To jest właśnie to, czego mi brakowało w tej rozmowie. Że ktoś powie wprost, że to synteza. Ja myślałam, że numerologia i te częstotliwości to jest jakiś jeden stary system, że to zostało gdzieś skatalogowane. A to jest składanka. To nie zmienia tego, że może działać, ale zmienia to, jak do tego podchodzę.
Mnie ta rozmowa trochę zgubiła, ale w dobrym sensie. Zaczęłam od myślenia, że te tony to coś bardzo konkretnego, przypisanego, poukładanego, a teraz widzę, że to bardziej żywa tradycja, która się tworzy. Anahata, masz na to jakiś komentarz? Bo Ty chyba pracujesz z tym najdłużej z nas.
Anahata, to świetne pytanie i nie mam na nie gotowej odpowiedzi, bo szczerze mówiąc ten właśnie element jest najtrudniejszy. System daje mapę, ale weryfikacja jest zawsze subiektywna. Jedyna metoda, którą znam, to obserwacja własnej reakcji, czyli właśnie to, co Lalik robi, tyle że teraz wiemy, że ta obserwacja musi być naprawdę uważna i nieprzywiązana do efektu, który chcemy zobaczyć. A Wy, czy ktoś miał tu moment, w którym przypisanie zadziałało tak wyraźnie, że poczuł, że to nie przypadek?
Dziękuję za to pytanie, Dominisia, bo ja właśnie chciałam coś powiedzieć na ten temat. Miałam taki moment z dwójką. Mam dwójkę jako numer życiowy i kiedy słuchałam tonów, które podobno jej odpowiadają, poczułam się inaczej niż przy innych częstotliwościach. Nie wiem, czy to był efekt sugestii, czy coś więcej, ale różnica była dla mnie wyraźna. Szafranka, czy to w ogóle cokolwiek znaczy metodologicznie, czy to po prostu placebo?
Szafranka, to jest piękne, co napisałaś. Że ważniejsze jest to, co czujesz, niż jak to nazwiemy. Ja tak właśnie to przeżyłam z tą dwójką i teraz czuję, że to nie był przypadek. Bardzo dziękuję za takie spojrzenie, naprawdę mi to dużo dało.
To rozróżnienie, Dominisia, jest kluczowe. Ale mam wątpliwość. Skoro mówimy o syntezie, to skąd wiemy, że te przypisania liczb do tonów są w ogóle trafione? Może poczucie głębokości przy danym dźwięku wynika z czegoś zupełnie innego, z nastroju, z tego co wcześniej robiłaś, z fazy dnia. I wtedy interpretujesz to przez pryzmat swojej liczby, bo masz gotowy klucz.
Słucham tej rozmowy i przyszło mi do głowy coś, co może być ważne. W astrologii mamy podobny problem z przypisaniami, która planeta rządzi którym znakiem i dlaczego. Część tych przypisań jest historyczna, część to późniejsze nakładki. I żaden ze współczesnych astrologów nie powie Ci, że to jest czyste i jednoznaczne. A mimo to system działa, bo konsekwentnie stosowany daje spójny obraz. Może tak samo jest z tymi tonami?
Natka, to bardzo ciekawe zejście. Tak, w niektórych podejściach jest coś takiego. Szczególnie w tradycji pitagorejskiej parzyste liczby były uznawane za żeńskie, nieparzyste za męskie. Ale czy to zmienia przypisania do częstotliwości? Sama nie wiem. Nigdy nie spotkałam systemu, który by mówił wprost, że kobieta z numerem pięć ma pracować z innym tonem niż mężczyzna z numerem pięć.
W runach natomiast mamy wyraźne energie, które można by nazwać żeńskimi i męskimi, i tam to ma wpływ na to, jak dany symbol działa w kontekście konkretnej osoby. Może warto byłoby sprawdzić, czy przeniesienie tego myślenia na tony cokolwiek zmienia? Ale to byłoby już mocno autorska synteza, nie twierdzę, że to jest gdzieś opisane.
Wracam do tego wątku z płcią i interpretacją, bo to jest coraz bardziej oddalanie się od tonów i częstotliwości. Czy ktoś ma konkretny przykład, gdzie płeć zmieniła interpretację w numerologii strun? Bo na razie mamy analogie z runami i astrologią, ale to nie jest to samo.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale to pytanie o płeć i numerologię mnie bardzo wciągnęło. Czy to znaczy, że kobieta i mężczyzna z tą samą liczbą życiową mogą mieć zupełnie inne doświadczenie tego samego tonu? Bo jeśli tak, to te wszystkie listy przypisań, które są w internecie, są mocno niekompletne, prawda?
Słucham tej rozmowy i trochę się gubię. Mówimy o tym, że płeć może zmieniać interpretację, ale skoro same przypisania do tonów są syntezą i nie mają jednego źródła, to co to zmienia? Czy nie jest tak, że każda osoba i tak musi robić to dla siebie indywidualnie, bez względu na płeć?
Dominisia, to co powiedziałaś o punkcie startowym, to jest dla mnie bardzo pomocne. Zawsze myślałam, że jeśli lista mówi, że mój ton to X, to muszę to poczuć, a jak nie czuję, to coś ze mną jest nie tak. A może po prostu mój punkt startowy jest gdzie indziej? To by tłumaczyło dużo.
Hortensja, to jest bardzo dobre pytanie i właściwie jeszcze go nie tknęłyśmy. W numerologii klasycznej masz liczby osobiste roczne, miesięczne, a nawet dzienne. Czy ktoś próbował to przełożyć na pracę z tonami, tzn. czy ton przypisany do liczby rocznej byłby inny niż ten stały z liczby życiowej?
To jest konkretny kierunek. Ale zanim pójdziemy dalej, chcę się upewnić, że rozumiemy to samo. Gdy mówisz "ton przypisany do liczby rocznej", masz na myśli konkretną częstotliwość w hercach, czy raczej jakość dźwięku, interwał, relację do innych tonów? Bo to bardzo zmienia sposób pracy.
Przy czakrach pracuję głównie z pojedynczymi tonami, ale to dlatego, że każda czakra ma swój izolowany punkt. Przy numerologii strun intuicja podpowiada mi, że interwały mogą być ważniejsze, bo liczby nigdy nie istnieją w izolacji, zawsze mają kontekst. Ale to jest moja hipoteza, nie mam za tym żadnych obserwacji z praktyki.
Przepraszam, że wchodzę z pytaniem, które może być za podstawowe, ale co to jest interwał w tym kontekście? Bo znam to słowo z muzyki, ale nie wiem jak to działa gdy mówimy o liczbach i częstotliwościach naraz.
Słucham tego i zaczynam się zastanawiać, czy nie popełniamy błędu odwracając kierunek. Pitagoras szedł od strun do liczb. My idziemy od liczb urodzenia do strun. Czy to w ogóle ten sam ruch, czy robimy coś zupełnie innego?
W runach jest podobny problem, bo pierwotne znaczenia run były odkrywane przez wizjonerów, a my teraz pracujemy z gotowym systemem. Ale to nie przeszkadza, żeby system działał. Może ważniejsze jest to, czy efekt jest spójny, niż kierunek, w którym system był budowany?
Bardzo mi się podoba ta rozmowa, bo niby to wszystko skomplikowane, ale jakoś zaczynam rozumieć. Chcę zapytać o coś praktycznego, bo czuję, że to mi pomoże. Czy jest jakiś prosty sposób, żeby spróbować znaleźć ten swój punkt startowy z tonami, tak żeby zacząć od doświadczenia, a nie od listy?
Bardzo dziękuję za ten opis, Anahata, bo właśnie sobie to zapisałam. Chcę spróbować. Ale mam pytanie, czy powinnam robić to jednorazowo, czy kilka razy, bo czytałam w kontekście afirmacji, że jednokrotne doświadczenie może być zaburzone przez nastrój dnia?
Wchodzę w tę rozmowę, bo zaczęłam sobie to łączyć z tym, co znam z rytuałów. Przy pracy z dźwiękiem w rytuale zawsze zwracałam uwagę na to, że ten sam ton działa inaczej na początku rytuału i inaczej w środku, kiedy stan już jest zmieniony. Czy w numerologii strun bierze się pod uwagę kontekst, w jakim ton jest używany, czy zakłada się, że liczba działa zawsze tak samo?
To, co mówisz, Dominisio, o zmiennej stanu, to mi się klika z czymś z astrologii. Planety mają stałe znaczenia, ale ich oddziaływanie zależy od tego, w jakim domu stoją, w jakim aspekcie. Może z tonem jest podobnie, sam ton to jakby planeta, a stan, w którym pracujesz, to dom, który go osadza?
To porównanie do domów astrologicznych jest ciekawe, ale chcę je trochę sprawdzić. Bo w astrologii dom to kontekst zewnętrzny, sytuacja życiowa. A stan wewnętrzny przy pracy z tonem to co innego, to aktywność twojego własnego systemu energetycznego. Czy to naprawdę ten sam rodzaj kontekstu?
Hortensja, to ciekawe skojarzenie i właśnie o coś podobnego mi chodzi, ale chcę się upewnić zanim pójdziemy za daleko. Czy w horoskopie płeć osoby zmienia interpretację tranzytów, czy tylko urodzeniowe konfiguracje? Bo jeśli mówimy o analogii do numerologii, to chcę wiedzieć, gdzie ten czynnik w ogóle wchodzi do gry.
W tradycyjnej astrologii płeć historycznie wpływała na pewne interpretacje, szczególnie przy planetach jak Mars i Wenus. Ale nowsze podejścia raczej to odpuszczają i patrzą na całość wzorca bez takich podziałów. Ciekawi mnie, czy w numerologii jest jakiś odpowiednik tej ewolucji myślenia.
To pytanie o placebo pojawia się w każdej rozmowie o systemach ezoterycznych i rozumiem, dlaczego Ruta je zadaje. Ale chcę zwrócić uwagę na coś innego. W przypadku tonów i częstotliwości mamy jednak fizykę po stronie. Ton 432 Hz wpływa na ciało inaczej niż 440 Hz i to jest mierzalne. Więc przynajmniej część efektu nie jest projekcją.
