Można wyznaczyć na mapie linię graniczną wokół miejsca i każdy punkt tej linii wzmocnić małym znakiem - runa, symbol, kropla wosku. To nie jest metafora, to dosłowna praca z przestrzenią. Jak ktoś kiedyś próbował czegoś podobnego, chętnie porównam efekty.
Słucham tego wszystkiego i mam wrażenie, że przy moim mieszkaniu byłoby za mało materiału do takiej pracy. Zdjęcia sterylne, ziemi nie mam, adresu jeszcze nie wiem, czy to to. Ale mapa - mapę mogę mieć. Czy wycięcie fragmentu mapy Google i wydrukowanie to w ogóle ma jakieś znaczenie, czy musi być papierowa mapa?
Dobra, ale mnie interesuje coś innego - jak długo taka praca z mapą w ogóle działa? Czy to jednorazowy rytuał i po sprawie, czy trzeba powtarzać? Bo jak mam zamknąć intencję w mapie, to chcę wiedzieć, kiedy ją otworzyć albo kiedy uznać, że temat skończony.
Jak słucham o paleniu map i zalewaniu woskiem, to chcę zapytać - czy ktoś kiedyś miał poczucie, że rytuał się nie zamknął? I jak to wyglądało? Bo to brzmi trochę jak coś, co można sobie wmówić, że się dzieje, ale też może być prawdziwe doświadczenie.
Wracając do korka w kontekście całej tej rozmowy - bo Prokop miał rację, że trochę to się rozjechało, ale teraz widzę połączenie. Jeśli mapa jest nośnikiem intencji skierowanej na miejsce, to korek wydrążony i zamknięty z karteczką z adresem albo zdjęciem miejsca może być kompaktową wersją tej samej pracy. Małą, przenośną. Czy ktoś próbował czegoś takiego?
Korek jest porowaty - oddycha. Zawinięta kartka jest zamknięta szczelnie. Z punktu widzenia symboliki to chyba spora różnica. Korek mógłby sugerować intencję, która wchodzi w kontakt ze światem, oddycha, żyje. Papier bardziej hermetyczny, może bardziej odpowiedni do zamknięcia niż do rozwijania.
Przepraszam, że wchodzę z innej strony, ale przy tym wątku o mapach - czy adres miejsca, np. ulica i numer, może być użyty numerologicznie jako wzmocnienie przy takiej pracy? Czyli zanim zaczniesz rytuał z mapą, najpierw sprawdzasz liczbę adresu i dobierasz do niej dzień albo kolor wosku?
