Zaczęłam się ostatnio wgłębiać w temat proszków do posypywania i totalnie mnie to wciągnęło. Babcia mówiła o sianiu ziół przez próg, ale nigdy nie tłumaczyła z czego dokładnie. Wie ktoś, co się właściwie miało w takich proszkaach? Czy to były suszone zioła, zmielone kamienie, może jakaś mieszanka? I do czego konkretnie się je stosuje - bo słyszałam że jedne są do ochrony, inne do przyciągania, a jeszcze inne do czyszczenia przestrzeni?
Temat rzeka! Proszki to jedna z moich ulubionych form pracy z materią. Podstawa to oczywiście suszone i zmielone zioła, ale skład zależy totalnie od celu. Do ochrony progu klasycznie idzie czarny pieprz, sól kamienna, czasem sproszkowana kora dębu. Do przyciągania - coś słodszego, cynamon, lawendę, różę. A do czyszczenia przestrzeni mam swój miks z kopru włoskiego, białej szałwii i soli morskiej. Mielisz moździerzem i tyle. Ale chcę zapytać - czy ktoś tu próbował dodawać do proszków sproszkowane kamienie? Bo ostatnio się zastanawiam czy to w ogóle ma sens czy tylko utrudnia mieszanie.
Czytam i próbuję nadążyć. Mam pytanie może głupie, ale - jak się taki proszek właściwie stosuje? Dosłownie posypujesz podłogę i zostawiasz, czy potem zmiatasz? Bo wyobrażam sobie że sól przy drzwiach to jedna sprawa, ale jak to działa przy środku pokoju?
O, właśnie o proszakch z kamieni chciałam spytac! Kupilam jakiś czas temu sproszkowany selenit w sklepiku i nie wiedziałam kompletnie co z tym zrobic. Sprzedawca mówił że do oczysczania, ale nie powiedział jak. Czy można go mieszac z tymi ziołami co Jemiolka pisze? I czy selenitt nie traci właściwości jak go zmielisz, bo czytałam że kamienie działają przez swoją strukturę?
Zatrzymajmy się na chwilę przy tym selenicie, bo trochę to upraszczamy. Selenit to siarczan wapnia, który bardzo łatwo wchłania wilgoć i po zmieleniu jeszcze bardziej. Mieszanie go z ziołami które mają jakąkolwiek olejkowość to ryzyko że całość się sklei i spleśnieje po kilku tygodniach. Czy ktoś tu myśli praktycznie o przechowywaniu takich mieszanek? Bo widzę że dyskusja idzie w kierunku co i z czym, ale nie ma słowa o tym jak długo taki proszek zachowuje jakość.
Czytam całą tę rozmowę i mam pytanie może z boku tematu, ale jednak - czy robienie takich proszków samodzielnie naprawdę ma większe znaczenie niż kupienie gotowego? Bo w tym sklepiku ezoterycznym blisko mnie sprzedają gotowe mieszanki, na słoiczkach jest napisane do czego i mam ochotę po prostu kupić. Czy to jest droga na skróty która nie działa?
Dziękuję za tę dyskusję, bardzo mi tu dużo rozjaśnia! Chciałam zapytać konkretnie o proszki do rytuałów miłosnych, bo to moja działka. Czy do takich proszków używa się innych ziół niż przy ochronie? I czy sypie się je tak samo - po progu, po podłodze - czy są inne miejsca? Bardzo mi zależy żeby zrobić to dobrze.
Mnie nurtuje jedno praktyczne pytanie które nie padło - co z takim proszkiem jak go już zmietujesz? Bo jeśli zaabsorbował złą energię to nie powinnam go chyba wyrzucać do zwykłego kosza, prawda? Gdzieś czytałam że trzeba to wynieść na rozstaje dróg albo zakopać, ale to brzmi bardzo staroświecko i nie wiem czy w mieście to ma sens.
A co jeśli ktoś mieszka na bardzo małej przestrzeni i nie ma jak zrobić linii przy progu bo to jest np. kawalerka gdzie sypialnia to też salon? Czy proszki w ogóle mają sens w takich warunkach, czy trzeba to inaczej podejść? Pytam bo sama mieszkam w małym mieszkaniu i zastanawiam się czy ma sens stawiać granicę np. przy drzwiach wejściowych skoro cała przestrzeń to jeden pokój.
A co z oknami w kawalerce? Bo słyszałam że okna to też wejście energii, nie tylko drzwi. Czy proszek na parapecie ma sens, czy to już przesada?
Babcia nigdy nie tłumaczyła tego słowami "energia", ale robiła to instynktownie - jak zioła w wiązce zaczynały "śmierdzieć sianem" a nie pachniec, to wynosiła je i wieszała świeże. Myślę że to ta sama zasada co Jemiolka opisuje, tylko bez ezotycznej terminologii.
To właściwie wracając do mojego pytania o wyrzucanie - czy ta sakiewka po zużyciu też idzie na rozstaje dróg, czy to inne zasady niż dla proszku z podłogi? Bo jeden wchłonął energię z przestrzeni, a drugi siedział zamknięty przy oknie.
A wracajac do tego selenitu co mialam - jak teraz rozumiem że on wchłania wilgoc, to moze jednak nie do mieszanki, tylko osobno? Można go wysypac gdzies solo bez ziół? I czy ma inne zastoswanie niz oczyszczanie?
Przepraszam że wchodzę z boku, ale czy ktoś wie czy te proszki mają jakieś działanie na zapach w mieszkaniu? Bo moja mama pyta mnie czemu u mnie "dziwnie pachnie" i trochę nie wiem jak tłumaczyć 🙂
A jeśli ktoś w domu nie wie o tym co robimy i nie przepada za tego rodzaju zapachami, to czy to wpływa na działanie? Mieszkam z rodziną która na to kręci nosem i zastanawiam się czy ich nastawienie coś robi z proszkiem.
Babcia sypała coś przy progu co wyglądało jak drobno zmielony popiół z ziół - i mówiła żeby nikt tego nie zamiatał przez trzy dni. Potem dopiero zmiatała i wynosiła. Więc może ten czas kontaktu z progiem jest ważny, a nie jednorazowe przejście?
A jak się zmiata taki proszek po tych trzech dniach, to idzie normalnie do śmieci, czy jednak na rozstaje jak wcześniej pisała Romcia? Bo rozumiem że to nie jest proszek czyszczący który wchłonął coś złego, tylko ochronny - czy zasada wyrzucania jest ta sama?
Wynosiła za dom i wsypywała pod krzew. Który konkretnie, nie pamiętam, ale chyba bez albo głóg. Nie na rozstaje, nie do śmieci - do ziemi. Może to ważne, a może po prostu tak jej było wygodnie.
Bez i głóg to nie przypadkowy wybór, to drzewa/krzewy bardzo mocno związane z ochroną w tradycji słowiańskiej. Myślę że babcia wiedziała co robi, nawet jeśli nie używała ezotycznych słów. Zwrócenie ziołom do ziemi przez roślinę ochronną - to ma logikę rytualną.
A ja mam pyatanie bo trochę zgubiłam wątek - jeśli robię proszek z ziół suszonych, to czy mam je samic suszyć czy kupne suche zioła ze sklepu zielraskiego tez dzialają tak samo? Bo nie mam skąd zbierać, mieszkam w centrum.
A to co mówi Zenobia - do posypywania ubrania - to znaczy że sypie się na ubranie przed wyjściem? To nie niszczy tkaniny? Bo to trochę dziwnie brzmi, chociaż może się mylę.
Wracając do tego co robiła babcia - ona nigdy nic nie sypała na ubrania, tylko na podłogę i próg. Zastanawiam się teraz czy skład proszku zmieniał się w zależności od pory roku albo od tego co akurat się działo w domu. Bo przypominam sobie że kiedyś po jakimś konflikcie w rodzinie sypała coś innego - ciemniejszy proszek, nie ten szary co zwykle.
To jest bardzo konkretna obserwacja - różne proszki na różne sytuacje. Ciemniejszy po konflikcie mógł zawierać węgiel drzewny albo zmieloną czarną sól, bo to klasyka do neutralizowania napięć i złych emocji. Babcia nie mówiła z czego go robiła?
Jeden dzień przy proszku po konflikcie to może mieć sens - krótszy czas działania gdy chodzi o szybkie oczyszczenie napięcia, w odróżnieniu od długoterminowej ochrony którą zostawia się na trzy dni. Czy proszek był sypany w tym samym miejscu co zawsze - przy progu - czy gdzieś w środku domu?
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się - jak zacząć od zera bez takiej babci co by uczyła? Bo wy macie albo wiedzę z tradycji albo dużo lat praktyki. A jak ktoś chce zrobić pierwszy proszek ochronny i nie wie co sypać, co mleć, jakie proporcje - skąd to brać?
Baza sypka to właśnie często sól albo ziemia - sól biała, sól morska, albo zmielona kreda w niektórych tradycjach. Chodzi o nośnik, który sprawia że proszek jest rzeczywiście proszkiem a nie grudkami zmielonych liści. W hoodoo bazą bywa kukurydziana mąka albo talk. Pytanie do Glicynii - co chcesz zrobić z tym proszkiem konkretnie, posypać próg, narożniki pokoju, coś innego?
A talk? Jak talk do ciała? To działa jako baza do proszku ochronego? Trochę śmiesznie brzmi ale może nie rozumiem o co chodzi 🙂
