Dostałam po babci złoty łańcuszek z krzyżykiem i od jakiegoś czasu czuję się dziwnie, kiedy go noszę. Babcia była osobą bardzo dominującą, miała silną osobowość i dużo cierpienia w życiu. Zastanawiam się czy to możliwe, że przedmioty po kimś takim "przechowują" jakieś ślady tej osoby. Nie wiem jak to opisać, ale mam wrażenie że coś w tym łańcuszku jest z niej.
To bardzo częsta sprawa z biżuterią po bliskich. Metal, szczególnie złoto, ma zdolność zatrzymywania energii swojego właściciela - szczególnie jeśli dana osoba nosiła go latami i miała silne emocje. Twoja babcia jeśli długo nosiła ten łańcuszek, to dosłownie "naładowała" go sobą. Pytanie jest takie: czy to uczucie, o którym piszesz, jest nieprzyjemne, czy tylko inne? Bo to robi dużą różnicę.
Czytam ten wątek i mam pytanie do wszystkich - skąd w ogóle wiadomo, że to energia poprzedniego właściciela, a nie po prostu nasze własne emocje związane z tą osobą? Bo może zakładamy pierścionek po mamie i smucimy się, bo przypomina nam o niej, a nie dlatego że "on" przenosi jej energię? Jak to rozróżnić?
Ja miałam dokładnie taką sytuację jak mówi Talizmana. Dałam koleżance do potrzymania bransoletkę po mojej cioci, nic jej nie mówiąc. Koleżanka powiedziała od razu, że czuje przy niej niepokój i jakiś smutek. Ciocia miała bardzo trudne życie. Przypadek? Może, ale dużo myślałam o tym.
Moim zdaniem zbyt szybko zakładacie że każdy nieprzyjemny odbiór biżuterii po kimś to kwestia przejętej energii. Złoto jest tylko metalem, nie ma mechanizmu przechowywania ludzkich emocji. To co opisujecie to klasyczne psychologiczne przeniesienie - widzicie przedmiot i uruchamia wam się pamięć emocjonalna o tej osobie. Nic mistycznego.
Co do czyszczenia - są różne metody. Sól, dym z ziół, światło księżyca, intencja. Sama najczęściej używam soli morskiej przez dobę, a potem księżyc w pełni. Ale mam pytanie do autorki wątku: czy w ogóle chcesz czyścić ten łańcuszek? Może to połączenie z babcią jest czymś, co chcesz zachować, tylko w łagodniejszej formie?
Wróćmy jeszcze do pytania Rozalinki o selektywne czyszczenie. Też mnie to ciekawi - czy to w ogóle możliwe żeby "wybrać" co chcemy zachować z energii przedmiotu? Mam wrażenie, że jak się czyści to czyści się wszystko i zaczyna od nowa. Talizmana, masz w tym więcej doświadczenia, co ty na to?
Przepraszam że wchodzę z innym wątkiem, ale mam pytanie dotyczące tego co pisała Oksanka wcześniej. Skoro jej koleżanka nic nie wiedziała o bransoletce i coś poczuła - to jak odróżnić, że ta energia pochodzi od poprzedniego właściciela, a nie od samej bransoletki jako materiału? Kamień czy metal mogą przecież mieć własne właściwości niezależnie od historii.
Słuchajcie, wróćmy do praktyki bo ta dyskusja z Tomkiem kręci się w kółko. Czy ktoś próbował założyć czyjąś biżuterię nie wiedząc nic o tej osobie i coś poczuł? Pytam bo jestem ciekawa jak to jest zanim się ma jakąkolwiek informację o poprzednim właścicielu.
Ja mam trochę inne pytanie - czy to ważne jak bliska była nam ta osoba? Bo mam wrażenie, że te wszystkie przykłady tutaj dotyczą biżuterii po rodzinie, po ludziach z silną więzią. A co z przedmiotami kupionymi na targu staroci albo odziedziczonymi po nieznajomych? Czy tam ta energia też jest tak wyraźna?
Czytam ten wątek od początku i mam wrażenie, że wszyscy skupiacie się na negatywnych przykładach. Czy ktoś ma doświadczenie z biżuterią, która wprost przeciwnie - przynosi wyraźnie pozytywne odczucia? Bo z astrologii wiem, że czas w którym coś powstało albo zostało podarowane też ma znaczenie i to może wzmacniać albo osłabiać energię obiektu.
Wracając do pytania Kasjopei - ja w zasadzie nigdy nie zakładałam cudzej biżuterii bez żadnego kontekstu. Zastanawiam się teraz czy w ogóle jest możliwe takie "laboratoryjne" podejście do biżuterii. Zawsze jest jakiś kontekst - skąd masz, od kogo, czego szukasz.
Mam jeszcze jedno pytanie, które mi się kręci w głowie od dłuższego czasu. Czy biżuteria, która jest przechowywana zamknięta i ninoszona przez lata, zachowuje tę energię? Bo Kasjopea wspomniała że trzyma pierścionek w szufladzie. Czy energia "stęchnie", osłabnie, czy może przez te lata coś się kumuluje?
Mam wrażenie że to pytanie o "przechowywanie" energii jest kluczowe dla całego wątku i jakoś go omijamy. Mogę powiedzieć że mam pierścionek po cioci, który leżał zapakowany chyba z dziesięć lat, dostałam go niedawno. I pierwsze założenie - coś absolutnie wyraźnego. Ale nie wiem czy to energia cioci, moje emocje do niej, czy po prostu ten pierścionek jest srebrny z kamieniem księżycowym i sam z siebie działa.
Mam takie wrażenie, że może mamy tu dwa różne zjawiska i trochę je mieszamy. Jedno to energia która wniknęła w przedmiot od lat noszenia - jak odcisk. A drugie to może coś bardziej jak... więź między przedmiotem a konkretną osobą, która przeżyła tę osobę? Czy to w ogóle ma sens jako rozróżnienie?
Ale chwila - skoro mówimy o intencjach poprzedniego właściciela, to co się dzieje jeśli ta osoba nigdy nie myślała ezoteryczne? Zwykła babcia, która nosiła łańcuszek bo go lubiła, bez żadnych intencji energetycznych. Czy taki przedmiot też coś przechowuje?
Chcę wrócić do tego co pisała Natka o przedmiotach po nieznajomych, bo to mnie ciągnie. Mam ten wisiorek z pchlego targu i po tej rozmowie postanowiłam go dzisiaj świadomie założyć i posiedzieć chwilę. Miałam dziwne uczucie niecierpliwości, prawie irytacji. Nie wiem czy to ode mnie, bo miałam gorszy dzień, ale zastanowiło mnie to.
To jest właśnie coś o czym myślę przy tym wątku - brakuje nam jakiegoś systematycznego podejścia. Nie mówię o laboratorium, ale o prostym notowaniu. Nastrój przed, nastrój tuż po założeniu, nastrój po godzinie noszenia. Czy ktoś kiedyś to robił przez dłuższy czas z biżuterią spadkową?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, które mnie nurtuje - czy ktoś z piszących tutaj próbował oczyszczać spadkową biżuterię, a potem sprawdzić czy odczucia się zmieniają? To by chyba coś powiedziało o tym czy to energia przedmiotu czy nasze własne emocje do danej osoby.
To wcale nie jest głupie. Myślę, że to bardzo ważna rzecz którą powiedziałaś - bo może właśnie dlatego nie czyścimy spadkowej biżuterii? Że boimy się stracić ten kontakt? I to by mogło tłumaczyć dlaczego ta metoda sprawdzania jest taka trudna do zastosowania w praktyce.
Ale tu jest jeszcze jeden problem - jak w ogóle wiadomo że oczyszczenie "zadziałało"? Mówię poważnie, bo nigdy tego nie robiłam i nie wiem. Czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić że przedmiot faktycznie jest oczyszczony, a nie że po prostu coś zrobiliśmy i wierzymy że działa?
A ja mam taki pomysł - co jeśli oczyszczenie spadkowej biżuterii nie usuwa "wszystkiego", tylko jakby tę górną warstwę? Coś jakby zostawało głębiej, zakodowane w samym materiale, a powierzchniowe odciski codzienności znikają. Może dlatego jedni czują że "babcia jest jeszcze tu", a inni po oczyszczeniu mówią że poczuli się bliżej tej osoby?
Słuchajcie, teraz przenieśliśmy się z energii emocjonalnej na numerologię i obliczenia dat. To są zupełnie różne systemy, które mieszamy jakby były jednym. Albo mamy do czynienia z odciskiem emocjonalnym, albo z wibracjami liczbowymi, albo z czymś innym. Nie można jednocześnie twierdzić że wszystkie te rzeczy opisują to samo zjawisko, jeśli nikt ich nawet nie próbował sprawdzić osobno.
To co opisuje Rozalinka brzmi bardzo podobnie do tego co sam przeżyłem przy rzeczach po dziadku. To nieoddawanie czy oddawanie ciepła w dłoniach, falowanie - to jest niemal dokładny opis. I ja też nie potrafiłem wtedy powiedzieć co jest "moje" a co pochodzi z zewnątrz. Myślę że może właśnie nie da się tego oddzielić.
Mam pytanie które mnie nęka od kilku postów - wszyscy mówimy o dobrych lub neutralnych odczuciach przy tych przedmiotach po bliskich. Ale co jeśli poprzedni właściciel miał trudne życie albo chorował długo? Czy łańcuszek po osobie która bardzo cierpiała nosi w sobie ten ślad? I czy w ogóle da się to odczuć?
Ale zaraz, zaraz - to dziecko powiedziało "ciężki i smutny" o zegarku. To są słowa które bardzo łatwo mogło zasłyszeć wcześniej w kontekście śmierci, żałoby, starych rzeczy. Dzieci chłoną to z otoczenia. Jak można to traktować jako niezależne potwierdzenie?
A może te warstwy nie są osobno, tylko razem tworzą coś w rodzaju pełnego obrazu? Mam takie przeczucie że przedmiot noszony przez kogoś przez całe życie zbiera wszystko - i radość i cierpienie - i że nie można tego rozdzielić. Czy dlatego właśnie niektórzy mówią że stare rzeczy mają "głębię" której nowe nie mają?
