Ostatnio wyczytałam gdzieś, że talizman położony pod poduszką może wpływać na sny - intensywność, treść, a nawet to, czy w ogóle się śni. Sama próbowałam kilka tygodni temu z małym kwarcem różowym i faktycznie coś było inaczej, ale nie wiem czy to zbieg okoliczności. Czy ktoś z was miał podobne doświadczenia? Konkretnie chodzi mi o to, czy sam kontakt energetyczny podczas snu działa inaczej niż np. trzymanie talizmanu w dłoni przy medytacji.
Tak, i to całkiem wyraźnie. Używałam przez jakiś czas ametystu pod poduszką - właśnie dlatego, że czytałam, że pomaga przy snach profetycznych. Pierwsze noce były bardzo intensywne, wręcz za bardzo, budziłam się zmęczona. Potem się uspokoiło. Ale tu pojawia się pytanie - czy to był efekt kamienia, czy może mój umysł po prostu oczekiwał czegoś niezwykłego i sam to sobie fundował?
Z tego co wiem, to ametyst jest najczęściej polecany właśnie do snów i stanu między jawą a snem. Kwarc przezroczysty bardziej do wzmacniania i klarowania. Ale Rojnik - a co konkretnie chcesz osiągnąć? Bo to trochę zmienia dobór.
Czytałam, że niektórzy używają labradoryt pod poduszką i mają bardzo żywe sny, ale czy to nie jest przypadkiem zbyt intensywne dla kogoś, kto dopiero zaczyna? Mam wrażenie, że takie kamienie to nie jest coś, czym warto eksperymentować bez przygotowania.
A czy talizman musi być akurat kamieniem? Pytam, bo mam taką małą figurkę, którą dostałam po babci i zastanawiam się, czy to też mogłoby działać podobnie. Babcia mówiła, że ona "ma swoją moc", ale nigdy nie tłumaczyła co dokładnie przez to rozumiała.
Ja raz próbowałem dać pod poduszką talizman z turmalinem, bo mi ktoś powiedział, że chroni w nocy. Nie wiem czy chronił, ale w nocy miałem sen w którym ktoś do mnie mówił, ale nie rozumiałem słów. Rano się zastanawiałem czy to coś znaczyło. Jak wy interpretujecie takie sny, gdzie jest komunikacja ale bez sensu?
Słucham tej rozmowy i mam jedno praktyczne pytanie - czy ktoś kiedykolwiek sprawdzał to w jakiś powtarzalny sposób? Znaczy, dał kamień pod poduszką przez tydzień, zapisywał sny, potem zabrał i porównał? Bo na razie to są jednostkowe obserwacje i nie wiadomo czy cokolwiek z nich wynika.
A jak w ogóle zacząć? Mam na myśli - czy talizman pod poduszką to coś, co można po prostu zrobić z dowolnym kamieniem ze sklepu, czy trzeba go najpierw jakoś przygotować, naładować? Nie wiem od czego zaczynają się takie rzeczy.
Ale czy nie ma czegoś trochę niepokojącego w tym, że celowo wpuszczamy coś do przestrzeni snu? Mam na myśli - sen to taka część nas, która jest... nie wiem, bezbronniejsza? Czy kładzenie talizmanu pod poduszką to nie jest ingerencja w coś, co powinno być wolne?
Czytam tę rozmowę od początku i mam takie poczucie, że nikt jeszcze nie wspomniał o pełni. Czy pora księżyca przy naładowaniu talizmanu ma wpływ na to, jak potem działa w nocy? Bo słyszałam, że kamień naładowany przy pełni działa intensywniej.
To mnie trochę niepokoi. Ja dopiero zaczynam i jak słyszę "może być za dużo" to zaczynam się zastanawiać czy nie lepiej jednak zacząć od czegoś mniej intensywnego. Czy jest jakiś kamień, który jest łagodny dla snów, ale nadal coś robi?
A czy ktoś brał pod uwagę numerologię dnia przy tym? Bo data, w której po raz pierwszy kładziesz talizman, może mieć znaczenie dla tego, jaki "typ" energii z nim łączysz. Sama nie testowałam tego konkretnie przy kamieniach, ale przy innych praktykach widzę duże różnice między dniami.
Dobra, to chyba decyzja podjęta - zaczynam od różowego kwarcu. Ale mam jeszcze jedno pytanie zanim spróbuję: czy przed pierwszym użyciem muszę go jakoś oczyścić? Czy kupiony w sklepie kamień "niesie" za sobą coś obcego?
Mnie też zawsze uczono, że oczyszczenie to podstawa. Dzięki Malwinka za przypomnienie o tym blaknięciu, bo mam w domu różowy kwarc i kładłem go na oknie dosłownie na cały dzień. Teraz rozumiem czemu jest jaśniejszy niż był. Ale wracając do tematu - Rojnik, po oczyszczeniu to jeszcze ustaw intencję przed snem, tak jak mówił Perun80. Mi naprawdę to pomogło.
To brzmi jak zaczątki snu profetycznego. Czy to się zdarzało regularnie, te sny które potem miały jakieś przełożenie na rzeczywistość? Pytam, bo to może mieć wpływ na to, czego szukasz pod poduszką - to nie byłoby tylko o lepszym śnie, ale o rozwinięciu czegoś, co już masz.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie, bo jestem sceptyczny - czy nie jest tak, że pamiętamy te sny, które potem "pasują" do czegoś, co się wydarzyło, a zapominamy te, które były równie intensywne ale nic z nich nie wyszło? Trochę jak z horoskopami - pamiętamy trafienia.
Nigdy nie próbowałam dziennika snów, ale to ciekawy pomysł. Tylko jak szybko trzeba pisać po przebudzeniu? Bo ja jak wstanę, to po kilku minutach już ledwo coś pamiętam.
Ale czy nie ma czegoś dziwnego w tym, że zapisując sen go w jakiś sposób... zmieniamy? Mam na myśli - akt opisywania wymusza narrację, a sen to nie jest narracja. Czy nie tracimy czegoś w tym tłumaczeniu na słowa?
To mi daje do myślenia. Może zamiast od razu skupiać się na świadomym śnie, najpierw po prostu spróbuję różowego kwarcu i dziennika - żeby w ogóle zobaczyć co mi się śni? Dopiero jak będę miała jakiś materiał, to będę mogła coś z tym robić.
To jest dokładnie właściwe podejście. Nie zaczynaj od technik, zacznij od obserwacji. Kamień pod poduszką, dziennik obok, tydzień cierpliwości. Co zaobserwujesz, to potem możemy omówić - i wtedy zobaczymy, co warto rozwinąć.
To co mówi Ulka_64 mnie trochę zatrzymało. Bo faktycznie - wstaję, od razu patrzę w telefon, sprawdzam powiadomienia... i sen znika. Ale mam pytanie do tych, które prowadzą ten dziennik - czy po jakimś czasie faktycznie zaczęłyście śnić więcej, czy tylko lepiej pamiętać to, co już śniłyście?
To jest jeden z mechanizmów, który jest realny - intencja. Ale żebym był uczciwy: to nie znaczy, że kamień to tylko placebo. W tradycjach, które znam, kamienie mają przypisane konkretne działanie na poziomie energetycznym, niezależnie od tego, czy o tym pamiętasz. Ametyst na przykład od wieków wiązany jest ze snem i jasnowidzeniem - to nie jest współczesny wymysł.
A jak długo taki ametyst leżał na półce, to jak go najlepiej oczyścić? Bo czytałem różne rzeczy - sól, dźwięk, dym... i nie wiem, które podejście jest odpowiedniejsze dla kamienia który był gdzieś przez lata.
To akurat trochę niepokojące, bo ta półka jest w pokoju, gdzie mam też dużo rzeczy z pracy, dokumenty i takie tam. Może jednak oczyszczenie to dobry pomysł zanim cokolwiek zacznę. Jak długo to powinno trwać?
Słucham tego i myślę sobie, że babcia miała coś podobnego - kamień który nosiła przy sobie od lat i nigdy go nie czyściła, a podobno działał. Ale może właśnie dlatego że był tylko jej, żaden inny wpływ do niego nie dotarł. Talizman w szufladzie to trochę inna sytuacja.
Obsydian to jeden z najstarszych kamieni ochronnych, pojawia się w bardzo różnych tradycjach. Ale uwaga - to mocny kamień, nie polecałbym go do pracy ze snami profetycznymi jako pierwsze podejście. On bardziej odcina niż otwiera. Do tego co Rojnik chce osiągnąć, ametyst nadal wydaje mi się lepszym wyborem na start.
Dobra, to chyba zacznę od oczyszczenia tego ametystu zanim go w ogóle gdziekolwiek położę. Perun80, a jak rozumiem to co powiedziałeś o obsydianie - że on "odcina" zamiast otwierać - to czy ametyst działa zupełnie odwrotnie? Czyli on ma coś jakby rozluźniać tę granicę między jawą a snem?
