Ostatnio trafiłam na sporą garść monet ze złomu, różne roczniki, kilka starszych. Chciałam je wykorzystać do pracy magicznej, głównie do przyciągania obfitości, ale zaczęłam się zastanawiać, czy to w ogóle dobry pomysł. Monety ze złomu to przecież przedmioty, które przechodziły przez dziesiątki, może setki rąk. Czy energia poprzednich właścicieli w ogóle w nich zostaje? I jeśli tak, to czy samo oczyszczenie wystarczy, żeby je bezpiecznie używać, czy lepiej jednak sięgnąć po coś zupełnie nowego?
Dobre pytanie, bo sam się nad tym zastanawiałem przy okazji innych przedmiotów ze złomu. Moim zdaniem monety jako środek wymiany mają tę specyfikę, że absorpcja energii jest w nich wyjątkowo intensywna, bo przez całe swoje istnienie służyły do transakcji, czyli były nośnikiem intencji ludzi w momentach, gdy coś dostawali albo oddawali. To nie jest tak jak z używaną biżuterią jednej osoby. Ciekawi mnie jednak, co dokładnie planowałaś z tymi monetami zrobić, bo to może wpłynąć na to, jak bardzo ta kwestia jest istotna.
To zależy od tradycji, w której pracujesz. W niektórych podejściach właśnie ta "przepracowana" energia monet jest zaletą, nie wadą. Moneta, która przeszła przez wiele rąk, niesie w sobie zbiorową energię przepływu, wymiany, obiegu. Pytanie nie brzmi więc "czy czyści je słabszymi", tylko raczej: co chcesz osiągnąć i jakiej energii do tego potrzebujesz? Ale zanim rozwinę, chciałbym wiedzieć, o jakim kierunku magii mówimy. Obfitość to jedno, ale czy chodzi o przyciąganie, ochronę, czy może zakorzenienie?
A właśnie, mam pytanie bo nie do końca rozumiem. Skoro oczyszczamy przedmiot, to po co nam w ogóle ta "przepływowa energia" o której piszecie? Czy oczyszczenie nie usuwa wszystkiego, łącznie z tym, co ewentualnie pożądane?
O, to bardzo ciekawy wątek, bardzo dziękuję że ktoś to poruszył, bo sam miałem podobne pytanie od dawna. Ja mam kilka monet, które zebrałem z ziemi, jedna leżała na cmentarzu przy ławce. Nie wiedziałem, co z nimi zrobić, bałem się je w ogóle dotknąć za długo. Jak wy podchodzicie do monet znalezionych, a nie kupionych ze złomu?
Zastanawiam się, czy przypadkiem sama intencja włożona przy zakupie albo zebraniu monety nie jest ważniejsza niż jej historia. Jakby, jeśli bierzesz monetę ze świadomością że chcesz ją oczyścić i przeprogramować, to czy ta intencja nie nadpisuje tego, co było wcześniej? Czytałam coś o tym w kontekście afirmacji przy ładowaniu przedmiotów.
A jakie metody oczyszczenia monet są w ogóle stosowane? Bo słyszałam o soli i o dymie, ale nie wiem, czy to działa tak samo na metal jak na kamień czy drewno.
Metod jest kilka i dobiera się je do celu oraz do własnej tradycji. Sól, szczególnie gruboziarnista, przez noc albo kilka dni, działa jako absorbent i sprawdza się przy metalach. Woda z solą morską dla monet nieokrągłych, które mogą tolerować wilgoć, ale uwaga na stare monety z patynę, bo sól może je uszkodzić. Dym z szałwii albo jałowca to metoda lżejsza, dobra jako uzupełnienie. Moonlight, czyli wystawienie na światło księżyca w pełni, działa wolno, ale głęboko. Arat pewnie dodałby coś o zakopaniu w ziemi, bo to też jest klasyka.
Chodzi mi o to, że te doświadczenia z ciężkością w żołądku czy odpychaniem mogą być po prostu intuicją, nie energią monety. Czyli to ty reagujesz na coś w sobie, nie na coś w metalu. Czy ktoś tu rozróżnia te dwie rzeczy?
Wróćmy do pytania o to, czy monety ze złomu są w ogóle słabsze. Bo mi się wydaje, że ta rozmowa powoli zmierza w stronę "kup nową", a ja nie jestem przekonana, że nowa moneta jest energetycznie lepsza. Nowa z mennicy to kawałek metalu bez żadnej historii, trochę jak czysta kartka, ale czy czysta kartka jest lepsza do pisania niż ta, na której coś już było, a potem wymazałaś?
Ale tu chyba jest pewien problem z tą logiką, bo skoro oczyszczamy, żeby usunąć cudzą energię, to po oczyszczeniu zostaje nam "czysta kartka", nie? Więc i tak wychodzi na to samo co nowa moneta. Chyba że zakładamy, że oczyszczenie nie jest pełne.
"Pamięć energetyczna" to jednak pojęcie, które trudno zweryfikować. Nie kwestionuję doświadczeń opisywanych tu przez was, ale czy ktoś próbował jakoś sprawdzić tę różnicę między monetą oczyszczoną a nową, poza własnym odczuciem? Pytam z ciekawości, nie złośliwie.
Właśnie, wahadełko do tego mogłoby się przydać. Czy ktoś próbował testować monety wahadełkiem przed i po oczyszczeniu? Bo jestem ciekawa, czy odpowiedź się zmienia.
To jest dobry pomysł z tym wahadełkiem, sama chyba sprawdzę swoje monety zanim podejmę decyzję, którą zostawić. Ale wróćmy do tego pytania, które zadałam wcześniej. Czy moneta, która niosła energię kogoś z problemami finansowymi, po oczyszczeniu może stać się neutralna, czy jakaś śladowa programacja zostaje i będzie sabotować mój cel?
To co piszecie o tej bliźnie to mocny obraz i chyba dobrze to rozumiem. Ale to mnie prowadzi do kolejnego pytania, które mnie nurtuje od początku tego tematu. Czy moneta, która przez lata leżała w złomie razem z innymi przedmiotami, może mieć warstwowe ślady wielu różnych energii? Bo złom to nie jedna osoba, to może być dziesiątki historii.
Sekwencja ma znaczenie. W tradycji, którą znam, zaczyna się od żywiołu ziemi jako stabilizatora, potem woda jako rozpuszczalnik, a ogień lub dym na końcu jako finalne oczyszczenie i zamknięcie. Odwrotna kolejność może dawać nierówne efekty. Nie powiem, że reaktywuje coś złego, ale intencja wtedy nie jest zakotwiczona.
Dokładnie, o to mi chodziło od początku i trochę się ta rozmowa rozwinęła w ciekawe strony, ale właśnie tego mi brakuje. Czy ktoś, kto pracował z monetą ze złomu i z nową, odczuł realną różnicę w efektach? Nie w odczuciu przy trzymaniu, ale w konkretnym działaniu intencji czy rytuału.
Ja pracowałam z obiema i szczerze, różnica była, ale nie tam, gdzie myślałam. Nowa moneta szybciej przyjmowała intencję, ale też jakby szybciej ją traciła. Moneta ze złomu po oczyszczeniu wolniej się "ładowała", ale potem trzymała to długo. Nie wiem, czy to zasługa tej matrycy, o której Cohen mówił, czy coś innego.
Właściwie mnie to pytanie o czas bardzo interesuje, bo pracuję z wahadełkiem i zastanawiam się czy użyć do niego monety ze złomu jako obciążnika. Jeśli trzyma intencję długo, to może być dobre, ale jeśli wolno przyjmuje, to pierwsze odczyty mogą być zaburzone tą resztką poprzedniej energii, nie?
Słucham tej dyskusji i mam pytanie, może trochę z boku, ale jednak o główny temat. Skoro złomowisko to chaotyczna energia wielu źródeł, to czy jest jakiś sposób, żeby sprawdzić przed zakupem czy moneta jest "ciężka" energetycznie, jeszcze zanim ją weźmiemy do domu? Czy to w ogóle da się wyczuć na miejscu?
Wracając do kwestii, która była dla mnie od początku centralna, czy wy uważacie że sama intencja podczas oczyszczania ma większe znaczenie niż metoda? Bo ta rozmowa coraz bardziej mi sugeruje, że sekwencja i metoda są ważne, ale chyba co innego decyduje o tym czy moneta ze złomu naprawdę się oczyści. Albo mylę się?
Przepraszam że wchodzę z innym wątkiem, ale mam pytanie, które mnie nurtuje od kilku postów. Czy ktoś próbował pracować z monetą ze złomu bez oczyszczania w ogóle i co z tego wyszło? Pytam, bo chciałbym wiedzieć jak bardzo to różni się od oczyszczonej, żeby w ogóle zrozumieć czy oczyszczanie jest naprawdę konieczne.
Właściwie cała ta rozmowa sprowadza się chyba do jednego, czy zaufamy swojemu odczuciu pracy z konkretnym przedmiotem czy idziemy według jakiegoś systemu. Bo system może nie pasować do tej monety, a odczucie może nas mylić. Jak wy to u siebie rozwiązujecie, jedno czy drugie?
Bardzo dziękuję za ten wątek, bo to jest właśnie coś, o czym sam nie miałem pojęcia. Mam teraz pytanie, może trochę naiwne, ale chcę zrozumieć. Jeśli moneta ze złomu "przechodzi test", to znaczy że odczucie jest spójne po odstępie, to czy można ją od razu wziąć do pracy, czy jednak oczyszczanie jest wymagane nawet wtedy?
Właściwie mam wrażenie, że przez całą rozmowę zakładamy że oczyszczanie działa tak samo na każdą monetę i każdą osobę. A co jeśli skuteczność oczyszczania też jest zmienna? Czyli jedna osoba skutecznie oczyści tę samą monetę, a druga nie, bo ma słabszą intencję albo mniej doświadczenia?
To mnie trochę zatrzymało, bo faktycznie jestem na początku drogi z przedmiotami magicznymi. Ale z drugiej strony, właśnie dlatego kupiłam tę monetę ze złomu, bo była dostępna i niedroga. Czy naprawdę powinienem zaczynać od czegoś "czystszego źródłowo", żeby w ogóle nauczyć się oczyszczania?
Wracając na chwilę do monety ze złomu jako obiektu. Przez całą rozmowę mówimy o oczyszczaniu jakby był to jeden etap, ale czy ktoś próbował sekwencji: wstępne oczyszczenie, praca z monetą przez krótki czas, drugie oczyszczenie, i dopiero potem pełna praca? Czyli traktowania pierwszego użycia jako dalszego oczyszczenia przez pracę?
