Ale czy to nie jest tak że schody mają znaczenie właśnie dlatego że już ktoś kiedyś tak zdecydował i tradycja to przejęła? Pytam bez złośliwości, bo w astrologii podobnie, planety wpływają bo tak mówi tradycja, nie dlatego że mamy twardy dowód mechanizmu. Czy numerologia schodów ma jakieś starsze źródło czy to raczej nowy pomysł?
Wracając do mojej piątki, bo Edek86 wcześniej pisał że liczyć razem czy osobno zależy od tego jak traktuję przestrzeń. Zastanawiam się jak to właściwie rozstrzygnąć, bo moje poddasze jest trochę biurkiem, trochę magazynem, nie wiem czy to osobna strefa czy przedłużenie reszty domu. Czy ktoś miał podobny dylemat?
A co z blokami mieszkalnymi? Bo większość ludzi w miastach mieszka w blokach i ma schody klatki schodowej, nie swoje prywatne schody. Czy liczy się całą klatkę, czy tylko te stopnie od parteru do swoich drzwi, czy tylko jeśli mamy schody wewnątrz mieszkania? Pytam bo sama mieszkam w bloku i nie wiem czy to w ogóle mnie dotyczy.
A co jeśli ktoś na zmianę bierze windę i schody, zależnie od nastroju? To znaczy że nie ma stałego rytmu i te schody w ogóle na niego nie działają, czy to jeszcze bardziej miesza energię?
To co Mamuna pyta mnie tez zastanawia, bo w astrologii mamy podobny temat z tranzytami, raz planet jest silny raz słabszy zależnie od innych aspektów. Może z tymi schodami jest podobnie, że nieregularność ich używania sprawia że enrgia działa impulsowo, nie ciągle? Ciekawe czy to lepiej czy gorzej dla czlowieka.
Czyli jak dobrze rozumiem, to jeśli chcę zmienić coś w swoim życiu, to chodzenie schodami nieregularnie może mi w tym pomóc bardziej niż rygorystyczne trzymanie się jednego rytmu? To trochę odwrotne od tego czego się spodziewałem.
Hej, wtrącę się bo śledzę ten spór i mam pytanie z zewnątrz trochę. Czy wy mówicie że schody coś robią same z siebie, czy że my robimy coś z sobą chodząc świadomie schodami? Bo to są dla mnie dwie bardzo różne rzeczy i nie wiem którą wersję przyjmuje ta dyskusja.
A powiedźcie mi, bo trochę się boje zapytać bo może to głupie, ale czy ta intecja musi być jakaś konkretna, znaczy czy trzeba myśleć o czymś wchodząc po schodach żeby to działało, czy wystarczy że w głowie masz ogólnie że chcesz zmiany? Bo to duża różnica w praktyce.
Inkantacja pyta o coś co jest ważne i myślę że nie ma jednej odpowiedzi. Intencja ogólna to jak zostawione drzwi, może coś wejść, ale nie wiesz co. Intencja konkretna to jak zaproszenie dla czegoś określonego. Oba działają, ale z różną precyzją. Ja przez długi czas chodziłam po schodach bez żadnej intencji i dopiero kiedy zaczęłam świadomie liczyć i zatrzymywać się myślą na ostatnim stopniu, poczułam że to miejsce coś we mnie przestawia.
Techniki progowe są stare i pojawiają się w wielu tradycjach, ale w numerologii miejsca jako takiej nie ma ustandaryzowanej instrukcji zatrzymania na ostatnim stopniu. To bardziej intuicyjna praktyka, która ma sens. Sam próg w magii jest momentem zawieszenia, ani tu ani tam, i to jest przestrzeń w której intencja ma szczególną moc. Czy Goplana robiła to od razu z konkretną myślą, czy to przyszło stopniowo?
Przepraszam że wchodzę, ale mam pytanie bardziej przyziemne. Mówimy o wchodzeniu na górę, ale co ze schodzeniem? Schodzi się tyle samo stopni co wchodzi, tylko w drugą stronę. Czy to zupełnie inna energia, czy ta sama tylko odwrócona?
A to znaczy że jak idziesz w dół to inne sprawy się aktywują niż gdy idziesz w górę? Bo jeśli tak to zastanawiam się czy ktoś kto pracuje na górze i schodzi na lunch aktywuje codziennie jakiś konkretny wzorzec bez wiedzy o tym.
Ten obraz z żaglem jest dla mnie dobry, bo wcześniej pisałam o tym napięciu w domu po przeprowadzce. Może przez te wszystkie tygodnie wiatr wiał, ale żaden z nas nie wiedział jak go użyć. Zastanawiam się teraz poważnie czy policzenie tych stopni i zrozumienie liczby może coś zmienić, nawet teraz, z opóźnieniem.
To co Stasia77 opisuje, to dla mnie było największą barierą. Zaczęłam od jednego przejścia dziennie, nie każdego. Wybrałam jedno konkretne wchodzenie, zwykle wieczorne, i tylko wtedy zatrzymałam uwagę. Codzienność sama w sobie nie jest wrogiem praktyki, ale nie da się być uważnym przy każdym kroku przez cały dzień. Jeden świadomy moment robi więcej niż dziesięć mechanicznych.
Ale czy to jedno wejście dziennie ma być to samo, znaczy o tej samej porze, czy można wybrać inne każdego dnia? Bo mam wrażenie że regularność mogłaby tu pomagać, ale nie wiem czy liczy się pora czy samo intencjonalne wejście.
A propos pory, to mnie się nasuwa pytanie czy pora dnia ma swoją liczbową wartość i czy to jakoś wchodzi w interakcję z liczbą stopni? Znaczy czy wejście o ósmej rano to co innego nuerologicznie niż wejście o ósmej wieczór? Przepraszam jeśli to głupie pytanie ale zaczęłam się nad tym zastanawiać.
Przepraszam, ale chcę dopytać bo nie rozumiem. Mówicie że liczba stopni to stała przestrzeni, ale czas to zmienna. Ale stopni jest tyle samo o ósmej rano co o północy. Co to znaczy że pora wchodzi w interakcję z czymś stałym? Czy to nie trochę jak mieszanie jabłek z pomarańczami?
W magii miejsca jest coś co można by nazwać energią kumulatywną przestrzeni. Schody w domu wieloosobowym niosą sumę intencji wszystkich przejść, ale nie na zasadzie dodawania, tylko nakładania. Jedna silna intencja może być wyraźniejsza niż dziesięć słabych. Dlatego jeśli jedna osoba w domu pracuje z tą przestrzenią świadomie, a reszta nie, to ten jeden głos jest słyszalny, choć nie jedyny.
To jest dla mnie ważna informacja, bo właśnie o tym myślę. W moim domu jest kilka osób i nie wszystkie są otwarte na tego rodzaju tematy, żeby delikatnie powiedzieć. Czy to znaczy że moja praca może mimo to coś zmienić, czy to trochę jak próba rozmowy kiedy inni nie słuchają?
Dziękuję za tę odpowiedź, bo to jest coś co mogę spróbować od razu. Nie muszę rozumieć całej teorii, mogę po prostu stanąć na górze schodów i sprawdzić co czuję. To brzmi jak coś wykonalnego. Tylko nie wiem czy powinnam najpierw policzyć stopnie, czy to nie ma znaczenia na tym etapie?
A mi się tu nasuwa skojarzenie z kwestią rodziny, bo Goplana to wcześniej sygnalizowała. Liczba stopni domu to jedno, ale co jeśli ta liczba jest trudna w kontekście układu rodzinnego który tam mieszka? Znaczy, nie chodzi mi o to że schody są złe, ale czy liczba może tłumaczyć dlaczego w niektórych domach napięcia są trwałe i strukturalne a nie przypadkowe?
A skąd wziął się ten pomysł żeby właśnie schody traktować jako ścieżkę duchową, nie np. drzwi wejściowe albo próg? Pytam bo drzwi też mają swoją symbolikę przejścia i zastanawiam się co sprawia że stopnie są tu czymś innym.
Mieszkam w bloku i mam windę, ale też schody klatkowe. Czy to znaczy że mogę pracować z liczbą stopni na klatce nawet jeśli to nie są moje prywatne schody? Bo chodzę nimi czasem zamiast windą i zawsze je liczę od dziecka, to taki odruch.
Szóstka to liczba harmonii i równowagi ale też odpowiedzialności za innych, Wenus ją włada w wielu systemach. Ale zanim zaczniemy interpretować dla Mamuny, to może warto zapytać co ona czuje wchodząc na to piętro? Czy coś się zmienia po tych schodach?
Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi, bo zależy od wielu czynników. Czwórka może działać jako kotwica dla chaotycznej natury, trzymać cię w ryzach, ale może też powodować poczucie stłumienia. Ważne jest jak się czujesz w tym domu na co dzień, czy jest tam jakiś spokój którego szukasz, czy raczej ciasno.
Mam wrażenie że trochę zakładamy że liczba schodów jest dana raz na zawsze. Ale co z remontami? Ktoś dokłada stopień, ktoś usuwa. Czy nowa liczba wymazuje starą, czy nakłada się? Bo jeśli przestrzeń pamięta jak tu wcześniej mówiliście, to może stara liczba nadal gdzieś tam jest.
Ale jeśli ta granica jest tak cienka, to czy w ogóle możemy mówić o samodzielnym działaniu liczby? Może wszystko co przypisujemy liczbie schodów to po prostu nasza psychika reagująca na rytm ruchu i przestrzeń?
