Mam taką znajomą, która po prostu nie znosi imienia Agnieszka. Zażyczyła sobie żebyśmy mówili do niej Aneta i no, stosujemy się do tego.
Zastanawiam się właściwie skad to się bierze, że niektórzy do tego stopnia nie lubią swojego imienia czy nazwiska, że decydują sie na zmianę. Bo jeśli już samo noszenie jakiegoś imienia tak bardzo nam przeszkadza, to czy to imię w ogóle może na nas jakoś wpływać? Jakim cudem?
I drugie pytanie, co tak naprawdę zmiana imienia daje. Czy może to coś zmienić w charakterze człowieka albo w jego przyszłości... bo szczerze mówiąc trochę w to wątpię, ale jestem ciekawa co wy o tym sadzicie.
Hmm, myślę że na pewno poprawi się samopoczucie człowieka, który zdecyduje się na taką zmianę. A jak wiadomo, dobre samopoczucie przekłada sie na wiele innych sfer życia i spraw, więc siłą rzeczy i te będą się lepiej układać
hm, u mnie podobnie było z imionami. mam znajomą, która zdecydowała że będzie Aneta i już, koniec, kropka :)) w papierach chyba coś innego zostało, ale nikt się tym nie przejmuje, wszyscy i tak wołają po nowym. nic nie ukrywa, każdy wie że miała kiedyś inne imię, ale to bez znaczenia.
ja sama przez jakiś czas nie przepadałam za swoim imieniem (Dorota). dwa razy myslałam o zmianie, raz na zupełnie coś innego, drugi raz chodziło mi o przestawienie kolejności imion, bo to drugie też bardzo do mnie pasuje. mówiłam o tym nawet mamie i zamiast się oburzyć, przyznała mi rację... co chyba mówi samo za siebie :>
ale cała ta historia miała ciekawy ciąg dalszy. kilka tygodni temu dostałam analizę numerologiczną swoich imion od jednej osoby z forum i włosy mi stanęły dęba. okazało się, że imiona które sobie wybierałam jako zastępniki, były bardzo cięzkie, mocno karmiczne. o tym drugim wiedziałam zresztą trochę, bo w końcu je noszę jako drugie, używam go na co dzień, np. w dokumentach. ale to pierwsze, przy którym się upierałam przez kilka lat... to był szok, serio. bardzo trudne imię jak na kogoś takiego jak ja. coś w nim jednak musiało być ważnego, skoro tak mnie przyciągało :]
no ale w końcu pogodziłam się z własnym imieniem i na razie nic nie planuję zmieniać :))
Żadna tajemnica, mam na imię Anna
Nie znoszę gdy ktoś mówi do mnie "Ania", zawsze czułam, że to imię jest jakoś... mazgajowate, mięciutkie za bardzo. Trochę jak Rak właśnie, a to mój znak zodiaku, więc znam tę energię od środka i wolę jej nie wzmacniać. W dziecinstwie zdarzyło mi się też słyszeć "Anita", ale to już w ogóle było mi całkowicie obce, jakby ktoś mówił do kogoś innego.
Na co dzień przedstawiam się dwojgiem imion, albo po prostu jako Anka. To brzmi zupełnie inaczej, dynamicznie, z jakąś siłą. Mars jest mocny w moim horoskopie i chyba ta energia lepiej do mnie pasuje.
Generalnie swoje imię lubię, naprawdę. Ale tylko w pełnej formie, gdy ktoś mówi do mnie "Anna", czuję się sobą.
Mała dygresja z zupełnie innej beczki.
Jest sobie taki świat fantasy stworzony przez naszego rodaka Feliksa Kresa, gdzie kastę społeczną rozpoznaje się między innymi po liczbie imion. Chołota ma jedno, zwykły człowiek dwa, a szlachta trzy. Kiedy ktoś się przedstawia, podaje pierwsze litery imion i nazwisko.
Pomyślałam sobie że do tych subiektywnych odczuć związanych z własnym imieniem można dodać jeszcze jedno spojrzenie, a mianowicie jak nasze imiona brzmią jako szereg inicjałów. Mnie na przykład moje trzy brzmią całkiem dumnie: R.J.A. Ładnie to wychodzi i jakoś... godnie.
Więc jeśli ktoś jest niezadowolony ze swojego imienia, niech sprobuje wymówić je właśnie w takiej konfiguracji, jako inicjały. Od razu nabiera to innego charakteru i samopoczucie jakoś rośnie 😉
Mój tata całe życie używa zupełnie innego imienia niż to co ma w dokumentach, i tak szczerze to już nawet ja zapominam jakie ma to "prawdziwe" papierowe... ciekawe właściwie skąd takie rzeczy się w ogóle biorą w człowieku, że jedno imię zupełnie nie pasuje a inne owszem ;/
Jak byłam mała, to wokół mnie same Anie, Agnieszki i Magdy... i moje imię wyróżniało się jak przysłowiowy kciuk. Klara na przedszkolnym podwórku to była egzotyka, i to nie taka, za którą się przepadało. Dzieci zreszta bardzo mi pomagały w oswojeniu tej niechęci, bo ochoczo przezywały mnie "Klara-szambiara" ;P. Na szczęście z tym obrzydzeniem skończyłam gdzieś w wyższych klasach podstawówki. Teraz moje imię bardzo lubię, szczerze mówiąc nawet trochę się nim szczycę (w numerologii Uran na IC podobno mu sprzyja). I naprawdę lubię, kiedy ktoś mówi do mnie po imieniu. Sama zresztą mam taki zwyczaj, że do ludzi zwracam się zawsze w wołaczu, to wyjątkowo piękna forma, szkoda że coraz rzadziej używana.
O ile dziecięce plany zamiany imienia spełzły na niczym, to nazwisko jednak zmieniłam. Z długiego, dwuczłonowego i wybitnie niewygodnego na krotkie, jakby szyte na miarę. Zawsze zastanawiało mnie przy okazji, jak się to liczy w numerologii, tzn które nazwisko się bierze pod uwagę? To poprzednie, to obecne, a może wszystkie razem?
a ja jeszcze dorzucę taką historię, znam osobę, dla której jej prawdziwe imię było naprawdę... no, bardzo irytujące to mało powiedziane. W szkole jak nauczycielka chciała ją wywołać do tablicy, to ona po prostu nie wstawała i nie odpowiadała dopóki ta nie zwróciła się do niej właściwym imieniem. Konsekwentna była 🙂
no i w sumie to chyba coś w tych imionach rzeczywiście jest. Tylko mam takie jedno pytanie, jeśli wierzyć w reinkarnację i w to, że sami wybieramy sobie rodziców, datę urodzenia i podobno też imię, to jak to możliwe że rodzice potrafią się tak bardzo pomylić? Trochę to jest niespójne z tą teorią, nie?
