścianę albo połać podłogi. Jeśli masz jedno wyraźne miejsce z silnym sygnałem i reszta cicha — to zupełnie inaczej interpretujesz niż gdy całe pomieszczenie 'szumi'. W zawilgoconych przestrzeniach ten drugi przypadek jest częsty i właśnie wtedy można się pogubić.
Przepraszam, że się wtrącam z głupszym pytaniem na tle tej dyskusji, ale — co to znaczy, że pomieszczenie 'szumi'? Rozumiem to jako metaforę, że sygnałów jest za dużo? Czy radiesteci dosłownie mają jakieś doznanie fizyczne, żeby to opisać, czy to tylko przenośnia?
Słucham tego i zaczynam rozumieć, czemu moje badanie w kuchni nad wilgotną piwnicą wyszło tak nieczytelnie. Miałam dokładnie to, co opisuje Irga — wahadło chodziło jakby niezdecydowane. Wzięłam to za błąd z mojej strony, ale może po prostu było za dużo sygnałów naraz? Czy jest jakiś sposób, żeby w takiej sytuacji jednak coś wyłowić, nie rezygnując z całego badania?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie może trochę z boku — czy jeśli w pomieszczeniu jest i żyła, i wilgoć statyczna, i rura, to neutralizacja jednej rzeczy wpłynie na to, jak badamy pozostałe? Znaczy, czy po usunięciu na przykład wilgoci ze ściany (przez remont) sygnały innych źródeł stają się wyraźniejsze?
Czyli de facto dobra radiestezja w mieszkaniu wymaga trochę... wiedzy o instalacjach i budownictwie? Bo żeby wiedzieć, co wykluczyć przed badaniem, musisz wiedzieć, co w ogóle tam jest. To chyba nie jest takie proste dla kogoś, kto nie zna układu rur w swoim bloku?
To, co piszesz, brzmi logicznie, ale trochę mnie zaskakuje. Czyli zanim w ogóle wezmę różdżkę do ręki, powinienem znać rozkład instalacji w mieszkaniu? Bo to brzmi bardziej jak wiedza hydraulika niż radiestetę.
Słuchajcie, ja właśnie to czuję — że moja łazienka to jest taki przypadek, gdzie wszystkiego naraz jest za dużo. Mam pion, mam kąt wilgotny od podłogi, i coś jeszcze w środkowej części ściany, czego nie potrafię przypisać. I za każdym razem kiedy próbuję to rozbić na części, to albo za szybko wychodzę, albo gubię wątek.
Gruszanko, czy robiłaś kiedyś badanie tej łazienki o różnych porach? Bo wilgoć techniczna może zachowywać się różnie rano i wieczorem, szczególnie jeśli jest powiązana z wentylacją albo użytkowaniem. Żyła wodna powinna być stabilniejsza niezależnie od pory.
Czy to znaczy, że żyła powinna reagować tak samo niezależnie od tego, czy przed chwilą ktoś się kąpał? Bo to by było przydatne jako test. Robię badanie raz świeżo po użyciu łazienki i raz po kilku godzinach wietrzenia, i porównuję, gdzie sygnał był za każdym razem.
Wracając do tego, co mówiła Ametystka o stabilności sygnału z żyły — czy to oznacza, że jeśli mój sygnał w jednym punkcie jest raz silny, a raz ledwo wyczuwalny, to prawie na pewno mam wilgoć techniczną, a nie żyłę? Czy żyła też może zmieniać intensywność?
Zastanawiam się, czy nie pomogłoby tutaj zrobienie czegoś w rodzaju 'mapy zmienności' — zaznaczać na szkicu, gdzie i kiedy reaguje, z datą i porą. Po kilku takich sesjach wzorzec powinien być widoczny. To nie wymaga żadnego sprzętu poza kartką i długopisem.
Przepraszam za wtrącenie, ale jak odróżnić 'drżące' od 'słabego'? Dla mnie drżenie to też słaby sygnał tylko taki niezdecydowany. Czy to są rzeczywiście dwa różne odczyty?
Czytam to i mam podstawowe pytanie, które może być głupie, ale nie mogę się powstrzymać — czy wahadło drży od czegoś zewnętrznego, czy od ręki? Bo jak dla mnie drżenie brzmi jak coś fizjologicznego.
