Chciałam napisać o tym od dawna, bo widzę sporo pytań o butelki z zaklęciami, ale odpowiedzi są zwykle urwane w połowie. Chodzi o butelki, w których zawartość powinna się poruszać albo unosić po wstrząśnięciu - nie stać w kółku tylko kołysać się powoli i opadać. Pytanie do wszystkich: czy ktoś próbował robić takie butelki i co wam w środku faktycznie utrzymuje tę ruchomość? Bo widziałam przepisy z gliceryną, z wodą z solą, z oliwą - i każde daje zupełnie inny efekt energetyczny, nie tylko wizualny.
Robiłam kilka takich butelek i powiem szczerze, że z gliceryną jest problem - wszystko opada za wolno i jakby za ciężko. Ja przeszłam na mieszankę wody różanej z odrobiną spirytusu i to zupełnie inaczej pracuje. Zawartość się kołysze, nie tonie od razu. Ale mam pytanie do ciebie, Reginka - co rozumiesz przez "inny efekt energetyczny"? Mówisz o tym, że medium wpływa na intencję, czy raczej o tym jak butelka się zachowuje podczas rytuału?
Gliceryna w proporcji 1:3 do wody to standard, który pojawia się w większości opisów butelek z tradycji hoodoo. Alusia88, jeśli wszystko ci opadło, to albo proporcje były złe albo użyłaś składników które są za ciężkie. Jakie rzeczy wsadzałaś do środka? Bo np. sól kamienna zawsze tonie i nie ma siły żeby pływała, podczas gdy suszone kwiaty albo płatki mogą się ładnie unosić.
Przepraszam że wchodzę z innej strony ale czy te butelki to jest to samo co spell bottles z anglosaskiej tradycji? Czytałem coś o tym ale nie byłem pewny czy my mówimy o tym samym. I czy można do środka wkładać coś zapisanego, jakiś symbol runiczny na papierze?
Z oliwą to ja bym uważał w ogóle, bo ona kiedyś jełczeje i wtedy cała butelka traci swoje właściwości. Lepiej używać alkoholu o wysokim stężeniu, 70% wzwyż, bo alkohol konserwuje i jednocześnie jest świetnym przewodnikiem energii. Takie butelki można trzymać latami bez żadnego roblemu.
Wosk na korku to dobry pomysł niezależnie od płynu, robię tak zawsze. Ale mnie bardziej interesuje co piszecie o papierze w środku - sama wkładałam małe karteczki z intencją i po roku wyciągnęłam butelkę żeby ją przerobić i karteczka była zupełnie czytelna, używałam zwykłego papieru do drukarki i wody różanej z odrobiną soli. Może to kwestia tego że nie było gliceryny?
Dobra, ale żeby się nie zgubić - chcę zrobić swoją pierwszą taką butelkę i kompletnie nie wiem od czego zacząć. Czy jest jakiś podstawowy skład który na pewno zadziała? Czytam o tej glicerynie, spirytusie, wodzie różanej i już mi się miesza. Jaki płyn wybrać żeby efekt był w ogóle widoczny?
Żółte kwiaty to dobry kierunek przy splocie słonecznym, ale cytryna - masz na myśli skórkę czy sok? Bo sok szybko sfermentuje i zmętni ci płyn. Skórka w glicerynie powinna się trzymać dłużej. Ja robiłam butelkę z lawendą i suszoną różą i po kilku miesiącach kwiaty nadal wyglądały całkiem dobrze.
Mam pytanie bo mnie zastanawia jedna rzecz - czy ta kołysząca się zawartość ma jakieś konkretne znaczenie rytualne, czy to tylko kwestia estetyczna? Tzn. czy butelka "działa" tylko jeśli zawartość się porusza, czy to jest bardziej symbol aktywnej energii w środku?
Przepraszam że się dopytam, ale chcę się upewnić - czy butelkę po skończeniu rytuału zakopuje się, czy trzyma w domu? Bo gdzieś czytałam że zakopana działa dłużej, ale nie rozumiem dlaczego.
A czy jest jakaś reguła dotycząca kierunku? Wschód bo co - wschód to wschód słońca, czyli energia wchodząca? Albo może ktoś używa innego ustawienia i ma ku temu powód?
Nagietki są świetne do splotu słonecznego, nawet lepsze niż cytryna bo nie wnoszą tej kwasowości. Ja miałam w jednej butelce suszone nagietki z gliceryną przez prawie rok i wyglądały normalnie, kolor się tylko lekko wypłukał. Czy ktoś wie czy wypłukanie koloru coś znaczy energetycznie?
Ja słyszałem że butelki z niebieskim szkłem są najlepsze do ochrony, a z zielonym do przyciągania. Nie wiem skąd to pochodzi, ale jest to dość powszechna informacja w środowisku.
Obie strony mają rację i obie nie mają - tradycja nie reguluje koloru butelki, ale jeśli ktoś pracuje z systemem korespondencji kolorów i to dla niego ma sens, to ta intencja też wchodzi do butelki. To nie jest sprzeczność, po prostu różne podejścia.
Wracając do kwestii składników w środku - jak już zakleicie butelkę woskiem, to czy kiedykolwiek ją otwieracie w trakcie działania? Pytam bo zastanawiam się, czy butelka to coś zamkniętego raz na zawsze, czy można ją uzupełniać.
Mam takie pytanie do Wrożbity i w ogóle do wszystkich - czy zmętnienie płynu zawsze oznacza że coś złego się dzieje, czy może to normalny proces fizyczny? Bo gliceryna z dodatkami po czasie i tak będzie wyglądać inaczej niż świeżo zalana.
To ja się zapytam wprost - moja butelka na splot słoneczny stoi już trzeci tydzień i płyn się lekko zabarwił na żółtawo od nagietków. Czy to jest ten naturalny proces o którym Wrozbita pisze, czy powinnam coś z tym zrobić?
Kołysanie to nie przypadkowy element - chodzi o to żeby zawartość się poruszała i "aktywowała", przynajmniej w niektórych podejściach. Ale nie wszystkie butelki się kołysze. Te które mają stać jako strażnicy miejsca - zazwyczaj stoją nieruchomo. Te które mają pracować na bieżąco, np. wspierać konkretną intencję, część osób kołysze przy nowiu albo pełni. Wiedunka, jaką intencję włożyłaś przy tworzeniu - aktywną czy ochronną?
Ciekawi mnie jedno - czy jest różnica między kołysaniem butelki w dłoniach a stawianiem jej w jakimś specjalnym miejscu które samo się porusza, np. blisko okna gdzie jest przeciąg? Pytam serio, bo raz widziałem że ktoś tak robił i twierdził że to lepsze bo nie angażuje osobistej energii.
Przy okazji kołysania - czy ktoś tu robił butelkę z intencją wróżebną, nie ochronną ani czakrową? Zastanawiam się czy zasada kołysania jest taka sama dla butelek które mają wspierać jasność widzenia, intuicję i tak dalej.
Piołun w butelce to trochę ryzykowny wybór, bo intensywnie barwi płyn i szybko traci swój wygląd. Bylica moim zdaniem lepiej - wolniej się rozkłada i nie zmienia koloru płynu tak drastycznie. Ale czy zamierzasz kołysać butelkę tylko przed seansami, czy też codziennie?
Czytałem kiedyś że do butelek wróżebnych dodaje się złote nitki, bo złoto wspiera jasność widzenia. Chyba w jakimś poradniku o świecy i butelce razem, nie pamiętam gdzie dokładnie, ale złoto jako kolor miało wzmacniać kanał intuicji.
Przy okazji czakry splotu słonecznego - ja mam tę butelkę z nagietkami o której pisałam. Kołyszę ją codziennie od tygodnia, rano, może z trzy minuty. Nie wiem czy coś czuję czy się sugeruję. To normalne na początku?
Ale to jest trochę niebezpieczna ścieżka myślenia, bo wtedy butelka jest tylko placebo i nie ma sensu się przejmować składnikami. A Reginka i Jurek od początku mówią że składniki mają znaczenie. Jak to pogodzić?
Ja mam bardziej przyziemne pytanie bo wciąż siedzę przy tej swojej butelce ochronnej - czy do butelki zamkniętej na stałe woskiem też się stosuje kołysanie? Bo skoro ma stać jako strażnik, to chyba nie?
A czy jest jakaś różnica między kołysaniem poziomym a pionowym? Pytam bo słyszałam że kierunek ma znaczenie - coś o przyciąganiu i odpychaniu energii - ale nie wiem czy to dotyczy akurat butelek czy wahadełek.
Mieszanie radiestetyki z butelkami to akurat częsty błąd. To są dwa osobne systemy z różnymi logikami. Butelka jest statycznym naczynikiem intencji, wahadełko to dynamiczne sposób odczytu. Kołysanie butelki jest tylko rytuałem aktywacji, nie odczytem. Warto to rozdzielać, bo inaczej trudno potem ocenić co i dlaczego działa albo nie działa.
