Zaczęłam ostatnio szukać informacji o tym, czy materiał, w który zawija się przedmioty magiczne, ma jakieś znaczenie. Babcia zawsze mówiła, że woreczki z ziołami mają być z lnu, nigdy syntetyczne. Nie wiedziałam wtedy dlaczego, ale teraz zaczynam to rozumieć. Czy len ma jakieś szczególne właściwości w porównaniu z bawełną albo wełną? I czy w ogóle robi różnicę, jeśli chodzi o przechowywanie np. liści używanych do wróżb czy zaklęć?
Len to w tradycji słowiańskiej jeden z najbardziej "czystych" materiałów, jeśli chodzi o pracę magiczną. Uważano go za ziemski, ale też związany z przędzą losu - nie bez powodu Mojry i Norny przędły właśnie lniane nici. Bawełna jest łagodniejsza, bardziej neutralna, dobra do przechowywania przedmiotów, którym nie chcemy nadawać dodatkowego ładunku. Wełna to już inna kategoria - pochodzi od zwierzęcia, więc niesie ze sobą energię żywą, zmienną. Każdy z tych materiałów ma swoje miejsce.
Czytałam coś podobnego o lnie, ale mam pytanie - czy to znaczy, że do zaklęć ochronnych lepszy będzie len, a do np. rytuałów przyciągania wełna? Czy jest jakaś zasada, której można się trzymać?
A jedwab? Nigdy nie słyszałam, żeby babcia wspominała jedwab. U nas w domu to był zawsze len albo płótno. Czy jedwab pojawia się w jakiejś konkretnej tradycji?
Ja pracuję z liśćmi od jakiegoś czasu i wróciłam do wątku, bo temat przechowywania to dla mnie bardzo praktyczna sprawa. Trzymałam liście laurowe w słoiku i po kilku tygodniach zrobiły się jakieś płaskie energetycznie, jeśli rozumiecie co mam na myśli. Przełożyłam je do płóciennego woreczka i różnica była wyraźna. Więc z doświadczenia mogę powiedzieć - materiał ma znaczenie, przynajmniej przy liściach.
Czytam ten wątek od początku i mam pytanie, które chodzi mi po głowie. Czy prześwietlone liście, czyli takie wystawione na słońce albo księżyc w celu naładowania, powinny być potem przechowywane inaczej niż te zwykłe, suszone? Bo rozumiem, że coś do nich wtedy "wchodzi" i zastanawiam się, czy to się nie ulatnia.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale chciałam zapytać o coś podstawowego. Pisząc "prześwietlone liście" macie na myśli dosłownie wystawienie ich na słońce lub księżyc na jakiś czas? Ile to trwa? I po co się to robi? Kompletnie nie znam tego tematu, ale brzmi ciekawie.
Liście laurowe, miętowe, szałwiowe - każdy działa inaczej i nie każdy nada się do każdego celu. Ale wróćmy na chwilę do materiałów, bo mnie zastanawia jedna rzecz w tym wątku. Mówimy o lnie, bawełnie, wełnie - ale nikt nie wspomniał o tym, skąd materiał pochodzi i czy był gdzieś wcześniej używany. Stary len z domu babci to zupełnie co innego niż metraż kupiony w markecie. Energia materiału to też jego historia.
Zastanawiam się, czy ktoś sprawdzał to empirycznie - nie przez tradycję, tylko przez własne odczucia podczas pracy. Bo rozumiem, że każdy materiał ma inną strukturę włókna, ale skąd wiemy, że to przekłada się na energię, a nie tylko na nasze skojarzenia z danym materiałem?
A wróćmy do samych liści, bo to mnie bardzo interesuje. Czy te prześwietlone liście, o których pisałyście wcześniej, można używać do rytuałów miłosnych? Pytam bo nigdy nie słyszałam, żeby ktoś łączył prześwietlanie z tym konkretnym typem zaklęcia.
Słuchajcie, a co z samym materiałem woreczka do przechowywania tych prześwietlonych liści - czy faza księżyca podczas prześwietlania powinna pasować do rodzaju tkaniny? Tzn. czy len do pełni, a do nowiu coś innego? Czy to już przesada?
Przepraszam, że się wtrącam, ale czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam zupełnie podstawowe pytanie. Skąd w ogóle wiadomo, że liść "wchłonął" energię słońca czy księżyca, a nie po prostu wysechł? Naprawdę nie rozumiem tego mechanizmu i trochę się wstydzę pytać, ale chyba lepiej zapytać.
I to jest właśnie ta granica, o której lubię rozmawiać. Tradycja mówi jedno, doświadczenie mówi coś, ale interpretacja doświadczenia jest subiektywna. Nie twierdzę, że to bez wartości - po prostu warto wiedzieć, na czym stoimy, zanim zaczniemy mówić, że len "działa inaczej" niż bawełna.
A wracając do tkanin - babcia używała też konopi do woreczków z ziołami. Myślałam, że to dlatego, że konopie były po prostu dostępne na wsi, ale może był za tym jakiś inny powód? Czy ktoś pracuje z konopią?
A właśnie - konopie to taki materiał, o którym prawie nikt nie mówi w kontekście woreczków i przechowywania, a może warto byłoby to zgłębić. Babcia robiła z nich też sznurki do wiązania pęczków ziół. Czy sznurek z konopi ma inne znaczenie niż sam woreczek?
Trzy i siedem to liczby, które pojawiają się w słowiańskich rytuałach bardzo regularnie. Jeśli liczyła szeptem, to mogła szeptać coś przy każdym węźle. Czy pamiętasz, czy robiła to samo z każdym rodzajem ziół, czy tylko z niektórymi?
Ja mam ręcznie tkany kawałek lnu po prababci i nigdy nie wiedziałam, co z nim zrobić. Leży i jest. Teraz myślę, że może powinnam go użyć do czegoś zamiast trzymać w szufladzie. Ale czy taka stara tkanina nie jest już pełna cudzej energii? Jak ją oczyścić, żeby nie zaburzyć tego, co dobrego w niej zostało?
Czytałam ten wątek od dawna i właśnie coś mnie uderzyło - dużo mówimy o przechowywaniu prześwietlonych liści w lnie, ale nikt nie powiedział wprost, do jakich zaklęć takie liście w ogóle najlepiej pasują. Znam tylko zastosowanie ochronne, ale jest ich więcej?
A czy do rytuałów miłosnych, o których pytałam wcześniej, liście prześwietlone w pełnię powinny być przechowywane w konkretnym kolorze lnu? Gdzieś czytałam, że do rytuałów miłosnych len powinien być różowy albo czerwony, ale nie wiem, czy to ma sens, czy tylko estetyka.
Zatrzymajmy się na chwilę. Mówimy o farbowaniu, kolorach, wchłanianiu intencji przez tkaninę. Czy ktoś kiedykolwiek próbował porównać te same rytuały raz z farbowanym lnem, raz z naturalnym i zapisał wyniki? Nie oczekuję eksperymentu naukowego, ale chociaż coś konkretnego.
Wracając do tego kawałka lnu po prababci, o którym pisałam - po przeczytaniu całej tej rozmowy o barwieniu i strukturze, trochę inaczej na niego patrzę. Nie chcę go już tak agresywnie czyścić. Ale mam pytanie do Kminek albo Lady - jeśli tkanina ma w sobie "ślad człowieka", to czy stary len, który był używany w domu przez dziesięciolecia, nie ma przypadkiem za dużo tych śladów, żeby w ogóle użyć go do własnego rytuału? Jak ocenić, czy to jest przeładowanie czy zasób?
Babcia miała kawałki starych tkanin, które traktowała inaczej niż resztę - składała je osobno, zawijała w papier. Nigdy mi nie powiedziała dlaczego. Teraz po tej rozmowie myślę, że może właśnie o to chodziło, że wiedziała, które mają "więcej" w sobie i przechowywała je z szacunkiem, nie z ostrożnością. Ale czy jest jakaś tradycja, może słowiańska, która opisuje, jak rozpoznawać takie tkaniny? Bo może instynkt babci miał jakieś źródło, którego ja nie znam.
