Słuchając tej rozmowy zaczynam się zastanawiać, czy kupując tę monetę ze złomu nie weszłam w coś, co wymaga więcej niż myślałam. Myślałam że wyczyści się i tyle. A tutaj okazuje się, że żeby sprawdzić czy oczyszczenie zadziałało, potrzebuję już wcześniej wiedzieć jak to ma wyglądać. To trochę błędne koło.
To błędne koło jest jednak do przejścia, tylko wymaga jednego rzeczy, której nie można skrócić: czasu na obserwację. Nie chodzi o wiedzę abstrakcyjną, tylko o godziny spędzone z różnymi przedmiotami. Czy ktoś z was próbował prowadzić jakiś dziennik pracy z konkretnym obiektem? Chodzi mi o zapisywanie odczuć przy kolejnych kontaktach.
Sceptycznie do tego podchodzę, bo dziennik odczuć to jednak bardzo subiektywny materiał. Jeśli przez dwa tygodnie piszę że coś czuję, to na końcu mam tylko dowód, że przez dwa tygodnie tak myślałam, a nie że coś faktycznie się działo. Jak to odróżnić?
Mam pytanie, może trochę z boku, ale nawiązuje do tej monety ze złomu. Czy ktoś w ogóle wie jaką historię mogła mieć taka moneta zanim trafiła do złomu? Bo złom to jednak koniec łańcucha, tam trafiają rzeczy po wielu właścicielach. Czy to nie jest automatycznie gorsza sytuacja niż moneta z mennicy albo prosto od jednej osoby?
Ale czy nagromadzona energia to zawsze coś, czego chcemy? Bo przy pierścionku który był przy chorobie albo śmierci właścicielki to chyba nie jest zaleta. Moneta ze złomu równie dobrze mogła należeć do kogoś, kto miał trudne życie. Jak to w ogóle sprawdzić przed zakupem, skoro kupuje się ze złomu nie znając historii?
A może zamiast tyle analizować, po prostu wziąć i przetestować? Znaczy, oczyścić tę monetę jak się da, wziąć do wahadełka i zobaczyć co wychodzi. Jeśli odpowiedzi są bez sensu, to nie działa i bierzemy nową. Dlaczego to musi być takie skomplikowane?
Chyba zaczynam rozumieć co mówi Rysiek i co wcześniej mówiły krokus z Bluszczyk. Że nie chodzi o to żeby analizować monetę samą w sobie, tylko żeby wiedzieć jak ja reaguję na coś czystego. I dopiero potem porównać. Tylko jak w ogóle zacząć to budowanie punktu odniesienia? Od czego?
To co Cohen opisuje brzmi prosto, ale ja jak próbuję siedzieć bez przedmiotu i obserwować odczucia, to zaczynam myśleć o tym co robię, i już nie wiem czy to co czuję to odczucia z ciała czy z głowy. Czy ktoś ma na to jakiś sposób?
Tylko czy to nie jest znowu problem z tym, że budujemy "zero" w warunkach, które same w sobie już nie są neutralne? Rano po obudzeniu to przecież nie jest stan bez energii, to jest stan ze snem za sobą, z ciałem które się dopiero budzi. Nie wiem czy to jest czystszy punkt startowy niż wieczór po pracy.
I tu właśnie wychodzi, że cała ta dyskusja o czystości energetycznej opiera się na założeniach, których nikt nie sprawdził. Moneta ze złomu zła, nowa dobra, ale nikt nie udowodnił, że w ogóle jest coś do czyszczenia. Mówię to bez złośliwości, bo to jest po prostu logika.
To jest bardzo dojrzałe podejście. I właściwie odpowiada na pytanie krokus o ramy. Obserwacja bez oczekiwania konkretnego wyniku to jedna z trudniejszych rzeczy w tej pracy. Mam jednak jedno pytanie do Jasnowidzki: czy podczas tych odczytów po oczyszczeniu zmieniło się coś konkretnego w tym, co moneta "daje", czy tylko zmienił się poziom spokoju?
Czytam tu od dłuzszego czasu i mam głupie pytanie: czy moneta ze złomu jest gorsza od jakiejś kupionej nowej w sklepie ezoteryczynym, czy po prostu inna? Bo może problem nie jest w tym ze jest "zła" tylko ze jest nieznana?
A czy to nie jest tak, że moneta ze złomu ma w sobie jakąś warstwowość, której nowa nigdy nie będzie miała? Znaczy, może ta "hałaśliwość" o której mówi Latawiec jest uciążliwa na początku, ale po dogłębnym oczyszczeniu zostaje przedmiot z historią, który ma głębię, jakiej nowa moneta z mennicy nie ma?
Ja mam swoje doświadczenie z kamieniem z drugiej ręki i mogę powiedzieć, że po oczyszczaniu zaczął działać zupełnie inaczej, ale nie "lepiej" ani "gorzej", po prostu inaczej. Madzialena90 może mieć rację, że coś w nim zostaje. Ale krokus też ma rację, że nie wiesz co.
Czyli właściwie wszyscy zgadzacie się, że nie wiadomo co zostaje i czy to dobrze czy źle, ale i tak to robicie. Mnie to ciekawi z innej strony: jak podejmujecie decyzję, że "to wystarczy", że oczyszczanie się zakończyło? Bo z tego wątku wynika, że to jest całkowicie subiektywne.
To "cichy" jest dla mnie ciekawym słowem. Bo cisza może być albo pusta albo spokojna. To dwie bardzo różne jakości. Czy ta cisza jest neutralna czy odczuwasz ją jako brak?
Ale czy moneta, która przeszła przez dużo rąk, nie ma już swojej własnej tożsamości niezależnej od nas? Znaczy, może ona nie potrzebuje żeby ktoś budował z nią relację, bo ona już ma swoją historię i swój charakter. Może właśnie to jest jej siła, a nie słabość?
Ja się trochę z Madzialena90 zgadzam, ale też mam wątpliwości. Mój kamień z drugiej ręki po oczyszczaniu jakby zmienił temperament, ale nie stał się zupełnie neutralny. I to co zostało czułam jako jego własne. Nie złe, ale... cudze. Przez długi czas.
Słucham tego wszystkiego i muszę powiedzieć wprost: nie wiem jak wy rozróżniacie realne odczucia od tego, czego się spodziewacie poczuć. Bo Bluszczyk sama mówi, że nie wie czy kamień "stał się jej" czy się przyzwyczaiła. To chyba ważne rozróżnienie, bo w pierwszym przypadku dzieje się coś zewnętrznego, a w drugim wszystko jest w głowie.
Mnie Grazynka i Arat razem dotknęli czegoś, o czym myślę od początku tego wątku. Może mój problem z tą monetą ze złomu to właśnie to, że za bardzo analizuję i za mało po prostu działam. Ale jednocześnie boję się działać bez zrozumienia co robię. Ktoś z was to zna?
No właśnie, to jest moje pytanie do wszystkich. Czy ktokolwiek tu miał podobny moment kiedy po prostu przestał analizować i zaczął działać z nowym przedmiotem? I co to zmieniło? Bo mnie się wydaje, że stoję w miejscu z tą monetą właśnie dlatego, że nie potrafię wyłączyć głowy.
To jest bardzo konkretne pytanie i zadam ci w zamian konkretne: co chciałaś zrobić z tą monetą kiedy ją znalazłaś? Jaka była pierwsza myśl, przed całym tym analizowaniem? Bo często ta pierwsza intuicja przed uruchomieniem głowy mówi więcej niż tygodnie rozważań.
To jest odpowiedź na twój własny problem. Intencja była, zanim zaczęłaś się bać. Czy oczyszczanie ją zabrało, czy tylko ją przykryło warstwą wątpliwości?
Przy moim kamieniu z drugiej ręki próbowałam właśnie tego, o czym mówi Topielica. Dałam go koleżance żeby powiedziała co czuje, bez mówienia jej skąd jest. I ona opisała coś zupełnie innego niż to, czego się obawiałam. Ale nie wiem czy to dowód że moje obawy były nieuzasadnione, czy po prostu ona jest mniej wrażliwa na to co ja czuję.
A co jeśli moneta ze złomu jest akurat lepsza do pracy z zasobami właśnie dlatego, że przeszła przez wiele rąk i wiele transakcji? Znaczy ona dosłownie uczestniczyła w obiegu materii. Może to nie jest skaza tylko rodzaj zakodowanego doświadczenia?
