Zaczęłam się nad tym zastanawiać po rozmowie z jedną osobą, która uczy się u konkretnego mistrza numerologii. On ma teraz siedmiu uczniów i ona mówi, że to "właściwa liczba". Ale czy faktycznie liczba uczniów, którą mistrz gromadzi wokół siebie, mówi coś o jego duchowej linii przekazu? I czy to działa tak samo jak np. liczba uczniów Chrystusa, Buddy czy innych postaci? Pytam bo w numerologii często liczymy liczbę imion, dat, ale jakoś genealogia duchowa rzadko się tu pojawia. Czy ktoś się tym zajmował?
To ciekawy trop. Siedem uczniów to Liczba Duchowa par excellence, siódemka jest w wielu tradycjach związana z wtajemniczeniem, siedem poziomów, siedem sfer. Ale pytanie jest głębsze: czy to mistrz świadomie dobiera liczbę, czy liczba sama się "domyka"? Bo jeśli przyjmiemy, że liczba uczniów jest znacząca, to musimy się zastanowić, czy ona wynika z numerologii mistrza, jego uczniów, czy samej linii przekazu jako całości.
Ale czy nie jest tak, że to mistrz po prostu zbiera tylu uczniów, ilu mu pasuje, i potem ktoś dolicza sens? Chcę powiedzieć, że może tu jest trochę myślenia życzeniowego. Jeśli ma sześciu uczniów, powie że szóstka to harmonia. Jeśli dwunastu, powie że jak apostołowie. Jak to odróżnić od dopasowywania liczby do gotowej interpretacji?
Wchodzę do tej dyskusji bo temat dotyczy czegoś, nad czym sam kiedyś siedziałem. Genealogia duchowa to nie to samo co przypadkowe zebranie uczniów. W sufizmie na przykład silsila, czyli łańcuch przekazu, jest traktowana jak żywa linia energetyczna. I liczba ogniw ma znaczenie. Ale tu pytanie jest inne: czy liczymy uczniów jednego mistrza, czy sumujemy całą linię? Bo to zupełnie inne obliczenia i różne wnioski.
Czytam tę rozmowę i mam takie przeczucie, że to nie jest kwestia, którą można rozgryźć samą głową. Mój nauczyciel medytacji miał w pewnym momencie dokładnie jedenaście osób w grupie i zawsze mówił, że ta liczba nie jest przypadkowa, bo jedenastka to liczba objawienia. I faktycznie, z tej grupy wyszły potem osoby, które same zaczęły uczyć. Może to się weryfikuje dopiero w czasie, nie przy wejściu?
A ja chce wrórcić do pytania o mentalność z tytułu, bo sie tu trochę gubimy. Czy chodzi też o to, że sam mistrz ma Merkurego w znaku wodnym, przez co inaczej dobiera uczniów i buduje tę genealogię? Bo Merkury w Raku czy Rybach to zupełnie inne myślenie niż Merkury w Pannie czy Bliźniętach. Nie wiem czy ktoś to rozważał, ale mentalność mistrza chyba wpływa na to, kogo przyciąga.
Może po owocach? Mam na myśli to, co mówiłam o tej jedenastce. Jak uczniowie potem działają, czy sami tworzą linie przekazu, czy coś z tej inicjacji wyrasta. Wydaje mi się, że prawdziwa genealogia duchowa to nie zdjęcie w chwili wtajemniczenia, ale cały proces, który trwa przez lata. I liczba może być punktem wyjścia, ale nie zamknięciem.
Mam głupie pytanie ale co jeśli uczniowie odchodza w trakcie? Na przyład mistrz zaczął z dwunastoma i zostało sześcioro? Która liczba jest "tą właściwą"? Dwanastka wejściowa, szostka końcowa, a może żadna i trzeba liczyć inaczej?
Z perspektywy pracy z energią: przerwanie inicjacji zostawia ślad, ale nie w samej liczbie, tylko w jakości linii. Linia z "odpadem" inicjacyjnym jest słabsza, niezależnie czy finalnie jest ich pięcioro czy dwanaścioro. Liczba jest wtórna wobec integralności przekazu.
Tak, dokładnie to mam na myśli. Idealna liczba uczniów nie jest stała i nie powinna być. To byłoby myślenie życzeniowe, nie numerologia. Suma Liczb Drogi uczniów powinna pasować z zamierzeniem linii, nie z konkretną cyfrą mistrza jako taką. Ale uwaga, bo tu jest subtelność: chodzi o sumę zredukowaną do liczby, która uzupełnia Liczbę Wyrażenia mistrza, nie jego Drogę. Droga to on sam. Wyrażenie to jego działanie w świecie, w tym przekaz.
Czytam to i mam takie pytanie w głowie od dłuższego czasu: czy ktoś z was faktycznie sprawdzał to na konkretnej grupie? Bo to zaczyna być naprawdę ciekawe, że może intuicja i numerologia trafiają w to samo, ale chciałabym zobaczyć jakiś przykład, nie tylko teorię.
To jest właśnie to, co mnie od początku gryzło w tym temacie. Moja mistrzyni zebrała uczniów całkowicie intuicyjnie, ona nigdy nie mówiła o numerologii przy przyjęciu. Ale jak policzyłam Liczby Drogi wszystkich, które pamiętam, to wyszła mi trójka w redukcji. A ona ma Liczbę Wyrażenia trzy. Przypadek? Nie wiem, ale właśnie to pytanie przyciągnęło mnie do tego wątku.
To, co opisuje Baska84, jest bardzo wymowne. Trójka w Wyrażeniu mistrzyni i trójka w sumie grupy to nie jest przypadek w numerologicznym rozumieniu. To potwierdza, że linia przekazu ma spójność, niezależnie od tego, czy ktoś to świadomie zaprojektował. Ale mam pytanie do Baska84: ile osób brałaś pod uwagę w tym liczeniu? Bo jeśli któraś odeszła wcześniej, to czy ją wliczałaś?
Ale zaraz, siedem osób i wyszła trójka? Jak liczyć Liczby Drogi siedmiu osob żeby wyszło 3? Nie rozumiem, przepraszam że takia podstawowe pytanie, ale zgubiłam się w tym rachunku.
To pytanie Rgielki mnie trafiło, bo właśnie o tym pomyślałam. Ale chyba właśnie dlatego tradycje intuicyjne są bezpieczniejsze? Kiedy mistrz dobiera intuicyjnie, to nie ma tej pokusy manipulacji. Sama liczba wychodzi jakby z głębszego miejsca.
O, tu mnie złapałeś Celestyna. Bo Merkury w Raku to jedno, ale Merkury w Skorpionie to chyba jeszcze inna historia, prawda? Skorpion też jest wodny, ale tam jest bardziej o władzy niż o bezpieczeństwie. Czy mistrz ze Skorpionem w Merkurym mógłby dobierać uczniów pod kątem kontroli, nawet nieświadomie?
A co z Merkurym w Rybach konkretnie? Bo Baska84 chyba zaczęła wątek od tego, że mistrzyni może mieć właśnie taki układ. Czy Ryby jako znak Merkurego mogą dawać ten efekt, że uczniowie są jakoś "wciągani" w orbitę mistrza bez wyraźnej decyzji żadnej ze stron?
To, co opisuje Baska84 o "składaniu się" inicjacji, bardzo odpowiada temu, co w niektórych liniach szamańskich nazywa się wezwaniem obustronnym. Uczeń nie przychodzi do mistrza, oboje zostają wezwani do spotkania. I tu liczba uczniów rzeczywiście wyłania się sama, nie jest planowana. Dla mnie to jest właśnie sytuacja, w której numerologia potwierdza coś, co już zaistniało, a nie projektuje z góry.
Czytam ten wątek od początku i dopiero teraz się odezwę, bo to zdanie Edek_60 mnie zatrzymało. Czy to znaczy, że prawdziwa genealogia duchowa jest możliwa do odczytania numerologicznie tylko wstecznie? I jeśli tak, to po co mistrz miałby w ogóle zawczasu liczyć uczniów?
Trójka w Wyrażeniu mistrzyni i trójka grupowa. To było pierwsze, co mnie uderzyło gdy liczyłam. Nie planowałam tego sprawdzać, po prostu wyszło i zrobiło mi się zimno. Ale mam pytanie do Was, czy ktoś widział kiedyś sytuację, gdzie suma grupowa była sprzeczna z liczbą mistrza? Co to by wtedy znaczyło?
Widziałam taki przypadek w opisach, których nie mogę podać jako swoich. Mistrz z Liczbą Drogi 8, a suma uczniów dawała 2. To są liczby komplementarne, nie identyczne, ale 8 i 2 tworzą oś siły i podporządkowania. Sprzeczność byłaby czymś innym, np. 8 i 7 to dwie energetycznie zamknięte liczby, które nie mają naturalnego punktu spotkania.
Ale czy to nie jest tak, że każdą grupę można jakoś zinterpretować po fakcie? Jak mam osiem liczb i je sumuję, zawsze wyjdzie jedna z dziewięciu cyfr albo liczba mistrzowska. To jest matematycznie zamknięty zestaw. Skąd wiemy, że akurat ta interpretacja jest trafna, a nie kolejna, która by też "pasowała"?
Ja mam głupie pytanie ale serio nie rozumiem. Jak porównujecie to po rozpadzie grupy, to liczycie tylko tych co zostali, czy też tych co odeszli? Bo Baska84 wcześniej mówiłam, że wyłączyła osoby bez pełnego cyklu i wyszła trójka. Ale jak by je wliczyła, to co by wyszło?
Słucham tego i myślę o czymś innym. Czy linia duchowa w ogóle ma skończoną liczbę uczniów, czy raczej to jest żywy organizm, który się zmienia? Bo jeśli się zmienia, to suma liczbowa też się zmienia z każdą osobą, która wchodzi albo wychodzi. I co wtedy znaczy ta suma?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale czytam to już od dłuższego czasu i mam pytanie może naiwne. Czy taka suma grupowa coś mówi o uczniach jako całości, czy też o każdym z osobna? Bo jak mistrz dobiera ludzi numerologicznie, to czy dobiera pod konkretną osobę, czy pod całość grupy?
Mam wrażenie, że to nas prowadzi do pytania o Merkurego znowu. Bo mistrz ze Skorpionem w Merkurym pewnie liczyłby pod kontrolę całości, a z Rybami w Merkurym nawet by tego świadomie nie robił, tylko czułby, kiedy suma jest pełna. Czy to w ogóle ma sens, co mówię?
I tu wracamy do pytania lilki o to, czy zawsze można dopasować interpretację. Dalia właśnie pokazała, że trzy różne Merkury dają trzy różne mechanizmy doboru, ale numerologia potwierdza każdy. To nie osłabia numerologii, moim zdaniem, ale oznacza, że sama liczba to tylko część odczytu. Bez znajomości Merkurego mistrza suma grupowa może być rozumiana opacznie.
