Uważność na schodach nie polega na trzymaniu myśli przy każdym stopniu przez cały czas. Wystarczy moment na początku, zatrzymanie, i świadomość dokąd się idzie w głębszym sensie. Reszta działa pod powierzchnią. Nie musicie tego kontrolować krok po kroku.
Czytam tę rozmowę i mam wrażenie że zaczęliście od schodów jako drogi duchowej, a teraz rozmawiamy też o rodzinie i o tym kto mieszka w domu i jak na siebie oddziałuje. I zastanawiam się czy liczba stopni mówi nam coś o tej rodzinie jako całości, czy raczej każdy domownik ma swoją relację z tą liczbą osobno.
To jest właśnie pytanie które mnie od początku kręci w tym wątku. Bo rodzina to nie suma jednostek, ma jakąś wspólną energię. I schody to przestrzeń przez którą wszyscy przechodzą, więc może ta liczba mówi coś o tym jak ta rodzina jako całość porusza się między poziomami życia - codziennością a tym co bardziej wewnętrzne.
Raczej wybuchała. Szybko i głośno, a potem cisza. I właśnie te schody były jakby korytarzem do tych wybuchów, bo najczęściej ktoś wchodził albo schodził i wtedy się zaczynało. Nigdy o tym tak nie myślałam, że przestrzeń mogła to w jakiś sposób organizować.
Ja mam w sumie ciekawy przypadek bo moje schody klatki to jedno, ale w domu mamy jeszcze małe wewnętrzne schodki na antresolę i to są dokładnie cztery stopnie. I na tej antresoli zawsze się chowałam jak było źle. Nie wiem czy to liczba czy po prostu wyżej i spokojniej, ale Martusia61 co o tym myślisz?
A ja mam pytanei do tej całej metody - bo co jeśli wynik jest dwojaki, znaczy że ta spójność jest i jej nie ma naraz? U mnie schody do sypialni to sześć stopni i sypialna jest na pewno moim miejscem ale też jest miejscem gdzie najgorzej sypiam od tygodni. Szóstka mnie odpycha czy przyciąga?
Wracam do pytania Celestyna bo ono mnie też gdzieś uwiera. Ja sama nie twierdzę że liczba stopni determinuje wszystko, ale znam domy gdzie ta geometria liczb nakłada się na wszystko inne i to nałożenie jest właśnie uderzające. Jakby liczba nie powodowała ale wzmacniała albo wyraźniała to co i tak było w rodzinie. I to chyba klucz - nie zastępowanie zwykłych wyjaśnień, ale czytanie tego co zostaje po nich.
Ale czy to nie jest trochę tak że "wzmacnia" albo "wyraźnia" to jest zawsze bezpieczna interpretacja bo nie da się jej obalić? Bo jeśli jest dobrze to liczba nie przeszkadza, a jeśli jest źle to wzmacnia problem. Cokolwiek się dzieje, interpretacja pasuje.
Ja chyba jestem zbyt prosta do tej filozofii ale mam inne pytanie. Mówiłam o tych czterech stopniach na moją antresolę i że tam się chowałam. To teraz jak rozumiem - ta czwórka była dla mnie dobra czy zła? Bo Martusia mówiła że czwórka to stabilność ale wcześniej ktoś mówił że czwórka przy schodach domu to napięcia rodzinne. Cztery stopnie do mojej kryjówki to co oznaczają?
