Zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad czymś, co chyba rzadko jest omawiane wprost: co tak naprawdę sprawia, że dana przyprawa czy zioło staje się składnikiem magicznym, a nie tylko kulinarnym? Bo przecież rozmaryn to rozmaryn - leży w kuchni, idzie do pieczeni, ale jednocześnie jest używany w rytuałach ochronnych, do oczyszczania przestrzeni. Gdzie jest ta granica? I czy w ogóle ona istnieje? Zastanawiam się też, czy same intencje wystarczą, żeby "aktywować" coś, co normalnie siedzi w szafce z przyprawami, czy liczy się jeszcze coś więcej. Macie jakieś przemyślenia na ten temat? Które zioła według was mają najsilniejsze właściwości i da się to jakoś wyczuć przy pierwszym kontakcie?
Granica między magią a kulinarnością to moim zdaniem trochę fałszywy podział. W wielu tradycjach gotowanie samo w sobie jest aktem magicznym, a przyprawy nie tracą swoich właściwości tylko dlatego, że trafiają do garnka. Ale żeby odpowiedzieć na twoje pytanie o intencje - tak, mają znaczenie, ale nie są wszystkim. Zioło ma pewien charakter niezależnie od tego, co o nim myślisz. Szałwia oczyszcza, czy ją spalasz w rytuale, czy jesz w mięsie. Tylko skala działania jest inna. Co do tego, które są najmocniejsze - to zależy, do czego. Czy chodzi ci o ochronę, o przyciąganie, a może o pracę z przeszłością?
Dobra, ale mam konkretne pytanie bo trochę się tu rozmywa temat: które zioła do czego? Bo widzę, że każdy ma swoje zdanie, ale gdyby ktoś miał mi powiedzieć, czego użyć do ochrony domu, to co to jest? Rozmaryn? Szałwia? Coś innego? I czy te ze sklepu spożywczego w ogóle się nadają, czy trzeba szukać czegoś specjalnego?
Przepraszam, że wchodzę z innej strony, ale trochę nie rozumiem tego o "martwej energii" w sklepowym rozmaryniu. Co to znaczy konkretnie? Bo to jest ta sama roślina, te same substancje chemiczne. Naprawdę wierzycie, że to skąd pochodzi zmienia właściwości energetyczne? Pytam szczerze, nie ironicznie.
Poczytałam cały ten wątek i mam pytanie może naiwne, ale mnie nurtuje: jeśli te zioła działają same z siebie, niezależnie od intencji, to czy przypadkowo używając ich w kuchni możemy coś uruchomić? Tzn. gotuję często z cynamonem, lubię anyż, i teraz się zastanawiam, czy to nie jest zbieżność z pewnymi rzeczami w moim życiu. Albo czy to absurdalna myśl?
Hej, wchodzę z boku, bo temat mnie wciągnął. Mam takie pytanie: czy położenie znaku zodiaku ma coś do rzeczy, jeśli chodzi o zioła? Tzn. słyszałem, że np. Skorpiony lepiej reagują na ostrzejsze zioła, a Ryby na te wyciszające. Czy ktoś się tym zajmował? Bo to by tłumaczyło, czemu różne osoby czują afinię do różnych roślin.
Wracam do tego co mówiła Nyja o przechowywaniu w słojach. U mnie wszystko stoi osobno, ale mam pytanie: czy materiał słoja ma znaczenie? Szkło kontra ceramika kontra plastik? Bo plastik intuicyjnie mnie odrzuca, ale nie wiem, czy to ma podstawy.
Słucham tej rozmowy i mam takie pytanie do wszystkich: czy ktoś próbował używać ziół do pracy z tarotem? Tzn. nie w sensie rytuału, ale na co dzień - np. trzymanie przy talii określonych ziół, żeby "nastroić" energię przed czytaniem? Bo znam taką praktykę z lawendą i kadzidłowcem, ale ciekawa jestem, czy tu też obowiązuje ta zasada o oddzielnym przechowywaniu, czy przy kartach reguły są inne.
Żeby dokończyć to co zaczęłam - znam praktykę trzymania ziół przy talii tarota i sama to teraz stosuję. U mnie przy kartach leży zawsze rozmaryn i kawałek kory cynamonu. Nie wiem, czy to "działa" w jakimś mierzalnym sensie, ale czytania mi jakby lepiej idą, jestem bardziej skupiona. Pytanie do Nyji albo Wierzbiny: czy wy też coś takiego praktykujecie i czy macie jakieś przemyślenia, które zioło do jakich rodzajów pytań?
A propos progu - czy ktoś tu stosuje zioła w takim sensie, dosłownie do posypywania, tworzenia linii ochronnych? Bo słyszałam o tym, ale jakoś nie wiem, od czego zacząć i czy to w ogóle wymaga jakiegoś przygotowania ziół, czy po prostu bierzesz i sypiesz?
Właśnie - to jest uczciwe przyznanie i doceniam. Bo widzę, że w tej rozmowie często mówimy jakby to były ustalone fakty, a to są hipotezy. Wracając do tematu słojów i przechowywania, bo tam chyba zostawiliśmy wątek - Nyja mówiła o ciemnym szkle. Ale czy ktoś próbował trzymać różne zioła w ceramice i czuje jakąś różnicę? Pytam, bo mam jeden ceramiczny pojemnik po babce i trochę zastanawiam się, czy go używać.
Przepraszam, że wchodzę tu z czymś innym, ale właśnie sobie uświadomiłam, że cały czas rozmawiamy o energii ziół bez żadnego odniesienia do czakr. A przecież jeśli przyjmiemy, że zioła mają energię, to ona gdzieś trafia w ciele, przez jakiś rezonans z określoną czakrą. Np. cynamon i imbir to typowo czakra splotu słonecznego, mięta to gardło. Czy ktoś w tym wątku myśli o tym w tych kategoriach, czy raczej inaczej?
Przy zbiorach w zależności od fazy to słyszałem, ale chciałem zapytać, czy to samo dotyczy zakupu? Tzn. jeśli kupuję gotowe suszone zioło w sklepie zielarskim, to czy powinienem zwracać uwagę na to, kiedy to robię? Bo to trochę inne niż zbieranie ręcznie, nie mam wpływu na to, kiedy to zostało zerwane. Czy faza przy zakupie ma w ogóle sens?
Ten wątek z adaptacją zakupionego zioła jest ciekawy, bo ja mam podobny dylemat z kamieniami - zawsze czyszczę je zanim zacznę używać, i to niby oczywiste, ale przy ziołach nigdy mi to do głowy nie przyszło. A powinno, skoro zasada jest ta sama. Czy ktoś czyści zioła w jakiś konkretny sposób, nie tylko intencją? Mam na myśli coś bardziej fizycznego, jak wystawienie na słońce albo dźwięk.
Wracam do tego co było wcześniej o dymie i czakrach, bo to mi nie daje spokoju. Jeśli kadzę szałwią żeby oczyścić przestrzeń, to ta przestrzeń to co właściwie - pole energetyczne pokoju? Bo pokój nie ma czakr, ale czy ma jakieś pole?
To mnie skłoniło do pytania z innej strony - czy jest jakieś zioło, które faktycznie szybko daje efekt, żeby w ogóle poczuć, że to ma sens? Bo czytam tę rozmowę od początku i wszystko brzmi bardzo długofalowo, a ja bym chciała sprawdzić coś konkretnego.
Ale czy to nie jest problem, jeśli nie odróżniamy fizjologii od magii? Bo jeśli wszystko tłumaczymy jako energię, to skąd wiemy, kiedy naprawdę pracujemy magicznie, a kiedy po prostu robimy aromaterapię?
Wracam do suszonych ziół, bo mam pytanie, które trochę tu pasuje. Czy skład chemiczny zioła, no te olejki, o których mówił Edek_60, ma coś wspólnego z jego profillem energetycznym? Pytam, bo zastanawiam się czy rozmaryn działa stymulująco energetycznie dlatego, że stymuluje chemicznie, czy to jest niezależne.
To jest bardzo dobre pytanie o wyczerpywanie się energii ziół, bo różne tradycje mają tu różne podejście. Jedne mówią, że zioło działa tak długo jak jego aromat, bo aromat jest nośnikiem. Inne, że intencja jest trwalsza niż substancja i zioło może "pamiętać" cel nawet gdy jest suche i bezwonne. Ja osobiście stoję przy tym, że sygnał jest wyraźniejszy kiedy aromat jest świeży, więc to mój wyznacznik.
A co, jeśli kupuję suszone zioła i one już na starcie prawie nie mają zapachu? Bo w moim sklepie zielarski często tak jest, stare zapasy. To znaczy, że zanim zacznę, materiał jest już "przegadany"?
Mam pytanie trochę z boku tego wątku, ale wydaje mi się powiązane. Czy faza księżyca przy zbiorze albo zakupie ziół ma znaczenie? Numerologicznie dni mają inne wibracje, więc zastanawiam się czy zioło kupione w dobry dzień ma jakiś inny ładunek.
Mam taką myśl, która może kogoś zdenerwuje. Czy nie jest tak, że te wszystkie warunki, faza księżyca, świeżość ziół, właściwy słoik, właściwe oczyszczenie, to staje się taką listą rzeczy do odhaczenia? I im więcej tych warunków, tym trudniej się skupić na intencji, która podobno jest najważniejsza?
Wracając do samego tematu wątku, bo trochę odpłynęliśmy. Powiedźcie mi jedno: czy jest w ogóle zioło, które bez żadnego rytuału, samym obecnością w pomieszczeniu, zmienia coś energetycznie? Albo to zawsze wymaga aktywacji ze strony człowieka?
Ale moment, bo chcę zapytać o coś praktycznego. Jeśli zioło działa pasywnie samym zapachem, to po co w ogóle rytuały? Czego mi ten rytuał daje więcej niż zwykłe powieszenie wiązki na ścianie?
Słucham tego i mam pytanie, które mnie trochę nęka. Skąd wiecie, że ta różnica między woreczkiem z rytuałem a bez pochodzi z energii, a nie z tego, że po prostu bardziej skupiałyście się na śnieniu, bo coś robiłyście świadomie? To jest uczciwe pytanie, nie atak.
Dobra, ale placebo też jest realne, zmienia ciało, zmienia stany, zmienia wyniki. To nie jest "tylko placebo", to jest mechanizm działania przez psychikę. Pytanie, czy zioła działają tylko przez psychikę, czy też przez coś poza nią, jest otwarte. Ale odrzucanie na zasadzie "to pewnie placebo" trochę omija sedno.
Ja mam zupełnie inne pytanie, bo czuję, że odpłynęliśmy. Wróćmy do słojów, bo to mnie interesuje. Wieszcie ziołom lepiej w słojach, w płóciennych woreczkach czy luzem? Czy materiał pojemnika naprawdę ma znaczenie energetycznie, czy tylko praktycznie?
