Chodzi mi po głowie zrobienie własnej różdżki, bo te w sklepach są albo drogie, albo wyglądają jak zabawki. Czytałam, że można użyć zwykłej gałęzi z ogrodu, ale nie wiem od czego zacząć. Widziałam też gdzieś coś o promieniach słonecznika jako alternatywie dla drewna i kompletnie nie rozumiem jak to działa. Ktoś próbował którejś z tych opcji?
Temat jak najbardziej na miejscu. Sama przez lata używałam różdżki z leszczyny zanim w ogóle zainteresowałam się czymkolwiek innym. Co do słonecznika, chodzi o suszone łodygi, nie o same kwiaty, na wypadek gdybyś miała inny obraz w głowie. Ale zanim pójdziemy dalej, to jaki masz zamiar wobec różdżki? Bo to trochę zmienia odpowiedź na pytanie o gatunek.
Gatunek drewna ma znaczenie, ale konsekracja i tak robi robotę. Widziałem różdżki z najtańszego drewna, które działały lepiej niż te z egzotycznych drzew kupionych za fortunę. Pytanie brzmi: działają dla kogo i do czego.
Drewno nie jest neutralne i naprawdę warto to rozróżniać. Leszczyna to klasyk przy różdżkowaniu i szukaniu wody, dąb niesie ze sobą inny rodzaj energii, bardziej zaporowy, ochronny. Łodyga słonecznika jest lekka, łatwo ją pozyskać po sezonie, ale to nie jest drewno w klasycznym sensie, bardziej rdzeń. Ktoś tutaj w ogóle pracował ze słonecznikiem w tym kontekście? Bo mnie samej brakuje tu bezpośrednich doświadczeń.
Słonecznik jest rośliną słoneczną, więc ma energię ognia i słońca, to chyba oczywiste. Nadaje się do pracy z intencjami związanymi z mocą i manifestacją. Zawsze tak radzę jak ktoś pyta o tanie alternatywy.
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale czy różdżka jest tylko dla wtajemniczonych czy też coś takiego może mieć osoba, która dopiero zaczyna się tym interesować? Bo trochę czytałem i jedni mówią że to poważne sposób, drudzy że każdy może.
A można zapytać co rozumiecie przez konsekrację? Bo słyszałam to słowo kilka razy i nie wiem czy to rytuał, modlitwa, czy coś jeszcze innego. Pytam szczerze bo to pojęcie mi umyka.
I to naprawdę coś zmienia w drewnie? Serio pytam. Bo z jednej strony słyszę że gatunek jest ważny, z drugiej że konsekracja wszystko wyrównuje. To jak to właściwie jest?
musisz tylko pamiętać żeby zebrać gałąź w odpowiedniej fazie księżyca, najlepiej w nowiu albo w pierwszej kwadrze, i podziękować drzewu. To jest absolutna podstawa, bez tego lepiej nie zaczynać.
Ale chyba nie chodzi tylko o księżyc, prawda? Słyszałam że intencja przy zbieraniu jest ważniejsza niż data. Że jeśli podchodzisz do drzewa świadomie i z szacunkiem to księżyc jest drugorzędny. Czy to ma sens czy mówię głupoty?
To znaczy że jak zbieram gałąź z drzewa w ogrodzie to powinienem coś do tego drzewa powiedzieć? Dosłownie mówić na głos, czy wystarczy pomyśleć?
A czy to musi być moje własne drzewo? Bo mam w ogrodzie jabłoń i taką starą wierzbę przy płocie, ale zastanawiam się czy to w ogóle ma znaczenie, że znam to drzewo od lat versus jakaś losowa gałąź z parku.
Wierzba przy płocie to ciekawa opcja. Wierzba jest klasycznie łączona z księżycem i wodą, więc zanim się zdecydujesz co chcesz robić z różdżką, warto przemyśleć czy ta energia ci odpowiada. Jabłoń to zupełnie inny rejestr, bardziej wenus, ziemia, płodność.
Dobra, ale to jest chyba trochę okrężna logika, nie? Bo wierzba rośnie przy wodzie, księżyc wpływa na wodę, więc wierzba jest księżycowa. Ale księżyc wpływa też na ludzi, na uprawy, na prawie wszystko według tej logiki. Czemu to jest argument za konkretnym drewnem?
Przepraszam, że się wtrącam, ale czy ktoś w tym wątku już faktycznie zrobił swoją różdżkę krok po kroku? Bo tu jest dużo teorii a mnie interesuje jak to wygląda w praktyce, od zebrania gałęzi do gotowego przedmiotu.
A czy jest jakaś różnica w tym jak się ją później czyści po użyciu? Mam wahadełko i po sesji zawsze zostawiam je na selenicie, ale nie wiem czy z różdżką jest podobnie czy może drewno inaczej reaguje na takie rzeczy.
Szałwia pojawia się w prawie każdym wątku o czyszczeniu, ale mnie zastanawia czy to musi być jakaś konkretna szałwia czy jakakolwiek. Bo mam ogrodową szałwię lekarską na balkonie i zawsze myślałam że to jest zupełnie inna roślina niż ta rytualna.
To wracając do mojej sytuacji, bo trochę się pogubiłam w tym wszystkim. Mam wierzbę i jabłoń. Chcę coś zrobić z energią w mieszkaniu, nie wiem jeszcze konkretnie co. Jarek wcześniej pisał, że jabłoń to ziemia i wenus, a wierzba to księżyc i woda. Które drewno lepiej pasuje do czyszczenia przestrzeni?
Mam wrażenie, że przypisania żywiołów do drzew zaczynają tu żyć własnym życiem. Różne tradycje inaczej to kategoryzują i naprawdę nie ma jednej listy która byłaby powszechnie uznana. Może zamiast szukać idealnego dopasowania na papierze, warto po prostu zapytać siebie co czujesz stojąc przy tym drzewie?
Stara i duża to wcale nie jest błaha obserwacja. Stare drzewa mają głębszy korzeń w miejscu i więcej energii do przekazania, tak przynajmniej uważa wiele tradycji leśnych i druidycznych. Jeśli to drzewo rośnie przy twoim domu od lat, to już jest jakieś połączenie między wami, nawet jeśli nie zdawałaś sobie z tego sprawy.
Serio, rozmawiać z drzewem? Nie oceniam, ale to jest chyba poziom meta. Jak masz usłyszeć odpowiedź? Bo to jest moje podstawowe pytanie do całej tej rozmowy z naturą.
Myślenie też jest łatwiejsze z jakimś punktem skupienia. Dlatego w ogóle istnieją ołtarze, różańce, mandale. Przedmiot konkretyzuje intencję, czyni ją namacalną. Czy to magia czy psychologia? Może i jedno i drugie.
Mam poczucie, że ta dyskusja trochę dryfuje od tematu. Bo pytanie w tytule brzmi drewniane różdżki versus promienie słonecznika, i chciałam się dowiedzieć czy w ogóle ktoś tu pracował z łodygą słonecznika. Bo to mnie bardziej kręci niż filozofia autosugestii.
A jak porównujesz w działaniu tę łodygę z drewnianą różdżką? Bo to chyba jest pytanie które powinna być w tym wątku od dawna.
W ogóle słonecznik to w magii słonecznej roślina bardzo silna, można z niej zrobić i różdżkę i amulet, suszone nasiona słonecznika nosi się jako talizman przyciągający obfitość. Więc jeśli ktoś chce tanią alternatywę dla drogich różdżek ze sklepu, to słonecznik w sezonie to prawie nic nie kosztuje.
Przepraszam że wchodzę w połowie, ale mam pytanie praktyczne. Czytałem ten wątek od początku i nie wiem czy rozumiem jednej rzeczy, czy konsekracja robi różnicę tylko jeśli się w nią wierzy? Bo jeśli tak, to po co w ogóle recytować jakieś słowa czy robić rytuał, skoro wystarczy samo przekonanie?
Ale jak przetestowali? Nie ma żadnych kontrolowanych badań na różdżkach. To jest przekaz ustny i zapiski ludzi, którzy sami wierzyli w to co robili. Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i cały czas brakuje mi jakiegoś momentu, w którym ktoś powie "wiem, że to działa, bo X" a nie "czuję że działa".
