sam nad tym się zastanawiałem przy jednej działce pod lasem. W praktyce dla działek do może 2000 metrów kwadratowych różnica wysokości nie robi dużego błędu przy typowych nachyleniach. Problem zaczyna się na stokach powyżej kilku procent, gdzie żyły wodne mogą biec ukośnie przez warstwy i na mapie poziomej to po prostu nie widać.
A czy ktoś próbował mapować działkę z jakimś dodatkowym świadkiem miejsca, a nie tylko wydrukowaną mapą? Mam na myśli np. garść ziemi z działki albo kamień stamtąd. Zastanawiam się czy to pomogłoby przy tych trudniejszych terenach.
Ciekawa dyskusja o świadkach, ale chcę wrócić do podstawowego pytania Onufrego o systematyczne mapowanie — bo mi się wydaje że ta rozmowa trochę odpłynęła. Onufry, czy masz już jakiś protokół, czyli ustaloną kolejność kroków którą zamierzasz stosować? Bo to jest moim zdaniem klucz do tego żeby mapa wyszła spójna, a nie pozbierana z różnych sesji.
Nie mam jeszcze ustalonego protokołu i właśnie o to mi chodzi w tym wątku. Na razie z tej dyskusji wyłoniła mi się taka kolejność: najpierw żyły wodne jako pierwsza warstwa, potem duże strefy geopatyczne, potem siatka Hartmanna, na końcu Curry i nakładanie tych warstw. Ale czy to jest dobra kolejność czy ktoś robi to inaczej?
Kolejność którą opisujesz ma sens, ale brakuje mi w niej kroku zerowego. Przed mapowaniem czegokolwiek warto zorientować mapę względem stron świata i zanotować warunki — porę roku, pogodę, fazę księżyca jeśli ją śledzisz. To nie jest estetyka, to kontekst który pozwoli ci potem zrozumieć ewentualne rozbieżności między sesjami.
A co faza księżyca ma do żył wodnych? Szczerze pytam, bo dla mnie to brzmi jak coś zupełnie innego.
Dobra, rozumiem księżyc i wodę. Ale wracając do protokołu — Wajdelota mówił o kroku zerowym, a co jest krokiem pierwszym w terenie? Idę na działkę, mam mapę, mam wahadełko. Od czego dosłownie zaczynam? Chodzę po obwodzie? Stanę w środku?
Ja mam trochę inne podejście niż Protazy i ciekaw jestem co o tym myślisz — zamiast skanowania rzędami, najpierw chodzę po przekątnych działki. To daje mi szybki przegląd bez przechodzenia całego terenu centymetr po centymetrze. Anomalie wyłapuję na przekątnych, potem wracam do nich i precyzuję. Szybciej mi to wychodzi.
dwie główne przekątne plus dwa pasy wzdłuż dłuższych boków. To daje coś w rodzaju siatki X. Oczywiście jest ryzyko że coś pominę, ale w praktyce anomalie które mają znaczenie dla miejsca są na tyle wyraźne że reaguje na nie nawet z pewnej odległości. Mikroanomalii nie ma szans wyłapać żadną metodą skanowania bez spędzenia na działce kilku dni.
To ciekawe co mówisz o siatce X, Adept. Rozumiem logikę — dwie przekątne plus boki to już cztery linie, a każda anomalia o większym znaczeniu powinna się jakoś ujawnić. Ale mam wątpliwość praktyczną: jeśli mam działkę 30 na 50 metrów, to te pasy wzdłuż boków idą jak blisko samego płotu? Dosłownie przy ogrodzeniu, czy z jakimś odstępem?
Zwykle staram się trzymać metr, półtora od granicy przy pierwszym przejściu. Płoty, siatki, słupki metalowe — to wszystko może zaburzać odczyt, więc wolę mieć trochę buforu. Potem jak już mam ogólny obraz, do granicy wracam osobno i sprawdzam dokładniej, bo akurat tam biegną żyły które przekraczają działkę z sąsiadującej parceli.
Pytam wahadełkiem po tym jak pręty zareagują. Staję w miejscu i pytam wprost: czy reakcja jest na wodę czy na metal. Wiem że to brzmi zbyt prosto, ale w praktyce daje mi wyraźne rozróżnienie. Choć przyznam szczerze, że przy starych siatkach ocynkowanych bywa niejednoznacznie.
To rozróżnianie przez pytanie do wahadełka to akurat podejście które wymaga dobrego własnego kalibrowania. Nie każdy ma ten etap opanowany, szczególnie na początku pracy z mapowaniem. Onufry, czy twoje wahadełko ma już stabilnie ustalone odpowiedzi tak/nie przy pytaniach rozróżniających? Bo jeśli nie, to ta technika Goplany może ci na razie wychodzić niepewnie.
Mam ustalone tak i nie, ćwiczyłem to przez kilka tygodni na prostych pytaniach i jest dość stabilne. Ale nigdy nie próbowałem pytać o przyczynę reakcji różdżki, tylko zawsze pytałem wprost o to co szukam. To trochę inny typ pytania. Wajdelota, jak formułujesz takie pytanie rozróżniające? Literalnie: 'czy to woda?' i czekasz na odpowiedź?
Może wejdę tu z boku — przy pytaniach rozróżniających kluczowe jest żeby pytanie było jednoznaczne i zamknięte. Nie 'co to jest' tylko właśnie 'czy przyczyną tej reakcji jest podziemna woda'. Ale wracając do protokołu Onufrego — macie już omówioną fazę eksploracji terenu, a co z nanoszeniem wyników na mapę na bieżąco? Chodzi mi o to, robisz to w trakcie chodzenia, czy wrócisz i rysujesz z pamięci?
