A czy ktoś kiedyś robił czar na miejsce i potem tam pojechał i sprawdził? Dosłownie fizycznie? Czy to brzmi absurdalnie?
Ale chwila - zakładamy, że pojechanie w miejsce po czarze pozwoli stwierdzić, że czar zadziałał. A skąd wiadomo, że zmiany, które widzimy na miejscu, są efektem czaru, a nie zwykłego upływu czasu i przypadku? To brzmi jak klasyczny problem z korelacją.
Mam pytanie może trochę z boku, bo dopiero czytam ten wątek od początku - czy korek, o którym pisano wcześniej, ma tu jakieś praktyczne zastosowanie? Bo rozumiem, że butelka z mapą i korek z intencją, ale co jeśli mapa jest wydrukowana duża i nie zmieści się do butelki? Jakaś alternatywa?
A czy ma znaczenie, że korek jest z wina, czy może być nowy, kupiony luzem? Bo rozumiem, że użyty korek niesie jakąś historię, ale nie wiem, czy to pomaga, czy przeszkadza w takiej pracy.
To może głupie pytanie, ale wracając do Prokopa i jego sytuacji - jeśli ktoś chce się przeprowadzić do konkretnego miejsca, to czy ma pracować z mapą miejsca, czy z mapą drogi między swoim a tym miejscem? Bo mnie się wydaje, że to drugie jest jakby pokazaniem kierunku, a pierwsze jest wejściem w samo miejsce.
Wracam do tego, co napisała Pelagiusza - że mapa drogi i mapa miejsca docelowego mają różne intencje. Ale co jeśli ktoś nie wie, czy chce się przeprowadzić, tylko eksploruje to energetycznie? Tzn. nie ma jeszcze decyzji, tylko chce poczuć, czy to miejsce w ogóle jest dla niego? Bo wtedy ani droga, ani cel nie są pewne.
To ile czasu między jednym a drugim? Bo rozumiem, że nie minutę, ale czy to musi być inny dzień? Pytam serio, bo mam konkretną sytuację z mieszkaniem i chciałbym się za to zabrać, ale nie wiem, od czego.
Przy takich sprawach jak mieszkanie dodałabym jeszcze sprawdzenie daty - czy księżyc jest w odpowiedniej fazie do sprowadzania czegoś nowego. Przybywający księżyc na przyciąganie, oczywiście. I tu mapa działa jak punkt skupienia intencji przyciągającej.
Akurat bambus w niektórych tradycjach azjatyckich jest używany dokładnie do zapieczętowywania - zwłaszcza duchów i złych energii. Więc to nie jest tak, że bambus to tylko wzrost. Kontekst robi robotę.
A wracając do weryfikacji, o której pisano wcześniej - czy ktoś próbował tarot jako sposób do sprawdzenia, czy czar na miejsce działa? Tzn. po wykonaniu rytuału wyciągnąć kilka kart z pytaniem o energię tego miejsca?
Przepraszam, że wchodzę w środku, ale czy w ogóle jest różnica, jakiej mapy się używa? Tzn. papierowej, czy można wydrukować z internetu? Bo zastanawiam się, czy mapa ze starego atlasu ma inną energię niż coś wydrukowanego na drukarce.
A co z mapami cyfrowymi? Znaczy - czy gdyby ktoś na ekranie pokazał mapę miejsca i trzymał nad nią wahadełko, to też by działało? Pytam, bo nie zawsze mam możliwość drukowania.
Czekajcie, ale to znaczy, że zdjęcie miejsca zamiast mapy mogłoby działać lepiej? Bo zdjęcie jest bardziej konkretne, widać budynek, ulicę, a mapa to tylko symbol. Albo czy można połączyć jedno z drugim?
Mapa i zdjęcie to dwie różne warstwy. Mapa mówi gdzie. Zdjęcie mówi jak. Przy czarach na miejsce pytanie brzmi, czego właściwie potrzebujesz - dostać się do energii lokalizacji, czy do energii konkretnej przestrzeni w tym miejscu. To nie jest to samo.
To akurat jest jeden z głównych problemów przy weryfikacji takich prac. Nieprzypadkowo wróciłam do tarota jako sprawdzenia - właśnie dlatego, że po samym rytualne nie wiadomo czy coś zadziałało, czy nie. Mapa to punkt skupienia, ale nie miernik.
A czy ktoś próbował zamiast tarota użyć do takiej weryfikacji czegoś prostszego? Znaczy - wyciągnąć jedną kartę z konkretnym pytaniem tak/nie zamiast całego rozłożenia? Może mniej materiału do interpretacji to mniejsze pole do błędu.
Czytam tę dyskusję i mam wrażenie, że im głębiej, tym więcej rzeczy, które mogą pójść nie tak. Czy w ogóle można zrobić taki czar na miejsce bez lat praktyki? Pytam szczerze, bo miałam prosty plan z mapą i korkiem i teraz się zastanawiam, czy nie narobię sobie kłopotów.
To mnie uspokaja, bo sam myślałem o czymś podobnym. Ale mam pytanie o ten korek konkretnie - czy ma znaczenie, czy to korek od wina, czy kupiony osobno? Używany wydaje się bardziej naładowany, ale może właśnie niekoniecznie dobrze.
To znaczy, że w zasadzie mogę narysować coś bardzo prymitywnego i to zadziała, jeśli ja wiem, co to jest? Kwadrat z krzyżykiem i adresem? Poważnie pytam, bo nie mam zdolności plastycznych.
A czy numerologia adresu miejsca mogłaby tu pomóc? Znaczy - zanim zrobisz rytuał, sprawdzasz sumę cyfr adresu i wiesz, czy to miejsce ma energię sprzyjającą temu, o co prosisz? Dopiero zaczynam patrzeć na numery pod tym kątem i zastanawiam się, czy to się łączy.
To jest dobre pytanie, ale trochę wychodzi poza temat czarowania na miejsca. Wróćmy do sedna - mnie ciekawi właśnie to połączenie korek plus mapa plus ewentualnie numerologia adresu. Czy ktoś próbował wszystkich trzech elementów naraz? Bo to brzmi jak dość kompletna praca.
A jak się robi ten odczyt mapy? Kładziesz rękę na mapie i co? Czekasz na odczucie? Bo brzmi to dość mgliście i nie rozumiem, co konkretnie się wtedy robi.
A wracając do tego korka - rozumiem, że może zamykać intencję w naczyniu. Ale czy korek musi być z wina, czy jakiś inny też działa? Mam w domu mnóstwo korków po lemoniadach, gazowanych wodach, różne. Czy to ma znaczenie, skąd pochodzi?
To znaczy, że sam korek nie ma jakiejś własnej energii, tylko tę, którą mu nadajesz? Czy mimo wszystko ma coś swojego, zanim w ogóle go dotkniesz?
Poczekajcie, bo się trochę zgubiłam. Skoro korek może być pojemnikiem na intencję, to co w nim zamykamy? Kawałek kartki z życzeniem? Zioła? Czy po prostu samą myśl i już? Bo jak to fizycznie wygląda, kiedy ktoś to robi?
Jeśli intuicja milczy, to może właśnie to jest odpowiedź. Neutralne miejsce to dobre miejsce, nie ma złej energii, nic nie straszy. Lepsze to niż wyraźne złe odczucie. Kornelia, a numerologicznie sprawdziłaś ten adres? Bo czasem właśnie liczba adresu daje odpowiedź, gdy intuicja się nie odzywa.
Pytanie z boku, bo siedzę cicho od jakiegoś czasu i obserwuję ten wątek. Czy ktokolwiek miał sytuację, gdzie czar albo odczyt miejsca faktycznie zmienił decyzję? Czyli że bez rytuału byś wynajął albo kupił, a po rytuale zrezygnowałeś - albo odwrotnie? Pytam, bo ciekawi mnie, czy to w ogóle wpływa na realne wybory, czy głównie potwierdza to, co już wiemy.
