To rozróżnienie między "naprawdę przekazuje energię" a "pomaga skupić myśli" jest, moim zdaniem, fałszywą dychotomią. W tradycjach, z którymi pracuję, te dwie rzeczy nie są przeciwstawne. Skupiona myśl jest energią. Nie trzeba tego rozstrzygać, żeby praktykować skutecznie.
Wracam do rzeczy bardziej podstawowej bo trochę zgubiłam wątek. Czy ktoś może powiedzieć konkretnie, co znaczy "pracować z różdżką przez miesiąc"? Jak to wygląda w praktyce, co się robi każdego dnia albo kiedy potrzeba? Bo ja mam różdżkę z leszczyny i po prostu leży na półce.
Różdżka leżąca na półce to w sumie zmarnowany potencjał, bo leszczyna jest jednym z klasycznych materiałów na różdżki do radiestezji i nie tylko. Żeby naprawdę zacząć z nią pracować, powinnaś ją najpierw naładować, najlepiej na pełni, trzymając w dłoniach i wyobrażając sobie przepływ energii ze swojego centrum do drewna.
Do pytania Topielicy o codzienną pracę: to naprawdę zależy od tego, do czego różdżka ma służyć. Jeśli do radiestezji, ćwiczysz proste pytania tak/nie, obserwujesz reakcję ciała przez drewno. Jeśli do kierowania intencją w rytuale, trzymasz ją przy pracy z ołtarzem, podczas medytacji z konkretnym zamiarem. Nie ma jednego schematu.
Słucham tego wątku i mam jedno pytanie, które mnie nurtuje. Skoro leszczyna, wierzba, słonecznik mają różne "energie" jak tu piszecie, to skąd pochodzi ta wiedza? Ktoś to kiedyś skatalogował, jest jakaś księga, czy to jest przekaz do którego trzeba mieć dostęp?
Ale to znaczy, że dwie osoby mogą mieć zupełnie sprzeczne przypisania dla tego samego gatunku drewna i obie będą twierdzić że są słuszne? Jak wtedy wybrać?
A właśnie, wracając do tego słonecznika z tytułu, bo nikt o nim nie mówił od jakiegoś czasu. Próbowałam niedawno zrobić różdżkę z łodygi słonecznika i jest mega lekka, ale czuję, że jest jakaś krucha. Ktoś w ogóle pracował ze słonecznikiem?
Ale w tytule wątku jest o tanich alternatywach. Wrócę do tego, bo mnie interesuje aspekt praktyczny. Czy słonecznik albo zwykłe drewno z pobliskiego lasu naprawdę może zastąpić kupioną różdżkę? I czy jest coś, czego nie zastąpi?
Ale wracając do mojego słonecznika, bo nadal mam problem praktyczny. Jak jej używam to trzymam za cieńszą część i boję się, że pęknie przy bardziej energicznym ruchu. Ktoś mi powiedział, że można ją wzmocnić lakierem, ale nie wiem czy to nie zablokuje energii. Kapturek albo Jarek83, macie zdanie na ten temat?
Trochę wchodzę w tę rozmowę, bo jest ważna. Przy okazji słonecznika chcę zaznaczyć jedno: różdżka z łodygi rocznej rośliny ma z definicji inne "życie" niż różdżka z drzewa. Rośliny roczne zamykają cykl, a drzewa trwają. Czy to wpływa na pracę? W moim doświadczeniu tak. Różdżka słonecznikowa dobrze się sprawdza do pracy zamknięcia, zakończenia cyklu, niekoniecznie do długoterminowego narzędzia codziennej pracy.
Dobra, ale mnie dalej nurtuje to podstawowe pytanie z tytułu wątku. Słonecznik ok, rozumiem, ale co z drewnem? Bo mam w ogrodzie leszczynę i kilka innych drzew. Czy leszczyną jest w ogóle sensowna jako materiał? Gdzieś czytałem, że jest tradycyjnie związana z różdżkarstwem.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam pytanie trochę z boku. Wszystko to brzmi sensownie jako praca symboliczna, ale czy ktoś z was naprawdę wierzy, że różdżka z leszczyny inaczej "szuka wody" niż różdżka z klonu? Serio pytam, bo nie chcę być złośliwa, po prostu chcę zrozumieć gdzie jest granica między symbolem a twierdzeniem o rzeczywistości.
Dobra, ale wracam do swojego słonecznika, bo Kapturek napisała coś ważnego o używaniu obok lekarza, a nie zamiast. Mnie chodzi tylko o taką codzienną pracę, nie o żadne leczenie. Tylko nadal ten problem z kruchością. Wosk pszczeli to skąd go wziąć, ze świecy czy trzeba kupić surowy?
A można w ogóle zebrać łodygę słonecznika zanim wyschnie na roślinie i suszyć samodzielnie w domu? Mam ogród, ale zwykle czekałam aż sama wyschnie na stojąco. Nie wiem czy to robi różnicę.
Robi. Suszenie na roślinie, szczególnie przez jesień, to długi proces i łodyga traci elastyczność równomiernie. Przy suszeniu w domu można przyspieszyć, ale trzeba uważać, żeby nie suszyć w zbyt wysokiej temperaturze i nie kłaść płasko, bo się wykrzywi. Zawiesza się pionowo albo lekko skośnie.
Faza księżyca przy zbiorze to dla mnie już trochę za daleko. Ale zanim powiem, że nie rozumiem, to chcę zapytać uczciwie. Jarek83, czy ty sam to stosujesz i czy widzisz różnicę w efekcie, czy raczej chodzi o zachowanie rytuału jako takiego?
To trochę jak z gotowaniem, nie? Zupa zrobiona z uwagą smakuje inaczej niż ta na szybko. Nie wiem czy to fizyka czy psychologia, ale coś w tym jest.
Wchodzę w temat, bo śledziłam od środka wątku. Mam pytanie do praktykujących: czy robiliście kiedyś różdżkę z drewna, które dostaliście od kogoś, nie zebrali sami? Interesuje mnie czy to zmienia coś w pracy z nią, bo mam kawałek dębu od starszej kobiety i zastanawiam się.
A czy oczyszczenie różdżki z drewna z drugiej ręki wystarczy żeby pozbyć się poprzedniej energii, czy niektóre materiały po prostu "trzymają" energię tak mocno, że oczyszczenie nie pomaga w pełni? Pytam bo słyszałam różne opinie na ten temat przy kamieniach i nie wiem czy do drewna to samo podejście.
Wracając do początku, bo zaczęłam ten temat pytaniem o tanie alternatywy dla kupnych różdżek. Po całej tej rozmowie mam wrażenie, że drewno z ogrodu i łodyga słonecznika są naprawdę pełnoprawnymi opcjami, nie tylko zastępczymi. Ale nadal nie wiem: jak długo trwa taka własnoręcznie zrobiona różdżka zanim zacznie faktycznie działać, jeśli w ogóle jest coś takiego jak czas rozruchu?
Wracając do początku, bo zaczęłam ten temat pytaniem o tanie alternatywy dla kupnych różdżek. Po całej tej rozmowie mam wrażenie, że drewno z ogrodu i łodyga słonecznika są naprawdę pełnoprawnymi opcjami, nie tylko zastępczymi. Ale nadal nie wiem: jak długo trzeba sezonować własnoręcznie zebraną gałąź zanim zacznie się z nią pracować? Czy to kwestia tygodni, miesięcy?
ciemność przy suszeniu drewna jest obojętna technicznie, ale są tradycje, które wolą żeby przyszła różdżka miała kontakt ze światłem naturalnym w jakimś momencie przygotowania. Nie mówię, że to warunek, ale warto wiedzieć, że takie rozróżnienie istnieje zanim zdecydujesz.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale mam pytanie do Kapturek. Czy te tradycje, które mówią o kontakcie ze światłem, mają jakiś konkretny czas ekspozycji na myśli, czy to bardziej symboliczne, żeby przynajmniej raz wystawić na słońce?
Wróciłam do pytania o ten kawałek dębu, który dostałam. Czesia61 pytała o kontekst. Dopytałam. Okazało się, że ta kobieta zebrała go po burzy, z gałęzi, która sama opadła. Powiedziała, że dąb "oddał go sam". Nie wiem jak to rozumieć dosłownie, ale zmienia to dla mnie coś w podejściu do tego kawałka.
A ja mam pytanie w sumie do wszystkich, bo wątek wrócił do ochrony. Czy różdżka do pracy ochronnej musi mieć inną konsekrację niż różdżka do, powiedzmy, wróżbiarstwa? Zawsze myślałam, że konsekracja jest jedna, ale teraz zaczynam wątpić.
To brzmi jakbyście robili zakres uprawnień dla przedmiotu. Jak przy komputerze, co może a co nie. Czy dobrze rozumiem, że konsekracja jest jak ustawienie intencji zakresu działania?
Wychodzi na to, że lepiej od razu zdecydować do czego chcesz jej używać zanim zaczniesz zbierać drewno, nie dopiero przy konsekracji. Czy tak?
